Prof. Robert Flisiak: Jeśli budżet na zdrowie nie wzrośnie, kolejnej pandemii nie przetrwamy

Notowała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 28-12-2020, 09:52

Pod koniec 2019 r. wydawało mi się, że w dziedzinie chorób zakaźnych pod względem systemowym nie może już być gorzej. Dzisiaj myślę, że zabrakło mi wyobraźni, chociaż wtedy prawdopodobnie nikt się nie spodziewał, z jakimi wyzwaniami przyjdzie nam się zmierzyć - powiedział prof. dr hab. n. med. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, president Central European Hepatologic Collaboration.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. dr hab. n. med. Robert Flisiak

Rok 2020 był wyjątkowy dla całego systemu opieki zdrowotnej, a szczególnie dla lekarzy chorób zakaźnych. Najlepiej opisuje go słowo „monotematyczny”, bo skoncentrowany był właściwie wyłącznie na walce z COVID-19. Pandemia obnażyła jeszcze bardziej niedostatki systemowe. Przypomnę, że w Polsce jest zaledwie 367 specjalistów chorób zakaźnych, których wspomaga 80 rezydentów oraz 42 lekarzy w wieku emerytalnym.

Pod koniec lutego okazało się, że mamy do czynienia z całkowicie nowym wirusem, który w dodatku bardzo szybko się rozprzestrzenia. Musieliśmy błyskawicznie zaadaptować się do tej sytuacji. Nie mieliśmy przy tym wtedy ani odpowiedniej wiedzy, ani zaplecza medycznego i kadrowego, ani tym bardziej czasu m.in. na właściwe przygotowanie oddziałów. Następnie ustawowo zamknięto nam całkowicie możliwość zajmowania się innymi chorymi niż zakażeni SARS-CoV-2. Ucierpiały na tym grupy pacjentów, które już wcześniej nie otrzymywały odpowiedniej pomocy. Musieliśmy m.in. porzucić program badań przesiewowych w kierunku wirusowego zapalenia wątroby typu C (HCV).

Mimo iż z początkiem lata ustąpiła fala zachorowań na COVID-19, to i tak przez kolejne 2-3 miesiące wciąż nie mogliśmy leczyć innych pacjentów. Gdy w końcu wywalczyliśmy sobie taką możliwość, to przyszło jesienne uderzenie zakażeń SARS-CoV-2 i – mimo najlepszych chęci – znowu było to niemożliwe. Szkody, jakie dokonały się w roku 2020 i pewnie dokonają się jeszcze w pierwszym kwartale roku 2021, będą bardzo trudne lub wręcz niemożliwe do odrobienia. Przewlekłe choroby zakaźne charakteryzują się progresją zmian morfologicznych i czynnościowych, powodując często nieodwracalne zmiany w organizmie.

Mam nadzieję, że gdy w Polsce pojawi się szczepionka na COVID-19, będziemy mogli powoli zacząć wracać do opieki nad innymi chorymi. Oczywiście to, czy szczepienia przyniosą efekt, będzie zależało od chęci społeczeństwa, aby poddać się wakcynacji. Niestety, sondaże nie napawają optymizmem. Mamy do czynienia z ogromnym brakiem zaufania do bezpieczeństwa szczepionki, a jednocześnie upadkiem wiary w fakty czy autorytety naukowe. Jednocześnie pojawiają się bardzo szkodliwe głosy osób niekompetentnych, które zyskują coraz większą popularność w społeczeństwie.

Mimo to wierzę, że zachorowania na COVID-19 wraz z nadejściem lata będą sporadyczne. Nie będzie to związane tylko z akcją szczepień czy uodpornianiem się populacji, ale również z tym, że dzieci nie będą stykać się ze sobą w szkole, a pogoda i promieniowanie UV pogorszą warunki do namnażania się wirusa. Jeśli jednak poprawa sytuacji w lecie osłabi naszą czujność i spowoduje zaniechanie szczepień, to koszmar ograniczeń związanych z COVID-19 powróci jesienią. Nawet gdyby udał się ambitny plan Ministerstwa Zdrowia, aby szczepić milion osób każdego miesiąca, to do października będziemy mieli ok. 8 mln zaszczepionych obywateli. Przyjmując, że w tym czasie w sposób naturalny odporność uzyska do 11 mln osób, będzie to zaledwie połowa populacji, a więc za mało, by wyeliminować całkowicie problem COVID-19, ponieważ warunkiem nabycia odporności stadnej w przypadku tego typu epidemii jest uodpornienie się ok. 70 proc. społeczeństwa.

Polski system opieki zdrowotnej w porównaniu z innymi krajami europejskimi jest od dziesięcioleci katastrofalnie niedofinansowany. Jeżeli nie zostaną podjęte odpowiednie działania naprawcze i natychmiast nie wzrośnie budżet na system ochrony zdrowia o ok. 50 proc. w stosunku do tego z roku 2019, to kolejnej pandemii nie przetrwamy, a wszystko wskazuje, że za kilka lat jest ona nieuchronna, ponieważ w takich cyklach występuje. Jeśli będzie tak destrukcyjna dla systemu opieki zdrowotnej, jak COVID-19, to zniszczy nas całkowicie. Obawiam się przy tym, że gdy pył pandemii opadnie, podniosą głowy politycy, twierdzący, że system nie wymaga dofinansowania, tylko uszczelniania, a najlepszym dowodem na to jest fakt, że poradziliśmy sobie z COVID-19 nie gorzej niż inne kraje przy dotychczasowych nakładach na opiekę zdrowotną.

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.