Prof. Mirosław Ząbek: Kluczem do sukcesu jest kreatywność, pracowitość i konsekwencja

Rozmawiała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 09-03-2021, 18:57

„Każdy pomysł rodzi kilka kolejnych i to mnie motywuje do podejmowania wyzwań” – mówi prof. Mirosław Ząbek.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Dr hab. n. med. Mirosław Ząbek, prof. CMKP
Szymon Łaszewski

Jak będzie Pan wspominać rok 2020?

Będzie mi się on kojarzył z ogromnym zagrożeniem zdrowotnym związanym z pandemią. Sam dosyć ciężko przeszedłem COVID-19. Najbardziej jednak w tym czasie poszkodowani zostali pacjenci cierpiący na inne choroby, ponieważ ograniczono przyjęcia do szpitali, większość porad lekarskich była udzielana zdalnie. Tymczasem w medycynie – w procesie zarówno diagnostycznym, jak i terapeutycznym – najważniejszy jest bezpośredni kontakt lekarza z pacjentem. Mimo to mogę uznać ten rok za dość owocny, bo udało mi się rozpocząć kilka nowych projektów badawczych i terapeutycznych.

Zanim o tym, wróćmy na chwilę do początków. Co zdecydowało, że wybrał Pan studia medyczne, a po ukończeniu w 1981 r. Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Warszawie – neurochirurgię?

Od najmłodszych lat przesiąkałem medycyną, obserwując z bliska przebieg ciężkiej choroby neurodegeneracyjnej, ponieważ moja mama chorowała na stwardnienie rozsiane. Z tego samego powodu pociągała mnie neurologia. Na V roku studiów zapisałem się do koła neurochirurgicznego. Potem szybko zostałem jego przewodniczącym, a ponieważ byłem aktywną i kreatywną osobą, zrobiłem plakat zachęcający studentów do dołączenia do naszej grupy. Poza ciekawą oprawą graficzną, widniało na nim wymyślone przeze mnie hasło: „Czy mózg człowieka jest wystarczająco sprawny, żeby zrozumieć mechanizmy własnej działalności? Wstąp do naszego koła. Może wspólnie znajdziemy odpowiedź”.

I udało się ją znaleźć?

O mózgu wiemy już bardzo dużo, ale wciąż wiele jest do odkrycia. Na przykład: istnieją w nim pętle neuronalne, które nie uczestniczą bez przerwy w jego pracy, ale uruchamiają się, kiedy zachodzi taka potrzeba. Widzimy to w codziennym życiu, obserwując zachowania ludzi w różnych, często skrajnych sytuacjach. Część z tych pętli nadal jest nieodkryta. Tutaj jednak z pomocą przychodzi technika, dzięki której możemy „zajrzeć” w najskrytsze zakamarki ludzkiego organizmu. Są aparaty, które odczytują funkcję elektryczną głębokich struktur mózgu. Niektórych nie umiemy jeszcze zinterpretować, ale w perspektywie dekady na pewno stanie się to możliwe. Może będziemy mogli wówczas odczytać zapis pracy mózgu na przestrzeni całego życia człowieka, odtworzyć jego myśli z poszczególnych dni, miesięcy czy lat. Nauka rozwija się w zawrotnym tempie i wciąż zaskakuje nowymi możliwościami. Już dzisiaj podejmowane są próby m.in. przywracania funkcji nóg u osób z porażeniem kończyn dolnych czy wzroku z ominięciem drogi wzrokowej.

Na ile mózg jest jeszcze dla nas tajemnicą?

Trudno dokładnie powiedzieć, na pewno bardzo wielu rzeczy wciąż jeszcze nie wiemy. Podam przykład. Choroba Parkinsona została po raz pierwszy opisana w 1817 r. Od dziesięcioleci staramy się ją leczyć. Początkowo próbowano upuszczać krew z karku, stosowano pijawki. W latach 60. XX wieku odkryto rolę dopaminy w patogenezie tego schorzenia i podjęto pierwsze próby zastosowania lewodopy, a później duodopy. Z czasem weszły zabiegi chirurgiczne. Sam wprowadziłem głęboką stymulację mózgu. Ostatnio podejmujemy próby z zastosowaniem terapii genowej. Mimo ponad 200 lat prób i starań wciąż jednak nie znamy skutecznej terapii. Leczymy objawy choroby, bo niewiele wiemy o jej przyczynach. Tak jest z większością chorób neurologicznych. Więcej w nich tajemnic niż poznanych faktów.

Przez lata pracy zawodowej był pan nie tylko świadkiem, ale i motorem zmian w dziedzinie neurochirurgii.

Tak i dostrzegam piękno tego rozwoju! Posłużę się przykładem neurochirurgii naczyniowej. Operowałem bardzo dużo tętniaków mózgu, mam jeden z największych dorobków na świecie, bo ok. 3 tys. operacji klipsowania krwawiących tętniaków mózgu. W operacjach takich trzeba było otworzyć czaszkę i założyć klips naczyniowy na podstawę tętniaka. W przypadku ogromnych tętniaków posługiwałem się techniką operacji w głębokiej hipotermii i śnie barbituranowym. Anestezjolodzy podawali pacjentowi dużą dawkę leków usypiających, aby wyeliminować czynność bioelektryczną, kardiochirurdzy otwierali klatkę piersiową i podłączali sztuczne krążenie, aby możliwe było ochłodzenie mózgu do temperatury 19-20 stop. C. Obniżenie ciepłoty ciała wydłużało proces metaboliczny i śmierć komórkową, co w konsekwencji pozwalało nam zamknąć najbardziej skomplikowane tętniaki. Były to operacje bardzo długie, niosące duże ryzyko. Od kilkunastu lat – dzięki rozwojowi technik wewnątrznaczyniowych – nie trzeba otwierać czaszki. Za pomocą cewnika można „podróżować” po naczyniach mózgowych i osiągnąć o wiele lepsze efekty niż za pomocą nawet najbardziej nowatorskiego leczenia operacyjnego. W ostatnich latach rozwinęła się neuronawigacja, pojawiły się metody obrazowania czynnościowego i funkcjonalnego, operacje kierowane obrazem bez konieczności otwierania czaszki. Sam wprowadziłem operacje w czasie rzeczywistym pod kontrolą rezonansu magnetycznego.

Czy z czasem roboty zastąpią człowieka?

W medycynie coraz większy będzie udział maszyn naszpikowanych elektroniką. Mimo to myślę, że człowiek długo nie zostanie zastąpiony, ponieważ roboty muszą być zaprogramowane zgodnie z najnowszą wiedzą. Jeszcze dużo czasu dzieli nas do momentu pojawienia się maszyn ze sztuczną inteligencją, które same będą potrafiły podejmować tak skomplikowane decyzje. Przyszłością medycyny jest za to na pewno terapia genowa, nie tylko w neurologii, ale wielu innych dziedzinach, np. hematologii. Jej dynamiczny rozwój rozpoczął się kilka lat temu. W neurochirurgii za pomocą niechorobotwórczych wektorów wirusowych jesteśmy w stanie przenieść do mózgu kopię brakującego genu. Takie sytuacje dotyczą zwykle bardzo ciężkich, nieuleczalnych schorzeń genetycznych. Dzięki technice możemy zatrzymać, a nawet odwrócić proces chorobowy! Takim przykładem jest rzadka, dotąd nieuleczalna i śmiertelna choroba genetyczna u dzieci, polegająca na deficycie enzymu dekarboksylazy aromatycznych L-aminokwasów (AADC). Do tej pory osoby nią dotknięte nie mogły chodzić, siedzieć ani nawet mówić. Dzięki nowatorskiej metodzie możemy z nią skutecznie walczyć. Jesteśmy pierwszym ośrodkiem w Europie leczącym te dzieci, które przyjeżdżają do nas z całego świata.

I na tym nie koniec…

Rzeczywiście, w kręgu moich zainteresowań leżą próby terapii genowej śmiertelnej dotychczas pląsawicy Huntingtona oraz choroby Alzheimera. Spowolnienie przebiegu tej ostatniej, zwłaszcza przy rozpoznaniu na wczesnym etapie, może wydłużyć czas aktywnego i samodzielnego życia pacjenta. Chorych na Alzheimera na świecie jest bardzo dużo. Wydłużenie każdemu przydatności do pracy zawodowej o ok. 10 lat w przeliczeniu na PKB daje niewyobrażalną sumę! Liczę, że będzie to możliwe. Mamy też plany leczenia genowego choroby Parkinsona, na co uzyskaliśmy już zgodę komisji bioetycznej. Ogromna w tym wszystkim zasługa prof. Krzysztofa Bankiewicza ze Stanów Zjednoczonych, który z nami współpracuje i jest inicjatorem wdrażania technik terapii genowej w Polsce. To wielki naukowiec i patriota. Podpatrując najlepsze ośrodki zza oceanu, zaczęliśmy wdrażać najbardziej nowoczesne techniki. W ogóle wszystko, co robię jest pracą zespołową. Abym mógł realizować swoje kolejne projekty, muszę podtrzymywać współpracę z ośrodkami zagranicznymi, ale też mieć wsparcie swojego zespołu i rodziny.

Jakie jeszcze ma pan plany na rok 2021?

Bardzo szerokie! Jestem w trakcie przygotowywania dwóch nowych projektów. Mam już akceptację administracji krajowej oraz Unii Europejskiej, o którą zabiegałem od wielu lat. Po pierwsze zamierzam utworzyć pierwszy w tej części Europy ośrodek leczenia mózgu za pomocą metod termicznych pod kontrolą rezonansu magnetycznego, bez konieczności otwierania czaszki. Na ekranie komputera będzie można na bieżąco monitorować temperaturę w danym obszarze wykonywanego uszkodzenia mózgu. Metoda ta może zrewolucjonizować leczenie wielu chorób czynnościowych, np. choroby Parkinsona czy drżenia samoistnego. Drugi projekt to pozyskanie środków na specjalne urządzenie, które pozwala przez dziurkę o średnicy 4 mm wprowadzić do czaszki wiązkę lasera niskotemperaturowego i odparować jakąś strukturę, np. trudno położony guz lub jego fragment czy ognisko padaczkorodne w podstawnej części płata skroniowego.

Skąd pan czerpie energię?

Myślę, że to kwestia mojej osobowości i sposobu myślenia. Droga, którą przebyłem do miejsca, gdzie jestem obecnie była bardzo ciężka. Zaprzestanie dalszego rozwoju byłoby zmarnowaniem dotychczasowego dorobku. Gdy weszło się już na tę ścieżkę, to trudno z niej zboczyć. Mam wrażenie, że każdy pomysł rodzi kilka kolejnych i to mnie motywuje do podejmowania wyzwań. Kluczem do sukcesu jest kreatywność, pracowitość i konsekwencja. To dlatego wiele zabiegów w naszym ośrodku przeprowadziliśmy jako pierwsi w Polsce, a niektóre nawet pierwsi w Europie czy na świecie.

Poza tym to co robię jest moją pasją. Bardzo trudno dostać się na medycynę, same studia też wymagają dużo pracy i zaangażowania, a później wcale nie jest łatwiej: staż, kolejne stopnie specjalizacji, egzaminy… I właściwie dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa misja – ratowanie życia i zdrowia ludzkiego. Mnie poza tym pociąga również poznawanie oraz wdrażanie nowych metod i technik terapeutycznych, poszukiwanie rozwiązań, które jeszcze lepiej pozwalają służyć ludziom. To wszystko wymaga ogromnego wysiłku, ale kiedy się udaje, to czuję, że moje życie jest piękne, a praca jest tak wartościowa, że mogę wykonywać ją bez przerwy. Zwykle nie chce mi się nawet „uciekać” na urlop, z czego pewnie moja żona niespecjalnie się cieszy.

Kto pana inspiruje, jest pana autorytetem?

Całe życie jest mierzone pewnymi wydarzeniami oraz relacjami z ludźmi, które można nazwać kamieniami, a czasem kamykami milowymi. Zawsze powtarzam swojemu zespołowi, żeby zauważali te elementy. Pierwsza operacja jądra miażdżystego w kręgosłupie, pierwsze otwarcie czaszki, pierwsze usunięcie guza pierwotnego czy przerzutowego… To wszystko sprawia, że posuwamy się naprzód. Trzeba to zauważać i mieć tego świadomość, bo z takich kamyków składa się nasze życie. Od początku inspirowało i wciąż inspiruje mnie wiele osób, często moich nauczycieli. Zaczęło się to już w szkole podstawowej, trwało w liceum ogólnokształcącym, w końcu na Akademii Medycznej, a dzisiaj w Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Może dlatego, że mam bardzo wrażliwe wnętrze, potrafię zauważać i odczuć wiele rzeczy, które dla innych są niewidoczne.

Co jest ważne w relacji pacjent-lekarz?

Każdy lekarz powinien na koniec wizyty móc powiedzieć, że gdyby był pacjentem, to chciałby być tak traktowany i leczony jak on oferuje choremu. Na ogólne wrażenie składa się mnóstwo drobiazgów: sposób mówienia, gestykulowania, a nawet to, jak się siedzi. Pacjent nie powinien mieć poczucia, że lekarz lekceważy jego problem, gdzieś się spieszy i rozmawia z nim w biegu.

O KIM MOWA

Dr hab. n. med. Mirosław Ząbek, prof. CMKP, jest specjalistą w dziedzinie neurochirurgii, kierownikiem Kliniki Neurochirurgii i Urazów Układu Nerwowego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim

Dr hab. n. med. Mirosław Ząbek, prof. CMKP, zajął 5. miejsce na Liście Stu 2020 najbardziej wpływowych osób w polskiej medycynie.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.