Ratunek w kobiecie

Jolanta Hodor, Kraków
08-03-2004, 00:00

Regina Tokarz została dyrektorem SP ZOZ - Szpitala ?Na Kamieńcu" w Zakopanem w październiku ub. roku, w najtrudniejszej w jego historii chwili. Szpital tonął w długach, z braku pieniędzy na leczenie wstrzymano planowe przyjęcia pacjentów, z powodu niewypłacania pensji odeszli jednego dnia z oddziału ratunkowego wszyscy lekarze. Za to z całego kraju zjechali szukający sensacji dziennikarze.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Poprzednik Reginy Tokarz po trzech miesiącach kierowania szpitalem złożył rezygnację. Ona jest czwartym w ostatnich dwóch latach dyrektorem tej placówki. ?O ratowanie szpitala poprosiły mnie władze powiatu tatrzańskiego. Jestem skarbnikiem powiatu, byłam też członkiem rady społecznej szpitala. Potraktowałam to jak wyzwanie. Jestem ekonomistą, chciałam sama się przekonać, czy naprawdę nie można wyprowadzić szpitala z długów" - wyjaśnia Regina Tokarz. Kiedy obejmowała kierownictwo SP ZOZ-u, jego dług szacowano na 17-19 mln zł. Kontrakt z NFZ opiewał na ok. 18,2 mln zł.
Fundusz zapłaci

W pierwszym dniu urzędowania Regina Tokarz wymusiła na funduszu zapłatę przynajmniej części nadwykonań za pacjentów spoza Małopolski, stanowiących średnio ok. 20 proc. hospitalizowanych ?Uzyskałam umowę o agregacji świadczeń - 953 tys. zł. To był pierwszy sukces. Kolejnym krokiem było spotkanie z 554-osobową załogą szpitala. Poprosiłam o jeszcze trochę cierpliwości, choć nie było to łatwe, bo od kilku miesięcy pracownicy nie otrzymywali wynagrodzeń. Apelowałam, by już nie występowali z roszczeniami do sądu" - wspomina Regina Tokarz.
Plan restrukturyzacji powstał dość szybko. Zwolnienia były konieczne w każdej grupie zawodowej. Dziś zatrudnienie jest o ponad 100 osób mniejsze, docelowo do końca kwietnia osiągnie 409 etatów i to bez zwolnień grupowych. ?Uznałam np., że naszemu szpitalowi nie opłaca się korzystanie z firm zewnętrznych. Zamiast płacić firmie za sprzątanie, z własnych pracowników utworzyliśmy wewnętrzną sekcję higieny szpitalnej" - wyjaśnia dyrektor.
Za dużo nieruchomości]
SP ZOZ utrzymywał kilka budynków. W jednym z nich mieścił się deficytowy oddział zakaźny oraz oddział geriatryczny. Pani dyrektor podjęła decyzję o likwidacji oddziału zakaźnego, którego obłożenie nie przekraczało 30 proc., a geriatrię przeniosła do nowego budynku szpitala. Stary oddała organowi założycielskiemu. Powstał tam już dom pomocy społecznej dla przewlekle chorych.
W kolejnym budynku działały poradnie specjalistyczne. Też je przeniesiono. ?Przy okazji zorganizowaliśmy m.in. jedną, centralną rejestrację - wcześniej każda poradnia miała własną. Oddając te dwa budynki, zaoszczędziliśmy w skali roku ponad 300 tys. zł." - wylicza R. Tokarz.
Wszystkie te działania były możliwe dzięki pomocy samorządów. Na przystosowanie nowych pomieszczeń gminy powiatu tatrzańskiego przekazały 180 tys. zł. Powiat dał na remonty 600 tys. zł. Pieniądze na ratowanie szpitala zbierano nawet przed kościołami - publiczna składka dała ok. 100 tys. zł.
Kolejnym krokiem było połączenie oddziału noworodków z ginekologią i położnictwem. ?Nie jestem lekarzem, więc każdą decyzję, która mogła przynieść skutki dla pacjentów, długo konsultowałam, m.in. ze swoim zastępcą do spraw leczniczych" - podkreśla Regina Tokarz.
Negocjacje z wierzycielami]
Dokładna kontrola wykazała, że w szpitalu od dawna panowała finansowa samowola. Dyrektor przyznaje, że teraz bez jej wiedzy i zgody nikt nie odważy się kupić nawet śrubki.
Podjęto negocjacje z wierzycielami. Ponad 90 proc. zgodziło się na odroczenie spłaty długu, rozłożenie płatności na raty. Teraz szpital z poręczeniem powiatu stara się o 5 mln zł kredytu. To pozwoli uregulować zaległe zobowiązania publiczno-prawne i pracownicze. Z pożyczek spłacono już część zaległych wynagrodzeń, m.in. zasądzone wypłaty z tytułu ustawy o 203 zł.
Dobre zarządzanie finansami pozwoliło zmniejszyć zobowiązania wymagalne z tytułu dostaw towarów i usług z ok. 9 mln zł do 5,4 mln zł. Szpital zabiega o umorzenie należności wobec PFRON (ok. 600 tys. zł). Ale długi szpitala już zmalały w stosunku do października o ok. 2 mln zł.
Tegoroczny kontrakt z NFZ jest o 200 tys. zł wyższy niż w 2003 roku. W styczniu szpital zrealizował go w 100 procentach. Pracownikom wypłacono pełne wynagrodzenie. ?Styczeń potwierdził, że to, co robię, jest słuszne i można prowadzić szpital za pieniądze, które dostajemy. Mój plan przewiduje, iż za 5 lat szpital nie będzie miał żadnych zobowiązań wymagalnych. Jestem szalenie wdzięczna załodze - bez jej wsparcia, wiary w sens tego planu, cierpliwości i zgody na trudne decyzje, nie mogłabym działać" - podkreśla Regina Tokarz.
Nie wszyscy doceniają starania. Ostatnio, po dwóch miesiącach spokoju, komornik znów zapukał do drzwi szpitala. Przysłała go zakopiańska komunalna spółka wodno-kanalizacyjna, jeden z nielicznych wierzycieli, którzy nie chcieli podpisać ugody. Ta spółka część wierzytelności (ok. 46 tys. zł) sprzedała firmie windykacyjnej, a ponad 214 tys. zł zdecydowała się odzyskać przez komornika.

Regina Tokarz, dyrektor SP ZOZ-u w Zakopanem]
Urodziła się w Oświęcimiu, w Zakopanem mieszka od 5 lat. Jest absolwentką krakowskiej Akademii Ekonomicznej. Skończyła też studia podyplomowe z zakresu rachunkowości i finansów. Do pracy w zakopiańskim SP ZOZ-ie została oddelegowana przez organ założycielski szpitala - starostwo powiatu tatrzańskiego, gdzie pełni funkcję skarbnika. Jej miesięczne wynagrodzenie za dodatkową pracę w szpitalu (poza pensją skarbnika) wynosi 3 tys. zł brutto.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Jolanta Hodor, Kraków

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Ratunek w kobiecie
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.