Prof. Lipowicz o reformie szpitalnictwa: nadchodzi głęboka recentralizacja

Oprac. Emilia Grzela
opublikowano: 30-06-2021, 13:22

Konsekwencjami planowanych działań będą: likwidacja przez Agencję Rozwoju (!) Szpitali placówek zaliczonych do kategorii D jako tych o najmniej stabilnej sytuacji finansowej (a niestabilność wygenerowała, jak wskazuje TK, administracja rządowa) oraz przejęcie działek, na których zostały wybudowane - ocenia planowane przez resort zmiany w szpitalnictwie prof. Irena Lipowicz.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Resort zdrowia w opublikowanym 31 maja na stronie MZ raporcie „Założenia reformy podmiotów leczniczych wykonujących działalność leczniczą w rodzaju świadczenia szpitalne” przedstawił plan na reformę polskiego szpitalnictwa. Wzbudzający największe kontrowersje wariant polegający na przejęciu nadzoru nad szpitalami przez np. Ministerstwo Zdrowia lub Narodowy Fundusz Zdrowia upadł na etapie opracowywania koncepcji jako najbardziej ryzykowny i niezgodny z Konstytucją.

prof. Irena Lipowicz/Wikipedia
prof. Irena Lipowicz/Wikipedia

O komentarz do przedstawionych założeń poprosiliśmy prof. dr hab. Irenę Lipowicz, kierownika Katedry Prawa Administracyjnego i Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego:

Koncepcja zmian w szpitalnictwie, jakie zamierza wprowadzić Ministerstwo Zdrowia, jest oparta na wadliwej diagnozie rzeczywistych przyczyn sytuacji finansowej szpitali. Ponadto dotychczasowe działania w kierunku recentralizacji jedynie pogłębiły niewydolność systemu.

W zaprezentowanych dotychczas założeniach reformy polskiego szpitalnictwa — której rząd nie chce określać mianem centralizacji, choć to istota tego procesu — Ministerstwo Zdrowia powołuje się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego (TK) z 20 listopada 2019 r. Problem w tym, że wnioski wyciągane przez zaproszonych do ministerialnego zespołu ekspertów, których nazwisk, mimo próśb, resort nie chce ujawnić, są całkowicie nieuprawnione.

Ministerstwo stoi na stanowisku, że TK swoim wyrokiem de facto ograniczył katalog źródeł finansowania szpitali działających w postaci SP ZOZ-ów. Tymczasem wyrok TK był tylko przerwaniem istniejącej i od lat tolerowanej fikcji. Od 1999 r. obarczono jednostki samorządu terytorialnego obowiązkiem prowadzenia zakładów opieki zdrowotnej, które następnie uległy przekształceniu w SP ZOZ-y. Rozporządzeniem prezesa Rady Ministrów z 2001 r. przyporządkowano SP ZOZ-y jednostkom administracji samorządowej, ale nie uwzględniono należytych, systemowych źródeł ich finansowania. Efektem jest narastające od lat zadłużenie, będące skutkiem zbyt niskiej wyceny świadczeń oraz zaniżonej liczby świadczeń kontraktowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Co więcej, przedstawione przez ministerstwo założenia są pełne ogólnikowych stwierdzeń w rodzaju: „zauważalna jest tendencja pogarszania się sytuacji finansowej szpitali publicznych”, ale autorzy założeń nie wskazują źródeł tego zjawiska. Jako placówki o najgorszych wynikach finansowych, MZ wskazuje szpitale powiatowe. Związek Metropolii i Związek Powiatów Polskich od dawna przedstawiają analizy, z których dość jasno wynika, że w jeszcze gorszej sytuacji są ośrodki prowadzone przez administrację rządową. Z punktu widzenia zachowania dyscypliny wydatków publicznych, nie wydaje się więc zasadne odbieranie nadzoru nad szpitalami jednostkom samorządu i przekazywanie go władzy centralnej.

Innym zarzutem formułowanym przez ministerstwo wobec szpitali jest konkurowanie o zasoby pomiędzy poszczególnymi placówkami i dublowanie zakresów świadczeń. Należałoby się jednak zastanowić, czego to zjawisko jest efektem. W tym kontekście musimy pamiętać o przepisach przyjętych w 2004 r. wraz z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Narzuciły one NFZ obowiązek przeprowadzania postępowania konkursowego przed podpisaniem kontraktu, a więc w założeniu do systemu został wprowadzony element konkurencyjności. W planie reformy szpitalnictwa ministerstwo definiuje to jako problem, ale jednocześnie nie prezentuje żadnych jego rozwiązań w zakresie zmiany zasad finansowania świadczeń ze środków publicznych.

Wbrew deklaracjom resortu, wcielenie w życie przedstawionych przez MZ założeń reformy szpitalnictwa oznacza w praktyce jego głęboką recentralizację. Dotychczas obserwowaliśmy jedynie pojedyncze działania, zmierzające do osłabiania pozycji samorządu. Najkrócej i najprościej rzecz ujmując, polegają one na przerzucaniu na jednostki samorządowe obowiązków bez jednoczesnego zapewnienia źródeł ich finansowania, a następnie zrzucania odpowiedzialności za niewydolność i traktowanie tego jako pretekstu do odebrania samorządom ich uprawnień. Ponadto w takim modelu decyzje dotyczące kształtu i finansowania polityki zdrowotnej są podejmowane wyłącznie na szczeblu centralnym, z ich efektami samorządy muszą radzić sobie samodzielnie.

Dwa pierwsze warianty brane pod uwagę przez ministerstwo, były, jak wykazano, niezgodne z Konstytucją RP. Osobną kwestią pozostaje, dlaczego więc wydano publiczne pieniądze na opracowanie wariantów reformy, które od początku stały w sprzeczności z polską ustawą zasadniczą, jest to przecież bliskie niegospodarności. Można zapytać, czy rządzący celowo przedstawili do dyskusji radykalne, niekonstytucyjne warianty reformy, aby później — prezentując trzeci wariant koncepcji, nie mniej centralizujący niż dwa poprzednie — móc stwierdzić, że poszli na ustępstwa w negocjacjach ze stroną społeczną. Jego wprowadzenie byłoby jednoznaczne z cofnięciem się do PRL-owskiego modelu Siemaszki i porzuceniem zdobyczy „Solidarności”.

W założeniach reformy używa się dość kuriozalnego zwrotu „czasowe przejęcie nadzoru”. Nadzór jest typowy dla układu zdecentralizowanego, administracja centralna go posiada, ale granice nadzoru podlegają kontroli sądowej. Co więcej, władza centralna ma nadzór nad samorządem i ma go wojewoda. Środki kontroli nadzoru są bardzo ściśle określone prawnie. „Czasowe przejęcie nadzoru” to zapewne przejęcie kierowania? Nie ma takiego pojęcia prawnego.

W mojej ocenie, konsekwencjami planowanych działań będą: likwidacja przez Agencję Rozwoju (!) Szpitali placówek zaliczonych do kategorii D jako tych o najmniej stabilnej sytuacji finansowej (a niestabilność wygenerowała, jak wskazuje TK, administracja rządowa) oraz przejęcie działek, na których zostały wybudowane. Pamiętajmy bowiem, że bardzo często grunty, na których powstały szpitale, należą do bardzo atrakcyjnych. Stąd warto stawiać pytanie, czyje interesy ma właściwie zabezpieczyć planowana przez MZ ustawa: pacjentów czy branży obrotu nieruchomościami, która chętnie przejmie atrakcyjne grunty.

Zanim MZ zdecyduje się na realizację nowej reformy, należałoby także rozliczyć efekty wprowadzenia tzw. sieci szpitali i konkretne osoby za nią odpowiedzialne. Potrzeba nam wszystkim, w tym przypadku, nazwisk i określenia odpowiedzialności. To uzdrawia administrację.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Prezes ZPP Andrzej Płonka o zmianach w szpitalnictwie: Koncepcja MZ to pseudoreforma

Prof. Fedorowski o reformie szpitalnictwa: Ocenę kwalifikacji dyrektorów należałoby zostawić uczelniom

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.