Ratownicy odrzucają propozycję MZ: pasją nie nakarmimy rodzin

PAP/red.
opublikowano: 26-04-2017, 13:41

400 zł brutto podwyżki od 1 lipca tego roku i kolejne 400 zł od lipca 2018 r. zaproponował we wtorek ratownikom medycznym resort zdrowia. Przedstawiciele ratowników nie zgodzili się na tę propozycję i nie wykluczają akcji protestacyjnej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

We wtorek w siedzibie resortu zdrowia odbyło się spotkanie z przedstawicielami organizacji zrzeszających ratowników medycznych. Uczestniczyli w nim przedstawiciele 12 związków – 11 zrzeszających ratowników i Solidarności.

Ratownicy chcieli dostać podwyżki w kwocie 1600 zł. Ministerstwo zdrowia zaproponowało połowę tej kwoty, która miałaby zostać rozłożona na dwa lata. Wiceminister Tombarkiewicz poinformował, że propozycja MZ spotkała się z "bardzo złym przyjęciem" ze strony ratowników. "Przedstawiciel największego związku wypowiedział się bardzo krytycznie, powiedział: +wychodzimy+ i wszyscy wyszli. Tak się nie prowadzi dialogu" – relacjonował.

Roman Badach-Rogowski z Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego przyznał, że nie było o czym rozmawiać, bo propozycja resortu zdrowia jest nie do przyjęcia.

"Ministerstwo na spotkaniu nas znokautowało. Spodziewaliśmy się że dostaniemy taką propozycję, jaką otrzymały pielęgniarki. (…) Zwiększa się nam kompetencje i obowiązki, a podwyżek nie ma od lat. Coś jest nie tak, jeśli pielęgniarki i ratownicy pracujący w systemie na równorzędnych stanowiskach, zarabiają tak znacząco różnie" – powiedział.

Badach-Rogowski mówi, że środowisko ratowników medycznych jest sfrustrowane, szczególnie w obliczu podwyżek dla pielęgniarek, których jest 300 tys., a ratowników zaledwie 12 tys. "Pasją rodziny nakarmić się nie da" – powiedział Badach-Rogowski

Badach-Rogowski ocenił, że frustracja środowiska jest ogromna. Przedstawiciele związków mają ustalić dalszy scenariusz działań.

Wiceminister Tombarkiewicz pytany we wtorek o możliwość strajku ratowników wskazał, że "nie ma sporu zbiorowego ogólnopolskiego, są różne rodzaje zatrudnienia". "Związki powinny zastanowić się nad sposobem postępowania, a nie straszeniem społeczeństwa, że zaczną protestować" – powiedział. "Chcielibyśmy, żeby pojawił się jakiś gest dobrej woli ze strony ratowników" – dodał.

W marcu w piśmie do premier Beaty Szydło Komitet Protestacyjny Ratowników Medycznych (zrzeszający osiem związków zawodowych) domagał się podwyżek, likwidacji prywatnego ratownictwa i przyspieszenia prac nad tzw. dużą nowelizacją ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym (PRM). Ratownicy zapowiadają, że "brak realizacji zgłaszanych postulatów może doprowadzić w najbliższym czasie do eskalacji protestu, a jego forma ulegnie radykalnej zmianie".

"Dzisiejsze zarobki ratowników medycznych, biorąc pod uwagę charakter wykonywanej pracy i ogromną odpowiedzialność z nią związaną, są na urągająco niskim poziomie" - uważają ratownicy. Przekonują, że aby utrzymać rodziny, muszą pracować na dwa lub więcej etatów. Szacują, że w ramach umów cywilnoprawnych pracują po 400-600 godzin miesięcznie. 

 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: PAP/red.

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.