Prof. Piotr H. Skarżyński: Zdecydowanie bardziej czuję się lekarzem niż menedżerem

Rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 21-06-2019, 15:42

O zawodowej drodze, celach i wyzwaniach, a także prywatnych pasjach rozmawiamy z dr. hab. n. med. prof. nadzw. Piotrem H. Skarżyńskim, zwycięzcą konkursu Supertalenty w Medycynie 2019.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Pochodzi pan ze znanej rodziny lekarskiej. Czy przed laty, stojąc przed wyborem drogi zawodowej, medycyna okazała się dla pana bezkonkurencyjna? Pytam o to, ponieważ ukończył pan nie tylko kierunek lekarski, ale także zarządzania...

Dr hab. n. med. prof. nadzw. Piotr H. Skarżyński
Wyświetl galerię [1/2]

Dr hab. n. med. prof. nadzw. Piotr H. Skarżyński Fot. Szymon Łaszewski

Na pewno duży wpływ na decyzję o podjęciu studiów medycznych miał fakt, że wywodzę się z rodziny o tradycjach lekarskich. Oprócz ojca, który jest lekarzem, w tym zawodzie pracuje również kilku krewnych. Ale to moja mama, doktor stomatologii, była najważniejszą osobą, która przyczyniła się do wyboru przeze mnie kierunku lekarskiego i późniejszej pracy. To nie tata namawiał mnie na podjęcie tego wyzwania, wręcz przeciwnie. Wiedział z własnego doświadczenia, z jak wieloma wyrzeczeniami i trudami się to wiąże. Przyznaję jednak, że bycie synem znanego lekarza wysoko ustawiało mi „poprzeczkę” podczas codziennej nauki i praktyki lekarskiej. Już w pierwszych latach po studiach wymagano ode mnie znacznie więcej niż od innych początkujących lekarzy, zakładając, że wszystko już powinienem umieć. Była to dla mnie dodatkowa motywacja. Zależało mi też na tym, by rodzice słyszeli na mój temat jak najmniej krytycznych uwag, więc zawsze dawałem z siebie wszystko.

Skąd zatem na zawodowej drodze pojawiło się zarządzanie?

Zacząłem od studiowania zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim. Od drugiego roku równolegle kształciłem się na dwóch kierunkach: zarządzania i medycynie. Pierwszą firmę założyłem w wieku 20 lat. A ponieważ wszystko robiłem w tym samym czasie, to był bardzo trudny okres. Co drugi tydzień miałem zajęcia od godz. 7.30 do 21. Przyznaję, że około czwartku-piątku zdarzało mi się przysypiać na porannych seminariach.

My, lekarze, postrzegamy prowadzone usługi medyczne propacjencko, przez co często nie zwracamy uwagi na elementy naszej pracy związane ze sferą finansową. A w programie studiów medycznych brakuje przedmiotów, które pokazują, jak być przedsiębiorcą i uczą chociażby podstawowych zasad ekonomii.
Z drugiej strony menedżerowie niezwiązani z medycyną często nie rozumieją środowiska medycznego i pacjentów, bo ich świat koncentruje się wokół tabelek, analiz, raportów, budżetów. A przecież w medycynie nie wszystko da się wyliczyć i przewidzieć — operacja może się przedłużyć, mogą wystąpić powikłania, może zaistnieć potrzeba podania dodatkowych leków pacjentowi. Takich decyzji nie podejmuje się na podstawie tabelek i limitów kredytowych, bo najważniejszym czynnikiem jest oczywiście czynnik ludzki.

Wydawało mi się, że najwłaściwszym rozwiązaniem jest połączenie wiedzy medycznej i ekonomicznej, co postanowiłem uczynić i jestem przekonany, że była to bardzo dobra decyzja. Moje prace dyplomowe z zakresu zarządzania dotyczyły podatków w medycynie. Zdecydowanie bardziej jednak czuję się lekarzem niż menedżerem, a kieruję się przede wszystkim dobrem chorego. Z pacjentami zawsze jestem szczery — mówię, jaki jest ich stan, przedstawiam możliwości leczenia. Jeśli jest ono kosztowne, również uczciwie o tym informuję.

Jest pan specjalistą otorynolaryngologii oraz otorynolaryngologii dziecięcej. Czy kusiły pana także inne specjalizacje?

W zasadzie od początku chciałem zostać otorynolaryngologiem. W pierwszych latach studiów brałem jeszcze pod uwagę okulistykę lub ortopedię, ale otolaryngologia zawsze była na pierwszym miejscu.

Czytając pana biogram, odnosi się wrażenie, że doba prof. Piotra H. Skarżyńskiego ma więcej niż 24 godziny. Jak udaje się panu łączyć liczne zawodowe aktywności? Czy zostaje jeszcze czas na pasje, hobby?

Ma pani rację — doba jest zdecydowanie za krótka. Wolne chwile staram się poświęcać rodzinie. Z żoną Magdą, która jest doktorem nauk farmaceutycznych oraz specjalistą farmacji aptecznej, widujemy się również często w pracy. Chciałbym podziękować jej za przejęcie części obowiązków w domu i w pracy, stworzenie i prowadzenie działu badań klinicznych w Medincusie, pomoc w zarządzaniu firmą oraz za wiarę we mnie. Z żoną i naszymi trzema córkami spędzamy wspólnie wszystkie urlopy. Jeździmy najczęściej po Polsce, zazwyczaj po zakończeniu roku szkolnego — nad Morze Bałtyckie, a zimą — w polskie Tatry (nie tylko z powodu upodobania do jazdy na nartach). Jest dla mnie niezmiernie istotne, by nasze córki dobrze znały nasz kraj, zwyczaje i kulturę. Zdarza się jednak, że i podczas urlopu pracuję, np. gdy w okolicy prowadzone są badania przesiewowe słuchu dla dzieci, czy też jestem proszony o nagłą konsultację. Wierzę, że moja rodzina nie ma mi tego za złe, ale nie mogę odmówić pomocy potrzebującym pacjentom.

Inną moją pasją jest sport, a w szczególności piłka nożna. I nie chodzi tylko o oglądanie meczów reprezentacji Polski czy rozgrywek z udziałem Legii Warszawa, wspólne emocje oraz kibicowanie ze znajomymi lub rodziną. Jako Centrum Słuchu i Mowy Medincus wspieramy też Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie. Sam kiedyś trenowałem w tym klubie. Ale sport to w moim przypadku nie tylko kibicowanie, ale również aktywność fizyczna. Jak wspomniałem, zimą jest to jazda na nartach. Staram się również przynajmniej raz w tygodniu rozegrać mecz piłki nożnej. Szczególnie wymagającym wyzwaniem jest granie w drużynie przeciw tacie, bo to naprawdę dobry zawodnik. 

Jest pan orędownikiem telemedycyny. Kiedy rozwinęło się to zainteresowanie i jakie nadzieje wiąże pan z upowszechnieniem zdalnych metod diagnozowania i leczenia pacjentów?

Moja fascynacją tą dziedziną medycyny rozpoczęła się dość dawno. Podczas jednej z podróży do krajów Afryki i Azji zobaczyłem, w jak trudnej sytuacji znajdują się tam pacjenci oraz jak ciężko jest nam nieść pomoc miejscowym specjalistom czy systemom opieki zdrowotnej. Na przykład w Kirgistanie zetknąłem się z takimi realiami, że w całym szpitalu był jeden mikroskop, a zamiast wierteł chirurgicznych używano młotka i dłuta. To była norma i smutna rzeczywistość. Mieszkańcy terenów byłego Związku Radzieckiego przez wiele lat musieli z poważniejszymi chorobami uszu szukać pomocy w oddalonych czasem o tysiące kilometrów ośrodkach centralnych w Moskwie czy Kijowie. Wiedzieliśmy jednak, że nie mamy szans na to, by częściej bywać w wielu podobnych miejscach świata i móc pomagać tysiącom pacjentów. To właśnie telemedycyna dała nam tę możliwość.

O jej przyszłości mieliśmy ostatnio okazję rozmawiać z kolegami z różnych krajów podczas współorganizowanego przez nas Światowego Kongresu Otologii w Warszawie. Przedstawiciele czołowych placówek medycznych prezentowali doświadczenia związane z wprowadzaniem najnowszych technologii telemedycznych oraz ich wpływem na codzienne życie pacjentów z problemami otologicznymi. Wniosek z tych wystąpień jest jeden: biorąc pod uwagę globalną skalę problemów i ogromną liczbę osób nimi dotkniętych, bez rozwoju i upowszechnienia rozwiązań telemedycznych w najbliższej przyszłości nie mamy możliwości zapewnienia skutecznej pomocy wszystkim potrzebującym.

Niezwykle cenię sobie współpracę naszych placówek z filiami na Ukrainie i w Kirgistanie lub z krajami w Afryce. Ośrodki medyczne w tych krajach korzystają z telemedycznej współpracy ze specjalistami z Europy nie tylko w zakresie bezpośredniej pomocy dla pacjentów, ale też transferu wiedzy. Nasi partnerzy w tych krajach szukają skutecznych, innowacyjnych rozwiązań dla pacjentów, ale również mentorów — osób, które będą mogły zaoferować im know-how medyczny. Możliwość prowadzenia regularnych telekonsultacji ze specjalistami, np. z Polski, wpływa na podnoszenie wiedzy i umiejętności lokalnych lekarzy. Widzimy, że z czasem coraz rzadziej potrzebują naszego bezpośrednio wsparcia, ponieważ w wielu przypadkach są już w stanie samodzielnie przeprowadzić diagnostykę i wdrożyć właściwe postępowanie medyczne. I to jest nasz wielki sukces!

Z których osiągnięć jest pan najbardziej dumny?

Niezwykle motywuje mnie możliwość wprowadzania nowatorskich rozwiązań z zakresu implantologii, jak na przykład dokonanie jednego z pierwszych na świecie wszczepień nowego implantu na przewodnictwo kostne, który zamienia falę akustyczną na wibracje. Stosuje się go u osób z wrodzonymi wadami ucha zewnętrznego. Dumny jestem także z faktu, że w zeszłym roku zostałem ponownie wybrany na członka zarządu International Society of Telemedicine and eHealth, organizacji działającej w strukturach WHO. W wyborach wygrałem z wielkimi osobistościami światowej medycyny, m.in. byłym ministrem zdrowia Indii. Z drugiej strony wciąż pamiętam swoje pierwsze konsultacje i pracę z pacjentami w Olsztynie czy Rzeszowie, gdy jeszcze nie miałem doktoratu. To tam właśnie, z dala od Kajetan, pracowałem na opinię dobrego specjalisty. Dziś na moje konsultacje czekają w tych miastach kolejki pacjentów. Zaufanie, jakim mnie obdarzają pacjenci, daje poczucie satysfakcji, a słowa podziękowania za to, że udało się kogoś sprawnie wyleczyć — poczucie samorealizacji.

Korzystając z okazji, chciałbym podziękować jury konkursu Supertalenty w medycynie za docenienie mojej pracy, zapału i dokonań naukowych. Znalezienie się w gronie tak wybitnych w środowisku medycznym laureatów jest szczególnym wyróżnieniem i jeszcze mocniej motywuje mnie do dalszego rozwoju.

A prywatnie jest pan dumny z...?

To prostsze pytanie: najbardziej jestem dumny z faktu bycia ojcem trzech wspaniałych dziewczynek. To one stanowią dla mnie największą osobistą nagrodę, a chwile naszych zabaw i rozmów są dla mnie niezmiernie pouczające. Chcę, żeby moje dzieci były otwarte na świat, chętne do pomocy drugiemu człowiekowi. Staram się pomagać im rozwijać swoje pasje. Nie jestem jednak takim typem rodzica, który wymaga, by biegle znały po kilka języków czy wygrywały zawody sportowe. Nie będę również wywierał presji na robienie kariery zawodowej, jednak gdzieś w głębi serca wierzę, że któraś z córek będzie chciała kontynuować medyczne tradycje naszej rodziny.

Jakie cele, wyzwania stawia pan przed sobą?

Jak każdy mam marzenia, choć jest ich mniej niż kiedyś, bo wiele udało się mi do tej pory zrealizować. Chciałbym, aby nasze placówki były obecne w nowych miastach i krajach. Gdy prowadziłem szkolenia dla studentów pierwszego roku, zawsze powtarzałem: róbcie wszystko tak, żebyście za 20-30 lat, jak spojrzycie w lustro, mogli powiedzieć, że było warto. Taką maksymę stosuję również w swoim życiu zawodowym i prywatnym. Teraz cały czas coś robię, spieszę się, dlatego chciałbym móc w przyszłości zwolnić tempo i mieć poczucie, że moje życie naprawdę było udane.

O kim mowa
Dr hab. n. med. prof. nadzw. mgr zarz. Piotr H. Skarżyński jest specjalistą w dziedzinie otorynolaryngologii i otorynolaryngologii dziecięcej, pracuje w Centrum Słuchu i Mowy Medincus w Kajetanach, w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie oraz w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Jest dyrektorem ds. nauki i rozwoju w Instytucie Narządów Zmysłów oraz sekretarzem Towarzystwa Otorynolaryngologów, Foniatrów i Audiologów Polskich. W swojej specjalności jest liderem wdrażania najnowszej generacji implantów słuchowych do praktyki klinicznej w skali światowej i krajowej. Jest też współtwórcą i koordynatorem pierwszej w świecie Krajowej Sieci Teleaudiologii (sieci współpracujących ośrodków w 19 miastach Polski i 7 za granicą (na Ukrainie, Białorusi, w Kirgistanie, Kazachstanie i Senegalu).

ZOBACZ TAKŻE: Supertalenty w Medycynie 2019 - foto- i wideorelacja z gali, lista wszystkich finalistów konkursu

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.