Prof. Jacek Jassem: Osobiste doświadczenie pacjenta onkologicznego jest przydatne w działalności publicznej

Rozmawiał Ryszard Sterczyński
opublikowano: 26-02-2020, 18:13

Za najważniejsze osiągnięcie polskiego Cancer Planu prof. Jacek Jassem uważa zniesienie limitów na świadczenia onkologiczne. „Przy wszystkich ograniczeniach tzw. pakietu onkologicznego była to mała rewolucja w polskim systemie ochrony zdrowia” – mówi. Rozmawiamy z profesorem o zmianach w polskiej onkologii, przebytej chorobie i planach na 2020 rok.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W 2014 roku koordynował pan prace nad polskim Cancer Planem. W jaki sposób tamte działania wpłynęły na system ochrony zdrowia?

Prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem
Zobacz więcej

Prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem Fot. Archiwum

To była bezprecedensowa, oddolna inicjatywa z udziałem blisko 200 osób ze środowiska onkologicznego, ale także ekspertów z innych dziedzin i pacjentów. Stworzyliśmy dokument, którego w Polsce brakowało, a który w tym momencie posiadały niemal wszystkie kraje europejskie. Uzyskał doskonałe międzynarodowe recenzje i był wzorem dla podobnych opracowań w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Mógł być drogowskazem dla strategicznych działań na przyszłość. Nie został przyjęty jako oficjalny dokument państwowy, ale onkologia stała się jednym z priorytetów zdrowotnych państwa.

Dlaczego ten plan nie został przyjęty jako dokument państwowy?

Z kilku powodów, przede wszystkim politycznych, ale także w wyniku oporu części środowiska onkologicznego, które widziało w nim zagrożenie dla swoich interesów. Wiele zawartych tam postulatów udało się jednak zrealizować. Nie można więc powiedzieć, że był to daremny wysiłek czy strata czasu.

Co konkretnie udało się zrealizować?

Całkiem sporo. Za najważniejsze osiągnięcie uważam zniesienie limitów na świadczenia onkologiczne. Przy wszystkich ograniczeniach tzw. pakietu onkologicznego była to mała rewolucja w polskim systemie ochrony zdrowia. Onkologia jest obecnie jedną z niewielu dziedzin, gdzie nie obowiązują te limity. Ważnym elementem pakietu stało się także wprowadzenie obowiązkowych konsyliów lekarskich oraz stworzenie funkcji koordynatorów leczenia. Zrealizowano postulat finansowania pobytu hotelowego w trakcie radioterapii. Był to ważny krok w odchodzeniu od opieki onkologicznej opartej na hospitalizacji.

Wytyczne w diagnostyce i leczeniu onkologicznym stały się oficjalnym dokumentem państwowym i są publikowane w formie obwieszczeń. Ma temu towarzyszyć – po raz pierwszy nie tylko w onkologii, ale w ogóle w polskiej medycynie - monitorowanie jakości oparte na mierzalnych wskaźnikach. Dane te mają być dostępne w domenie publicznej jako informacja konsumencka, co pozwoli ocenić przestrzeganie wytycznych w poszczególnych ośrodkach i wprowadzać działania korekcyjne. Zapoczątkowano proces tworzenia koordynowanej opieki onkologicznej, choć przebiega to zbyt wolno. Utworzono Agencję Badań Medycznych, wspierającą realizację niekomercyjnych badań klinicznych. Uregulowano kwestię finansowania diagnostyki molekularnej, rozszerzył się dostęp do nowych leków i innych procedur medycznych. Dzięki środkom z Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych stopniowo poprawia się jakość szkolenia przeddyplomowego.

Niezależnie od swojej pracy klinicznej jest pan od lat zaangażowany w działania antytytoniowe. Jak ocenia pan obecną sytuację w tej dziedzinie?

W połowie lat 90. ubiegłego wieku Polska była europejskim liderem w walce z paleniem tytoniu. Pierwsza antytytoniowa ustawa z 1995 roku była w dużej części wynikiem bezprecedensowego nacisku środowiska onkologicznego na polityków; osobiście odwiedziłem wtedy 18 posłów z ówczesnego województwa gdańskiego, przekonując ich do tej inicjatywy. Projekt ustawy o zakazie palenia tytoniu w miejscach publicznych przygotowałem w 2006 roku, ale opór lobby tytoniowego był tak silny, że wprowadzono ją dopiero w 2010 roku. W tej chwili w działaniach antytytoniowych Polska znajduje się w środkowej części europejskiego rankingu. Nie jest to powód do wstydu, ale mogłoby być znacznie lepiej. Na szczęście obecne regulacje Unii Europejskiej wprowadziły kolejne ograniczenia, dotyczące np. papierosów aromatyzowanych (nota bene przy dużym oporze Polski) czy tzw. papierosów light. Palenie tytoniu staje się w Polsce niemodne i jeśli utrzyma się obecny trend spadkowy, około 2040 roku udział palących osób osiągnie poziom sprzed 100 lat.

Ale papierosy elektroniczne próbują się z tych zakazów uwolnić.

E-papierosy, również dzięki naszym staraniom, zostały w Polsce w dużym stopniu „ucywilizowane”. Obowiązują wobec nich takie same regulacje, jak dla tradycyjnych papierosów: nie można ich używać w miejscach publicznych, reklamować czy sprzedawać młodocianym. Uważam, że i tutaj dużo zmieniło się na lepsze.

Był pan chory na zaawansowanego chłoniaka. Czy o tej chorobie może pan już mówić w czasie przeszłym?

Takiej pewności nigdy nie ma, nie tylko w odniesieniu do chłoniaka, ale każdej choroby nowotworowej. Nowotwory należą do chorób przewlekłych i o wyleczeniu można mówić po wielu latach. Obecnie jestem w okresie remisji, czuję się świetnie i wróciłem do wszystkich poprzednich aktywności. Muszę jednak z pokorą przyznać, że na to pytanie nie mogę jeszcze odpowiedzieć twierdząco.

Jakim był pan pacjentem przez ten czas, czy miał pan wpływ na stosowane leczenie?

Od ponad 40 lat zajmuję się nowotworami, ale chłoniaki to domena głównie hematologów. Nie czułem się więc ekspertem w tej dziedzinie. Miałem ogromne zaufanie do moich lekarzy, nie próbowałem się mądrzyć i mówić, jak należy mnie leczyć. Nie zadawałem też wielu pytań i nie pogłębiałem wiedzy w tej dziedzinie, bo nie chciałem zarządzać swoją chorobą. Skrupulatnie wykonywałem wszystkie zalecenia i starałem się jako pacjent nie stwarzać żadnych problemów.

Może właśnie dlatego, że jest pan lekarzem?

Pewnie tak, ale oprócz tego jestem generalnie dość uporządkowany. Cenię rzetelność, obowiązkowość i punktualność. Teraz bardzo się to przydało.

Zdecydował się pan mówić publicznie o swojej chorobie.

Od początku jej nie ukrywałem, a po zakończeniu leczenia udzieliłem kilku wywiadów na ten temat. Starałem się w ten sposób przełamać stereotyp nowotworu jako choroby nieuchronnie związanej z cierpieniem i śmiercią. Obecnie ponad połowę chorych na nowotwory udaje się uratować i ludzie powinni o tym wiedzieć. Poza tym od lat wyrażałem opinię, że nie ma żadnego powodu do traktowania nowotworu jako wstydliwej choroby. Teraz sam mogłem dać temu świadectwo. I trzeci powód, dla którego mówię o tym otwarcie. Otóż chcę uświadomić ludziom, że rak jest bardzo „demokratyczną” chorobą i my, lekarze, w żaden sposób nie jesteśmy przed nią chronieni, nie mamy żadnego immunitetu.

Jednak wiele osób uważa, że lekarze są w lepszej sytuacji.

Może dlatego, że lepiej wiedzą, jak się chronić przed rakiem, na przykład bardzo niewielu lekarzy pali papierosy. Ale skoro już im się to zdarzy, przeżywają to samo, co wszyscy inni chorzy.

Jakie ma pan plany na ten rok?

Na szczęście choroba nie wytrąciła mnie całkowicie z normalnego życia, cały czas pracowałem, prawie nie brałem zwolnień lekarskich. Kilka dni temu ukazała się moja książka „Zatrzymane w biegu”, która niejako nawiązuje do poprzedniej książki „W biegu”. Podczas choroby nie nadążałem z odpowiadaniem na setki zapytań, maili i telefonów dotyczących mojego zdrowia. W pewnym momencie zacząłem więc prowadzić osobisty dziennik, który w odcinkach co jakiś czas wysyłałem znajomym, a ci rozsyłali to dalej. Potem jakoś się to rozeszło po ludziach. Do wydania tych notatek jako książki namówili mnie przyjaciele. Teraz staram się żyć zgodnie z promowanym obecnie hasłem „right to forget”, które mówi, że zarówno sam pacjent, jak i jego otoczenie mają prawo zapomnieć o przebytej chorobie nowotworowej.

Co trzeci Polak zachoruje na nowotwór, jest to więc powszechne zjawisko. Zachęcam wszystkich pacjentów, by traktowali swoją chorobę jako epizod życia, a nie wieczną skazę. To silne przeżycie, ale nie można mówić, że po chorobie nowotworowej „nic już nie będzie tak jak dawniej”. Może być – wiele zależy od naszego nastawienia. Wbrew tytułowi książki, w czasie choroby nie zatrzymałem się w biegu, może jedynie trochę zwolniłem. Moją pasją jest nauka i chcę ją nadal uprawiać. Mój uniwersytet jest jedyną uczelnią medyczną, która otrzymała status uczelni badawczej. To pozwoli nam zrealizować wiele nowych projektów.

Choroba zmieniła jednak trochę moje priorytety. Zacząłem bardziej doceniać życie rodzinne oraz kontakty z przyjaciółmi. Cieszę się, że mogę kontynuować moje pasje, w tym surwiwalowe wyprawy na krańce świata. W roku 2018 zamierzaliśmy z przyjaciółmi polecieć na Alaskę. Gdy wszystko było dopięte, okazało się, że jestem chory i muszę zrezygnować z wyprawy. Moi przyjaciele solidarnie zrobili to samo, czym bardzo mnie wzruszyli. Z powodu mojej choroby dwie kolejne wyprawy były zdecydowanie łatwiejsze, ale w tym roku jedziemy na wysokogórski trekking do Etiopii, więc będzie się znowu sporo działo. Wróciłem też do koszykówki i siatkówki, za miesiąc jadę na narty. Choroba nauczyła mnie, że nie warto odkładać na później ważnych rzeczy, bo można z nimi nie zdążyć. Niezależnie od tego, co przyniesie czas, staram się jak najlepiej go wykorzystać.

Prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem jest specjalistą radioterapii onkologicznej i onkologii klinicznej, kierownikiem Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii GUMed, przewodniczącym Akademickiej Sieci Onkologicznej oraz Środkowoeuropejskiej Grupy Onkologicznej (CEEOG), prezesem Polskiej Ligi Walki z Rakiem, koordynatorem wdrażania Strategii Walki z Rakiem w Polsce 2015-2024.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiał Ryszard Sterczyński

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.