Prof. Piotr Ponikowski apeluje: W stanach nagłych pacjenci powinni zgłaszać się do szpitali

EG/PAP
opublikowano: 17-04-2020, 15:41

Nie ma powodów, by w sprawach pilnych unikać szpitala, co więcej, w przypadku chorób sercowo-naczyniowych i onkologicznych może to mieć katastrofalne konsekwencje dla zdrowia i życia – alarmuje prof. dr hab. n. med. Piotr Ponikowski z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Specjaliści związani z Uniwersytetem Medycznym we Wrocławiu zaapelowali do pacjentów, w szczególności chorych cierpiących na schorzenia układu sercowo-naczyniowego i onkologiczne, o zgłaszanie się do szpitali w razie potrzeby. Eksperci alarmują, że zbyt wielu chorych kardiologicznych i onkologicznych ze strachu przed zakażeniem SARS-CoV-2 odwleka lub rezygnuje z wizyty u lekarza, co może mieć dla nich bardzo negatywne skutki zdrowotne.

Prof. dr hab. Piotr Ponikowski

Coraz mniej pacjentów szuka pomocy

"Liczba chorych zgłaszających się po pomoc do naszego centrum spadła trzykrotnie. A przecież, im później pacjent trafi pod właściwą opiekę, tym gorsze rokowania. To może mieć fatalne konsekwencje dla chorych, zwiększać znacząco liczbę powikłań i zgonów. Mamy sygnały, że nawet chorzy, którzy źle się czują, chorzy z tzw. przyspieszonej listy, a więc wymagający szybkiej interwencji sercowo-naczyniowej, oraz chorzy z zaplanowanymi terminami badań kontrolnych odwlekają moment przyjścia do szpitala i proszą o przełożenie terminu. Powodem jest obawa przed zakażeniem koronawirusem" – mówi prof. Ponikowski.

Lekarze oceniają, że pacjenci muszą jak najszybciej trafić do szpitala, oczywiście przy zapewnieniu wszelkich środków bezpieczeństwa. Służy temu koncepcja białych szpitali, a taka placówką jest USK we Wrocławiu, do którego przyjmowani są pacjenci bez objawów koronawirusa. Obowiązują tu rygorystyczne procedury przyjęcia (badanie temperatury, ankieta epidemiologiczna) i każda osoba z podejrzeniem koronawirusa jest natychmiast przekazywana do szpitala zakaźnego.

"Działamy i leczymy pacjentów tak jak do tej pory, tylko w podwyższonym reżimie ostrożności. Bagatelizowanie objawów, odsuwanie momentu trafienia do lekarza specjalisty może mieć wyjątkowo negatywne konsekwencje. Pacjenci z zawałami umierają w domach, a jeśli przyjeżdżają, to z dużo większym niż zwykle opóźnieniem, co oczywiście pogarsza rokowanie. Przy tych schorzeniach nie można czekać. Czas ma kluczowe znaczenie. Podobnie zresztą jak i w przypadku chorób onkologicznych" – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Reczuch, kierujący Kliniką Chorób Serca w USK.

Czas kluczowy nie tylko dla pacjentów kardiologicznych

Kierujący Kliniką Urologii i Onkologii Urologicznej USK prof. dr hab. n. med. Romuald Zdrojowy zauważył, że czas jest decydującym czynnikiem także w przypadku chorób nowotworowych.

"Wszelkie działania związane z kontynuacją leczenia i pilną diagnostyką są realizowane, bierzemy jednak pod uwagę zagrożenie epidemiologiczne i dochowujemy wszelkich zasad bezpieczeństwa pacjentów i personelu" – dodaje

Jak podkreślono w apelu, w USK zabiegi, wizyty pilne i na ratunek życia mogą się odbywać bez przeszkód.

"Działamy i leczymy pacjentów tak jak do tej pory, tylko w podwyższonym reżimie sanitarnym. Nie ma powodów, by w sprawach pilnych unikać szpitala, co więcej, w przypadku chorób sercowo-naczyniowych i onkologicznych może to mieć katastrofalne konsekwencje dla zdrowia i życia" – zapewnia prof. Ponikowski.

"Z pełnym obłożeniem działa Klinika Ginekologii i Położnictwa. Wdrożone procedury postępowania na wypadek zarażenia personelu i pacjentów działają. Dużą aktywnością wykazuje się także uniwersytecka onkologia. Ważne, aby pacjenci na bieżąco śledzili stronę Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Tam pojawiają się informacje o czasowych ograniczeniach pracy oddziałów" – czytamy w komunikacie lekarzy USK.

Choroby sercowo-naczyniowe i nowotworowe są najczęstszą przyczyną śmierci w Polsce i na świecie. Epidemia tego nie zmieniła. W Polsce przed pojawieniem się koronawirusa notowano ponad 400 tys. zgonów w ciągu roku (czyli ponad tysiąc dziennie), z czego około 400 osób umiera każdego dnia z powodu chorób układu krążenia a około 300 z powodu chorób nowotworowych (dla porównania najwyższa liczba osób zmarłych z powodu koronawirusa w ciągu jednego dnia wyniosła 27 osób).

"Musimy mieć świadomość tych danych i działać tak, by uratować jak najwięcej chorych" – zaapelowali lekarze. 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: EG/PAP

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.