Ryzyko sercowo-naczyniowe w czasach pandemii

Monika Majewska
opublikowano: 16-10-2020, 13:06

Po wybuchu pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 wprowadzono liczne obostrzenia i czasowy lockdown, co przyczyniło się do zmian dotyczących m.in. zwyczajów żywieniowych, poziomu aktywności fizycznej czy rytmu dobowego Polaków. Czynniki te mają znaczący wpływ na kondycję układu sercowo-naczyniowego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Traumatyczne wydarzenia o charakterze masowym mają zdecydowanie negatywny wpływ na przebieg chorób układu sercowo-naczyniowego. Wykazano to m.in. po atakach terrorystycznych na World Trade Center w 2001 r., gdy w kilkumiesięcznej obserwacji odnotowano u obywateli USA wzrost wartości ciśnienia tętniczego o 1,7-3,8 mm Hg. Z kolei po trzęsieniu ziemi w Japonii w 2011 r. obserwowano w tym kraju zwiększenie liczby przypadków zawału serca, udaru mózgu i niewydolności serca. 

Prof. Aleksander Prejbisz
Zobacz więcej

Prof. Aleksander Prejbisz Fot. Tomasz Pikuła

Epidemia koronawirusa - efekt tsunami

Zdaniem prof. dr. hab. n. med. Aleksandra Prejbisza z Kliniki Nadciśnienia Tętniczego Narodowego Instytutu Kardiologii, prezesa elekta Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego, do takich traumatycznych wydarzeń można zaliczyć pandemię COVID-19. A wprowadzony z jej powodu lockdown przyczynił się do zmian, które mogą mieć niekorzystny wpływ na kondycję serca. 

„Epidemię COVID-19 można porównać do tsunami, czyli olbrzymiej fali oceanicznej wywołanej trzęsieniem ziemi. Czasami fale następstw mogą być większym zagrożeniem niż samo trzęsienie ziemi — zaznaczył prof. Aleksander Prejbisz. — Pierwszą falą będzie sam COVID-19, a kolejnymi — następstwa spowodowane opóźnieniem leczenia chorób przewlekłych, skutki psychiczne, socjalne i ekonomiczne, a także te wynikające z wpływu na ryzyko sercowo-naczyniowe”.

Spadek aktywności fizycznej w okresie lockdownu może mieć duży wpływ na ciśnienie tętnicze

Jednym z czynników ryzyka sercowo-naczyniowego jest palenie papierosów, które może mieć także niekorzystny wpływ na przebieg COVID-19 i ryzyko zgonu z jego powodu. Z analizy badań przeprowadzonych przez chińskich naukowców wynika, że wśród palaczy jest większy odsetek chorych z cięższym przebiegiem COVID-19 oraz że palenie tytoniu zwiększa ryzyko zgonu z powodu tej choroby. „Fakt ten mógłby zachęcić palaczy do rzucenia palenia. Jednak sprzedaż papierosów w czasie pandemii ani nie spadła, ani nie wzrosła” — powiedział prof. Prejbisz.

Na podstawie danych pozyskanych z urządzeń monitorujących aktywność można wnioskować, że w okresie lockdownu nastąpił na świecie spadek poziomu aktywności fizycznej o różnym stopniu, na ogół o kilkanaście procent. „Te kilkanaście procent może mieć znaczący wpływ na wartość ciśnienia tętniczego. Może ono wzrosnąć nawet o kilka milimetrów słupka rtęci — skomentował prof. Prejbisz. — Dlatego w czasie epidemii pacjenci z nadciśnieniem tętniczym powinni zachować aktywność fizyczną również w warunkach domowych”.

Niepokojące dane dotyczące spożycia alkoholu w czasie pandemii COVID-19

Epidemia COVID-19 przyczyniła się także do zmiany zwyczajów żywieniowych Polaków, którzy w okresie lockdownu spożywali znacznie więcej pokarmów niż zwykle, a co za tym idzie — przybrali na wadze. Takie są wyniki badania ankietowego, przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

„Przy czym u osób, które miały wyjściowo nadwagę lub otyłość, odnotowano większą częstotliwość spożywania pokarmu, podjadania i zwiększenie liczby dodatkowych kilogramów. Oznacza to, że po zakończeniu pandemii osoby chorujące na otyłość będą miały jeszcze większą masę ciała” — ocenił prof. Prejbisz, zwracając uwagę, że otyłość zwiększa ryzyko niekorzystnego przebiegu COVID-19. 

W okresie lockdownu wrosła także sprzedaż alkoholu, szczególnie mocnego — o 75 proc., a także piwa — o 66 proc. oraz wina — o 42 proc. „Dane te powinny być jednak traktowane z pewną ostrożnością, ponieważ mogło dojść do gromadzenia zapasów alkoholu. Poza tym zamknięto bary i restauracje, gdzie z kolei spożycie alkoholu spadło w istotny sposób” — dodał profesor. Mimo to, jak zauważył, dane te są niepokojące i mogą przekładać się na ryzyko zgonu z powodu chorób układu sercowo-naczyniowego.

Kardiologia
Ekspercki newsletter przygotowywany we współpracy z kardiologami
ZAPISZ MNIE
×
Kardiologia
Wysyłany raz w miesiącu
Ekspercki newsletter przygotowywany we współpracy z kardiologami
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Skutki zachwiania rytmu dobowego

Przymusowe pozostanie w domu przyczyniło się także do zmiany rytmu dobowego ludzi. Zwiększyła się długość snu, przesunęła pora kładzenia się do łóżka i porannej pobudki — w niektórych krajach nawet o ponad 20 minut. „Choć zwiększyła się długość snu, to pogorszyła się jego jakość. Zwiększyła się również częstość występowania bezsenności” — podkreślił prof. Prejbisz.

W jego ocenie, zmiana rytmu dobowego początkowo może utrudnić powrót do normalnej aktywności, np. do szkoły. „Odnotowujemy zespół opóźnionej fazy snu, większą senność i utrudnienia w koncentracji. Długość snu będzie korzystnie wpływała na ryzyko sercowo-naczyniowe, ale zmniejszenie jego jakości i wzrost częstości występowania bezsenności będą miały niekorzystny efekt” — podsumował ekspert.

Życie w stresie, choć w czystszym środowisku

Prof. Prejbisz wskazał też, że epidemia koronawirusa przyczyniła się do zwiększenia poziomu niepokoju i lęku wśród ludzi. Na podstawie metaanalizy opracowanej przez chińskich naukowców można stwierdzić, że we wszystkich badaniach obserwowano wzrost: 

  • lęku o 6-51 proc.
  • depresji o 15-48 proc.
  • zespołu stresu pourazowego o 7-54 proc.
  • niepokoju psychicznego o 34-38 proc.
  • stresu o 8-82 proc.

„Należy zwrócić uwagę, że reakcja na stres i lęk może być odroczona — zwiększone wartości ciśnienia mogą się pojawić po kilku miesiącach, latach” — zaznaczył prof. Prejbisz.

W badaniach istotne okazały się także czynniki ryzyka, związane z częstością występowania zaburzeń nastroju, takie jak: płeć żeńska, młodszy wiek (poniżej 40. roku życia), choroby przewlekłe/psychiatryczne, bezrobocie, określona grupa społeczna (studenci), a także częsta ekspozycja na wiadomości dotyczące COVID-19.

Prof. Prejbisz wskazał także na kilka korzystnych efektów epidemii, m.in. wpływ człowieka na środowisko naturalne w okresie lockdownu, związany ze zmniejszeniem natężenia hałasu, m.in. w okolicach lotnisk. „Amerykańskie badanie wykazało również zmniejszenie ruchu ulicznego w czasie lockdownu, co przełożyło się na poprawę czystości powietrza” — wyjaśnił hipertensjolog.

Mniej zdarzeń sercowo-naczyniowych czy mniej kontroli w czasie pandemii?

Prof. Prejbisz zauważył, że w czasie pandemii doszło do zmniejszenia częstości występowania nagłych zdarzeń sercowo-naczyniowych. Czy jednak rzeczywiście było to spowodowane mniejszą liczbą przypadków, czy może obniżoną liczbą zgłaszających się pacjentów?

„Analiza z Niemiec wykazała, że w okresie lockdownu nie odnotowano mniejszej liczby przypadków rozwarstwienia aorty. Większe spadki obserwowano w przypadku zdarzeń, które z reguły mają łagodniejszy przebieg kliniczny, co nie znaczy, że nie mają większego następstwa w odległej obserwacji, np. przejściowe niedokrwienie mózgu, zawał serca bez uniesienia odcinka ST” — zaznaczył prof. Prejbisz.

„Pewnie niedługo dowiemy się, ilu chorych z nadciśnieniem tętniczym, stabilną chorobą wieńcową i zaburzeniami lipidowymi nie rozpoznano i w ilu przypadkach nie włączono leczenia z powodu czynników ryzyka sercowo-naczyniowego, które mają istotne znacznie” — powiedział hipertensjolog.

Zdaniem prof. Prejbisza, pandemia może mieć wpływ na szereg czynników ryzyka sercowo-naczyniowego, w większości na te niekorzystne. Na pewno więc dojdzie do ich przewartościowania.

„Polska jest krajem, gdzie dwa czynniki: stężenie cholesterolu LDL i wysokość ciśnienia są źle kontrolowane. Jedynie u osób powyżej 60. roku życia kontrola tych dwóch czynników przekracza 10 proc. W pozostałych grupach ryzyka wartości docelowe ciśnienia tętniczego i cholesterolu LDL uzyskuje się u mniej niż 10 proc.” — zauważył ekspert i dodał: „Niezależnie od pandemii, musimy tak działać, aby zmniejszać główne czynniki ryzyka sercowo-naczyniowego”.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Majewska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.