Prof. Tomasz Grodzki: Pandemia uderzyła w niewydolny system

Rozmawiała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 09-03-2021, 18:51

„Chciałbym, aby program transplantacji płuc, który wciąż w Polsce rozwija się zbyt wolno, w końcu zaczął zaspokajać potrzeby epidemiologiczne. Tym bardziej że z pewnością będą one rosły ze względu na powikłania pocovidowe w postaci włóknienia płuc, z których część będzie wymagała przeszczepienia” - mówi prof. Tomasz Grodzki.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. dr hab. n. med. Tomasz Grodzki
Szymon Łaszewski

Jak będzie pan wspominać rok 2020?

Ambiwalentnie. Pandemia, która dotknęła całą ludzkość, była zaskoczeniem, chociaż wielu epidemiologów spodziewało się, że coś takiego może prędzej czy później się zdarzyć. Musieliśmy całkowicie przemodelować nasze życie, zmienić zwyczaje, dostosować się do narzucanych restrykcji. Co najgorsze jednak, dziesiątki tysięcy Polaków i miliony osób na świecie straciło życie, a kilkakrotnie więcej zachorowało. Z punktu widzenia marszałka Senatu, który musiał szybko i sprawnie dostosować się do nowej rzeczywistości, udało nam się kilka istotnych rzeczy (m.in. wstrzymanie wyborów kopertowych), które przyczyniły się do tego, że demokracja i zasady konstytucyjne w Polsce nadal istnieją. Wiele razy pokazywaliśmy rządzącym, że Senat RP jest instytucją, w której przestrzegane są fundamentalne zasady wolnego, demokratycznego społeczeństwa.

Kandydatowi opozycji nie udało się jednak wygrać wyborów prezydenckich.

Wynik Rafała Trzaskowskiego był znakomity - uzyskał ponad 10 mln głosów. W każdych wcześniejszych wyborach prezydenckich dałoby mu to zwycięstwo, dlatego nie traktuję tego w kategoriach porażki, ale zaciętej walki z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, w promocję którego zaangażowany był cały aparat propagandowy państwa. Słynne było zdanie jednej z dziennikarek TVP, kiedyś zwanej publiczną: „No i co zrobić, żeby rzeczywiście to pan wygrał?” To skandal.

A jaki był poprzedni rok w pana życiu osobistym?

Osobiście, moim największym sukcesem było to, że cała moja rodzina, w tym jej członkowie mający 90 lat, uchowała się w dobrym zdrowiu. Poza tym powitaliśmy na świecie kolejną wnuczkę.

W ubiegłym roku pana marzeniem był powrót na blok operacyjny, który nazwał pan swoją strefą komfortu. Udało się?

Tak, wróciłem na salę operacyjną jako wolontariusz. Gdy tylko pojawiło się wezwanie: „wszystkie ręce na pokład” w ostrej fazie pandemii, to się zgłosiłem do swojego szpitala. Jestem tam w każdy poniedziałek, o ile nie mam pilnych obowiązków w Senacie. Praca ta daje mi ogromną satysfakcję. Obecnie - mimo bardzo ciężkiej sytuacji - próbujemy utrzymać program transplantacji płuc.

Pandemia odcisnęła swoje piętno na wszystkich sferach życia. Jak wpłynęła na polską służbę zdrowia?

Pandemia uderzyła w system, który już wcześniej był niewydolny. Chaotyczne i często niezrozumiałe decyzje rządu spowodowały, że obecnie mamy do czynienia z katastrofą. Dostęp do lekarzy został ograniczony. Wiele szpitali, które zostały przekształcone w covidowe, musiało wstrzymać inne przyjęcia, co przełożyło się na dramatyczny wzrost liczby zgonów w populacji polskiej miesiąc do miesiąca. W listopadzie zwykle umierało ok. 32 tys. osób, a w tamtym roku ta liczba się podwoiła! To jest tragedia, a jednocześnie dowód na to, że system jest niesprawny.

Wydano setki milionów złotych na tzw. szpitale tymczasowe, a niektóre (np. we Wrocławiu) w ogóle nie rozpoczęły działalności. Z kolei szpital na Stadionie Narodowym w Warszawie, kosztujący budżet państwa gigantyczne pieniądze, przyjmuje znikome liczby pacjentów i to tylko tych, którzy COVID-19 przechodzą dość łagodnie. Senat proponował, aby 2 mld złotych zamiast na media publiczne przeznaczyć na ochronę zdrowia, ze szczególnym uwzględnieniem leczenia zakażeń i powikłań SARS-CoV-2 oraz chorób onkologicznych. Chcieliśmy również, aby w ustawie budżetowej realnie zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia o 4 mld złotych, a nie tylko przerzucać miedzy różnymi tabelami środki, którymi dysponuje NFZ. Obie te propozycje zostały odrzucone.

Jakie ma pan plany, zarówno zawodowe, jak i osobiste, na rok 2021?

Jest takie powiedzenie: jeżeli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to powiedz mu o swoich planach. I to właśnie pandemia nauczyła nas, że nigdy nie można niczego do końca przewidzieć. Niestety, w 2020 r. wielu moich planów zawodowych i osobistych nie mogłem zrealizować. Gdybym jednak mógł pomarzyć, to chciałbym, aby w 2021 r. Senat wznowił swoją aktywność na arenie międzynarodowej, w tym kontakty zagraniczne z Polonią, rozsianą po całym świecie, które zostały znacznie ograniczone. Chciałbym, aby Polska powróciła na szlak, utrzymujący ją w kręgu zachodnich cywilizacji, a tym samym zeszła ze ścieżki prowadzącej w kierunku rządów autorytarnych, których większość Polaków nie akceptuje.

Chciałbym, aby program transplantacji płuc, który wciąż w Polsce rozwija się zbyt wolno, w końcu zaczął zaspokajać potrzeby epidemiologiczne. Tym bardziej, że z pewnością będą one rosły ze względu na powikłania pocovidowe w postaci włóknienia płuc, z których część będzie wymagała przeszczepienia. Dlatego tę dziedzinę medycyny musimy szczególnie rozwijać i wspierać ośrodki w Zabrzu, Gdańsku, Poznaniu, Szczecinie. Osobiście natomiast chciałbym znowu pojechać na narty…

Pozostaje czekać na koniec pandemii.

Oczekuję, że z naturalnych przyczyn pandemia z początkiem lata zacznie zwalniać. Poza tym liczę, że masowa akcja szczepień będzie znaczącym faktorem zmniejszającym jej intensywność i stopniowo będziemy mogli wracać do tego, co umownie nazywamy normalnością. Ludzie marzą o podróżach, kontaktach społecznych, normalnych ślubach, weselach, kongresach, konferencjach, szkoleniach…

Tempo szczepień w Polsce jest zadowalające?

Niestety, uważam, że jest zbyt wolne. Nawet biorąc pod uwagę limity liczby szczepionek, to organizacja systemu pozostawia wiele do życzenia. Chyba nikt nad tym nie panuje, skoro starsza osoba mieszkająca w woj. zachodniopomorskim (de facto z licznymi chorobami współistniejącymi) otrzymuje wezwanie na szczepienie do poradni oddalonej o… 800 km. Jest to skrajny, ale nie odosobniony przypadek, ponieważ pokonywanie 200 km, by się zaszczepić, przestało być czymś nadzwyczajnym. Mam wrażenie, że ktoś próbuje wymyślić koło na nowo, bo przecież system szczepień ochronnych w Polsce działa całkiem sprawnie od lat i wystarczyłoby go umiejętnie wykorzystać. Uważam, że powinniśmy najpóźniej do końca czerwca zaszczepić przynajmniej 60 proc. populacji dorosłych. Im dłużej będzie to trwało, tym mniejszy ma sens.

Osobiście będę promował noszenie maseczek także po zakończeniu pandemii, chociażby w sytuacjach, gdy ktoś źle się czuje, ma katar czy kaszel. W Azji jest to powszechne i nie wywołuje niczyjego zdziwienia. Myślę, że ten zwyczaj, to jedna z nielicznych pozytywnych rzeczy, które mogą pozostać po pandemii. Już teraz widać, że mamy o wiele mniej zakażeń bakteryjnych i wirusowych, np. grypowych, niż w latach ubiegłych. Myślę, że jest to wynik noszenia maseczek, mycia i dezynfekcji rąk oraz zachowywania dystansu społecznego.

O KIM MOWA

Prof. dr hab. n. med. Tomasz Grodzki jest specjalistą w dziedzinie chirurgii ogólnej, chirurgii klatki piersiowej i transplantologii klinicznej, marszałkiem Senatu, kierownikiem Kliniki Chirurgii Klatki Piersiowej i Transplantacji Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

Prof. dr hab. n. med. Tomasz Grodzki zajął 6. miejsce na Liście Stu 2020 najbardziej wpływowych osób w polskim systemie ochrony zdrowia.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.