Prof. Lidia Rudnicka: Poszerzyło się armamentarium lekowe dermatologów

Notowała Olga Tymanowska
opublikowano: 28-12-2020, 10:16

Rok 2020 w dermatologii, podobnie jak w innych specjalnościach medycznych, przyniósł gwałtowny rozwój teleinformatycznych form udzielania świadczeń oraz edukacji. Należy jednak podkreślić, że choć początkowo wielu lekarzy miało poczucie, że ta forma daje nieograniczone możliwości, szybko zaczęliśmy poznawać jej ograniczenia - powiedziała prof. dr hab. n. med. Lidia Rudnicka.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. dr hab. n. med. Lidia Rudnicka

Niektórych porad dermatologicznych nie uda się, niestety, udzielić zdalnie. Należą do nich konsultacje wymagające bezpośredniego badania skóry. Osobisty kontakt z pacjentem jest konieczny chociażby w sytuacji podejrzenia nowotworów skóry, a także problemów dermatologicznych wymagających oceny dermatoskopowej lub trichoskopowej, jak np. diagnostyka różnicowa łysienia.

W polskiej i międzynarodowej dermatologii dużym sukcesem był koordynowany przez Polskie Towarzystwo Dermatologiczne, w tym przeze mnie i prof. Grażynę Kamińską- -Winciorek, 1st Online Meeting of the International Dermoscopy Society (15-17 października). W tym pierwszym kongresie dermatologicznym w formule online wzięło udział ponad 6000 lekarzy z całego świata. Wtedy była to największa na świecie (potem większe było EADV) konferencja dermatologiczna. Dzięki temu, że kongres, który miał odbyć się w Warszawie, został przeniesiony do Internetu, każdy lekarz, niezależnie od miejsca zamieszkania, mógł w nim uczestniczyć. Udało się spowodować, podobnie jak w przypadku wielu innych inicjatyw PTD, że udział w konferencji był dla lekarzy bezpłatny.

Wszystkie inne konferencje dermatologiczne od marca 2020 zostały odwołane lub również przekształcone w formę online lub hybrydową. Ostatnią dużą konferencją dermatologiczną w Polsce przed pandemią był 16th International Academy of Dermatologyand Allergology w Gdyni. Na 2021 r. zostały przełożone Zjazd PTD i obchody 100-lecia Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego.

W mijającym roku poszerzyło się także nasze armamentarium lekowe. Dla pacjentów z łuszczycą stały się dostępne inhibitory IL-17 i inhibitory IL-23. W leczeniu atopowego zapalenia skóry będziemy mieli do dyspozycji krysaborol (miejscowo) i dupilumab (pozajelitowo) oraz barycytynib (doustnie). W USA i na poziomie Unii Europejskiej zarejestrowano także inne nowe leki, w tym minocyklinę i clascoterone do miejscowego leczenia trądziku.

W 2020 roku nastąpiła też intensyfikacja badań nad stosowaniem inhibitorów JAK w chorobach skóry. Mamy nadzieję, że leki te niedługo będą zarejestrowane m.in. w leczeniu łysienia plackowatego, bielactwa, łuszczycy, tocznia i innych chorób dermatologicznych.

Podsumowując ten rok, trzeba również zwrócić uwagę, że dermatolodzy aktywnie włączyli się w pomoc pacjentom zakażonym wirusem SARS-CoV-2 na oddziałach covidowych. Dermatolodzy pracujący w przychodniach i prywatnych gabinetach rozpoznawali zakażenia SARS-CoV-2, często wyłącznie na podstawie manifestacji dermatologicznych (były na ten temat liczne szkolenia online).

Warto też przypomnieć niektóre problemy, z którymi zmagali się dermatolodzy. Chlorochina, którą stosujemy w terapii tocznia, otrzymała wiosną szybką rejestrację w Polsce w leczeniu COVID-19. To spowodowało, że w aptekach zabrakło chlorochiny dla naszych pacjentów. Dzięki szybkiej zmianie przepisów (m.in. po interwencji Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego) lek powrócił do aptek dla pacjentów chorujących na toczeń. Obecnie trwa dyskusja na temat potencjalnego znaczenia chlorochiny w leczeniu COVID-19.

W 2020 roku Polskie Towarzystwo Dermatologiczne wydało stanowisko w sprawie stosowania leków we wskazaniach pozarejestracyjnych w chorobach skóry. To jest ważne dla wielu dermatologów i dla naszych pacjentów, ponieważ większość chorób w dermatologii wymaga leczenia poza wskazaniami rejestracyjnymi.

Wielu lekarzy z niepokojem obserwuje gwałtowny spadek liczby przypadków nowotworów skóry na naszych oddziałach, w przychodniach i gabinetach. Należy przypuszczać, że nie wynika to ze zmniejszenia zachorowalności, ale z trudniejszego dostępu do lekarzy i niechęci pacjentów do korzystania w okresie pandemii z porad dermatologicznych, które wymagają osobistego kontaktu z lekarzem. Niestety, to oznacza, że po pandemii będziemy te nowotwory rozpoznawać w znacznie późniejszym stadium zaawansowania, co przełoży się na gorsze wyniki leczenia.

Mam nadzieję, że 2021 r. przyniesie normalizację sytuacji i będziemy mogli się osobiście spotykać na konferencjach naukowych i medycznych, a nasi pacjenci będą mieli lepszy dostęp do lekarzy i leczenia.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.