Przedstawicieli firm produkujących leki obowiązują nowe reguły postępowania

Beata Lisowska
opublikowano: 05-03-2003, 00:00

Rezygnacja ze sponsorowanych badań profilaktycznych, mniej próbek leków, upominki dla lekarzy i farmaceutów o znikomej wartości - to najbardziej odczuwalne konsekwencje dostosowania się firm do wymogów prawa farmaceutycznego w zakresie reklamy produktów medycznych.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jak wynika z informacji zebranych przez Puls Medycyny, po pięciu miesiącach obowiązywania nowych zasad prawnych w reklamowaniu leków, przedstawiciele firm farmaceutycznych w zasadzie grają fair.
,Od chwili wejścia w życie ustawy Prawo farmaceutyczne czuliśmy, że jako firma jesteśmy bardziej obserwowani. Staraliśmy się to właśnie uświadomić reprezentantom medycznym, że decyzje muszą podejmować ze świadomością, iż są bardziej obserwowani przez swoich klientów - lekarzy i farmaceutów" - mówi Agnieszka Stasiewicz, communication manager firmy Sanofi-Synthelabo. Dlatego firma wielokrotnie organizowała szkolenia dla swoich przedstawicieli prowadzone przez dyrektora medycznego, podczas których były dyskutowane kwestie związane z ustawą, szczególnie z jej 4 rozdziałem poświęconym reklamie produktów leczniczych.
Tylko 5 próbek w roku?
Zgodnie z ustawą, reprezentanci medyczni mogą przekazać jednemu lekarzowi 5 próbek w ciągu jednego roku. Próbki powinny być wydane na podstawie pisemnej prośby lekarza. Reprezentant medyczny prowadzi zaś ewidencję dostarczanych próbek. ,Wszystkie prośby o dostarczenie próbek podlegają w naszej firmie archiwizacji, a lista lekarzy, którzy otrzymali próbki jest prowadzona w formie elektronicznej, w oprogramowaniu używanym przez naszą firmę do raportowania pracy reprezentantów" - zapewnia A. Stasiewicz.
Próbki, zgodnie z zapisem w prawie farmaceutycznym, powinny być też ewidencjonowane przez ich odbiorcę - aptekę szpitalną, aptekę zakładowa lub dział farmacji szpitalnej. Przepisy ustawy nie mówią natomiast nic o tym, w jaki sposób rejestrację próbek powinny prowadzić niepubliczne ZOZ-y, które nie mają ani zakładowej apteki, ani działu farmacji.
Dosyć rygorystyczne ograniczenia dotyczące liczby próbek mogą rodzić pokusę obchodzenia przepisów. Tym bardziej, że nadzór farmaceutyczny ma wgląd tylko do oficjalnej dokumentacji. Nieewidencjonowanego obrotu próbkami leków nikt nie jest w stanie kontrolować. A takie, pewnie incydentalne przypadki, mają miejsce.
,Dzisiaj dostałem od przedstawiciela medycznego 30 opakowań pewnego leku. To wystarcza na 30 miesięcznych kuracji. Tak duża partia próbek zdarza się rzadko - przyznaje Jan Warło, kierownik NZOZ ,Na Żeromskiego" w Wodzisławiu ląskim. - Ten lek jest produkowany przez cztery firmy. Przy czym ten dostarczony nie jest najdroższym specyfikiem. Nie jest też najtańszy (drugi od dołu tabeli cen), ale różnica cen to zaledwie parę złotych. Firma, w zamian za to, że wybieram ten właśnie produkt, sponsoruje wizyty u specjalisty kilku moim pacjentom". A dzieje się to tak: przedstawiciel producenta leku wykupuje pewną niewielką liczbę prywatnych wizyt, ale to jest i tak więcej niż lekarz może zapewnić pacjentom w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. ,W kolejce do poradni specjalistycznej o takim profilu w naszym powiecie moi pacjenci musieliby czekać na wizytę dwa miesiące. Nie każdy chory może pozwolić sobie na leczenie w stolicy województwa, chociażby z powodu trudności z dojazdem". - mówi J. Warło.
Prezenty małe i duże
Zgodnie z ustawą, reprezentanci firm farmaceutycznych, by nie zostać posądzonymi o oferowanie lekarzom korzyści materialnych, mogą przekazywać im prezenty - opatrzone znakiem reklamującym daną firmę - ,o znikomej wartości materialnej". Przepis jest na tyle nieprecyzyjny, że każda firma farmaceutyczna ma swoje własne ustalenia wewnętrzne co do wysokości dopuszczalnej wartości takiego upominku.
To może być na przykład drobny sprzęt medyczny. ,Firma zajmująca się produkcją leków przeciwcukrzycowych zaoferowała nam glukometry. Od producenta leków hipotensyjnych dostaliśmy ciśnieniomierz. Inna wyposażyła moją poradnię w aparaty telefoniczne. Reprezentanci medyczni uważają, że to się mieści w granicach dopuszczanych przez prawo faramaceutyczne - mówi J. Warło. - Przedstawiciel jest także w stanie pomóc mi w takich przedsięwzięciach, jak wypożyczenie spirometru na kilka dni czy sponsorowanie badań osteocytometrycznych. Dla niepublicznego ZOZ-u, który ma obcięty o 20 proc. kontrakt z kasą chorych to jest duża ulga. W tej chwili jednak trudniej jest to od firm wyegzekwować, zwłaszcza jeżeli mają uciążliwego głównego księgowego".
Czy ten lek pomaga
Odkąd obowiązuje prawo farmaceutyczne, producenci leków praktycznie wycofali się z tzw. sponsorowanych badań profilaktycznych. ,To był rodzaj ankiety, w której określało się reakcje anonimowego dla firmy pacjenta na produkowany przez nią lek. Tego w tej chwili prawie w ogóle nie ma. Spotkałem się incydentalnie w jednym czy dwóch przypadkach z propozycją wzięcia udziału w czymś takim. Poświęcenie czasu na wypełnianie rubryczek w sytuacji, gdy praca zajmuje 10-12 godzin dziennie to duże obciążenie, przynajmniej dla mnie" - mówi Jan Warło.
Specjaliści zauważają jeszcze inne, niekorzystne skutki nowych przepisów. Potwierdza to Zbigniew Kowalczuk, specjalista położnictwa i ginekologii z NZOZ ,Gin-Med" w Białymstoku. ,Od października ub.r. skończyło się uczestnictwo w programach naukowych, jakie dotąd czasem prowadziliśmy, oceniając dany lek pod względem skuteczności u naszych pacjentów" - mówi Z. Kowalczuk.
Ostrożność firm farmaceutycznych jest w tym przypadku w pełni uzasadniona. Ankiety pełniły funkcję m.in. także dokumentacyjną, były dla reprezentanta medycznego materialnym dowodem tego, że pacjent zażywał ,badany" produkt leczniczy. Ustawa zabrania zaś oferowania lub obiecywania jakichkolwiek korzyści w zamian za dostarczanie dowodów, że doszło do nabycia produktu leczniczego.
Reakcje środowiska
medycznego
Wszystko wskazuje na to, że wejście w życie prawa farmaceutycznego nie wpłynęło natomiast na częstotliwość kontaktów przedstawicieli z lekarzami i farmaceutami. Nie było potrzeby redukowania etatów, bo aktywność firm nie osłabła. ,Po 1 września 2002 roku liczba reprezentantów medycznych w naszej firmie nie zmieniła się" - potwierdza A. Stasiewicz z Sanofi-Synthelabo.
Czy zmienił się stosunek lekarzy do tych wizyt? ,Ja u siebie w klinice tępię tych domokrążców, bo jak inaczej nazwać młodych lekarzy, którzy wybrali sobie taki sposób na życie. Wyganiam ich z mojej kliniki, pytam, czy mają zgodę od dyrektora ds. klinicznych, by chodzić po Centrum i zawracać głowę kolegom. Słyszę na ogół odpowiedź wymijającą lub spotykam się z ich strony ze zdziwieniem, że ich o to w ogóle pytam. Fakt, iż reprezentanci są tak bezkarni świadczy, że kierownicy innych klinik nie widzą w tym problemu" - uważa dr n. med. Janusz Meder, kierownik Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego w warszawskim Centrum Onkologii.
Jednak w Centrum nie opracowano żadnych zasad, jakim mają być podporządkowane kontakty przedstawicieli firm farmaceutycznych z lekarzami. ,Każdy kierownik sam ustala zasady, które obowiązują u niego w klinice. Wstęp jest wolny, strażnicy nie sprawdzają, kto do kogo wchodzi i po co. Nawet gdyby jakieś zasady zostały ustalone, byłyby trudne do wyegzekwowania" - uważa dr n. med. Piotr Siedlecki, zastępca dyrektora ds. klinicznych Centrum Onkologii.
Obowiązek uzyskania zgody dyrektora zakładu na odwiedzanie zatrudnionych w nim lekarzy był wprowadzony obligatoryjnie w pierwotnej wersji przepisów wykonawczych do ustawy Prawo farmaceutyczne. Po konsultacjach z branżą farmaceutyczną resort zdrowia złagodził te zapisy. Obecnie w rozporządzeniu ministra zdrowia w sprawie reklamy produktów leczniczych (Dz. U. nr 126, poz. 1381, art. 8) ta kwestia jest uregulowana w następujący sposób: ,odwiedziny przedstawiciela medycznego nie mogą utrudniać lekarzom i farmaceutom prowadzenia ich działalności i odbywają się po uprzednim uzgodnieniu terminu spotkania. Ustala się go zgodnie z zasadami przyjętymi w danym zakładzie opieki zdrowotnej lub aptece".
Dyrekcja szpitala im. Franciszka Raszei w Poznaniu przyjęła zasadę, że ordynator na swoim oddziale jest panem sytuacji i sam ustala zasady współpracy z przedstawicielami medycznymi. Na większości oddziałów ordynatorzy zdecydowali, że przedstawiciele medyczni mają wstęp tylko w wyznaczone dni i o wskazanej godzinie. ,Na pewno powinno się to dziać między wizytami pacjentów i w dzień, który na danym oddziale jest luźniejszy. Nie wymaga się zgody dyrekcji, ordynatorzy mają wolną rękę" - mówi dr Elżbieta Wrzesińska-Żak, zastępca dyrektora ds. opieki zdrowotnej ZOZ Szpitala im. F. Raszei w Poznaniu. Na przykład na Oddziale Wewnętrznym i Diabetologii w tej placówce planowe zebrania lekarzy i przedstawicieli medycznych (z udziałem ordynatora) odbywają się raz w tygodniu, w czwartki. Prezentacja leku trwa zwykle ok. 15-20 minut i nie zakłóca pracy lekarzom.
Nie dadzą nawet długopisu
Nowe przepisy związane z promocją leków najbardziej odczuwają pacjenci w aptekach - twierdzą farmaceuci i właściciele aptek. Nie dostają już gratisowych próbek leków OTC. Zgodnie z ustawą, reklama polegająca na bezpłatnym dostarczaniu próbek produktu leczniczego może być kierowana wyłącznie do osób uprawnionych do wystawiania recept. W przepisach nie mówi się o osobach prowadzących zaopatrzenie w te produkty. ,Reprezentanci firm farmaceutycznych odwiedzają nas równie często, jak przed wejściem w życie prawa farmaceutycznego, ale teraz nie mają już nic do zaproponowania dla przychodzących do apteki pacjentów. Skończyły się gratisy i drobne prezenty dołączane do zakupionych leków. Szkoda, bo wszyscy lubią dostawać prezenty, nawet jeśli jest to tylko długopis" - mówi Sławomir Rendecki, właściciel ,Apteki na Wilczej" w Warszawie.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.