Psychiatra: zmiana czasu zawsze przynosi zdrowotne straty

EG/PAP
opublikowano: 29-03-2019, 09:32

Na zmianie czasu cierpią szczególnie osoby chore, z zaburzeniami snu oraz dzieci - mówi dr n. med. Michał Skalski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Parlament Europejski opowiedział się za zniesieniem obowiązku zmiany czasu na terenie Unii Europejskiej. Projekt nowelizacji dyrektywy przewiduje, iż ostatnia zmiana czasu w UE miałaby mieć miejsce w 2021r.

Dla zdrowych osób zmiana czasu wiąże się co najwyżej z gorszą formą w weekend, po 2-3 dniach ich mózgi uczą się godzinnego przesunięcia. W gorszej sytuacji są ci, którzy cierpią na zaburzenia snu lyb żyją niezgodnie z naturalnym rytmem dobowym. Pacjenci z bezsennością lub z nadmierną sennością muszą uczyć swój mózg regularnego zasypiania lub rozsądnego korzystania z drzemek. W ich przypadku zmiana czasu nawet o godzinę to konieczność całkiem nowego treningu behawioralnego, dodatkowy stres i utrudnienie terapii.

Zdrowotne konsekwencje zaburzeń snu

Dr n. med. Michał Skalski wskazuje, że zaburzenia snu nawet u dzieci wiążą się z otyłością, pogorszeniem funkcji poznawczych i nadmiernym wzrostem ciśnienia. Lekarze obserwują zwiększoną liczbę zawałów serca w sytuacji, gdy ludzie są zmuszani do rozpoczynania i kończenia aktywności w innych godzinach, niż te zgodne z ich własnym rytmem. W opinii specjalisty naturalnym czasem dla terenów Polski jest ten zimowy. Dodaje również, że najistotniejsze jest przestrzeganie dobowej rutyny zgodnej z własnym zegarem biologicznym.

"Aż 30 proc. ludzi na świecie żyje niezgodnie z własnym rytmem" – stwierdza dr Michał Skalski. 

Problem dotyczy również pracowników zmianowych i ludzi, którzy prowadzą nieregularny tryb życia.

"Zegar biologiczny rozregulowuje się, kiedy co dnia ludzie chodzą spać i wstają o innej porze. Rytm dobowy jest odpowiedzialny za wszystko, w tym za wydzielane hormonów, odporność. Wystarczy pół roku pracy zmianowej i człowiek już łapie infekcje. To może nawet grozić sepsą. (…) Nasz organizm ma różne synchronizatory: rytm dobowy, światło i sen. Jeśli śpimy ‘po bożemu’ - zasypiamy wieczorem, a budzimy się rano - to nie jest ważne, czy melatonina faktycznie jest wydzielana w ciemności, wydzielanie kortyzolu zależy od zegara, a hormon wzrostu regulowany jest snem. Grunt, że wszystko dzieje się równomiernie. Jeśli jednak będziemy zasypiać o różnych porach i wstawać o różnych porach, to rytmy się rozsynchronizowują" - ostrzega ekspert.

Sen wyrównuje się dzięki jakości, a nie ilości: sen wyrównawczy jest bowiem głębszy, a nie dłuższy. Jeśli ktoś, np. lekarze, policjanci czy ochroniarze, ma pracę zmianową, to powinien zadbać o dobre warunki snu wyrównawczego. Organizm poradzi sobie z brakami, o ile dostanie 7-8 godzin na spokojny wypoczynek.

"Wydaje się, że do dwóch razy w tygodniu da się tak funkcjonować. Istotna jest jednak kwestia wieku. Na studiach mogłem zarywać kilka nocy w tygodniu. Po czterdziestym roku życia nawet jedna noc znacznie obniża moją formę" - przyznaje dr Michał Skalski.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Odsypianie w weekend jednak pomaga?

6-7 godzin snu to dla dziecka za mało

Długotrwała deprywacja snu jest szkodliwa zwłaszcza dla dzieci. Zapracowany dorosły może nie przespać jednej - dwóch nocy i potem odespać, ale młodzi ludzie są szczególnie wrażliwi na zaburzenia rytmu dobowego, a współcześnie szkoła skazuje uczniów na warunki nauki zbliżone do pracy zmianowej.

"Jest ciekawe badanie dowodzące, w ile gorszej formie fizycznej i psychicznej są dzieci chodzące na pierwszą zmianę - od tych, które chodzą na drugą zmianę. Te chodzące na pierwszą zmianę sypiają przeciętnie o 2 godziny krócej w dni robocze. W weekendy to nadrabiają, ale: są bardziej otyłe, mają wyższe ciśnienie, gorsze oceny" – zwraca uwagę psychiatra.

Dr Michał Skalski wraz z innymi członkami Polskiego Towarzystwa Badań nad Snem (PTBS) działa na rzecz wprowadzenia w polskich szkołach zmiany - opóźnienia godziny rozpoczynania nauki. Jak tłumaczy, jeszcze kilkadziesiąt lat temu wszyscy chodzili wcześniej spać, wtedy dzwonek na lekcję o 8.00 był uzasadniony.

"Dobranocka kończyła się o 19:20 i dziecko prędzej czy później szło spać, ponieważ nic ciekawego się nie działo: nie było internetu, smartfonów... jedynie można było poczytać przed snem. Obecnie wszystko przesunęło się na 24:00. Dorośli często chodzą później do pracy, a dzieci chodzą do szkoły na 8:00, jak dawniej” - podsumowuje specjalista. 

PRZECZYTAJ TAKŻE: Piramida zdrowego żywienia i stylu życia dzieci i młodzieży: sen i aktywność fizyczna równie ważne jak dieta

Nocny marek częściej choruje i ma większe ryzyko śmiertelności

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: EG/PAP

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.