Prof. Simon: Przyszłość leczenia COVID-19 to szpitale wieloprofilowe

EG/PAP/Piotr Doczekalski
opublikowano: 07-04-2020, 10:35

"Podstawowy problem polega na tym, że szpital imienny nie ma wszystkich funkcji szpitala – niekoniecznie musi mieć dializy, niekoniecznie musi mieć porodówkę czy dysponować chirurgią naczyniową, a przypadki COVID-19 są już niemal wszędzie i tych pacjentów z towarzyszącymi schorzeniami przysyła się do szpitala zakaźnego, a my nie mamy specjalistów, aby się nimi zajmować"- mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Simon, ordynator oddziału zakaźnego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu, wojewódzki konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Większość pacjentów, którzy zgłaszają się do szpitala zakaźnego jest bezobjawowa.

"Przyjmujemy do szpitala tylko te przypadki, które są objawowe oraz te budzące nasze wątpliwości" - powiedział prof. Simon.

Dodał, że pacjenci, którzy trafiają do szpitala w stanie lekkim, nie są leczeni, tylko obserwowani.

"Ewentualnie podajemy im leki objawowe – na gorączkę czy kaszel" – mówił.

W przebiegu COVID-19 groźne jest zapalenie płuc

Profesor wskazał, że problemy z pacjentami z COVID-19 zaczynają się w momencie zdiagnozowania zapalenia płuc, które – jak mówił lekarz – nie wiadomo, w jakim kierunku się rozwinie. Dodał, że w takich wypadkach analizowanych jest kilka czynników, m.in. grupa ryzyka, czyli wiek i choroby współistniejące, oraz szereg parametrów laboratoryjnych.

"Jeśli stwierdzimy progresję stanu zdrowia pacjenta do stanu średniego, to wówczas włączane są leki wykazujące mechanizm przeciwwirusowy" – mówił medyk.

We wrocławskim szpitalu podawane są w takich przypadkach różne kombinacje leków przeciwwirusowych.

"Jeśli nastąpi zahamowanie progresji choroby, to pacjent po jakimś czasie zdrowieje i zmiany zapalne się wycofują" – wyjaśnił profesor.

Niestety jest niewielka grupa pacjentów, którzy źle reagują na to leczenie, lub choroba ma bardzo niekorzystny przebieg ze względu na liczne obciążenia – otyłość, cukrzycę, astmę czy miażdżycę.

"Obserwujemy wówczas gwałtowny wysiew cytokin, które niszczą ustrój. Na tym etapie podajemy właściwie jedyny lek, który może to zatrzymać, czyli bloker interleukiny 6" – wyjaśnił.

COVID-19. Prace nad szczepionką trwają

Pytany o zgony dzieci chorych na COVID-19, które zanotowano na świecie, prof. Simon podkreślił, że "teoretycznie dzieci w ogóle nie chorują na to schorzenie". "Podobnie jak młodzi ludzie i w wieku dojrzałym. Natomiast w każdej grupie są wyjątki z deficytem odporności, które gdzieś w trakcie życia wychodzą" – mówił.

Obecnie na świecie w fazie testów jest kilkadziesiąt szczepionek.

"Wykorzystuje się przede wszystkim doświadczenia nad szczepionkami opracowanymi na SARS i MERS, które ostatecznie nie weszły, bo te choroby się skończyły, i nad szczepionkami na koronawirusa, którymi szczepi się zwierzęta" – mówił.

Prof. Simon wskazał, że w USA już odbywają się testy szczepionek na nowego koronawirusa na ludziach. Jak mówił, procesy rejestracji szczepionek "zapewne zostaną znacząco skrócone".

"Prawdopodobnie szczepienia rozpoczną się od pracowników służby zdrowia, którzy są skrajnie narażeni na kontakt z tym wirusem" – mówił.

Schorzenia współistniejace kluczowym problemem w terapii COVID-19

Profesor mówił też o codziennej pracy jednoimiennego szpital zakaźnego i o problemach, z jakim musi borykać się jego personel.

"Podstawowy problem polega na tym, że szpital imienny nie ma wszystkich funkcji szpitala – niekoniecznie musi mieć dializy, niekoniecznie musi mieć porodówkę czy dysponować chirurgią naczyniową, a przypadki COVID-19 są już niemal wszędzie i tych pacjentów z towarzyszącymi schorzeniami przysyła się do szpitala zakaźnego, a my nie mamy specjalistów, aby się nimi zajmować" – zwrócił uwagę.

W jego ocenie przyszłość leży w szpitalach wieloprofilowych, które będą przyjmowały pacjentów zakażonych koronawirusem, ale wymagających przy tym specjalistycznego leczenia.

"Dziś do szpitala zakaźnego przywozi się pacjentów po resekcji płuca czy jelita grubego i z dziesiątkami innych schorzeń" – mówił.

Prof. Simon odniósł się również do wprowadzonych przez rząd ograniczeń w przemieszczaniu oraz gromadzeniu się.

"Dodatkowo w przestrzenie publicznej ludzie powinni nosić rękawiczki i maseczki. Mam wątpliwości, czy zakaz wychodzenia do lasu, czy biegania ma znaczenie i czy koniecznie musimy pozbawiać ludzi tej rozrywki. Tężyzna fizyczna sprzyja lepszemu walczeniu z chorobami" – powiedział.

Jednocześnie ocenił, że państwo nie było dobrze przygotowane do walki z epidemią. "Wyszły skrajne niedobory sprzętu jednorazowego użytku (…), ale działania wojewody, marszałka, dyrekcji szpitala i osób prywatnych umożliwiły nam przetrwać ciężki okres. Teraz w szpitalu jesteśmy na bieżąco zaopatrywani" – mówił.

Prof. Simon wskazał, że w Polsce testy na obecność koronawirusa przeprowadzane są niemal wyłącznie u pacjentów z objawami tej choroby.

"Jeśli potraktujemy, że osoby objawowe to od 15 do 25 proc. zakażonej populacji, to 80 proc. nadal transmituje wirusa na określonym etapie. Dlatego jeśli dziś mamy ponad 4 tys. przypadków, to oznacza, że zakażonych w kraju jest znacznie, znacznie więcej" – podsumował.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Czy szczepionka przeciw gruźlicy chroni pośrednio także przed koronawirusem SARS-CoV-2?

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: EG/PAP/Piotr Doczekalski

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.