Rekordowa liczba trombektomii w lubelskim SPSK4 w czasie pandemii

Monika Rachtan
opublikowano: 17-06-2020, 18:31

Według informacji Ministerstwa Zdrowia, nawet 4 tys. osób rocznie może kwalifikować się w Polsce do zabiegu trombektomii mechanicznej. Jest to skuteczna metoda leczenia dla ok. 5-10 proc. pacjentów, którzy przeszli udar niedokrwienny mózgu, pozwalająca na zredukowanie lub całkowite pozbycie się spowodowanych nim powikłań neurologicznych.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W czasie pandemii COVID-19 wyraźnie zmniejszyła się liczba chorych z objawami udaru mózgu, przybywających na szpitalne oddziały ratunkowe. W tej sytuacji tym bardziej wyróżnia się Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie, w którym liczba przeprowadzonych w ostatnim czasie trombektomii mechanicznych wzrosła o ponad 40 proc. Jak tego dokonano, mówi prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak, kierownik Kliniki Neurologii SPSK4 Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak (na zdj. drugi od lewej) z pracownikami Kliniki Neurologii SPSK4 Uniwersytetu Medycznego w Lublinie
Zobacz więcej

Prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak (na zdj. drugi od lewej) z pracownikami Kliniki Neurologii SPSK4 Uniwersytetu Medycznego w Lublinie

80 tys. osób rocznie doświadcza udaru mózgu

Udar mózgu jest chorobą powszechnie występującą w populacji, szczególnie osób starszych. Szacuje się, że w krajach rozwiniętych każdego roku na udar mózgu zapadają 2 na 1000 osób w populacji ogólnej. Udar niedokrwienny dotyczy najczęściej osób po 65. r.ż., natomiast udar krwotoczny występuje nierzadko także u ludzi młodych, a jego najczęstszą przyczyną są wady budowy ścian naczyń mόzgowych. Jak informuje prof. Konrad Rejdak, rocznie w Polsce udaru mózgu doświadcza od 70 do 80 tys. osób. Jeśli występuje on w obrębie naczyń doprowadzających krew do obszarów mózgu odpowiedzialnych za funkcje życiowe, np. oddychanie, jest śmiertelnym zagrożeniem dla chorego. Profesor podkreśla jednak, że szybka reakcja na występujące objawy, prawidłowe rozpoznanie oraz interwencja lekarska pozwalają u licznej grupy chorych praktycznie całkowicie zapobiec poudarowym zaburzeniom neurologicznym.

„Udar niedokrwienny dotyczy ok. 80 proc. wszystkich przypadków udaru mózgu. Pozostałe 20 proc. stanowią udary krwotoczne. Wyróżniamy wiele podtypów udaru mózgu, które są klasyfikowane m.in. ze względu na rodzaj naczyń ulegających zamknięciu. Wytyczne dotyczące postępowania z pacjentem z podejrzeniem udaru mózgu jednoznacznie wskazują, że determinujący dla rokowania jest czas, w jakim zostanie podjęta interwencja lekarska. Przeprowadzana na oddziałach ratunkowych bądź udarowych dokładna diagnostyka pozwala na zakwalifikowanie pacjenta do określonej metody leczenia, która zwiększy jego szanse i korzystnie wpłynie na rokowanie” - wyjaśnia prof. Rejdak.

4,5 godz. decydujące o zdrowiu i życiu

Ponad 20 proc. pacjentów, którzy doświadczyli udaru niedokrwiennego mózgu, kwalifikuje się do zabiegu dożylnej trombolizy. Terapia powinna być rozpoczęta w najbliższym oddziale udarowym po wykonaniu wstępnych badań: tomografii komputerowej oraz oznaczeniu stężenia glukozy we krwi. Konieczne jest też wykluczenie zaburzeń krzepnięcia, szczególnie wtedy, gdy pacjent przyjmował leki przeciwkrzepliwe. Terapia trombolityczna musi być podjęta przed upływem 4,5 godziny od momentu pojawienia się pierwszych objawów udaru niedokrwiennego. „Choć w naszych rękach mamy narzędzie, które pozwala bardzo dobrze leczyć chorego z udarem niedokrwiennym mózgu, nadal dzieje się to zbyt rzadko. Przyczyną jest przede wszystkim czas. Chorzy zbyt późno wzywają pogotowie ratunkowe lub zgłaszają się na oddziały ratunkowe. Tromboliza dożylna to metoda leczenia, którą dysponuje wiele oddziałów udarowych i ratunkowych. Jeśli pacjent zgłosi się do szpitala szybko, a potrzebna diagnostyka zostanie przeprowadzona sprawnie, jego szanse na powrót do pełnej sprawności rosną” - przypomina profesor.

Zabieg mechaniczny nie na każdym oddziale udarowym

Są jednak osoby po udarze, które nie odpowiadają na leczenie trombolizą dożylną lub mają przeciwwskazania do jej zastosowania, np. ze względu na przyjmowanie leków przeciwkrzepliwych. Chorzy ci są kwalifikowani do trombektomii mechanicznej. Okno czasowe dla jej wykonania jest dłuższe niż w przypadku trombolizy dożylnej - sięga 6 godz. Zabieg ten można zatem wykonać także u pacjentów, u których nie zdążono przeprowadzić leczenia trombolitycznego. W ocenie prof. Rejdaka, trombektomię mechaniczną można zastosować nawet u 10 proc. chorych, którzy przeszli niedokrwienny udar mózgu. Jej efekty mogą być spektakularne - z całkowitym usunięciem konsekwencji udaru. W wielu przypadkach jest to jednak niemożliwe do osiągnięcia ze względu na zbyt późne dotarcie chorego do ośrodka udarowego. A zabieg nie jest wykonywany przez każdy oddział udarowy - w Polsce tylko w kilkunastu.

16 ośrodków realizuje program pilotażowy

„Trombektomię mechaniczną wykonuje się w ośrodkach interwencyjnego leczenia udarów. W Polsce działają one w ramach programu pilotażowego i jest ich obecnie 16. Rozmieszczone są w dużych miastach wojewódzkich. W zależności od wielkości regionu, na jego terenie mogą działać jeden-dwa takie ośrodki. Zgodnie z zasadami programu pilotażowego uruchomionego przez Ministerstwo Zdrowia, każdy pacjent po przeprowadzeniu diagnostyki w najbliższym oddziale udarowym i zakwalifikowaniu do trombektomii mechanicznej powinien mieć zapewniony do niej dostęp. Ze względu na ograniczoną liczbę ośrodków w kraju oraz czas, jaki jest potrzebny na przewiezienie pacjenta z najbliższego ośrodka udarowego do oddziału biorącego udział w programie pilotażowym, nie zawsze udaje się wykonać zabieg w wymaganym, 6-godzinnym oknie czasowym” - przyznaje ekspert.

Jak jednak zapewnia, przeprowadzenie trombektomii mechanicznej nawet po upływie 6 godzin od zdarzenia, w wielu przypadkach przynosi pacjentowi wymierne korzyści, np. przez ograniczenie następstw udaru związanych z niedowładem.

Możliwość „opóźnionej” lawiny zachorowań

Ogłoszenie stanu pandemii COVID-19 wymusiło na wielu oddziałach szpitalnych, także neurologicznych i udarowych, wprowadzenie obostrzeń sanitarnych. Również lekarze pierwszego kontaktu ograniczyli w wielu przypadkach swoją pracę do świadczenia teleporady, wizytując pacjenta tylko w razie poważnych problemów zdrowotnych. Liczba chorych zgłaszających się z objawami udaru mózgu do lekarzy POZ oraz na SOR w marcu, kwietniu i maju znacząco spadła. Neurolog jednak zaznacza, iż pandemia COVID-19 nie spowodowała, że ludzie nagle przestali zapadać na udary. „Wydaje się, że wielu pacjentów, u których wystąpiły lekkie objawy udaru, np. niewielki niedowład, nie zgłasza się do szpitali i lekarzy rodzinnych. Przypuszczam, że wielu z nich nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, iż taki udar mogło przejść. Jest to sytuacja niepokojąca, bo może za kilka miesięcy spowodować lawinę chorych, u których pojawi się konieczność leczenia skutków przebytego udaru mózgu” - przestrzega prof. Rejdak.

System ratownictwa nie zawiódł

Pomimo pandemicznych ograniczeń, w SPSK nr 4 w Lublinie nastąpił 40-procentowy wzrost wykonanych zabiegów trombektomii mechanicznej. Od stycznia do kwietnia, w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, odnotowano zwiększenie liczby tych zabiegów z 50 do 71, a w maju utrzymano tę samą dynamikę wzrostu. Prof. Rejdak potwierdza, że jest to rekordowy przyrost tego typu procedur w skali całego kraju.

„Niewątpliwie za sukces Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie odpowiadają przede wszystkim jego dobrze funkcjonujący system ratownictwa oraz zespół medyczny. Nawet w tak trudnym czasie epidemii stanęli oni na wysokości zadania i nieśli pomoc potrzebującym, przejmując opiekę neurologiczną nad chorymi z całego regionu” - komentuje prof. Konrad Rejdak. 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Rachtan

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.