Prof. Piotr Kaliciński: Ideę transplantacji można promować na jazzowo

Rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 17-02-2019, 22:11

„Dla mnie przełomem jest fakt, że udaje nam się ratować dzieci, którym kiedyś nie bylibyśmy w stanie pomóc” — mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Kaliciński, kierownik Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”. Rozmawiamy z nim o dokonaniach minionego roku, codziennych radościach lekarza, zespołowej współpracy, a także o organizowaniu charytatywnych koncertów jazzowych i tegorocznych planach.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Prof.  Piotr Kaliciński zajął na Liście Stu 2018 najbardziej wpływowych osób w medycynie 3. miejsce. Kto jeszcze się na niej znalazł? 

Prof. dr hab. n. med. Piotr Kaliciński
Zobacz więcej

Prof. dr hab. n. med. Piotr Kaliciński

Głosami kapituły Listy Stu został pan uznany za jedną z najbardziej wpływowych osób w polskiej medycynie w 2018 roku. Jaki to był dla pana rok?

Werdykt kapituły jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Tym większym, że już od kilku lat nie pełnię jakichś istotnych ogólnokrajowych funkcji administracyjnych. Owszem, zdarzało mi się zajmować wysokie pozycje na Liście Stu „Pulsu Medycyny”, ale to kilka lat temu, gdy byłem krajowym konsultantem czy przewodniczącym Krajowej Rady Transplantacyjnej. Obecne wyróżnienie odbieram raczej jako wyraz sympatii środowiska, co jest niezmiernie miłe, mniej jako dowód rzeczywiście istotnego mojego wpływu na polską medycynę.

Od kilku lat koncentruję się przede wszystkim na pracy w Centrum Zdrowia Dziecka, choć nie unikam szerszych zobowiązań. Udało nam się doprowadzić do otwarcia Dziecięcego Centrum Transplantacji i obecnie kieruję właściwie dwoma oddziałami, co jest dużym wyzwaniem i obciążeniem. Każdego dnia muszę być w dwóch miejscach.

Gdy próbuję podsumować miniony rok, to z pewnością poświęciłem więcej czasu na działalność naukową. Może udało się to właśnie dlatego, że miałem mniej obowiązków administracyjnych? W efekcie ubiegły rok był chyba jednym z lepszych, jeśli chodzi o tzw. impact factor — wskaźnik, którego nie lubię, ale to on rządzi dziś światem nauki. W moim przekonaniu, nie do końca słusznie, ale takie są realia. 2018 był też rokiem ciężkiej, codziennej pracy w chirurgii dziecięcej i transplantologii, i pod tym względem był niezły, chociażby w przypadku transplantacji. To tym bardziej cieszy, bo rok 2017 był „dołkiem”, szczególnie w przypadku przeszczepów nerek w naszym ośrodku. Cieszę się, że ten spadkowy trend udało się odwrócić.

Czy w minionym roku udało się wprowadzić jakieś nowe procedury?

Dla mnie przełomem jest fakt, że udaje nam się ratować dzieci, którym kiedyś nie bylibyśmy w stanie pomóc. Dziś, dzięki m.in. przygotowaniu, doświadczeniu, dobrym warunkom, jakie możemy zaoferować pacjentom, potrafimy wyleczyć przynajmniej część tych dzieci, których kiedyś nawet byśmy nie zakwalifikowali np. do przeszczepu wątroby. Czerpię ogromną satysfakcję ze świadomości, że udaje nam się je ratować i przywracać do normalnego funkcjonowania. Stale rozwijamy różne działalności, podnosimy poprzeczkę.

Najbardziej jesteśmy znani z transplantacji — ze względu na unikatowość w skali kraju, ponieważ jako jedyny ośrodek wykonujemy przeszczepy u dzieci. Realizujemy jednak także bardzo dużo procedur z onkologii dziecięcej, zabiegów w różnych patologiach naczyniowych. Działa nasze centrum laseroterapii, w którym każdego tygodnia pomoc otrzymuje kilkadziesiąt dzieci, leczonych w znieczuleniu. Rozwijamy również wspaniałą współpracę z innymi klinikami w CZD. Za przełomową uważam np. współpracę z kardiologami inwazyjnymi, którzy są fenomenalni. Ogromne wyrazy uznania kieruję pod adresem prof. Grażyny Brzezińskiej i jej zespołu, z którym współpracujemy wykonując m.in. operacje hybrydowe. Dzięki tej kooperacji możemy ratować dzieci, którym do niedawna nikt nie chciał pomóc bądź musiały starać się o leczenie za granicą. 

Mimo wielu zajęć, znajduje pan czas na działalność społeczną. Niedawno organizował pan już trzeci jazzowy koncert charytatywny. Skąd pomysł na takie muzyczne wydarzenie?

Jestem fanem jazzu od zawsze, jednak przez wiele lat miałem zbyt mało czasu, by tę pasję przekuć w coś wymiernego. Nasze koncerty jazzowe są połączeniem pięknego z pożytecznym. Na ten jeden dzień w roku, gdy odbywa się koncert, trzeba pracować kilka miesięcy. Pomysł pojawił się kilka lat temu, gdy przekonałem się, że można znaleźć godzinę raz na dwa tygodnie, żeby gdzieś pójść i posłuchać dobrej muzyki. Wróciłem do mojego hobby, do środowiska muzyków, spośród których mam przyjemność znać wielu wspaniałych artystów. W efekcie od trzech lat przygotowujemy wspólnie koncerty charytatywne, promujące ideę transplantacji, z których dochód jest przeznaczany dla naszej kliniki, a przede wszystkim Dziecięcego Centrum Transplantacji.

To centrum powstało dzięki środkom z Narodowego Programu Rozwoju Medycyny Transplantacyjnej, a częściowo także dzięki pomocy różnych fundacji i darczyńców. Nasze koncerty jazzowe, które odbywają się w styczniu, są prawdziwymi wydarzeniami artystycznymi. Publiczność dopisuje, melomani pytają, kiedy następny koncert. Czasem żartuję, że na emeryturze przerzucę się na organizację koncertów jazzowych. 

Miłość do jazzu trwa od dawna?

Pojawiła się w latach nastoletnich. Byłem chyba na wszystkich festiwalach Jazz Jamboree, które kiedyś odbywały się w Sali Kongresowej. Teraz na polskiej scenie jazzowej dzieje się wiele dobrego. Mamy olbrzymią liczbę wyjątkowych twórców. Nasz ostatni koncert charytatywny był festiwalem młodych, utalentowanych artystów, którzy robią światowe kariery: Kasia Pietrzko, Monika Borzym, Adam Bałdych.

Tylko pan słucha czy także gra?

Nie gram. Uważałbym to za profanację. W dzieciństwie uczyłem się grać na fortepianie. Ale nigdy nie opanowałem tej umiejętności na takim poziomie, żeby móc powiedzieć, iż gram na fortepianie. Pewnie nie miałem dość zdolności i wytrwałości, wolałem wtedy grać w piłkę.

Myślał pan kiedyś nad wyborem innej zawodowej drogi?

W młodości pasjonowałem się fizyką. Nawet napisałem rozprawkę na temat bomby atomowej. Gdybym dziś ponownie stanął przed wyborem, kim chcę zostać, decyzja byłaby niezmienna: lekarzem.

Kto sprawił, że zapragnął pan kroczyć tą drogą?

Pierwszą osobą, która ogromnie mnie inspirowała, był mój ojciec. Przede wszystkim ukształtował mój kręgosłup moralny i pokazał podejście do medycyny, pacjenta, społecznej działalności. Miałem też to szczęście, że na swojej drodze spotkałem wyjątkowe osoby, z którymi miałem zaszczyt pracować i od których mogłem się uczyć. Jedną z nich był prof. Thomas Starzl, pionier transplantologii, niezwykły lekarz, niezwykły człowiek. Drugim mentorem był prof. Rudolf Pichlmayr, również transplantolog, a trzecim prof. Fritz Rehbein, chirurg dziecięcy, jeden z pionierów tej dyscypliny. To byli nie tylko niezwykli chirurdzy, ale też niezwykłe osobowości. 

Rok 2019 nabiera rozpędu. Jakie cele stawia pan sobie na najbliższe miesiące?

Za jedno z najważniejszych zadań na najbliższy rok i kilka kolejnych uważam kształcenie moich młodszych koleżanek i kolegów i przygotowywanie ich do samodzielnego wykonywania najbardziej skomplikowanych operacji oraz leczenia najtrudniejszych pacjentów. Tak aby zmiana pokoleniowa, która będzie musiała nastąpić za kilka lat, zapewniła dalszy rozwój kliniki i dziedzin, w których prowadzimy działalność.

W tym roku uruchamiamy też w klinice supernowoczesne centrum symulacji wideochirurgii, w którym będą mogli szkolić się przedstawiciele niemal wszystkich dyscyplin zabiegowych. Pozyskaliśmy na to środki w wysokości kilku milionów złotych, przystępując do konkursu Ministerstwa Zdrowia. Zapraszamy wszystkich chętnych do zapisywania się na całkowicie darmowe kursy wideochirurgii już od września. Udział w kursie jest w pełni finansowany przez organizatorów (czyli IPCZD), włącznie z noclegiem i posiłkami.

Prof. dr hab. n. med. Piotr Kaliciński kieruje Kliniką Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”. W 1990 r. wraz z zespołem dokonał pierwszego przeszczepu wątroby u dziecka. Ma na swoim koncie także pierwsze przeszczepienie części wątroby od żywego dawcy (1999 r.), pierwsze jednoczasowe przeszczepienie wątroby i nerki (2001 r.), pierwszą transplantację wątroby i jelita (2002 r.).

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.