Psychiatra: rośnie liczba zaburzeń lękowych, pacjenci nie potrafią ich nawet nazwać

JW/PAP
opublikowano: 05-12-2022, 13:34

Obserwuję wzrost liczby zaburzeń lękowych, czyli tego, co było na przykład na początku pandemii. (...) Teraz pacjenci przychodzą z objawami, których nawet nie potrafią nazwać. Dopiero w gabinecie rozstrzygamy, co ich dręczy - zwraca uwagę psychiatra Jacek Koprowicz, kierownik Przychodni Zdrowia Psychicznego w Centralnym Szpitalu MSWiA w Warszawie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Ocenia się, że depresja będzie niebawem najpoważniejszym problemem społecznym na świecie.
Ocenia się, że depresja będzie niebawem najpoważniejszym problemem społecznym na świecie.
Fot. iStock
  • W ocenie psychiatry Jacka Koprowicza rośnie liczba osób mających zaburzenia lękowe, ale równolegle więcej jest osób nie potrafiących nazwać swoich lęków.
  • To pewnie taka skumulowana trauma z ostatniego czasu, trauma, która już przekracza zdolności adaptacyjna naszego organizmu - przypuszcza specjalista.
  • Najpoważniejszym problemem społecznym na świecie będzie niebawem depresja - dodaje. Zaburzenia depresyjne i lękowe to jedna rodzina zaburzeń.

– Mamy wzrost tego, co obserwowaliśmy na początku pandemii i na początku wojny, czyli zaburzeń lękowych – powiedział PAP psychiatra Jacek Koprowicz, ale zastrzegł, że to opinia na podstawie jego praktyki lekarskiej, a nie teza poparta statystykami medycznymi.

Pandemia, wojna, inflacja. Psychiatra o skumulowanej traumie

Wzrost liczby zaburzeń lękowych to - zdaniem Koprowicza - pokłosie tzw. stresu składanego, czyli nałożenia się wielu czynników stresogennych wywołujących w nas czasem nawet nieuświadomione lęki.

Inne jest też teraz – jak tłumaczył Koprowicz – zachowanie wielu pacjentów wobec zachowań na początku pandemii i na początku rosyjskiej agresji na Ukrainę. - Ci pacjenci, którzy teraz przychodzą nie mówią, że boją się tego, że rakiety rosyjskie zaczną spadać na Polskę, czy o ryzyku umierania na COVID-19. Teraz pacjenci przychodzą z objawami zaburzeń lękowych, których nawet nie potrafią nazwać. Dopiero w gabinecie rozstrzygamy, co ich dręczy. To pewnie taka skumulowana trauma z ostatniego czasu, trauma, która już przekracza zdolności adaptacyjna naszego organizmu – podsumował psychiatra.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Niedzielski o zmianach dotyczących psychoterapii. Mówi, co z osobami z certyfikatem

Chociaż – zdaniem psychiatry – jest coraz więcej symptomów wzrostu liczby zaburzeń równowagi psychicznej m.in. w związku z pandemią i rosyjską agresją na Ukrainę, to paradoksalnie jako społeczeństwo stajemy się coraz bardziej obojętni na sytuacje kryzysowe. - Każdy stres, który na nas oddziałuje powoduje, że się w jakimś zakresie uodporniamy – przekonywał Koprowicz.

– Tak jest przede wszystkim w przypadku pandemii. Szczególnie, że ani media już tak nie epatują informacjami o COVID-19, ani rząd nie informuje też na ten temat zbyt często. Świadczyć o tym może sam fakt wycofania się z publicznego podawania do wiadomości liczby zakażeń – zaznaczył. -To wszystko powoduje, że traktujemy nasze funkcjonowanie coraz bardziej normalnie. Tylko kontakt z placówkami ochrony zdrowia i nakaz noszenia tam maseczek przypomina nam, że ciągle mamy do czynienia z pandemią – wskazał.

Większość Polaków zdaje się żyć „tu i teraz”

Oddzielne zagadnienie – jak mówił psychiatra – dotyczy lęków związanych z rosyjską napaścią na Ukrainę. - Pierwszy szok, czyli element nowego stresu, też staje się takim “tłem”. Obojętniejemy niestety na tragedię ludzi – podkreślił. W opinii Koprowicza mniejszy poziom stresu związany z brutalną agresją Rosji na Ukrainie wiąże się też z mniejszą liczbą symptomów wojny, które docierają do Polski. - Nie ma tak dużej fali uchodźców, która przypominałaby każdego dnia o tych okropnościach dziejących się za naszą południowo-wschodnią granicą. Mało jest osób, które wnikliwie to obserwują – ocenił.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jak leczyć pacjentów, u których depresja współistnieje z zaburzeniami lękowymi i bezsennością

– Gdybyśmy często doszukiwali się informacji, jak często na Ukrainie Rosjanie dokonują rzezi na cywilach, to myślę, że ta trauma byłaby albo znacznie większa, albo można byłoby mówić o nowej traumie – zwrócił uwagę Koprowicz i dodał, że większość Polaków zdaje się żyć „tu i teraz” z problemami ekonomicznymi dnia powszedniego i to powoduje skupianie się na mniej obciążających psychikę tematach.

Psychiatra zaznaczył, że obojętniejemy społecznie na sytuacje kryzysowe w związku z pandemią i rosyjską agresją na Ukrainę, ale – jak powtarzał – wyraźnie rośnie jednak liczba lęków wielu osób.

Psychologia i psychiatria
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
×
Psychologia i psychiatria
Wysyłany raz w miesiącu
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych jest Bonnier Healthcare Polska.

Depresja będzie wkrótce najpoważniejszym problemem społecznym?

Ocenia się, że najpoważniejszym problemem społecznym na świecie będzie niebawem depresja – powiedział psychiatra Jacek Koprowicz.

Podkreślił, że depresja bez wątpienie jest już poważną chorobą cywilizacyjną. - Jest to jeden z głównych czynników inwalidyzujących społeczeństwo, nie tylko w Polsce, ale na całym globie – podkreślił Koprowicz.

– Przypomina o tym Światowa Organizacja Zdrowia. Ocenia się, że Depresja będzie niebawem najpoważniejszym problemem społecznym na świecie – powiedział.

Depresja: pogorszenie nastroju musi trwać przynajmniej dwa tygodnie

Depresja – jak wyjaśnił lekarz – to cała gama zaburzeń. - Nam się wydaje, że depresja to tylko smutek, ale przecież to ogrom innych objawów: uczucie zmęczenia, zrezygnowania, brak chęci do działania, brak radości przeżywania rzeczy, które kiedyś sprawiały przyjemność – wymieniał. - Oczywiście, z drugiej strony, musimy mieć świadomość, że nie każdy taki stan to depresja. Nie wszystko, co nam wydaje się depresją nią jest – wyjaśnił Koprowicz.

Psychiatra tłumaczył, że aby orzec depresję, pogorszenie nastroju musi trwać jakiś czas. - Musi się utrzymywać przynajmniej przez dwa tygodnie, codziennie, przez większość dnia – zwrócił uwagę. Specyficzne objawy to spłycone emocje, niezdolność odczuwania przyjemności, obniżone zainteresowanie otoczeniem, światem. - Na przykład nasze hobby i zainteresowania przestają mieć dla nas znaczenie. Co ważne, dochodzi do zaniżonej samooceny. Osoba z depresją jest mniej odporna na krytykę, co może wywoływać dodatkowe przygnębienie – opisywał lekarz. - Mogą występować też zaburzenia apetytu, zarówno brak łaknienia, jak i nerwowe jedzenie wszystkiego, co mamy w lodówce. Są też zaburzenia snu, od przesypiania kilkunastu godzin do bezsenności – dodał.

Te wszystkie czynniki – jak wskazywał lekarz – powodują z kolei, kompletnie nieadekwatne do sytuacji, jeszcze inne objawy. - Dość charakterystyczne w depresji jest silne poczucie winy. Zmagając się z tą chorobą nie obwiniamy najczęściej innych osób tylko siebie – podkreślił. -Zaburzenia depresyjne i lękowe to jedna rodzina zaburzeń, a zatem w depresji również jest lęk. A zaburzenia lękowe generują zaburzenia nastroju. To się wszystko między sobą przeplata – zauważył.

W depresji występuje również agresja czy spowolnienie intelektualne

Koprowicz wspominał też o zupełnie innych sytuacjach znamionujących stany depresyjne. - Możemy mieć do czynienia z osobą drażliwą, skłonną do agresji, czy też autoagresji. Może to także być objaw zaburzeń depresyjnych – zauważył. - Obserwujemy też tak zwane spowolnienie ruchowe, z reguły tak jest u pacjentów depresyjnych, bo mają oni poczucie utraty sił witalnych. Inna rzecz, którą chorzy zgłaszają – i to jest istoty problem – to spowolnienie intelektualne, problemy z koncentracją, z pamięcią – zaznaczył. - Pacjenci często pytają: “czy to może być otępienie, choroba Alzheimera?”.Mówią, że nie pamiętają, co robili, o czym rozmawiali, nie pamiętają imion, nazwisk – relacjonował psychiatra.

– Spowolnione procesy intelektualne są istotnym elementem depresji. Zresztą, to cecha, która pozostaje na dłużej, to znaczy, że pacjent wychodzi z depresji, a problem z pamięcią jeszcze się pojawia. To zaburzenie ustępuje, ale za jakiś czas, zanim mózg się rozpędzi do normalnej prędkości – mówił lekarz.

Na pytanie PAP, czy z depresją można sobie poradzić samemu, psychiatra odpowiedział, że ta choroba jest z człowiekiem nie od 30 czy 40 lat, ale towarzyszyła nam też w dalekiej przeszłości, jej przypadków nie odnotowywały często jakiekolwiek kroniki. - Psychiatria to nie jest dziedzina medycyny, którą rozwijano na przykład w starożytności, tylko raczej w późniejszych czasach. Pozostaje ważna kwestia, jak funkcjonowali ludzie, którzy w dawnych czasach być może mieli jakieś zaburzenia nastroju? – pytał.

– Część zaburzeń nastroju ma tendencje do ustępowania. Czyli część osób, które zachorują na depresję ulega samowyleczeniu – wyjaśnił psychiatra. - Tylko czy to ma sens w dzisiejszych czasach, kiedy znamy mechanizmy związane z chemią mózgu, z neuroprzekaźnikami? Czy jest sens, aby pacjenci cierpieli? Warto chyba skorzystać z osiągnięć nauki i sięgnąć po leki. Oczywiście pod nadzorem lekarza – podsumował Koprowicz.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Depresja poporodowa u matek nawet siedmiokrotnie zwiększa ryzyko depresji u ich dorosłych dzieci

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.