Radni przeciwko prywatyzacji podstawowej opieki zdrowotnej

Urszula Ludwiczak, Białystok
14-04-2003, 00:00

Rada Powiatu w Łomży nie godzi się na usamodzielnienie publicznych przychodni, dla których jest organem założycielskim. Lekarze, którzy walczą o prywatyzację od dwóch lat, postanowili zwolnić się z pracy i rozpocząć działalność na własną rękę w innym punkcie miasta.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, którzy pracują w poradni przy ul. Wyszyńskiego od dwóch lat starają się usamodzielnić. Mieli nadzieję, że uda im się wydzierżawić dotychczas zajmowane pomieszczenia od władz powiatowych. Tymczasem te nie chcą zgodzić się na prywatyzację przychodni. Na ostatniej sesji rady powiatu radni po raz kolejny odrzucili wniosek lekarzy.
Niemoralna argumentacja
?Dlaczego mielibyśmy wydać zgodę na prywatyzację, skoro ona nie przynosi nigdzie spodziewanego efektu - mówi Henryk Kłosiński, przewodniczący Rady Powiatu Łomżyńskiego. - Ten zapowiadany deszcz obfitości nie spłynął z nieba na niepubliczne zakłady. A argumentacja, że na prywatyzacji zyskają pacjenci, jest niemoralna. Czy to znaczy, że teraz gdy lekarz przyjmuje w publicznym zakładzie, to leczy źle, a jak będzie prywatny i w tym samym miejscu, to będzie leczył dobrze?".
Według przewodniczącego, podstawowa opieka w obecnej strukturze funkcjonuje bardzo dobrze, nie ma żadnych skarg pacjentów i długów.
?Władze nie zgadzają się na nasze przekształcenie nawet nie mając ku temu żadnych argumentów - mówią natomiast chcący się usamodzielnić lekarze z Przychodni Rejonowej nr 3. - Najwyraźniej starostwo musi na nas sporo zarabiać, skoro nie odpowiada mu nasza prywatyzacja. A przecież gdybyśmy zostali w tych samych lokalach, płacilibyśmy za dzierżawę".
Lekarze mówią, że chcą oddzielić się od publicznego zakładu, chociażby po to, aby samodzielnie podejmować decyzje, które dotyczą ich samych oraz pacjentów.
?W publicznym ZOZ-ie na akceptację czegokolwiek, chociażby zorganizowania akcji promocyjnej czy zakup potrzebnego sprzętu, trzeba uzyskać zgodę dyrektora zakładu i starosty. To trwa bardzo długo. W zakładzie prywatnym decyzje zapadają w pięć minut - dodaje Konstanty Cyndzas ze spółki lekarskiej z Przychodni Rejonowej nr 3 w Łomży. - Nie mówiąc już o tym, że od chwili reformy służby zdrowia obowiązuje tendencja prywatyzacji poz-u. Publiczne zakłady nie mają racji bytu. Żadnych problemów z przekształcaniem nie mają nasi koledzy z innych miast w Polsce, lokale wydzierżawia się im za przysłowiową złotówkę. Tylko u nas robi się problemy".
Pod nowym szyldem
Po ostatniej decyzji rady powiatu lekarze postanowili, że po prostu zrezygnują z pracy w publicznym ZOZ-ie. Będą jednak musieli zmienić adres. Mają już na oku trzy lokale, do których mogą się przenieść i uniezależnić od starostwa. Teraz trzeba wybrać najdogodniejszą lokalizację, aby przenosiny odbyły się bez szkody dla pacjenta.
?A kto powiedział, że za tymi lekarzami, którzy się gdzieś przeniosą, pójdą pacjenci - uważa z kolei H. Kłosiński. - Można przecież także założyć, że ludzie zapisali się do tych specjalistów, bo oni akurat przyjmowali przy ulicy Wyszyńskiego. W Łomży jest już 7 czy 8 Niepublicznych ZOZ-ów i jakoś do tej pory pacjenci publicznego zakładu nie uciekli do tego dobrobytu".
Przewodniczący dodaje, że oczywiście, jeśli okaże się, że pacjenci idą jednak za lekarzami, rada powiatu rozważy jeszcze raz kwestię prywatyzacji.
?Ja jako starosta nie mogę w tej sytuacji nic zrobić, muszę wykonywać uchwały rady - mówi Wojciech Kubrak, starosta łomżyński. - Chociaż prywatnie jestem za prywatyzacją podstawowej opieki zdrowotnej i udostępnianiem lokali pod taką działalność".

Dobry przykład
W Łomży funkcjonują tylko dwa niepubliczne ZOZ-y oferujące pacjentom podstawową opiekę. Jeden z nich w 1999 roku otworzyła Marzena Więckowska (na zdjęciu obok).
?Na pewno warto podjąć taką decyzję - mówi Marzena Więckowska. - Pracowałam wcześniej w publicznej przychodni, która mieści się na terenie szpitala. W 1999 roku postanowiłam się usamodzielnić, co wiązało się z wytworzeniem bardzo nieciekawej atmosfery w przychodni. Poniosłam ogromne koszty: finansowe (bo wykupiłam nowy lokal) i psychiczne. Ale odniosłam pełen sukces".
Za swoją panią doktor przeszli dotychczasowi pacjenci, wkrótce doszli nowi. Marzena Więckowska bardzo sobie chwali samodzielność. ?I zachęcam do niej wszystkich kolegów, nawet jeśli na początku będzie to bardzo trudne" - mówi M. Więckowska.






Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Urszula Ludwiczak, Białystok

Puls Medycyny
Inne / Radni przeciwko prywatyzacji podstawowej opieki zdrowotnej
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.