Prof. Miłosz Parczewski: Szczyt pandemii COVID-19 przed nami

EG/PAP
opublikowano: 23-10-2020, 08:34

Najprawdopodobniej nie osiągnęliśmy jeszcze szczytu epidemii. Liczba przypadków raczej będzie rosła – podkreśla specjalista chorób zakaźnych prof. Miłosz Parczewski. Sytuację epidemiologiczną w Polsce ocenia jako bardzo trudną.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

"W Zachodniopomorskiem jest źle, a kiedy patrzę na sytuację epidemiologiczną w innych regionach, myślę, że jest tam bardzo źle. My z olbrzymim trudem dajemy radę, a jesteśmy na końcu, jeśli chodzi o liczbę zakażeń w poszczególnych województwach. Nie wiem zatem, jak radzą sobie inne regiony" – mówi prof. Miłosz Parczewski, kierownik kliniki PUM na Oddziale Obserwacyjno – Zakaźnym, Chorób Tropikalnych i Nabytych Niedoborów Immunologicznych Szpitala Wojewódzkiego w Szczecinie.

iStock

Za chwilę może zabraknąć miejsc

Zaznaczył, że jest olbrzymia presja na personel lekarski i pielęgniarski, codziennie po dyżurach pozostaje do przyjęcia kilkunastu pacjentów.

"Szukamy dla nich łóżek. Znajdują się, ale potrzeba na to jednego, a czasami nawet dwóch dni. Codziennie uruchamiamy nowe łóżka, które w kolejnym dniu są już właściwie zajęte. Za chwilę w naszym szpitalu (wojewódzkim przy ul. Arkońskiej w Szczecinie – PAP) nie będziemy w stanie utworzyć więcej łóżek, bo nawet nie mamy gdzie" – opowiada prof. Parczewski.

Brakuje pielęgniarek

W tym tygodniu podjęto decyzję o otwarciu kolejnych oddziałów w innych szpitalach dla pacjentów z COVID-19. Jak zaznaczył prof. Parczewski, może taki system będzie efektywniejszy. Ponadto wskazał, że narasta też problem braku personelu pielęgniarskiego, którego już wcześniej było za mało. Pielęgniarki ciężko pracują, poza tym często są kierowane na kwarantannę.

"Ubywa nam personelu, na przykład gdy panie pielęgniarki czy młodzi lekarze jako rodzice są na kwarantannie wraz z dzieckiem" – wskazał prof. Parczewski.

Podkreślił, że przeznaczanie kolejnych oddziałów w szpitalach dla pacjentów covidowych, a także tworzenie szpitali polowych zabiera personel z innych miejsc.

"One nie obsłużą się same. Zabierzemy z systemu osoby, które pomagają w innych miejscach i tam ten system będzie cierpiał i będzie się załamywał" – wyjaśnia.

Komentując wzrost liczby zakażeń, lekarz zaznaczył, że "ta lawina narasta i obecnie wydaje się trudna do powstrzymania".

"Wszyscy pacjenci, którzy leżą w szpitalu, są pacjentami średnimi lub ciężkimi. Będą leżeć nie dzień czy dwa, ale raczej około dwóch tygodni. Część pacjentów, która trafia na OIOM, będzie leżała tam bardzo długo" – wskazał.

Szczyt pandemii przed nami

Jak powiedział, trudno przewidzieć, kiedy liczba zakażeń zacznie spadać. Dodał, że wykrywana jest "znikoma liczba przypadków" w stosunku do liczby osób zakażonych, m.in. dlatego, że testowani są pacjenci objawowi.

Zapytany o to, czy możliwe jest uchronienie się przed zakażeniem prof. Parczewski wskazał, że także przy wprowadzonych obostrzeniach każdy jest odpowiedzialny za siebie, a apele czy wymagania zachowania dystansu społecznego to ochrona siebie i swojej rodziny.

"To nie tak, że każdy musi przejść tę chorobę. Wirus będzie się też trochę zmieniał, będzie powodował różną śmiertelność, różną chorobowość, to będzie zależało także od człowieka" – mówi specjalista.

"Być może część osób będzie chorowała bezobjawowo lub zachoruje w takim momencie, w którym system nie będzie wysoko obciążony i będzie łatwiej o pomoc" – podsumowuje prof. Parczewski.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Jakie zmiany wprowadza nowelizacja ustawy covidowej przyjęta przez Sejm

MZ: Zero tolerancji, maksimum wydolności

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: EG/PAP

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.