Prof. Lidia Rudnicka: Moi uczniowie są już znanymi międzynarodowymi ekspertami

Rozmawiała Olga Tymanowska
opublikowano: 09-03-2021, 18:55

O wpływie trichoskopii na diagnostykę dermatologiczną, nowych metodach terapeutycznych w chorobach autoimmunologicznych i planach na przyszłość opowiada prof. dr hab. n. med. Lidia Rudnicka w rozmowie z „Pulsem Medycyny”.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. dr hab. n. med. Lidia Rudnicka
Archiwum

Jak pani ocenia miniony rok? Co było trudne, co się udało?

Ubiegły rok był dla nas wszystkich rokiem uczenia się nowej rzeczywistości. Uczyliśmy się, jak funkcjonować normalnie w nienormalnych warunkach. To był też czas prób i błędów. Okazało się, że można się doskonale dzielić wiedzą, nie widząc się osobiście. Ale też przekonaliśmy się, że telemedycyna, która jeszcze niedawno była marzeniem przyszłości, ma ograniczoną wartość w specjalności tak bardzo „obrazowej” jak dermatologia.

Jak się rozpoczęła pani przygoda z medycyną?

W dzieciństwie byłam zafascynowana matematyką. Nawet koledzy w szkole przezwali mnie wtedy „komputer”, choć nikt z nas nie miał pojęcia, jak komputer wygląda. Pierwszy komputer w życiu zobaczyłam w czasie wycieczki szkolnej na Politechnikę Warszawską. Pamiętam, że zrobił na mnie ogromne wrażenie. W kontekście tych szkolnych fascynacji nie potrafię odtworzyć w pamięci, dlaczego jako kierunek studiów wybrałam historię sztuki i sinologię. Wytrzymałam tam jeden semestr i już w lutym następnego roku zaczęłam studia medyczne.

Dlaczego zainteresowała się pani dermatologią?

Dermatologia zafascynowała mnie dopiero po kilku latach pracy w Klinice Dermatologicznej pani prof. Stefanii Jabłońskiej. Trafiłam tam przypadkowo. Po studiach pracowałam na oddziale pediatrycznym. Tam siedziałam przy jednym biurku z dr Ewą Majewską, która w wolnych chwilach opowiadała o swoim mężu dermatologu, który musi bardzo często wyjeżdżać na konferencje za granicę. W tamtych czasach, gdy miesięczne wynagrodzenie lekarza wynosiło ok. 10 dolarów, wizja pracy w miejscu, które wydawało się finansować wyjazdy za granicę, była wyjątkowo kusząca. Kilka miesięcy później siedziałam przy jednym biurku z mężem Ewy, teraz już profesorem, Sławomirem Majewskim.

Jak pani wspomina początki swojej pracy?

Szczególnie dobrze pamiętam początki mojej pracy naukowej i pierwszy zawodowy wyjazd do USA. Żeby kupić bilet lotniczy do Waszyngtonu, musiałam sprzedać swojego Fiata 126p. Moi rodzice wyciągnęli trzy stare, zniszczone banknoty 100-dolarowe. Otrzymałam kieszonkowe od prof. Jabłońskiej. Poczucie, że mam bardzo dużo pieniędzy, prysło już w pierwszych dniach pobytu w Stanach Zjednoczonych. Mogłam utrzymać się tam przez kilka tygodni dzięki wygłaszanym na różnych uczelniach wykładom. Za każdy dostawałam czek na 100 lub 200 dolarów. To wystarczało na noc w hotelu i na bilet na autobus Greyhound, żeby dojechać do następnego miasta, w którym wygłaszałam kolejny wykład. Czasami jeździłam autobusem nocnym. Wtedy nie potrzebowałam hotelu. Funkcjonowałam finansowo „na styk”, ale to była przygoda, która utkwiła mi na długo w pamięci.

Zdobywała pani doświadczenie zawodowe w wielu instytucjach, w tym FDA, University of Liège i Thomas Jefferson University w Filadelfii. To musiało być ciekawe doświadczenie?

Każdemu młodemu człowiekowi mogę zarekomendować zawodowe wyjazdy zagraniczne. Szczególnie wyjazdy do USA pozwalają poznać różnorodność sposobów myślenia, uczą pracy w grupie i odpowiedzialności za jej efekty. Ale też uczą radości z osiąganych sukcesów. W tamtych dawnych czasach, gdy alkohol w miejscu pracy nie budził zdziwienia, otwieraliśmy szampana za każdym razem, gdy artykuł naukowy z naszego zespołu był przyjęty do druku. Byliśmy dość produktywną grupą, więc szampana było bardzo dużo.

Wniosła pani znaczący wkład w rozwój trichoskopii. Opracowała pani metodę trichoskopii jako narzędzia diagnostyki dermatologicznej, a zaproponowana przez panią nazwa „trichoskopia” jest obecnie stosowana na całym świecie. Jak do tego doszło?

Gdy pracowałam w Klinice Dermatologii Szpitala MSWiA w Warszawie, jednym z naszych wiodących tematów była diagnostyka nowotworów skóry za pomocą dermoskopu. Kiedyś przypadkowo zobaczyłam, jak pięknie pod dermoskopem wyglą- dają włosy, i to był początek koncepcji stworzenia tej nowej metody. Trichoskopia jest metodą diagnostyki chorób włosów i skóry owłosionej głowy za pomocą dermoskopu.

Warto powiedzieć, że „choroby włosów” to oczywiście skrót myślowy. Włosy nie chorują. Przyczyny wszystkich zmian w wyglądzie i liczbie włosów są zlokalizowane pod skórą, w tzw. mieszku włosowym i jego otoczeniu. Z kilkuset różnych przyczyn „chorób włosów” zdecydowaną większość stanowią poważne choroby ogólnoustrojowe. Dlatego dermatolog, który zajmuje się chorobami włosów, musi mieć bardzo szeroką wiedzę interdyscyplinarną. Podam przykłady tylko z dzisiejszego popołudnia w moim gabinecie. Była pacjentka z ogniskiem wyłysienia, które było przerzutem raka sutka do skóry owłosionej głowy. U innej pacjentki łysienie było pierwszym objawem tocznia układowego. U 5-letniego chłopca, który przyszedł z mamą, rozpoznałam łysienie w przebiegu zespołu ektodermalnego, o którym rodzice wcześniej nie wiedzieli. Trichoskopia w tych przypadkach pozwoliła na wstępne wysunięcie podejrzenia przyczyn łysienia i określenie kierunku dalszych badań diagnostycznych, które doprecyzowały rozpoznanie.

Przedmiotem pani badań naukowych są również nowe metody terapeutyczne w chorobach autoimmunologicznych, w tym przede wszystkim twardzina układowa. Dlaczego właśnie te tematy, co jest w nich fascynującego?

Myślę, że warunkiem fascynacji jest zrozumienie tematu. Immunologią zainteresowałam się, gdy byłam studentką. Wtedy, na Uniwersytecie w Kolonii, wykładowcą immunologii był niezwykle charyzmatyczny entuzjasta tej dziedziny, który potrafił nam wytłumaczyć bardzo skomplikowane procesy immunologiczne w niezwykle prosty sposób. Potem, w Instytucie Transplantologii, a następnie w swojej pracy dermatologicznej dobudowywałam kolejne elementy wiedzy immunologicznej do tego trzonu, który zrozumiałam wiele lat wcześniej.

W twardzinie układowej się zakochałam, bo ją rozumiem i mam dość dobre efekty terapeutyczne. Nowe metody leczenia immunosupresyjnego w innych chorobach dermatologicznych nie dadzą się nie lubić, bo mają dużo większą skuteczność niż dotychczasowe metody. Na przykład pęcherzyca zwykła, która kilkadziesiąt lat temu była chorobą kończącą się zgonem, potem była leczona długo dużymi dawkami glikokortykosteroidów, teraz może ustąpić po dwutygodniowym cyklu wlewów.

Czy jest pacjent, który szczególnie zapadł pani w pamięć?

Pamiętam dokładnie wszystkie swoje największe zawodowe radości i porażki. Opowiem o jednym szczególnym doświadczeniu. Był 2000 r. Do naszej kliniki został wniesiony na noszach pacjent z łuszczycowym zapaleniem stawów. Nie wstawał z łóżka od kilku miesięcy z powodu dolegliwości stawowych i rozległych zmian skórnych. Stan był tak zły, że zdecydowaliśmy się podać pacjentowi lek biologiczny. To była zupełna nowość w dermatologii światowej, a dla naszego zespołu to było pierwsze takie doświadczenie. Niepokoiliśmy się o możliwy wstrząs anafilaktyczny, ciężkie infekcje i inne potencjalne objawy niepożądane. Lekarze i pielęgniarki zmieniali się, siedząc w sali pacjenta i czujnie obserwując, czy nic się nie dzieje w czasie podawania kroplówki i po niej. Wtedy wyszłam z kliniki bardzo późnym wieczorem. Gdy przyszłam rano do pracy, pobiegłam prosto do sali pacjenta. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że łóżko jest puste, a w sali nie ma pilnującego lekarza ani pielęgniarki. Chyba wtedy zrozumiałam, co oznacza określenie „gonitwa myśli”. Po chwili pacjent wyszedł z łazienki ze szczoteczką do zębów w ręku i zapytał „czy pani do mnie?”. To był spektakularny efekt. Rzadko rezultaty terapeutyczne są aż tak błyskawiczne, ale nowoczesna dermatologia w żaden sposób nie przypomina tamtej z czasów moich studiów.

Z czego jest pani profesor najbardziej dumna?

Może być kilka rzeczy. Myślę, że najbardziej dumna jestem z tego, że moi uczniowie już stali się nauczycielami dla najmłodszego pokolenia lekarzy. Bardzo mnie cieszy, że udało mi się stworzyć zespół fantastycznych lekarzy, którzy podobnie jak ja mają ogromną przyjemność z dzielenia się wiedzą i doświadczeniem.

Jestem dumna z tego, że młodzi lekarze naszej kliniki stali się już rozpoznawalnymi na świecie ekspertami. Szacuje się, że na świecie jest ok 100 tys. dermatologów. Bez ogromnego wkładu pracy nie byliby zauważeni. Jestem dumna z tego, że mamy zespół wspaniałych, oddanych pacjentom lekarzy i pielęgniarek.

Jestem też dumna z poziomu polskiej dermatologii. Polscy dermatolodzy od wielu lat wyróżniają się wiedzą i umiejętnościami na tle kolegów z wielu innych krajów Europy i świata. Niektórzy pacjenci z trudnymi chorobami dermatologicznymi kierowani są przez swoich lekarzy do dermatologów w Polsce, gdzie leczenie jest często lepsze i tańsze niż w innych krajach.

Jaki zawód wykonywałaby pani, gdyby nie była lekarzem?

W życiu wykonywałam już różne nietypowe dla lekarza prace. Między innymi zarządzałam siecią kilkunastu szpitali i kilkuset przychodni, byłam Głównym Inspektorem Sanitarnym MSWiA, pełniłam funkcję dyrektora ds. rozwoju i członka zarządu w firmie farmaceutycznej.

Myślę, że zupełnie innym zawodem, w którym też czułabym się bardzo dobrze, byłby prawdopodobnie zawód architekta.

W domu za szafą mam kilka obrazów olejnych, które namalowałam, gdy byłam młodym lekarzem i wyobrażałam sobie siebie w roli artysty malarza. Kiedyś też sprzedawałam fotografie i myślałam, że to będzie mój pomysł na życie. Pierwszą fotografię sprzedałam gazecie „Sztandar Młodych”, gdy miałam 13 lat. To było zdjęcie naszej klasy w czasie wycieczki szkolnej. Potem starałam się robić nieco bardziej przemyślane zdjęcia. W 2021 r. został z tego już tylko iPhone i prywatne archiwum w chmurze.

Jakie ma pani plany na bieżący rok?

Myślę, że 2021 r. będzie najbardziej nieprzewidywalnym rokiem naszego życia. Już pierwsze miesiące pokazały, że mieliśmy epizod optymistycznych planów zawodowych, gdy do Polski przyjechały pierwsze szczepionki. Kilka tygodni później powiało pesymizmem, gdy pojawiły się pierwsze warianty wirusa SARS-CoV-2, prawdopodobnie niewrażliwe na dotychczasowe szczepienia. Teraz docierają do nas znowu optymistyczne wiadomości o koncepcji nowych, skutecznych leków na COVID-19.

Elementem naszej pracy zawodowej, który w największym stopniu zależy od pandemii, są konferencje medyczne. Oczekuje się, że wejdą w życie przepisy europejskie, które umożliwią organizatorom konferencji stawianie wymogu szczepienia dla wszystkich uczestników konferencji. Rozważa się też prawne i medyczne aspekty szybkich testów antygenowych przed wejściem na salę obrad.

Myślę, że musimy też przyzwyczaić się do myśli, że formy komunikacji zdalnej weszły na stałe do naszego życia i świat już nigdy nie będzie taki sam jak przed pandemią.

Gdyby mogło się spełnić jedno pani życzenie...

Niewątpliwie największym moim zawodowym wyzwaniem jest poprawa stanu technicznego budynku Kliniki Dermatologicznej przy ul. Koszykowej 82A w Warszawie. Po latach wielu zmian planów i koncepcji powstania nowego budynku dermatologii mamy obecnie deklarację rektora, że nasza Klinika pozostanie w dotychczasowej siedzibie. Mamy też zgodę na koncepcję prac remontowych. To jest informacja z ostatnich kilku dni i moment, kiedy zaczęłam poszukiwać źródeł środków na ten remont.

Nasza Klinika jest jednym z najbardziej znanych ośrodków dermatologicznych na świecie. Mamy nowoczesny sprzęt, jesteśmy światowymi pionierami w diagnostyce dermatologicznej, stosujemy najnowocześniejsze metody leczenia. Przyjeżdżają do nas lekarze z całego świata, aby uczyć się nowoczesnej dermatologii. Prestiżowe międzynarodowe towarzystwa medyczne ubiegają się o możliwość szkolenia swoich lekarzy w naszej klinice. Natomiast cały czas funkcjonujemy w budynku, w którym kręcone są filmy z zaniedbanych wnętrz lat 20. ubiegłego stulecia. Remont tego budynku jest moim największym zawodowym wyzwaniem i marzeniem.

O KIM MOWA

Prof. dr hab. n. med. Lidia Rudnicka jest specjalistą dermatologiem-wenerologiem, prezesem Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego i współzałożycielem oraz pierwszym prezesem International Trichoscopy Society. Pełni funkcję członka prezydium European Academy of Dermatology and Venereology oraz członka zarządu dyrektorów American Academy of Dermatology.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.