Prof. Magdalena Marczyńska: Zakazy mniej dolegliwe są bardziej akceptowalne

Oprac. Emilia Grzela
opublikowano: 05-05-2021, 15:04

“Jako członkowie Rady Medycznej przy premierze staramy się wskazywać stronie rządzącej, że warto obowiązujące obostrzenia urealnić do takiego poziomu, który byłby dla społeczeństwa mniej dolegliwy i tym samym bardziej akceptowalny. Rekomendujemy jednak bardzo ostrożne luzowanie restrykcji” - mówi prof. dr hab. n. med. Magdalena Marczyńska z Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O KIM MOWA

Prof. dr hab. n. med. Magdalena Marczyńska jest specjalistą pediatrii z Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, członkiem Rady Medycznej przy premierze Mateuszu Morawieckim.

Nie mamy precyzyjnych i pełnych danych dotyczących liczby zakażeń SARS-CoV-2 oraz hospitalizacji z powodu COVID-19 w populacji dzieci i młodzieży. Na podstawie informacji, które posiadamy, można oszacować, że od marca 2020 r. do 25 marca bieżącego roku odsetek potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem w populacji dzieci żłobkowych oraz przedszkolnych (3-6 lat) wynosił w sumie 1 proc., natomiast w przedziale wiekowym 6-10 — 0,8 proc. Odsetek rozpoznań w grupie wiekowej 10-18 stanowił 3 proc. wszystkich zakażeń z populacji ogólnej. Sumując te dane, można oszacować, że zakażenia koronawirusem osób niepełnoletnich stanowiły ok. 5 proc. wszystkich przypadków.

Żłobki i przedszkola przez większą część czasu funkcjonowały bez zmian, co nie przekładało się w widoczny sposób na ogólną sytuację epidemiczną. Zapadalność na COVID-19 wśród dzieci i młodzieży rosła równolegle do tej obserwowanej w populacji ogólnej, co raczej nie powinno dziwić. Istotnie, jesienna fala zakażeń i zachorowań zbiegła się w czasie z powrotem do nauki stacjonarnej — nastąpił wówczas wzrost liczby przypadków we wszystkich grupach wiekowych. Od końca października do listopada w populacji dorosłych odnotowywano wówczas regularnie powyżej 20 tys. zakażeń na dobę, natomiast w populacji dzieci i młodzieży w ciągu wspomnianych czterech tygodni potwierdzono 18 700 przypadków. Ciężki przebieg infekcji COVID-19 dotyczy ok. 1 proc. wszystkich zakażonych dzieci.

Szczepionka firmy Pfizer, przeznaczona dla dzieci, które ukończyły 16. r.ż., jest zarejestrowana i lada moment będzie stosowana także w Polsce. Rada Medyczna przy premierze oraz prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska, konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii, już teraz rekomendują ministrowi zdrowia rozszerzenie Narodowego Programu Szczepień o osoby nastoletnie. Gdy tylko EMA zatwierdzi podawanie preparatów u dzieci od 12. r.ż., zostanie wydana podobna rekomendacja także dla tej grupy wiekowej. Warto podkreślić, że szczepienia przeciwko COVID-19 dla dzieci i młodzieży nie będą obowiązkowe, choć medycy z pewnością będą je rodzicom zalecali. W mojej ocenie odmów poddania dziecka szczepieniu przeciwko COVID-19 nie będzie wcale aż tak wiele: społeczeństwo jest zmęczone obostrzeniami i chce jak najszybciej wrócić do normalnego życia, a ponadto rodzice obawiają się hospitalizacji dziecka i potencjalnych powikłań, takich jak PIMS.

Jako członkowie Rady Medycznej przy premierze staramy się wskazywać stronie rządzącej, że warto obowiązujące obostrzenia urealnić do takiego poziomu, który byłby dla społeczeństwa mniej dolegliwy i tym samym bardziej akceptowalny. Rekomendujemy jednak bardzo ostrożne luzowanie restrykcji. Na przykład wskazujemy, że noszenie maseczek na otwartych przestrzeniach nie ma medycznego uzasadnienia. Zalecamy również regionalizację obostrzeń dotyczących sektora gastronomicznego i branży hotelarskiej. Poluzowania restrykcji i w tych obszarach należy się spodziewać już niebawem. W mojej ocenie, należy rozważyć przedłużenie kwarantanny dla osób wracających z takich państw, jak Brazylia, RPA czy kraje Afryki i Ameryki Południowej, aby przeciwdziałać rozpowszechnieniu mutacji określanych jako brazylijska i południowoafrykańska.

Stosowanie zasady DDM, czyli dystansu, dezynfekcji i maseczek jako walki z COVID-19 bez wątpienia ma medyczne uzasadnienie. Ograniczenie międzyludzkich kontaktów ogranicza też transmisję koronawirusa, podobnie jak innych schorzeń zakaźnych, co wyraźnie znajduje odbicie w danych epidemiologicznych. Pochopne rozluźnienie restrykcji skutkowałoby znaczącym wzrostem zakażeń i zachorowań, co mieliśmy okazję zaobserwować choćby po zimowych feriach.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Prof. Jarosław Pinkas: Polacy muszą wierzyć w sens restrykcji przeciwepidemicznych

Dr Konstanty Szułdrzyński: Ważniejsze dobro pacjenta czy własny rozgłos?

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.