Rak nerki: w dostępie do nowoczesnych terapii zbliżamy się do UE

Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 30-05-2018, 11:40

Od 1 maja 2018 chorzy na zaawansowanego jasnokomórkowego raka nerki mają dostęp do refundowanej terapii dwoma lekami nowej generacji. Lekarze podkreślają, że to duży postęp, ponieważ skuteczność stosowanych dotychczas opcji terapeutycznych była niezadowalająca, co rzutowało na krótki czas przeżycia chorych, który wynosił średnio tylko kilkanaście miesięcy. Jednak do tego, by leczenie raka nerki w Polsce było zgodne z aktualnymi standardami obowiązującymi w Europie, ciągle jeszcze trochę brakuje.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

„Możliwość zastosowania dwóch innowacyjnych leków, które hamują rozwój guza, jest przełomem w leczeniu raka nerki w Polsce” — ocenia dr n. med. Jakub Żołnierek, onkolog z Centrum Onkologii-Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Jak wyjaśnia, nie są to leki pierwszej linii, są stosowane w drugiej linii leczenia, w ramach programu lekowego.

Kabozantynib i niwolumab wydłużają czas przeżycia i opóźniają progresję raka nerki

Jeden z tych nowoczesnych preparatów, kabozantynib, to ukierunkowany molekularnie lek antyangiogenny nowej generacji, dostępny w formie doustnej. Drugi, niwolumab, jest inhibitorem cząsteczki PD1, czyli lekiem immunologicznym, podawanym w postaci wlewów dożylnych. Oba preparaty są już od dwóch lat stosowane w Stanach Zjednoczonych i większości krajów Europy Zachodniej. W Polsce do tej pory mieli do nich dostęp jedynie pacjenci uczestniczący w badaniach klinicznych lub w programach rozszerzonego dostępu. W ramach takich programów leczenie kabozantynibem otrzymało ponad 300, a niwolumabem ponad 150 chorych, dla których w większości przypadków nie było już żadnej innej opcji leczenia.
„Mimo że oba programy rozszerzonego dostępu już zostały zamknięte, jest duża grupa pacjentów, którzy nadal przyjmują te leki i pozostają dzięki nim w dobrej kondycji. W naszym ośrodku jest obecnie około 30 takich osób” — mówi dr n. med. Piotr Tomczak z Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Oba leki, jak podkreśla dr Jakub Żołnierek, mają istotny wpływ na wydłużenie czasu przeżycia pacjentów, co udokumentowano w badaniach klinicznych. Znacząco zwiększają odsetek chorych, u których udaje się zmniejszyć masę guza (zarówno w przypadku pojedynczych, jak i rozsianych zmian) oraz opóźniają moment progresji choroby. A ponieważ są stosowane dopiero w drugiej linii leczenia, mają również potencjał kontroli choroby, która z czasem stała się oporna na wcześniejsze leki. W pewnym sensie przełamują tę oporność. Co ważne, są wygodne w stosowaniu, bo nawet dostępny w formie wlewów dożylnych niwolumab może być podawany ambulatoryjnie, w ramach procedury jednodniowej.

„Jeden i drugi lek ma dobry profil bezpieczeństwa, oba są też efektywne. Kabozantynib należy do grupy inhibitorów kinaz tyrozynowych, które są nam już dobrze znane i potrafimy sobie radzić z ich toksycznością. Z kolei niwolumab jest lekiem dobrze tolerowanym przez pacjentów, po którym stosunkowo rzadko pojawiają się działania niepożądane. Mają one jednak specyficzny charakter i jeszcze się uczymy, jak sobie z nimi radzić” — tłumaczy dr Jakub Żołnierek.

Potrzebne są kolejne linie leczenia zaawansowanego raka nerki

W ośrodkach Europy Zachodniej dostępne są trzy, a nawet cztery linie leczenia chorych na zaawansowanego raka nerki, co potwierdza prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej prof. dr hab. n. med. Piotr Wysocki, kierownik Kliniki Onkologii UJ CM w Krakowie. „Stosując u chorych leki antyangiogenne i immunokompetentne w odpowiedniej sekwencji, jeden po drugim, możemy potencjalnie bardzo istotnie wydłużyć im życie. Poza Polską we wszystkich krajach rozwiniętych taki sposób postępowania jest uznawany za absolutny standard” — mówi prof. Wysocki.

Zapisy obecnie obowiązującego programu lekowego w zasadzie pozwalają na zastosowanie nawet trzech linii leczenia — po terapii antyangiogennej dostępnej w I i II linii można w ramach III linii wprowadzić immunoterapię. Nie ma natomiast możliwości powrotu do wcześniej stosowanych leków, a dzięki doświadczeniom zdobytym w leczeniu szeregu nowotworów (w tym i raka nerki) onkolodzy wiedzą, że istnieje wiele preparatów, do których można po jakimś czasie wrócić.

„Nowotwór jest chorobą, która adaptuje się do stwarzanych przez nas warunków klinicznych. Pod wpływem stosowanej terapii komórki nowotworowe próbują uruchomić mechanizmy przetrwania. Są niestabilne genetycznie, mutują, pewne cechy tracą, a nabywają inne. Wiemy, że po wielu miesiącach mogą ponownie zacząć reagować na leki, które zostały już kiedyś użyte przeciwko nim i na które się wtedy uodporniły” — tłumaczy prezes PTOK.

USG jamy brzusznej przydatne w wykryciu raka nerki

W Polsce nadal wielu chorych na raka nerki trafia do onkologa wtedy, gdy choroba jest już w stadium zaawansowanym, z przerzutami do węzłów chłonnych, płuc, kości i wątroby, rzadziej do ośrodkowego układu nerwowego, zatoki szczękowej, ślinianki czy skóry. Najczęściej zgłaszają się nie z powodu bólu, krwiomoczu i guza wyczuwanego w chorej nerce (czyli objawów należących do tzw. triady raka nerki), lecz wyników przypadkowo wykonanego badania USG, zleconego ze względu na dolegliwości lub dyskomfort w jamie brzusznej albo niespecyficzne objawy: gorączkę, utratę wagi bądź nieprawidłowe wyniki badań laboratoryjnych.

„Wydaje się, że wykonywane raz w roku badanie ultrasonograficzne mogłoby zmienić profil naszych pacjentów. Nowotwór mógłby u nich być wcześniej rozpoznawany i wcześniej leczony” — mówi dr Piotr Tomczak.

Choć USG jamy brzusznej nie jest formalnie uznawane za badanie skryningowe służące do wykrywania raka nerki, jest to metoda bardzo skuteczna, a do tego tania, nieinwazyjna i powszechnie dostępna. W Europie dzięki USG wykrywana jest większość nowotworów nerki, i to na wczesnym etapie rozwoju.

Prof. dr hab. n. med. Piotr Chłosta, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego, kierownik Katedry i Kliniki Urologii UJ CM w Krakowie, przypomina, że rak nerki wywodzi się z układu moczowego, dlatego powinien być leczony przede wszystkim przez urologów.

„Urolog nie jest, wbrew temu, co się o nim mówi w różnych kręgach, „męskim ginekologiem”. Jest lekarzem, którego dominująca część praktyki klinicznej oparta jest na uroonkologii” — przekonuje prof. Chłosta. Pod opieką urologów, jak zaznacza, pozostaje 90 proc. chorych na raka nerki — ciągle jeszcze śmiertelnej choroby, która wymaga leczenia opartego na interdyscyplinarnych standardach i ścisłej współpracy lekarzy wielu specjalności, m.in. urologa i onkologa.

Schemat leczenia zaawansowanego raka nerki w Polsce

  • I linia: sunitynib lub pazopanib;
  • II linia: aksytynib, kabozantynib lub niwolumab;
  • III linia: niwolumab lub ewerolimus.

Testowane są nowe cząsteczki ukierunkowane molekularnie i immunokompetentne pomocne w leczeniu raka nerki

Na świecie prowadzonych jest obecnie wiele badań nad nowymi cząsteczkami, które mogą być pomocne w leczeniu raka nerki. Kilkanaście z nich jest w trakcie badania fazy III. Są to kolejne leki celowane, ukierunkowane molekularnie na nowe punkty na szlakach i w mechanizmach warunkujących biologię komórki nowotworowej oraz nowe leki immunokompetentne. Naukowcy wiążą z nimi ogromne nadzieje, bo podawane w skojarzeniu mogą być szansą na wydłużenie o kolejne miesiące życia tych chorych, u których wystąpi oporność na inne leki.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Dzierżak

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.