Prof. Kunikowska o medycynie nuklearnej: limity na badania PET i coraz starszy sprzęt, a pacjentów przybywa

  • Jacek Wykowski
opublikowano: 26-11-2021, 14:22
aktualizacja: 26-11-2021, 14:26

Niedobory sprzętowe są u nas coraz bardziej widoczne, podobnie jak ciągłe niedofinansowanie wszystkich procedur z medycyny nuklearnej. To co nas boli, to także niewystarczająca liczba specjalistów - wskazuje w rozmowie z portalem pulsmedycyny.pl dr hab. n. med. Jolanta Kunikowska, prezydent Europejskiego Stowarzyszenia Medycyny Nuklearnej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. Jolanta Kunikowska w ramach pracy naukowej zajmuje się tematyką personalizowanej terapii w guzach neuroendokrynnych, glejakach mózgu oraz zastosowaniem nowych znaczników w diagnostyce chorób nowotworowych.
Fot. Przemysław Olejarz

Prof. Jolanta Kunikowska od dwóch lat pełni funkcję prezydenta EANM (Europejskiego Stowarzyszenia Medycyny Nuklearnej), które jest największą organizacją zajmującą się medycyną nuklearną w Europie. Ponadto od 2013 roku pełni obowiązki konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie medycyny nuklearnej w woj. mazowieckim. Jest też członkiem Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

pulsmedycyny.pl: W Polsce do badań PET wykorzystuje się tzw. skanery hybrydowe, łączące technikę PET z tomografią komputerową (PET-CT) lub rezonansem magnetycznym (PET-MR). Choć - jak się wskazuje - dostępność aparatury jest w Polsce dość dobra, a jej rozmieszczenie optymalne, to ponoć poważnym ograniczeniem są limitowane kontrakty z NFZ z góry określające liczbę badań, która w danym okresie może zostać przez ośrodek wykonana i rozliczona. To sprawia, że chociaż sprzęt mógłby być wykorzystywany efektywnej i realizować więcej badań, to uniemożliwiają to warunki kontraktu i na badania pacjenci czekają w kolejkach. Rozumiem, że NFZ limituje kontrakty z oszczędności? Czy są inne powody?

Owszem, badania PET w Polsce są limitowane. Sytuacja ta jest zupełnie inna niż w przypadku badań radiologicznych. W momencie opracowania pakietu onkologicznego, uwzględniającego zwiększone zapotrzebowanie na badania radiologiczne, czyli tomografię i rezonans magnetyczny, kontrakty na te świadczenia zostały uwolnione. Niestety taka sytuacja nie miała miejsca w przypadku badań PET. W związku z tym jesteśmy ograniczeni kontraktami i możemy wykonywać ograniczoną liczbę badań. Obecnie kontrakty są limitowane miesięcznie. Oczywiście takie podejście jest dyktowane przede wszystkim rachunkiem ekonomicznym - budżet musi się domknąć. Nie sprawi to jednak, że badań PET będziemy wykonywać więcej. Co gorsza, wręcz tłumi rozwój polskiej medycyny nuklearnej.

Podam jeden przykład. Jeśli w danym województwie powstaje nowy ośrodek badania PET, kontrakt NFZ, który obejmuje wszystkie badania na terenie tegoż województwa, jest dzielony z uwzględnieniem nowej placówki. Innymi słowy wraz ze wzrostem ilości sprzętu nie zwiększa się kontrakt NFZ. Bywa niestety również tak, że nowe ośrodki w ogóle nie są uwzględniane w podziale kontraktów. Taka sytuacja występuje np. w woj. mazowieckim, gdzie mamy trzy ośrodki wyposażone w skanery PET (w Mazowieckim Szpitalu Onkologicznym w Wieliszewie, w Klinice Medycyny Nuklearnej Nukleomed w Warszawie oraz w Radomskim Centrum Onkologii), które nie posiadają kontraktów. Tego typu sytuacje ciężko jest skomentować w jednoznaczny sposób.

Z jednej strony badania PET nie należą do najtańszych, a budżet przeznaczony na ochronę zdrowia musi się bilansować, a drugiej jednak strony liczba pacjentów wymagających opieki specjalistów medycyny nuklearnej stale rośnie - po pierwszej fali pandemii nawet lawinowo. Nie będziemy w stanie pomóc im wszystkim bez uwolnienia kontraktów NFZ.

W Polsce - ale też w Europie - brakuje specjalistów medycyny nuklearnej. Jakie są tego powody i jak to zmienić w naszym kraju?

W Polsce osób, które przystępują do specjalizacji z medycyny nuklearnej i zdają potem egzaminy, jest dosłownie kilka rocznie. Jest parę przyczyn tego stanu rzeczy. Medycyna nuklearna nie jest najprostszą specjalizacją. Wymaga wiedzy, zarówno z zakresu medycyny nuklearnej, ale również onkologii, endokrynologii, kardiologii czy fizyki. Jest specjalizacją wielodyscyplinarną. Ponadto można ją wykonywać tylko w zakładach medycyny nuklearnej. W zasadzie nie ma więc możliwości dodatkowego zarobkowania dla lekarza w praktyce prywatnej. Mówimy bowiem o badaniach, które wymagają specjalistycznego sprzętu. Placówek prywatnych, które mogą pozwolić specjalistom medycyny nuklearnej na dodatkowy zarobek, jest bardzo mało. Pytanie, czy Ministerstwo Zdrowia w sytuacji, kiedy specjalistów medycyny nuklearnej jest niewielu, nie rozważyłoby potraktowania tej specjalizacji bardziej priorytetowo, jako deficytowej? Mogłoby w ten sposób uatrakcyjnić ją dla młodych osób.

Ostatnią nowinką, która emocjonuje środowisko specjalistów medycyny nuklearnej, jest PET dający możliwość jednoczasowego wykonania badania całego ciała pacjenta zaledwie w kilkadziesiąt sekund. Co to za technika, jakie daje możliwości, jakie są szanse na jej zastosowanie w Polsce?

Obecnie w Europie są dwa takie urządzenia. Bardzo chcielibyśmy mieć taki skaner w Polsce. Jest to urządzenie, które pozwala bardzo szybko wykonać badanie. Dzięki temu dawka radiofarmaceutyku pochłonięta przez pacjenta jest mniejsza i oszczędzamy dawkę promieniowania, którą deponujemy w jego ciele. Skraca to również czas samego badania. Możemy ich wykonać więcej. Nowy skaner pozwala nam na to, czego do tej pory nie mogliśmy robić, czyli badania dynamiczne całego ciała, pokazujące od razu, po wstrzyknięciu, jak radiofarmaceutyk dystrybuuje się po całym ciele. Dzięki temu możemy zbadać jego całą farmakokinetykę. Jest to bardzo ważne przy badaniu nowych związków. Z pewnością nie są to skanery do codziennej diagnostyki i w obecnej formie nie powinny być instalowane w każdym zakładzie medycyny nuklearnej. Są potrzebne w dużych ośrodkach akademickich, które zajmują się nauką i badaniami, bo właśnie do tego są dedykowane. Ponadto cena takiego skanera jest pięciokrotnie większa niż “normalnego” skanera PET. W cenie jednego urządzenia tego typu mamy więc pięć, które mogą na co dzień ratować zdrowie i życie pacjentów.

Onkologia
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE
×
Onkologia
Wysyłany raz w miesiącu
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Pandemia COVID-19 przyniosła więcej schorzeń onkologicznych diagnozowanych w bardziej zaawansowanych stadiach. Liczba procedur PET zmalała o około 25 proc. Jak ten "dług" odpracować?

Przyrost pacjentów onkologicznych w okresie pandemii widać gołym okiem. Od ponad roku zgłasza się ich do nas zdecydowanie więcej. Niestety, trafiają do nas w coraz bardziej zaawansowanym stanie. W czasie pandemii, szczególnie na samym jej początku, liczba badań we wskazaniach onkologicznych faktycznie spadła o 25 proc. Bardzo staramy się, aby sytuacja wróciła do normalności. Możemy to „odpracować” w jeden sposób. Przede wszystkim należy uwolnić kontrakty NFZ na badania PET. Jeśli nie możemy wykonywać większej ilości badań, mamy związane ręce.

Wkraczająca do medycyny sztuczna inteligencja budzi czasem skrajne emocje: jedni wiążą z nią duże nadzieje, inni mają obawy i wątpliwości. Czy podobnie jest w medycynie nuklearnej? Czy nowoczesna technologia jest w stanie - a może powinna - zastępować lekarzy?

W pewnym sensie można powiedzieć, że już mamy elementy sztucznej inteligencji w medycynie nuklearnej. Nie nazywaliśmy jednak tego w ten sposób. Mam na myśli np. badania serca, w których wykorzystujemy opracowanie komputerowe „bullseye” pokazujące półilościowo, czy i gdzie występuje niedokrwienie mięśnia serca. Dzięki rozkładowi radiofarmaceutyku widzimy, która ściana i tętnica je unaczyniająca pokazuje niedokrwienie serca. Natomiast zastępowanie lekarzy sztuczną inteligencją w medycynie nuklearnej nie jest takie proste, jak w przypadku badań radiologicznych, które są oparte na gęstości tkanek. Tutaj można stosunkowo prosto nauczyć komputer, że przy danej gęstości mamy do czynienia ze zmianami o podłożu fizjologicznym, a przy innej ze zmianami patologicznymi. W medycynie nuklearnej sprawa jest bardziej skomplikowana. Wykorzystujemy bowiem rozkład radiofarmaceutyku, który jest zależny od stanu, w jakim znajduje się pacjent. Typowym znacznikiem w badaniach PET jest fluorodeksyglukoza, czyli specjalnie wyznakowana glukoza, a każdy z nas ma jej określony poziom. Jednego dnia u tego samego pacjenta może wynosić 80 mg/dl, a za dwa tygodnie 100 mg/dl, co daje inny rozkład radiofarmaceutyku.

Można więc przypuszczać, że w pewnym zakresie sztuczna inteligencja wejdzie szerzej do medycyny nuklearnej i będzie nam pomagać, natomiast nie zastąpi w stu procentach lekarzy. Technologię tę możemy wykorzystać do uproszczenia badań dozymetrycznych, stosowanych w czasie terapii radioizotopowych. Pomiary dozymetryczne dają możliwość obliczenia, ile z dawki, którą podaliśmy pacjentowi, zostało zdeponowane w guzie, a ile w narządach krytycznych. Jest dla nas bardzo ważne, ponieważ w ten sposób ograniczamy działania uboczne. Jest to bardzo długotrwała i skomplikowana procedura i tu sztuczna inteligencja powinna nam pomóc.

W Polsce nie w każdym szpitalu działa zakład medycyny nuklearnej. Czy ma on rację bytu w małych ośrodkach, miejscowościach?

Badania medycyny nuklearnej są badaniami specjalistycznymi i nie powinny być dostępne w każdej placówce. Oczywiście, w większych ośrodkach, np. wojewódzkich, owszem. Oprócz badania płuc, które wykonujemy przy zatorowości płucnej, nie są to badania na cito, choć i te wykonujemy rzadziej, ponieważ mamy do tego inne techniki. Pacjent może więc na nie dojechać.

Co obecnie najbardziej "boli" specjalistów medycyny nuklearnej w Polsce?

Przede wszystkim chcielibyśmy, aby NFZ rozmawiał z nami i renegocjował ceny świadczeń. Potrzebujemy też środków na wymianę sprzętu, ponieważ postęp technologiczny w tym obszarze jest ogromny, a w tej chwili działa w Polsce kilka skanerów PET, które mają ponad 14 lat. Przez ten czas świat poszedł do przodu i wiele się zmieniło, przede wszystkim jakość obrazowania. Niedobory sprzętowe są więc u nas coraz bardziej widoczne. Podobnie jak ciągłe niedofinansowanie wszystkich procedur z medycyny nuklearnej. To co nas boli, to również niewystarczająca liczba specjalistów.

PRZECZYTAJ TAKŻE: 80 mln zł na Ośrodek Radioterapii w Płocku

Centrum Onkologii w Bydgoszczy otrzymało certyfikat potwierdzający wysoką jakość badań PET-CT

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.