Rynek leków: przeciwstawne trendy

Stefan Bogusławski
opublikowano: 11-10-2006, 00:00

Firma IMS zajmująca się badaniem rynku farmaceutycznego prognozuje, że w 2006 roku w Polsce dynamika wzrostu sprzedaży leków spadnie z ubiegłorocznego 7,5 proc. do 2,7 proc. Co to oznacza dla pacjentów, firm farmaceutycznych i aptek, analizuje Stefan Bogusławski, dyrektor generalny IMS Poland.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Od pewnego czasu obserwuję, iż pod wpływem mediów w percepcji społecznej (i chyba również wśród decydentów i polityków) umacnia się pogląd, że wydatki na leki w Polsce rosną ponad miarę, a korzysta z tego przemysł farmaceutyczny i aptekarze. Ten fakt "prasowy" powstaje na bazie oczywistej konstatacji, iż całkowite koszty farmakoterapii rosną i będą rosnąć jeszcze przez długie lata. Wydłużanie się średniego czasu życia, rozwijająca się profilaktyka schorzeń cywilizacyjnych i związanych z wiekiem, wchodzenie do terapii nowych, czasem przełomowych leków to tylko przykłady z długiej listy mechanizmów stymulujących popyt na leki.
Coroczny wzrost wydatków na leki w Polsce w ostatnich latach nie odbiegał od średniej UE - oscylował na poziomie ok. 7 proc. W porównaniu do poprzednich lat oznacza to bardzo znaczące wyhamowanie dynamiki wydatków, a nie jej wzrost. Co więcej, przewidujemy, iż w najbliższych miesiącach będzie ona jeszcze niższa, aby osiągnąć na koniec 2006 roku wynik 2,7 proc. (rynek apteczny i szpitalny razem, w złotych, na poziomie ceny producenta). Cóż takiego więc się dzieje, że Polska zdaje się coraz mniej "pasować" do globalnych schematów? Kto skorzysta, a kto straci na stagnacji wydatków na leki?

Skutki działań ministra zdrowia

Przyjrzyjmy się "jakości" wzrostu rynku leków, obserwowanego w ciągu ostatnich kilkudziesięciu miesięcy. W tym okresie obserwowaliśmy na rynku dwie grupy zjawisk, działających wzajemnie przeciwstawnie. Nieco upraszczając, całkowite wydatki na leki rozpędzają się w efekcie wielokrotnie opisywanych już mechanizmów: coraz większa liczba pacjentów jest leczona przewlekle, a w ich terapii używane są nowsze, droższe (za terapię) leki, głównie generyczne. Ten mechanizm powiększa nasz rynek leków niezmiennie już od wielu lat. Od końca 2003 roku zaczęły jednak działać silne hamulce. Kilkukrotne rewizje cen urzędowych, limitów oraz składu list refundacyjnych nie tylko "arytmetycznie" obniżyły połączone wydatki na leki pacjentów i Narodowego Funduszu Zdrowia. Aktywna postawa regulacyjna Ministerstwa Zdrowia w tym aspekcie zmieniła zachowania pacjentów, a w następstwie - lekarzy, przemysłu i aptekarzy.
Dlaczego tak się stało? Zmiany w zakresie limitów z reguły podnoszą poziom dopłat pacjentów - o ile używają oni tych samych co dotychczas produktów. Jednocześnie poziom dopłat pacjentów jest bardzo wysoki i stale, od wielu lat, rośnie. Narażeni na wysokie i rosnące opłaty pacjenci wymuszają więc zmiany - lekarze częściej dbają o zapisywanie tańszych odpowiedników, przemysł robi duży wysiłek, aby obniżyć poziom dopłaty w aptece, aptekarz zaś nie pozostaje bierny, walcząc o pacjenta promocjami cenowymi i aktywną substytucją.
Efekt tych działań już obserwujemy. Ceny poszczególnych produktów w bardzo wielu podstawowych segmentach terapeutycznych spadają. Spadki dotyczą obu składników ceny: "urzędowego" - płaconego przez NFZ i cyklicznie obniżanego przez ministerstwo, oraz "wolnego" - dopłaty pacjenta, obniżanej przez wytwórcę leku i system dystrybucyjny.

Prognozy dla rynku

Podsumowując, można powiedzieć, że Polacy kupują coraz więcej leków, których ceny (dla NFZ i dla chorych) spadają. Wzrost zużycia na razie przeważa, ale czynnik konkurencji cenowej jest coraz silniejszy. I tak będzie w najbliższych kilkunastu miesiącach - ceny będą nadal spadać, choć erozja cenowa będzie postępować nieco wolniej. W wyniku już wprowadzonych zmian wydatki NFZ na leki refundowane w aptekach ustabilizują się ze słabą tendencją wzrostową. Zmiana list i limitów, zapowiadana na jesień tego roku, podziała jako kolejny bodziec obniżający dynamikę rynku. Wydatki NFZ zapewne nawet spadną w porównaniu do ostatnich lat.
Otwarte stale jest jednak pytanie, czy MZ i NFZ przeznaczą "oszczędzone" pieniądze na nowe leki na listach, czy też zużyją je na inne cele, związane choćby z podwyżkami wynagrodzeń lekarzy i pielęgniarek. Patrząc na bardzo napięty w 2007 roku budżet NFZ, wydaje się mało prawdopodobne, aby akurat leki znalazły się na liście beneficjentów zwiększonych środków finansowych.
Wydatki pacjentów na leki na receptę rosły w ostatnich latach szybciej niż cały rynek - można więc powiedzieć, iż to głównie oni ponosili ciężar zwiększających się kosztów farmakoterapii. Przewidywana przez IMS stagnacja wzrostu rynku oznaczać będzie, iż również ich wydatki nie będą rosły tak szybko jak dotychczas, ale nadal ich dynamika wzrostu będzie większa od stopy wzrostu całego rynku.
Jeśli nie nastąpią zapowiadane zmiany regulacyjne dotyczące dystrybucji leków, wysokość całkowitej marży aptek i hurtowni nie zmieni się istotnie. Gros wysiłku obniżek cen poniesie bowiem przemysł - tak jak obserwowaliśmy to do tej pory. W ciągu ostatniego roku w grupie 30 wiodących producentów aż 11 odnotowało spadek przychodów. Ta grupa zwiększy się po kolejnej rewizji list i wejściu do systemu refundacji nowych generyków. Per saldo przychody przemysłu lekko wzrosną - zgodnie z wyżej cytowaną prognozą. Sytuacja poszczególnych firm, zwłaszcza producentów leków oryginalnych, chronionych patentem, będzie jednak jeszcze trudniejsza niż w ostatnich, chudych latach.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Stefan Bogusławski

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.