Psychiatria polska — co za nami, co przed nami

Ewa Kurzyńska
opublikowano: 19-12-2018, 01:30

Niedofinansowanie, niedostateczna liczba specjalistów, zwłaszcza psychiatrów dziecięcych, ponadstuletnia infrastruktura — to tylko część problemów, z jakimi boryka się polska psychiatria. Rok 2018 był jednak dla tej gałęzi medycyny wyjątkowy. Wystartował pilotaż centrów zdrowia psychicznego, które są kluczowym elementem nowoczesnej opieki środowiskowej. O szansach i zagrożeniach, jakie wiążą się z tą transformacją, a także o nowoczesnym leczeniu chorób psychicznych debatowali eksperci zaproszeni przez „Puls Medycyny”.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Wspólnie z Polskim Towarzystwem Psychiatrycznym od dwóch lat na łamach „Pulsu Medycyny” prezentujemy dyskusje na tematy związane z funkcjonowaniem nowoczesnej psychiatrii w praktyce. „Podczas tych cyklicznych spotkań rozmawiamy o roli psychiatry, miejscu tej gałęzi medycyny w systemie ochrony zdrowia, problemach organizacyjnych, rozwiązaniach i przeszkodach związanych z dostępnością do terapii.

Prof. dr hab. n. med. Irena Namysłowska
Wyświetl galerię [1/8]

Prof. dr hab. n. med. Irena Namysłowska Fot. GRZEGORZ KAWECKI

ZOBACZ TAKŻE: Program "Oblicza Medycyny": Gogle 3D pomogą w pokonaniu fobii społecznej [WYWIAD WIDEO]

Co już zostało zrobione? Jakie wyzwania są jeszcze przed polską psychiatrią?” — rozpoczęła spotkanie Małgorzata Konaszczuk, redaktor naczelna „Pulsu Medycyny”.
Do dyskusji zaprosiliśmy: prof. dr hab. n. med. Agatę Szulc, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, prof. dr hab. n. med. Irenę Namysłowską, kierownika Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii, Joannę Chatizow, prezes zarządu Stowarzyszenia Aktywnie Przeciwko Depresji, prof. dr. hab. n. med. Piotra Gałeckiego, konsultanta krajowego w dziedzinie psychiatrii, dr. hab. n. med. prof. nadzw. Janusza Heitzmana, dyrektora Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, dr. Jerzego Gryglewicza, eksperta Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Debata z udziałem zaproszonych gości odbyła się w redakcji „Pulsu Medycyny”, a moderatorami byli: dr n. med. Sławomir Murawiec, członek zarządu i rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oraz red. Ewa Kurzyńska z „Pulsu Medycyny”.

Obciążenia minionych systemów

Dr Sławomir Murawiec: Rozpocznijmy dyskusję o przyszłości polskiej psychiatrii od podsumowania wielu procesów, które w przeszłości wpływały na jej rozwój i ukształtowały jej aktualny stan. A więc pierwsze pytanie brzmi: jakie zaszłości wciąż rzutują na kondycję współczesnej psychiatrii?

Prof. Piotr Gałecki: Uważam, że piętą achillesową jest w wielu miejscach Polski przestarzała infrastruktura dużych szpitali, które tworzą trzon zaplecza łóżkowego w psychiatrii. Są to szpitale, które 100 lat temu były placówkami nowoczesnymi, budowanymi w systemie pawilonowym. Dziś oczekiwania pacjentów i lekarzy są już jednak zupełnie inne. W każdej dziedzinie medycyny jest bardzo ważne, aby pacjent miał poczucie bezpieczeństwa. Kontakt wizualny z obiektem odgrywa na tym polu istotną rolę, zwłaszcza w sytuacji przymusowej hospitalizacji. Natomiast jeżeli chodzi o farmakoterapię, to mamy dostęp do wszystkich leków, które są używane na świecie. Wiele z nich jest refundowanych dla pacjentów. Co więcej, Polska uczestniczy we wszystkich badaniach klinicznych nowoczesnych leków II i III fazy, które będą przyszłością psychiatrii. Mam tu na myśli zwłaszcza leki biologiczne.
Naszą mocną stroną są także specjaliści. Polscy psychiatrzy, psychologowie i psychoterapeuci są osobami doskonale wykształconymi. Zasiadają w zarządach europejskich towarzystw naukowych. O roli polskiej psychiatrii na arenie międzynarodowej świadczy chociażby fakt, że w 2019 roku po raz pierwszy Kongres Europejskiego Towarzystwa Psychiatrycznego odbędzie w naszym kraju. Bolączką jest z pewnością finansowanie opieki psychiatrycznej w Polsce, które należy do najniższych w Europie.

Red. Ewa Kurzyńska: Z danych wynika, że 3,5 proc. budżetu na leczenie jest przeznaczane na psychiatrię, tymczasem średnia europejska to 6 proc...

Prof. Piotr Gałecki: To prawda. Władze NFZ na każdym spotkaniu z przedstawicielami naszego środowiska powtarzają, że psychiatria jest teraz priorytetem i nakłady na ten cel będą proporcjonalnie wyższe niż w innych dziedzinach medycyny. Myślę, że powinniśmy poczekać na realizację tych obietnic i za jakiś czas rozliczyć decydentów z tych słów.

Prof. Agata Szulc: Trzeba zaznaczyć, że mamy sporo do nadrobienia. Niektóre kraje europejskie na finansowanie psychiatrii przeznaczają dużo więcej niż 6 proc. W Niemczech to aż 16 proc. całego budżetu na opiekę medyczną, a w Szwajcarii — 18 proc.

Prof. Janusz Heitzman: Mówiąc o przestarzałej infrastrukturze szpitali, nie sposób nie zwrócić uwagi na rolę samorządów wojewódzkich w tym zakresie. To samorządy są właścicielami szpitali psychiatrycznych i to na nich ciąży obowiązek dbania o infrastrukturę i modernizację tych jednostek. Nie możemy zapominać o wymaganiach wobec organów założycielskich.

Dr Jerzy Gryglewicz: Warto przypomnieć, ile mamy w Polsce ośrodków psychiatrycznych, które mają podpisane umowy z NFZ. Zakontraktowanych jest 137 szpitali psychiatrycznych, 147 szpitali udziela świadczeń w trybie jednodniowym i jest 970 poradni zdrowia psychicznego w całej Polsce. Większa część finansowania świadczeń przez NFZ przeznaczona jest obecnie na leczenie szpitalne. W tym roku na hospitalizację skierowane będzie 767 mln zł, a na poradnie zaledwie 286 mln zł. Dzięki reformie psychiatrii, która zmierza w kierunku opieki środowiskowej, to się obecnie zmienia.

Psychiatria dzieci i młodzieży: zmienia się profil pacjenta

Dr Sławomir Murawiec: Wyzwaniem dla systemu będzie w najbliższych latach bez wątpienia reforma opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży. Dziś sytuacja na tym polu jest, mówiąc eufemistycznie, dynamiczna...

Prof. Irena Namysłowska: To prawda. Przez 15 lat byłam konsultantem krajowym w tej dziedzinie i mogłam śledzić wszystkie zmiany na tym polu. W tym czasie powstała m.in. specjalizacja z psychiatrii dzieci i młodzieży, o co bardzo zabiegaliśmy. Trudna sytuacja w psychiatrii dzieci i młodzieży jest bez wątpienia pochodną zmian społecznych i ustrojowych, które miały miejsce w naszym kraju po 1989 roku. Bardzo zmienił się obraz polskiej rodziny. Nie zawsze były to zmiany pozytywne dla młodych ludzi. Na przykład bardzo rośnie liczba rozwodów, dużą skalę przyjęło zjawisko emigracji zarobkowej, a polscy rodzice, którzy są na miejscu, bardzo dużo pracują, wobec czego są niedostępni emocjonalnie dla dzieci, zwłaszcza dorastających. Pojawiły się media społecznościowe, komórki, tablety, komputery. Wszechobecny stał się Internet. To wszystko zrodziło nowe wyzwania i nowe problemy w sferze emocjonalnej, psychicznej.

Zmienił się profil pacjentów. Gdy przed wieloma laty zaczynałam pracę, dominowali pacjenci z zaburzeniami psychotycznymi, młodzież z depresją, część pacjentów z zaburzeniami osobowości i zaburzeniami zachowania. Teraz dominują pacjenci z zaburzeniami zachowania i emocji, często z bardzo dużą liczbą samouszkodzeń i prób samobójczych. Problemów przybywa, a miejsc w szpitalach jest za mało. Łóżko na oddziale, uzyskane w trybie natychmiastowym, gwarantuje właściwie tylko podjęta próba samobójcza. Tradycyjny system opieki psychiatrycznej jest niesprawny, nie upora się z nowymi wyzwaniami. Wyjściem z tej trudnej sytuacji jest rozwijanie opieki środowiskowej. Na szczęście, ten proces w naszym kraju już się toczy. Musimy stawiać na profilaktykę, tworzyć centra środowiskowe zdrowia psychicznego, z dużą pomocą psychoterapeutyczną. Potrzeba terapeutów, którzy pójdą do domu pacjenta, do jego rodziny, a nie będą jedynie przyjmować w gabinecie.

Prof. Janusz Heitzman: Prace nad reformą opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży są już w toku. Zajmuje się tym specjalnie powołany zespół przy ministrze zdrowia, którego jestem członkiem. Wyzwań jest wiele, a jednym z ważniejszych jest bez wątpienia przeniesienie ciężaru opieki nad pacjentem w sytuacji kryzysowej ze szpitala do opieki środowiskowej. Do wykorzystania jest np. potencjał poradni psychologiczno-pedagogicznych, które funkcjonują w systemie oświaty. Trzeba się zastanowić, w jaki sposób doprowadzić do zwiększenia kompetencji ogromnej rzeszy psychologów i pedagogów pracujących w oświacie, dzięki czemu kadry te mogłyby pomóc we wczesnej interwencji, profilaktyce. Być może warto byłoby zmienić profil tych poradni na pedagogiczno-terapeutyczne. Byłoby to bardziej adekwatne do współczesnych potrzeb.
Przełomowy rok 2018

Dr Sławomir Murawiec: Ten rok jest przełomowy dla polskiej psychiatrii. Rozpoczął się program pilotażowy centrów zdrowia psychicznego dla dorosłych. Jak on przebiega?

Prof. Janusz Heitzman: Centra zdrowia psychicznego ogniskują opiekę środowiskową, oddziały dzienne, mobilne zespoły interwencji w środowisku pacjenta. W mojej ocenie, bardzo ważny jest punkt koordynacyjno-zgłoszeniowy, który da pacjentom poczucie bezpieczeństwa. W takim miejscu na chorego lub jego bliskich czeka przeszkolona osoba, która ustali wstępnie plan pomocy. Co ważne, pierwsza konsultacja ma odbyć się w ciągu 72 godzin od zgłoszenia. Nie ma mowy o czekaniu w kolejce tygodniami lub miesiącami. W dzisiejszych realiach psychiatria wymaga odejścia od systemu azylowego i szpitala, bo jest to system kosztowny, niewiele pacjentowi dający. Przyszłością psychiatrii jest dobra opieka ambulatoryjna, korzystanie z nowych technologii medycznych, nowoczesnych leków, np. leków przeciwpsychotycznych o długoterminowym okresie uwalniania (LAI), podawanych raz w miesiącu.

Prof. Piotr Gałecki: Było i jest wielkie oczekiwanie względem pilotażu. To ogromne przedsięwzięcie, bo dotyczy 10 proc. dorosłej populacji, czyli blisko 3,1 mln Polaków. W projekcie bierze udział 28 jednostek, a wiem, że kolejni chętni już się zgłosili. Zgadzam się z prof. Heitzmanem, że najistotniejszym elementem nowego modelu jest punkt zgłoszeniowo-koordynacyjny oraz całe centrum, które ma odpowiedzialność terytorialną. Już nie do wyobrażenia jest sytuacja, że pacjent CZP dzwoni po pomoc i otrzymuje informację, że ma się zgłosić za 3 miesiące. Sporo kontrowersji i wątpliwości ciągle budzi zagadnienie, czy pacjent spoza terytorium obsługiwanego przez centrum, może się do niego zgłosić. Korzystając z okazji, chcę rozwiać wszelkie wątpliwości z w tym zakresie: absolutnie może się zgłosić i otrzymać pomoc.

Kolejne pytania, które się pojawiły, dotyczą wątpliwości, czy pacjent, który ma dostęp do CZP na terenie miejsca zamieszkania, może zgłosić się do innej poradni zdrowia psychicznego czy szpitala, bo np. pojedzie do Gdańska, a jest z Łodzi. Absolutnie może. Nie ma tutaj żadnych limitów ani ograniczeń. Różnica jest taka, że finansowanie centrum zdrowia psychicznego jest zryczałtowane, a pieniądze trafiają do świadczeniodawcy za opiekę nad określoną populacją. Natomiast za świadczenia dla pacjentów spoza tej grupy NFZ płaci na dotychczasowych zasadach, ale to absolutnie nie przekłada się na limitację świadczeń.

Prof. Janusz Heitzman: Doprecyzuję kwestię finansowania. W przypadku centrów zdrowia psychicznego świadczeniodawca otrzymuje ryczałt uzależniony od liczby mieszkańców objętych opieką. Do tej pory NFZ finansował konkretne usługi medyczne: stawka zależała od tego, czy to była hospitalizacja, porada, czy inny rodzaj świadczeń, których mamy bardzo dużo w psychiatrii. Następuje zmiana mentalności. Problemy, które dotychczas ujawniły się w trakcie pilotażu, są bardzo niewielkie w porównaniu do skali całego przedsięwzięcia. Pozytywne jest to, że i Ministerstwo Zdrowia, i NFZ deklarują, że liczba tych ośrodków pilotażowych nie jest zamknięta i w każdej chwili można ją rozszerzać. W przyszłym roku można spodziewać się, że do potażu dołączy ok. 10 nowych podmiotów. Założenie nowych centrów zdrowia psychicznego deklaruje m.in. Wielkopolska.

Joanna Chatizow: Ważne, by poradnie zdrowia psychicznego, które powstają dzięki reformie, były blisko pacjenta. Żeby nie trzeba było do nich jechać 20, 50 czy czasem 100 km. Struktura, którą teraz się tworzy, jest dokładnie tym, czego potrzebują pacjenci — to jest opieki, wsparcia i pomocy jak najbliżej miejsca zamieszkania.

Dr Jerzy Gryglewicz: Tworzone obecnie centra zdrowia psychicznego przejmują odpowiedzialność za leczenie wszystkich pacjentów zamieszkujących obszar ich działania, czego nie było wcześniej. Należy zaznaczyć, że problemów finansowo-organizacyjnych jest wiele, na przykład świadczenia z zakresu psychiatrii są limitowane przez NFZ. A wydaje się, że zarówno leczenie pacjentów z objawami depresji, jak i schizofrenii nie powinno mieć ograniczeń finansowych w ramach świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Ci chorzy nie powinni czekać.
Najważniejszą pozytywną zmianą jest świadomość znaczenia chorób psychicznych wykazywana przez decydentów. Minister zdrowia wydał w tym roku rozporządzenie o priorytetach zdrowotnych i jednym z nich jest psychiatria. Plusem jest także to, że psychiatria stała się dziedziną priorytetową, jeżeli chodzi o kształcenie lekarzy. Należy jednak zaznaczyć, że kryzys kadrowy, jakim jest znaczny niedobór lekarzy psychiatrów w kraju, nie zostanie rozwiązany w perspektywie najbliższych 10 lat. Odpowiednie finansowanie świadczeń psychiatrycznych   może poprawić nieco sytuację kadrową. Trzeba mieć świadomość, że nie wszyscy psychiatrzy pracują w zawodzie. Trzeba ich zachęcić do powrotu.

Dr Sławomir Murawiec: Wydaje się, że jesteśmy świadkami zmiany podejścia do finansowania psychiatrii. Na wydatki w tym zakresie zaczyna się patrzeć jak na inwestycję, a nie koszt…

Prof. Janusz Heitzman: Zmiana myślenia w tym kierunku jest bardzo potrzeba i ważna.

Schizofrenia: procentuje nowoczesne leczenie

Red. Ewa Kurzyńska: Wyzwaniem dla systemu jest opieka nad pacjentami ze schizofrenią. Chorobą bardzo obciążającą dla pacjenta i jego bliskich, także dla systemu. Co można zrobić, by poprawić sytuację w tym zakresie?

Dr Jerzy Gryglewicz: Wydatki ZUS z tytułu schizofrenii wynoszą 1 miliard 111 mln zł rocznie, z czego 782 mln zł przeznaczone jest na renty z tytułu niezdolności do pracy. To pokazuje, że jest duża skłonność w systemie ubezpieczeń społecznych do przyznawania rent, a nie aktywizacji pacjentów. Na absencję chorobową przeznacza się zaledwie 26 mln zł. To świadczy o tym, że system aktywizacji osób ze schizofrenią jest niewydolny, bo ci pacjenci praktycznie nie chorują, ponieważ są na rentach. Na świadczenia rehabilitacyjne ZUS przeznacza tylko 8 mln zł. To kropla w morzu. W 2016 roku koszty poniesione przez NFZ na leczenie schizofrenii były 4-krotnie niższe, niż koszty poniesione przez ZUS dla pacjentów ze schizofrenią. Proporcje powinny być odwrotne.

Joanna Chatizow: W Polsce coraz bardziej odczuwalny staje się brak specjalistów. W związku z tym aktywizacja osób niepełnosprawnych z tytułu chorób psychicznych przyniesie wymierne, określone korzyści dla gospodarki. Pacjenci, nawet ze schizofrenią, przy dobrze zorganizowanych miejscach pracy są świetnymi pracownikami. Bardzo mocno się aktywizują, identyfikują ze swoim miejscem pracy, osiągają świetne efekty.

Red. Ewa Kurzyńska: Czy przeciwpsychotyczne leki długo działające mogą być pomocne w aktywacji pacjentów i być pomostem ułatwiającym powrót do normalnego życia społecznego, zawodowego, rodzinnego?

Prof. Janusz Heitzman: Tak. To się udało w Stanach Zjednoczonych oraz wielu krajach Europy. W Polsce to jednak wciąż niewykorzystany potencjał. Tylko 4 proc. pacjentów leczonych z powodu ostrych czy przewlekłych zaburzeń psychotycznych z kręgu schizofrenii korzysta z leków o przedłużonej formie uwalniania. Tymczasem są kraje, gdzie ten odsetek sięga 30 proc. Jesteśmy pod tym względem na ostatnim miejscu w Europie. To pokazuje, że nie umiemy dobrze inwestować w zdrowie. Chcemy leczyć tanio, ale równocześnie wychodzi nam to kosztownie. Dlaczego?
Stosując leki, których ordynowanie wiąże się z większym ryzykiem hospitalizacji, ponosimy o wiele większe koszty, niż korzystając z leku przeciwpsychotycznego podawanego raz w miesiącu. Takiego leku, dzięki któremu pacjent nie musi być cały czas kontrolowany. Bo jak pokazują badania 60, a nawet 70 proc. pacjentów zmienia zaordynowane leczenie samodzielnie: albo bierze za małe dawki, albo bierze inne leki, albo zupełnie je odstawia. To powoduje, że okresy remisji, ustępowania objawów choroby są coraz rzadsze, a częstsze stają się nawroty. Jeżeli tak się dzieje, w dodatku nawroty mają ostry przebieg, to chory trafia do szpitala psychiatrycznego i jego leczenie generuje niebagatelne koszty. Nowoczesne leki są kosztowniejsze, ale tak naprawdę przynoszą oszczędności, bo zmniejsza się liczba hospitalizacji. Jeżeli cała Europa jest dla nas jakimś wyznacznikiem i pokazuje, że wydatki zmniejsza się przez ograniczanie hospitalizacji i stosowanie nowoczesnego leczenia, to musimy iść w tym kierunku.

Red. Ewa Kurzyńska: Czy to znaczy, że leki długo działające powinny być stosowane jako terapia pierwszego rzutu?

Prof. Janusz Heitzman: Bardzo często lekarze nie mają świadomości, kiedy i jak można te leki stosować. Często przyjmuje się założenie, że można je ordynować tylko wtedy, gdy pacjent brał już klasyczne leki doustne i terapia nimi okazała się nieskuteczna, bo chory nie współpracował. Ale tak naprawdę leki typu LAI, podawane w formie iniekcji, pacjent powinien dostać jak najwcześniej. To ważne, bo gwarantują dobrą współpracę, zabezpieczają przez nawrotami, zaostrzaniami schizofrenii. Ryzyko, że pacjent wypadnie poza nawias życia rodzinnego, społecznego, zawodowego jest istotnie zminimalizowane. Musi nastąpić zmiana mentalności płatnika. Stosowanie nowoczesnych leków w psychiatrii nie jest fanaberią lekarzy. Zleca się je, gdy jest to konieczne.

Dr Sławomir Murawiec: Pojawiają się nowe cząsteczki skutecznie w leczeniu schizofrenii…

Prof. Agata Szulc: Poszukiwanie nowych leków w psychiatrii to duże wyzwanie. Na 10 000 badanych cząsteczek tylko jedna wchodzi do praktycznego zastosowania. Niemniej mimo tych trudności, mamy już do dyspozycji sporo nowych leków, np. o przedłużonym działaniu. Podaje się je w iniekcji raz w miesiącu. W niektórych krajach jest już refundowany lek, który podaje się w ten sposób tylko raz na trzy miesiące. Jest też kilka nowych cząsteczek, które są zarejestrowane i czekają na refundację. To np. kariprazyna czy lurazydon, który może być stosowany w terapii pacjentów ze schizofrenią i chorobami metabolicznymi.

Red. Ewa Kurzyńska: Czy w arsenale leków, którymi dysponują lekarze, są leki przeciwpsychotyczne do stosowania u pacjentów z nadciśnieniem, nadwagą, cukrzycą typu 2, czyli schorzeniami, które wpisują się obraz zespołu metabolicznego?

Prof. Janusz Heitzman: Tak. Nie wszystkie leki przeciwpsychotyczne są obciążone potencjałem działań niepożądanych, które są związane z przyrostem masy ciała itd. Są zarejestrowane nowoczesne leki i chcemy, żeby jak najszybciej nasi pacjenci mieli do nich dostęp. Potrzeba ich szerszego wprowadzania jest związana z tym, by eliminować nie tylko podstawowy efekt psychotyczny, ale także objawy cholinergiczne, zaburzenia metaboliczne itd.

Problemem dzisiejszej psychiatrii jest to, że zbyt mało myślimy o tym, aby przedłużyć życie pacjentów chorujących na schizofrenię. Badania z wielu krajów wskazują na to, że pacjent z taką diagnozą żyje o 15 lat krócej. Czy my, jako psychiatrzy, zrobiliśmy wszystko, żeby pomóc pacjentowi w osiągnięciu przynajmniej średniej, spodziewanej długości życia? Uważam, że nie, bo zbyt asekuracyjnie podchodzimy do nowoczesnego leczenia. Nie jesteśmy w stanie przekonać decydentów, żeby inwestowali w leczenie naszych chorych. To się powinno zmienić, byśmy byli w stanie przywrócić pacjentów, którzy najczęściej są przecież w wieku produktywnym, do aktywnego życia.

Wciąż trwa walka ze stygmatyzacją pacjentów z zaburzeniami psychicznymi

Joanna Chatizow: Przywrócenie na rynek pracy ludzi chorujących psychicznie jest wciąż trudne w polskich realiach. Pracodawcy są wciąż bardzo niechętni, by zatrudniać osoby z zaburzeniami psychicznymi. Wiem z różnych źródeł, że starając się o pracę, nie można przyznawać się do tego, że się choruje, zwłaszcza na schizofrenię. Od osób prowadzących biura rekrutacyjne czy headhunterów wiem, że taka informacja jest dyskwalifikująca dla kandydata. Nawet w przypadku depresji, która ma dobre rokowania i dzięki leczeniu pozwala na powrót do normalnego funkcjonowania.

Prof. Agata Szulc: Polskie Towarzystwo Psychiatryczne od kilku lat prowadzi bardzo intensywne działania przeciwdziałające stygmatyzacji. Te działania zostały zainicjowane m.in. poprzez akcję „Lecz depresję” już 15 lat temu. Olbrzymia w tym rola pani Joanny Chatizow. To, nad czym obecnie pracuje Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, to zmiana wizerunku psychiatrii, psychiatrów. Żeby pacjenci np. z depresją czy innymi zaburzeniami mieli szansę się leczyć, by mogli pójść i uzyskać pomoc bez obawy, że staną się ofiarami stygmatyzacji.

Prof. Irena Namysłowska: Bardzo ważne są działania profilaktyczne. Prewencja, przynajmniej w obszarze psychiatrii dzieci i młodzieży, jest kluczowa, bo wielu problemów można uniknąć, przeciwdziałając im zawczasu. Aby się to udało, potrzeba jednak współpracy z innymi departamentami, które pomagałyby nam identyfikować dysfunkcyjne rodziny. Taką kwestią, która nie budzi żadnych wątpliwości, a łączy psychiatrię dzieci i młodzieży z psychiatrią dorosłych jest to, że przewlekła depresja matki z małym dzieckiem jest potężnym czynnikiem ryzyka. Jest jednym z największych predyktorów zaburzeń psychicznych u dziecka czy nastolatka. Potrzebna jest także skuteczniejsza identyfikacja rodzin dysfunkcyjnych, w których występuje przemoc, nadmierne spożycie alkoholu.

Dokąd zmierzamy?

Dr Sławomir Murawiec: Podsumowując: co jest najważniejsze w tej chwili z punktu widzenia psychiatrii w Polsce?

Prof. Janusz Heitzman: Najważniejsze dla współczesnej psychiatrii jest stworzenie życzliwego klimatu dla osób chorych psychicznie. Nie możemy zapominać o tym, że są to ludzie tacy sami jak my, cierpiący. Nikt nie wybiera przecież tej choroby i nie jest w stanie przewidzieć sytuacji kryzysu, w którym się kiedyś znajdzie. Myślenie o psychiatrii musi być odpowiedzialne i perspektywiczne, ponieważ może się zawsze zdarzyć, że każdy z nas będzie musiał z takiej pomocy skorzystać. Musimy mieć dostęp do nowoczesnego, niestygmatyzującego leczenia, do dobrej, doinwestowanej opieki, do nowoczesnych leków. Równocześnie musimy mieć świadomość, że zainwestowanie dzisiaj w obszary zdrowia psychicznego, zaowocuje odcinaniem pozytywnych kuponów z życia w przyszłości.

Dr Sławomir Murawiec: Cieszę się ogromnie, że pan profesor porusza te kwestie. Polskie Towarzystwo Psychiatryczne prowadzi od kilku lat intensywne działania na rzecz przybliżenia ogółowi społeczeństwa i lekarzom nie-psychiatrom szeroko rozumianej tematyki psychiatrii, a także informowania o współczesnych metodach leczenia.

Prof. Irena Namysłowska: Dodałabym tylko, że dla rozwoju nowoczesnej psychiatrii dzieci i młodzieży konieczne jest pamiętanie o rodzinach. Bo leczenie dzieci i młodzieży to także opieka nad ich rodzinami. Nie można wyłączyć dziecka czy nastolatka z rodziny i myśleć, że zajmujemy się tylko nim samym. Uważam, że powinien nastąpić wyraźny systemowy zwrot w środowiskowej opiece dzieci i młodzieży, gdzie szpital jest ostatecznością i to też na krótki okres. Trzeba zadbać, by po leczeniu w szpitalu była zapewniona zorganizowana i dobra opieka nad dzieckiem i jego rodziną.

Joanna Chatizow: Ważne jest uwrażliwienie całego społeczeństwa na osoby chorujące psychicznie. Brakuje społecznej empatii, zwłaszcza jeżeli chodzi o dzieci i młodzież. Nauczyciele nie zwracają uwagi na pewne sygnały alarmowe, które młodzi ludzie nierzadko wysyłają. Samookaleczenia, które są w tej chwili nagminne, dotyczą około 10 proc. uczniów w każdej szkole. To nie fanaberia, ale rozpaczliwe wołanie o pomoc. Tymczasem często placówki edukacyjne umywają w takich sytuacjach ręce, zwłaszcza jeśli nie ma tam psychologa czy pedagoga. A to właśnie reakcja najbliższego otoczenia jest szalenie ważna w profilaktyce zaburzeń psychicznych.

Prof. Agata Szulc: Ważna jest zmiana klimatu wokół psychiatrii i psychiatrów. Żebyśmy nie kojarzyli się z zamykaniem pacjentów w szpitalu psychiatrycznym i wiązaniem ich tam w kaftan bezpieczeństwa, bo to nie jest już naszą rolą. Chcemy pomagać ludziom i robić to najlepiej jak się da i jak najnowocześniej. Szpital w tym kontekście jest przysłowiową ostatnią deską ratunku w wyjątkowych sytuacjach. Nowoczesna psychiatria opiera się na założeniu, że pacjent powinien znaleźć opiekę wszędzie: w poradni, w zespole leczenia środowiskowego, w domu czy w szkole.

Prof. Janusz Heitzman: Nie należy zapominać o tym, co mówi WHO: nie ma sprawnego człowieka bez zdrowia psychicznego.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Psychologia i psychiatria / Psychiatria polska — co za nami, co przed nami
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.