Receptariusz – słowo zakazane?

Ewa Szarkowska
opublikowano: 23-03-2011, 00:00

W Polsce od lat stosuje się receptariusze szpitalne. W przypadku lecznictwa otwartego rozwiązanie to nie może doczekać się szczęśliwego finału, choć wszyscy uważają je za podstawę prawidłowej ordynacji lekarskiej, a w konsekwencji – niższych wydatków na leki.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Sprawa receptariusza wróciła w związku z ograniczeniami, jakie wprowadza forsowana przez rząd ustawa refundacyjna. NFZ będzie miał sztywny 17-proc. limit wydatków na refundację leków. Apetyt producentów leków na wysokie zyski ograniczyć ma m.in. system zwrotów, 3-proc. podatek od obrotów lekami refundowanymi, zakaz stosowania upustów i rabatów. Ceny i marże na leki refundowane mają być sztywne, zabroniona całkowicie będzie także reklama aptek, punktów aptecznych i sprzedaży pozaaptecznej. Lekarze, by wystawiać recepty na leki refundowane, będą podpisywać umowy z NFZ. Za wystawienie recepty niezgodnie z prawem medykom grozić będą ostre sankcje.

W ocenie projektodawców ustawy, wszystkie te mechanizmy pozwolą zracjonalizować wydatki NFZ na leki, a skorzystają na tym pacjenci, bo uzyskają szerszy dostęp do nowoczesnych specyfików.

Brak wytycznych terapeutycznych

Zdaniem Romana Kolka, byłego zastępcy dyrektora ds. medycznych Oddziału Wojewódzkiego NFZ w Opolu, podobne efekty można byłoby osiągnąć pod warunkiem, że lekarz mógłby „wejść” w system refundacyjny i sprawdzić na swoim stanowisku pracy, czy pacjent zrealizował receptę i czy nie realizuje recept na te leki zapisane przez innego lekarza. Stosowanie się przez pacjentów do zaleceń wielu lekarzy może bowiem prowadzić do nadużywania leków, zwiększa też ryzyko interakcji, co może mieć wpływ na brak skuteczności terapii. „Dostęp do systemu jest niezbędny, gdyż nadzór nad ordynacją lekarską to nie tylko kontrola przestrzegania przepisów prawa. Prawem pacjenta jest otrzymać receptę na leki, a lekarza wiedzieć, czy pacjent te leki kupuje i jak je stosuje. W tym można by znaleźć o wiele większe oszczędności niż poprzez jakiekolwiek rewolucje w prawodawstwie związanym z systemem refundacyjnym. Ograniczyłoby to też występowanie zdarzeń niepożądanych, a tym samym poprawiło skuteczność leczenia” – podkreśla Roman Kolek.

Także Marek Balicki, były minister zdrowia, nie rozumie, dlaczego w procedowanym w Sejmie pakiecie ustaw zdrowotnych pominięto takie mechanizmy regulujące popyt na leki, jak monitoring ordynacji lekarskiej czy receptariusz. „Polski rząd jest jednym z nielicznych w Europie, który zdaje się nie zauważać potrzeby regulacji prawnej strony popytowej na produkty lecznicze. Pani minister narzeka, że leki są wyrzucane do śmieci, ale pacjent nie kupuje ich sobie sam, jak cukier czy mąkę , tylko dostaje receptę od lekarza” – mówi Balicki.

Więcej o receptariuszu przeczytasz w najnowszym wydaniu Pulsu Medycyny.


Aktualna oferta prenumeraty Pulsu Medycyny


Czytaj również:

Aktualna oferta prenumeraty Pulsu Medycyny

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Praca i kariera / Receptariusz – słowo zakazane?
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.