Prof. Krzysztof Simon: Faktyczna liczba zgonów z powodu pandemii w Polsce to co najmniej 70 tys. osób

Oprac. Ewa Kurzyńska
opublikowano: 21-01-2021, 12:01

Oficjalne statystyki mówią o ponad 30 tys. zgonów z powodu COVID-19 w Polsce. Ale to nie wszystkie ofiary pandemii. Mnóstwo osób umarło, dlatego że nie trafiło na czas do szpitali z powodu innych schorzeń, ponieważ placówki są przeładowane pacjentami „covidowymi”. - mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, dolnośląski konsultant w dziedzinie chorób zakaźnych.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Simon

Szacuje się, że ok. 80 proc. zakażonych wirusem SARS-CoV-2 proc. przechodzi infekcję łagodnie lub bezobjawowo, natomiast ok. 20 proc. przechorowuje COVID-19 ciężko, doświadczając poważnych powikłań. Z drugiej strony, mamy nowoczesną, dobrze przebadaną szczepionkę, wobec której podnoszone są absurdalne zarzuty, niemające nic wspólnego z faktami naukowymi i zdrowym rozsądkiem. Bo jak można porównywać minimalne ryzyko wystąpienia ewentualnych działań niepożądanych po szczepieniu do całego spektrum powikłań, które może spowodować COVID-19, ze zgonem włącznie? Mówię to nie tylko jako lekarz, ale także osoba, która kiedyś doświadczyła wstrząsu anafilaktycznego po szczepieniu przeciwko grypie. Mimo to szczepię się nadal, co roku, tyle że w warunkach szpitalnych, pozostając przez godzinę czy półtorej po podaniu szczepionki pod nadzorem pielęgniarek. I nie mam najmniejszych wątpliwości, że postępuję słusznie.

Słuchając głosów osób, które straszą anafilaksją, mam wrażenie, że wrzucają one do przysłowiowego jednego worka odczyny pirogenne i w ogóle słabsze samopoczucie, które może wystąpić po przyjęciu szczepionki. Przypomnę, że po szczepieniu przeciwko durowi brzusznemu typowa była gorączka sięgająca 40 st. C przez 3-4 dni, jednak nikt, mimo tych niewątpliwych uciążliwości, nie protestował przeciwko szczepieniu. A dziś? Antyszczepionkowcy straszą wydumanymi zagrożeniami, jak np. choroby jąder czy zmiany w genomie po podaniu szczepionki przeciwko SARS-CoV-2, czego w ogóle nie zaobserwowano!

Tymczasem COVID-19 w stanie niewydolności oddechowej, a potem krążeniowo-oddechowej, jest chorobą śmiertelną. Na oddziałach intensywnej opieki medycznej umiera 70-80 proc. pacjentów. Pozostali, przy coraz bardziej ukierunkowanych i nowoczesnych metodach leczenia, przeżywają ciężkie zapalenie płuc, ale z jego następstwami być może będą borykać się do końca życia. Pamiętajmy, że COVID-19 to nie jest tylko zapalnie płuc, ale też zapalenie śródbłonka naczyń z mikro- i makrozakrzepicą w różnych naczyniach, co daje liczne powikłania.

Dlatego jeszcze raz podkreślam, że nie można porównywać skali minimalnych dolegliwości po szczepieniu i bardzo rzadkich, w dodatku odwracalnych przypadków wstrząsu anafilaktycznego do śmiertelności na poziomie 4-5 proc. wśród zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2. Oficjalne statystyki mówią o ponad 30 tys. zgonów z powodu COVID-19 w Polsce. Ale to nie wszystkie ofiary pandemii. Mnóstwo osób umarło, dlatego że nie trafiło na czas do szpitali z powodu innych schorzeń, ponieważ placówki są przeładowane pacjentami „covidowymi”. Dlatego faktyczna liczba zgonów z powodu pandemii to co najmniej 70 tys. osób.

Z jednej strony, mamy nieuzasadniony strach przed szczepionką, z drugiej — łatwo dajemy wiarę niesprawdzonym doniesieniom o skuteczności takiego czy innego leku, dotychczas stosowanego z innych wskazań, w innych schorzeniach. Nie można stosować farmaceutyków, które nie mają udowodnionego wpływu na zakażenie wywołane przez SARS-CoV-2. Na przykład amantadyna i ramantadyna, o których było głośno, to leki stosowane 40 lat temu we wczesnej fazie zakażenia podtypem A wirusa grypy. Nie sprawdziły się, bo miały niewielką skuteczność na wczesnym etapie replikacji wirusa, w dodatku indukowały jego liczne mutacje.

Czy tego chcemy dziś? By pochopne sięganie po jakiś lek doprowadziło do kolejnych mutacji koronawirusa, szczególnie nasilonych w białku kolcowym? Powoływanie się na fakt, że podano amantadynę 100 osobom w Bieszczadach i wszyscy nagle wyzdrowieli, jest kompletnym absurdem. Przecież jak poda się witaminę C półzdrowym pacjentom z COVID-19, to też przeżyją i nic im nie będzie. I czy to wystarczy do forsowania stwierdzenia, że witamina C jest skuteczna w terapii zakażenia wirusem SARS-CoV-2? Nim ogłosi się, że jakaś substancja czynna jest skuteczna lub nie, potrzebne są badania, zgoda komisji bioetycznej itd. W przypadku amantadyny taka ocena będzie wykonana, choć odcinam się od tego pomysłu.

Natomiast na horyzoncie jest nowy lek, badany przez Amerykanów w południowej Georgii. Doniesienia na jego temat są obiecujące i prawdopodobnie będzie to pierwszy lek o silnym działaniu przeciwko wirusowi SARS-CoV-2. Trwają obecnie badania nad jego skutecznością i bezpieczeństwem terapii. Z niecierpliwością czekamy na wyniki.

Wypowiedź pochodzi z niezależnej, eksperckiej debaty, zorganizowanej przez „Puls Medycyny”, podczas której odpowiedzieliśmy na najważniejsze pytania Polaków dotyczące szczepionki przeciw SARS-CoV-2, jej bezpieczeństwa i stosowania. Przebieg debaty można obejrzeć na stronie: Szczepienia przeciwko SARS-CoV-2: rozwiewamy wątpliwości

ZOBACZ TAKŻE:

Prof. Krzysztof Pyrć: Szczepionka przeciw SARS-CoV-2 to szansa na uzyskanie odporności stadnej i zahamowanie pandemii

Czy konieczne będą szczepienia sezonowe przeciwko COVID-19?

Prof. Krzysztof J. Filipiak: Mamy argumenty na każdy antyszczepionkowy mit

Prof. Robert Flisiak: Rolą szczepień przeciw SARS-CoV-2 jest ograniczenie śmiertelności i udrożnienie placówek służby zdrowia

Dr Paweł Grzesiowski: Ozdrowieńcy także powinni się szczepić przeciw COVID-19

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.