Prof. Mirosław Wielgoś: Konsolidacja szpitali klinicznych WUM dała już efekty finansowe

Rozmawiała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 26-02-2020, 18:28

„Nie osiągnąłbym większości swoich sukcesów, gdyby nie ludzie, z którymi mam zaszczyt i przyjemność współpracować, zarówno w klinice, jak i na uczelni” - przyznaje prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jak będzie pan wspominać rok 2019?

Prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś
Zobacz więcej

Prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś Fot. Archiwum

To był dla mnie rok trudny i pełen wyzwań, jednak z całą pew-nością dobrze zapisze się w mojej pamięci. Udało mi się zrealizować wiele wymagających zadań, wśród których za najpoważniejsze uważam bezpieczne i terminowe wprowadzenie Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w realia funkcjonowania nowej ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym. Drugim, niezwykle trudnym wyzwaniem było wdrożenie postanowień o konsolidacji szpitali klinicznych WUM. Rok 2019 pokazał, że była to słuszna decyzja, czego dowodem są uzyskane już w krótkim czasie efekty finansowe.

Wróćmy do początków. W 1990 roku ukończył pan studia medyczne. Od kiedy wiedział pan, że chce zostać lekarzem?

Decyzję o zdawaniu na medycynę podjąłem w trakcie wakacji po trzeciej klasie liceum ogólnokształcącego, a więc - można powiedzieć - tuż przed maturą. Wcześniej marzyłem o tym, by zostać prawnikiem. Będąc studentem, wiedziałem już na pew-no, że zostanę lekarzem. Kompletnie jednak nie miałem pojęcia, jakiej specjalności. Pierwsze pomysły dotyczyły pediatrii, kolejne kardiologii i onkologii, a potem długo, długo nic… Aż do czasu zajęć z położnictwa i ginekologii na VI roku w klinice prof. Longina Marianowskiego. Wtedy odkryłem, że to jest właśnie to. W trakcie pracy nigdy nie myślałem o tym, że mógłbym przestać wykonywać czynny zawód lekarza. Co więcej, nigdy nie przyszło mi do głowy, aby rozstać się w ukochanym WUM-em, chociaż miałem kilka interesujących propozycji, w tym jedną bardzo intratną.

Jak z dzisiejszej perspektywy ocenia pan ten wybór oraz postęp medycyny w tym czasie?

Myślę, że znalazłem się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu, w którym odkryłem - oczywiście, na tamtym etapie bardzo powierzchownie - możliwości, kryjące się w tej specjalności. Wielkie wrażenie wywarł na mnie również wspomniany już prof. Longin Marianowski, którego dziś z dumą mogę nazywać swoim mentorem. Po 30 latach pracy nie wyobrażam sobie, żebym mógł realizować się w innej dziedzinie. A postęp medycyny w tym czasie? Niewyobrażalny! Jest tyle nowych technik diagnostycznych oraz innowacyjnych metod terapii – coś, co wcześniej nawet nam się nie śniło. A pewnie i tak naj-ważniejsze wciąż przed nami…

Często podkreśla pan, że praca jest jednocześnie pana pasją. Szczególne miejsce w pana życiu zawodowym zajmuje perinatologia, w której rozwoju w Polsce ma pan duży wkład. Jakie są dzisiaj możliwości ratowania życia i zdrowia dzieci przed narodzeniem?

Rzeczywiście, perinatologia jest moim ukochanym obszarem położnictwa i ginekologii. Jest też w pewnym sensie moim dzieckiem, ponieważ brałem udział w jej „narodzinach” w na-szym kraju. Powierzono mi misję wprowadzenia tej specjalno-ści do systemu opieki zdrowotnej w Polsce oraz opracowania systemu szkolenia przyszłych kadr. Czy mi się to udało? Nie mnie to oceniać. Warto jednak wspomnieć, że obecnie jest w Polsce 107 specjalistów w tej dziedzinie. Miałem przyjemność egzaminować wszystkie te osoby, a w przypadku całkiem pokaźnej grupy - brać bezpośredni udział w szkoleniu.

Możliwości perinatologii są niewyobrażalne dla przeciętnego człowieka. Trudno jest bowiem zdać sobie sprawę z tego, jak głęboko mogą sięgać ingerencje lekarzy. To już nie tylko wnikanie do jamy macicy, środowiska, w którym rozwija się dziecko. Obecnie możemy dokonywać korekty wybranych wad i patologii wewnątrz tego małego, rozwijającego się organizmu.

Pana życie zawodowe wypełnione jest po brzegi. Jest pan lekarzem, naukowcem, nauczycielem akademickim, krajowym konsultantem w dziedzinie perinatologii, rektorem Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. A to tylko niektóre pana aktywności. Co pana jeszcze absorbuje i skąd czerpie pan energię, żyjąc tak intensywnie?

Wydaje mi się, że człowiek, który dużo pracuje, nie ma czasu zastanawiać się, skąd czerpać energię do działania. Ona pojawia się sama - wraz z kolejnymi wyzwaniami. Porażki na pewno mobilizują do walki z przeciwnościami, jednak główną siłą napędową są sukcesy. To one uskrzydlają, dodają mocy, pozwalają iść dalej. Oprócz wymienionych przez panią aktywności, staram się również działać na arenie międzynarodowej. Wychodzę z założenia, że Polska musi być obecna w ważnych gremiach zagranicznych. Przez dwa lata pełniłem funkcję wiceprezydenta Światowego Towarzystwa Medycyny Perinatalnej. Obecnie jestem sekretarzem generalnym Europejskiego Towarzystwa Medycyny Perinatalnej. Staram się też, aby nasz kraj nie był tam reprezentowany jednoosobowo. Zawsze powtarzam, że nikt nie może realizować swoich celów w pojedynkę. Tak samo jest w moim przypadku. Nie osiągnąłbym większości swoich sukcesów, gdyby nie ludzie, z którymi mam zaszczyt i przyjemność współpracować, zarówno w klinice, jak i na uczelni. To właśnie ludzie, tworzący zespół, są najważniejsi.

Znajduje pan czas na odpoczynek?

Z czasem na odpoczynek rzeczywiście nie jest łatwo, ale - jak wiadomo - jest on bardzo pożądany, wręcz niezbędny, dlatego staram się go znaleźć. Tydzień na nartach zimą, dwa tygodnie w jakimś ciekawym miejscu latem... Czasami uda się wygospodarować jeszcze kilka dni, aby spędzić czas z rodziną, która - jak zwykł mawiać prof. Marianowski - jest cichym autorem naszych sukcesów. Dla mnie jest też niezawodnym wsparciem. Czas wolny od pracy poza urlopami coraz chętniej spędzam w domu - wyjazdów mam aż nadto. Każdą chwilę staram się wykorzystać na czytanie książek, nadrabianie zaległości w lekturach. Cieszy mnie nawet kilka stron dziennie. Grube księgi nadal stanowią dla mnie duże wyzwanie, ponieważ czytam bardzo powoli, za to zawsze ze zrozumieniem i zapamiętywaniem.

Co najbardziej ceni pan w ludziach, a czego nie lubi?

Cenię szczerość, otwartość, pracowitość i lojalność. Nie cierpię hipokryzji.

Gdyby miał pan opisać się trzema słowami, to jak by one brzmiały?

Trudno jest opisywać siebie, lepiej, kiedy robią to inni, wtedy ocena jest zdecydowanie bardziej obiektywna. Jeszcze trudniej opisać siebie trzema słowami. Gdybym jednak miał spróbować, to powiedziałbym: człowiek, lekarz, humanista.

Jakie ma pan plany na rok 2020?

W 2020 roku kończę swoją kadencję na stanowisku rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Nie ukrywam, bo to żadna tajemnica, że będę kandydował na kolejną, ponieważ chciałbym mieć możliwość dokończenia zadań, których się podjąłem i które zainicjowałem. Cztery lata to zbyt krótki czas, aby zrealizować poważne przedsięwzięcia. Traktuję to jako swój obowiązek wobec uczelni.

Prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś jest specjalistą w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz perinatologii, rektorem Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownikiem I Katedry i Kliniki Położnictwa i Ginekologii, konsultantem krajowym w dziedzinie perinatologii, sekretarzem generalnym Europejskiego Towarzystwa Medycyny Perinatalnej. Był prezesem Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników w kadencji 2016-2018.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Katarzyna Matusewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.