Prof. Leszek Romanowski: Ze zdrowotnymi „zaległościami” przyjdzie nam się jeszcze zmierzyć

Notowała Emilia Grzela
opublikowano: 29-12-2020, 12:30

Dla ortopedii oraz medycyny w ogóle 2020 rok był z pewnością przełomowy. Najważniejsze zmiany i wyzwania napotkaliśmy w obszarze ortopedii, traumatologii oraz szkolenia przyszłych kadr medycznych. Trudno oczywiście mówić o nich w oderwaniu od aktualnych wydarzeń, czyli pandemii COVID-19 - mówi prof. dr hab. med. Leszek Romanowski, kierownik Kliniki Traumatologii, Ortopedii i Chirurgii Ręki w Ortopedyczno-Rehabilitacyjnym Szpitalu Klinicznym im. Wiktora Degi Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego i Traumatologicznego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. dr hab. med. Leszek Romanowski
Archiwum

Realizacja świadczeń z obszaru ortopedii – choć z pewnymi ograniczeniami, jeśli chodzi o liczbę wykonanych procedur – przebiegała w zasadzie bez zakłóceń. Odbywały się operacje planowe, zwłaszcza te w trybie pilnym, w takim zakresie, w jakim pozwalała na to bieżąca sytuacja epidemiologiczna oraz podyktowany nią reżim sanitarny.

W największym stopniu z powodu pandemii COVID-19 ucierpiały profilaktyka i wczesna diagnostyka. Pacjenci, co zrozumiałe, z obawy przed zakażeniem, unikali kontaktu z ochroną zdrowia tak długo, jak pozwoliły im na to potencjalne dolegliwości. Z powstałymi w ten sposób zdrowotnymi „zaległościami” przyjdzie nam się jeszcze zmierzyć, gdy zapanujemy nad wirusem SARS-CoV-2. Dobitnym przykładem tego niekorzystnego trendu jest profilaktyka przeciwdziałająca rozwojowej dysplazji stawu biodrowego, której przypadki udało nam się w zasadzie skutecznie wyeliminować. Od początku pandemii COVID-19 pojawiają się jednak sygnały, że odnotowuje się coraz więcej dzieci z niezdiagnozowaną na czas dysplazją. Ta grupa pacjentów będzie więc wymagała bardziej inwazyjnego postępowania na kolejnych etapach rozwoju.

Świadczenia z obszaru traumatologii są natomiast realizowane na takim samym poziomie, jak przed pandemią: w opiece nad pacjentami urazowymi, którzy trafiają na szpitalne oddziały ratunkowe, nic się nie zmieniło. Nie obyło się jednak bez pewnych utrudnień, ponieważ część podmiotów, dotychczas przyjmujących takie przypadki, została przekształcona w placówki jednoimienne. Ciągłość opieki nad chorymi urazowymi udało się utrzymać dzięki ścisłej współpracy pomiędzy poszczególnymi szpitalami, oddziałami oraz pojedynczymi lekarzami.

Pandemia COVID-19 sprawiła, że niemal cała działalność edukacyjno-szkoleniowa, w tym zajęcia ze studentami, sympozja czy zjazdy, musiała odbywać się w formule zdalnej lub hybrydowej. W mojej ocenie, był to prawdziwy przełom. Okazało się bowiem, że duża część tego rodzaju aktywności może z powodzeniem zostać przeniesiona do sfery online, bez konieczności bezpośrednich spotkań. Uważam, że w postpandemicznym świecie nie odejdziemy już od zdalnego kształcenia kadr medycznych. Choć paradoksalnie, docenimy te zajęcia, którym bezwzględnie powinien towarzyszyć bezpośredni kontakt nauczyciel-uczeń. Kluczowe będzie bez wątpienia znalezienie równowagi pomiędzy edukacją tradycyjną i tą odbywającą się zdalnie.

Polska ortopedia jest na światowym poziomie. Również w 2020 r. udało się krajowym specjalistom przeprowadzić kilka pionierskich procedur. Przykładem jest wykonana w kierowanej przeze mnie klinice, w drugiej połowie kwietnia, operacja odwróconej rekonstrukcyjnej endoprotezoplastyki stawu ramiennego. Wykorzystaliśmy w tym celu wykonany w USA implant przystosowany do potrzeb 70-letniej pacjentki. Sukcesów więc nie brakowało, choć może nie przebiły się one do opinii publicznej, która skupiała się na informacjach dotyczących SARS-CoV-2 oraz trosce o pacjentów najpilniej potrzebujących opieki.

Największym wyzwaniem, z jakim będzie musiała się zmierzyć polska ortopedia w nadchodzącym roku, jest liczna populacja pacjentów ze zmianami zwyrodnieniowymi stawów, którzy w normalnych warunkach kwalifikowaliby się już do postępowania operacyjnego, ale w czasie pandemii ich leczenie zostało odroczone. Pozwalał na to oczywiście fakt, że zmiany degeneracyjne i dolegliwości bólowe nie były na tyle nasilone, by istniała konieczność pilnej interwencji, z którą wiązałby się kontakt z ochroną zdrowia i fizjoterapeutą, co zawsze zwiększa ryzyko zakażenia SARS-CoV-2. Gdy pandemia wygaśnie, wszystkie te „zaległe” przypadki trafią na oddziały ortopedyczne. Należy do tej grupy chorych dołączyć pacjentów, u których dolegliwości związane z układem ruchu pogłębiły się z powodu zmiany modelu pracy na zdalny oraz ograniczenia aktywności fizycznej i społecznej.

Źródło: Puls Medycyny

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.