Przybysze z kosmosu

  • Hanna Samson
29-04-2011, 11:45

Wszyscy wiemy, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. A dzieci? Wielu rodziców traktuje je tak, jakby pochodziły z Jowisza lub Saturna i w żaden sposób nie można ich było zrozumieć. Zwłaszcza wtedy, kiedy są niegrzeczne.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W kinach od kilku tygodni wielką popularnością cieszy się "Sala samobójców" Jana Komasy. Widownię w większości wypełniają młodzi ludzie. Zapewne doceniają, że ktoś w końcu stanął po ich stronie. Pokazał męki młodości i nieporadność rodziców w kontakcie z dzieckiem. Niemożność zrozumienia, o co ich dziecku chodzi. Wszystko jest dobrze, dopóki syn trzyma się swojej roli grzecznego chłopca. Pozorną bliskość między pokoleniami tworzą towarzyskie rytuały, w które rodzice, na co dzień zajęci własnymi sprawami, włączają syna.

Ale gdy syn wypada z roli, okazuje się, jak niewiele ich łączy. Jakby dzieliły ich całe lata świetlne. Dla rodziców ważne jest tylko to, żeby syn się uczył i nie przynosił im wstydu. Jego przeżyć nawet nie próbują pojąć. Chcą szybko rozwiązać problem, jak wszystkie inne w życiu. Niestety, tym razem to się im nie uda.

Nie jestem fanką tego filmu, ale faktem jest, że dotyka ważnego problemu. Niezdolności rodziców do rozumienia własnych dzieci. Gorzej. Ich braku poczucia, że w ogóle jest tu coś do rozumienia.

Jakie ma być dziecko? Grzeczne. Nawet nastolatek powinien dobrze pasować do przewidzianego dla niego przez rodziców wzorca. Gdy tylko próbuje się z niego wyłamać, rodzice robią wszystko, by znów go tam upchnąć. Dlaczego się wyłamuje? O co mu chodzi? O co walczy? Bez znaczenia. Ważne jest tylko to, że jest niegrzeczny. Ale to upychanie działa jedynie do czasu, aż syn czy córka nie odkryją, że rodzice są tak naprawdę bezradni. Bo co jemu lub jej mogą zrobić? Nie dać kieszonkowego? Poradzi sobie. Od pewnego momentu system kar i nagród przestaje działać. Jedyną szansą dla rodziców jest dobry kontakt. Z pewnością nie zastąpi go inwigilacja.

Ewa, matka 15-letniego Bartka, dotąd nie miała z nim większych problemów. Chłopak dobrze się uczy, chodzi do szkoły muzycznej, ale na wszelki wypadek Ewa cały czas trzyma rękę na pulsie. I w końcu się doczekała.

— Bartek chce sobie zrobić kolczyk w uchu! Skąd on ma takie pomysły? — pyta retorycznie, ale ja chętnie odpowiadam.

— Jak to skąd? To oczywiste, nie żyje na Jowiszu, tylko tu, na Ziemi. Chce być muzykiem rockowym, jego idol ma w uchu kolczyk…

Ewa macha rękę. Nie o to jej chodzi. Ma inny problem.

— Co ja mam zrobić? — pyta dramatycznie. — Nie zgadzam się na to, żeby przekłuł sobie ucho. Ale nie mogę mu o tym powiedzieć!

Dlaczego? Ewa dowiedziała się o kolczyku z esemesów. Co wieczór przegląda komórkę Bartka, gdy ten jest w łazience. Interesuje się dzieckiem i chce jak najwięcej o nim wiedzieć. Nie widzi w tym nic złego, tylko teraz ma kłopot.

Nie wiem, czy Bartek naprawdę planuje przekłuć sobie ucho. Nie wiem też, co w tym jest bulwersującego, ale mniejsza o to, każdy ma prawo do własnej oceny. Ale przede wszystkim nie wiem, czemu służy inwigilacja dziecka, skoro nie wiadomo, co zrobić z tak uzyskanymi informacjami. Czy nie lepiej po prostu rozmawiać?

Monika, mama 14-letniego Antka, jest przerażona. Jej syn uciekł z domu. Spokojnie, już się znalazł, od początku wiedziała, dokąd poszedł, ale i tak jest zdumiona, nie może tego pojąć, w głowie jej się nie mieści, że jej grzeczny synek tak się zachował.

— Nie było mnie, wyjechałam na kilka dni — opowiada. — Mąż wrócił pijany i zaczął coś mówić do Antka. Antek wie, że ma nie reagować, to ojciec w końcu się uspokoi. A zaczął pyskować, mąż go uderzył, syn wybiegł z domu i pojechał do kolegi.

Antek nie wziął nawet komórki, ale zadzwonił do matki od kolegi, żeby się nie denerwowała. Wydawać by się mogło, że w całej tej sytuacji zachował się sensownie. Ale matka nie może zrozumieć, co też mu strzeliło do głowy.

Rodzina jest systemem. To, co dzieje się z jedną osobą, ma wpływ na pozostałe. A często oczekujemy od dziecka, że będzie grzeczne i przewidywalne, choć dom się trzęsie w posadach. A niby dlaczego syn ma nie reagować na to, co robi ojciec? Niby dlaczego ma przeczekać ojcowskie awantury? Niby dlaczego ma nie uciec z domu, z którego matka też by czasem chętnie uciekła? "Nie ma dziecka. Jest człowiek" — stwierdził Janusz Korczak. I to prawda. Dziecko nie jest istotą z innej planety. Ma prawo do ziemskich uczuć.

A ja czuję, że mam ochotę przekłuć sobie ucho. Na złość nie swoim rodzicom! l

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Hanna Samson

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Przybysze z kosmosu
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.