Rządzenie jest nieustanną sztafetą [WYWIAD z prof. Marianem Zembalą]

Rozmawiał Jerzy Papuga
24-01-2018, 00:00

O zmianie na stanowisku ministra zdrowia, wyzwaniach, jakie czekają nowego szefa resortu, oraz cechach charakteru, niezbędnych do wykonywania tej funkcji rozmawiamy z byłym ministrem zdrowia, prof. dr. hab. n. med. Marianem Zembalą.

JERZY PAPUGA: Powołany został nowy minister zdrowia prof. 
dr hab. n. med. Łukasz Szumowski, który nie jest osobą tak znaną, jak jego poprzednicy…

prof. dr hab. n. med. Marian Zembala, były minister zdrowia
Zobacz więcej

prof. dr hab. n. med. Marian Zembala, były minister zdrowia

Prof. MARIAN ZEMBALA: Prof. Szumowskiego znam przede wszystkim jako dobrego, ambitnego lekarza kardiologa, z cenionym dorobkiem naukowym, ale także — z dobrej strony — jako wiceministra nauki. Rządzący wciąż za mało doceniają dorobek uczonych z zakresu medycyny, farmacji i bioinżynierii, podczas gdy to właśnie te dyscypliny wiodą prym w nauce polskiej, ustępując jedynie fizyce. Minister Szumowski, za sprawą swojego protektora, wicepremiera Jarosława Gowina, ma szansę to pogłębić.

 A jak przedstawić sylwetkę prof. Szumowskiego jako lekarza?

Reprezentuje on nowoczesną akademicką kardiologię ze znakomitej szkoły — Instytutu Kardiologii w Warszawie, kierowanej przez ambitnych i utalentowanych liderów, a jako elektrofizjolog jest wychowankiem jej pioniera prof. Franciszka Walczaka. Profesor był nie tylko prawdziwie odważny i dobrze zorganizowany w tym, co mówił i robił, ale także znany z twardości i charakteru. Prof. Szumowski jest właśnie z tej szkoły solidności, konkretnego działania i odpowiedzialności. Wierzę, że jako minister będzie otwarty na to, co sprawdziło się w kraju i zagranicą, co dobrze działa w systemie ochrony zdrowia. Dziś w Polsce należy unikać kosztownych, niepotrzebnych eksperymentów i zmian tylko dla samych zmian.

Minister Szumowski wchodzi do akcji w trudnym momencie, bowiem sprawa wypowiadania klauzul opt-out nie jest wcale marginalna, jak widział ją Konstanty Radziwiłł.

Minister zdrowia jest zawsze w trudniejszym położeniu niż inni szefowie resortów. Tylko odwaga i decyzyjność mogą mu pomóc w rozwiązywaniu istniejących problemów, w nadaniu im priorytetów i określeniu harmonogramów. W minionym roku prof. Szumowski jako wiceminister nauki cieszył się wsparciem wicepremiera Gowina. Jestem przekonany, że doszło do tego wsparcie premiera Mateusza Morawieckiego, który mocno zaakcentował sprawy zdrowia w swoim exposé i w budżecie państwa na 2018 rok. Nie wolno nie zauważyć, że dokonano nowego rozdziału środków przeznaczonych na zdrowie w relacji do PKB: 6 proc. to jednak nie to samo co 4,6 proc. Postulat, że lepiej byłoby mieć te zasoby już w 2023 roku jest zasadny, ale coś już mamy zapisane i tego się nie cofnie. Nie sądzę, aby ze strony rządu nie było pola do kompromisu, bo nadal są niewykorzystane możliwości zwiększenia funduszy.

Jakie to dodatkowe możliwości?

Ich źródłem mogą być doubezpieczenia, które Polacy wciąż niewłaściwie kojarzą z wyciąganiem dodatkowych pieniędzy z portfela. System polegałby na tym, że w zależności od wysokości zarobków wchodziłoby się w dodatkową taryfę ubezpieczenia zdrowotnego i znacząco zwiększało zasoby środków w ochronie zdrowia. Wciąż boimy się tych rozwiązań, chociaż w mojej ocenie są nie do uniknięcia, skoro sprawdziły się we wszystkich krajach rozwiniętych. Jest jeszcze jedno wciąż niewykorzystane źródło, a pierwsze prace nad jego uruchomieniem zaczynaliśmy wspólnie z prof. Zbigniewem Religą, choć, niestety, przegraliśmy z lobby ubezpieczeniowym. Wciąż wyżej stawia ono ubezpieczenie karoserii i silnika auta niż ofiar wypadków, wymagających zwykle długotrwałego i kosztownego leczenia. Tymczasem w innych krajach od 5 do 8 proc. środków z tej puli przeznaczone jest dla oddziałów ratunkowych i urazowych. To byłyby znaczące dodatkowe nakłady, których dziś bardzo brakuje tym oddziałom i szpitalom.

Wśród zgłaszanych postulatów wymienia się także terminy wdrażania programów rządowych.

To wyjątkowo ważna sprawa, zwłaszcza wobec zapowiedzi premiera Morawieckiego znacznego zwiększenia środków na programy rządowe w latach 2018-2020 w zakresie profilaktyki i leczenia chorób serca, naczyń obwodowych i mózgowych, programów onkologicznych, medycyny transplantacyjnej oraz programów poświęconych zdrowiu dzieci i medycynie senioralnej. W krajach dobrze pod tym względem zarządzanych, wszelkie programy rządowe, które przecież wymagają przestrzegania procedur przetargowych, wdrażane są najpóźniej na początku II kwartału, zaraz po przejściu etapu proceduralnego. A u nas zaczyna się o nich rozmawiać dopiero w marcu, decyzje podejmuje w czerwcu, zaś same procedury uruchamia w październiku, a realizuje w listopadzie bądź grudniu. To jest niedopuszczalne i nieracjonalne, wszyscy na tym tracimy, a najwięcej chorzy. Tracimy zarówno ekonomicznie, bo pospieszne przetargi oznaczają wyższe ceny, jak i medycznie, gdyż pośpiech i niepewność nie sprzyjają racjonalnym działaniom. Nie wspominając o sądowych sporach konkurujących ze sobą firm, uniemożliwiających często realizację wielu przetargów.

Czy dobrze się stało, że ocalał NFZ?

Gdybyśmy rozwiązali Narodowy Fundusz Zdrowia, to dziś system ochrony zdrowia byłby w nieporównanie trudniejszej sytuacji, trudnej nawet do wyobrażenia... Wygrała decyzja o pozostawieniu funduszu, co przecież nie zamyka drogi do jego reformowania i doskonalenia. Ciągła huśtawka pomysłów wokół NFZ spowodowała, że ok. 200 najlepszych fachowców bezpowrotnie z niego odeszło. Z kadrami i instytucjami w ogóle trzeba postępować mniej rewolucyjnie.

A jak postępować z kosztami w służbie zdrowia?

Prawdą jest, że będą rosnąć, ale trzeba je racjonalizować na poziomie centralnym. Przykład zakupu cyklotronów w 2015 roku: ogłasza się konkurs, ale jego warunki sprawiają, iż w jednym województwie byłyby nawet trzy nowe urządzenia, a w innym żadnego. Tymczasem to warunki zamówienia powinny definiować, że urządzenia w pierwszej kolejności otrzymają ośrodki, które ich nie posiadają, a w dalszej — te ze sprzętem już zamortyzowanym. Jeszcze jako minister musiałem w tej sprawie zdecydowanie interweniować, wbrew różnym grupom nacisku.

Nowy minister musi „umieć się postawić”?

Rozumiałbym to bardziej jako podejmowanie stanowczych decyzji i konsekwentnych działań. O swoich racjach trzeba przekonywać premiera, cały rząd i parlamentarzystów. Decyzyjność, decyzyjność i jeszcze raz decyzyjność… A ponieważ minister Szumowski ma taką osobowość, to jest to wielka szansa dla ochrony zdrowia.

Czy pierwsze decyzje powinny dotyczyć sprawy protestu rezydentów?

Rezydenci, wyrażając interesy nie tylko własnej grupy, uczynili to z klasą, nie odchodząc od łóżek pacjentów. Ale z własnej praktyki wiem — i nie trzeba się bać uczciwie o tym mówić — że nie da się w limicie czasowym 8.00-14.00 wyszkolić rezydentów w specjalnościach zabiegowych. Zwłaszcza że w wielu ośrodkach wciąż nie najlepiej funkcjonują programy szkolenia podyplomowego. Nie tylko zresztą w Polsce, ponieważ dokumentują to rezydenci z Kanady, USA, Australii, Holandii, Francji, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. W najbardziej renomowanych ośrodkach specjalizacyjnych w Ameryce wręcz przywraca się zasadę dyżuru co drugi dzień. Bardzo meczącą, zwłaszcza w pierwszych dwóch latach rezydentury, lecz skuteczną w szkoleniu i zdobywaniu doświadczenia. Proces szkolenia jest dziś zdecydowanie trudniejszy, dłuższy i bardziej wymagający. Przed kierownikiem specjalizacji zawsze stoi dylemat: kiedy po okresie szkolenia powierzyć rezydentowi pacjenta? Idzie za tym przecież odpowiedzialność zawodowa i etyczna, bo skoro rezydentura się kończy, a do egzaminu pozostał jeszcze rok, to w jakiej formule zatrudnić takiego lekarza? Czy dopuścić go do zabiegów, gdzie kładzie się nacisk na brak powikłań? Czy ktoś jeszcze 10 lat temu zwracał uwagę na udokumentowaną poprzez audytowane rejestry jakość oraz wczesne i odległe wyniki leczenia? 

To się nie uda bez odbudowania prawidłowych relacji w zespołach medycznych.

Wysiłek trzeba położyć na włączenie do nich ratowników medycznych, wspierających pracę pielęgniarek na oddziałach szpitalnych. Tracimy bezcenny czas nie powołując nowych zawodów: asystenta lekarza, rekrutowanego spośród pielęgniarek i ratowników, inżyniera medycznego do obsługi i konserwacji skomplikowanej aparatury medycznej czy zawodu asystentki pielęgnacyjnej bądź administracyjnej. Prawidłowa piramida zespołu medycznego powinna składać się z profesora na szczycie, konsultantów poniżej (ale wspieranych przez przynajmniej 2 rezydentów) oraz asystentów lekarza, pielęgniarki, ratowników i pracownika administracji. 

Jak wygląda rządzenie polską służbą zdrowia z perspektywy gabinetu nowo powołanego ministra?

Niezależnie od własnych programów, planów i ambicji, należy być przygotowanym do doraźnych, nieprzewidzianych działań. Ja już w drugim dniu kierowania resortem pojechałem do szpitala w Wyszkowie „gasić” głodowy strajk pielęgniarek, potem podobna sytuacja była w Rybniku... Ważne, że mogłem liczyć na wsparcie premier Ewy Kopacz i jej rozważne rady. Nie zmienia to faktu, że drogą dialogu trzeba dość szybko wypracować decyzje, następnie je konsekwentnie realizować, a gdy trzeba, bronić. Druga strona zaś powinna dać ministrowi kapitał zaufania i niezbędnego spokoju, by nie zaczynał od kryzysu uniemożliwiającego otwarcie na zmiany. Odwaga, rozwaga, decyzyjność i konsekwencja to w mojej ocenie podstawa sukcesu w kierowaniu tym trudnym resortem, rządzenie bowiem jest nieustanną sztafetą. 

 

O kim mowa

Prof. dr hab. n. med. Marian Zembala,

kardiochirurg, 
kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiochirurgii, Transplantologii, Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego i dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Jest posłem na Sejm RP.

 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiał Jerzy Papuga

Najważniejsze dzisiaj

Puls Medycyny

/ Rządzenie jest nieustanną sztafetą [WYWIAD z prof. Marianem Zembalą]
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.