Prof. Danielewicz: potrzebna jest zmiana myślenia o schyłkowej niewydolności nerek

Rozmawiała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 08-06-2022, 20:51

Zwiększenie liczby przeszczepień od żywych dawców nerek to doskonały sposób, by zwiększyć w Polsce ogólną liczbę transplantacji. Obecnie stanowią one w naszym kraju zaledwie 5 proc. wszystkich przeszczepień nerek. Dla porównania, w niektórych krajach odsetek ten sięga 40, a nawet 50 proc. — zauważa prof. Roman Danielewicz, przedstawiając sytuację polskiej transplantologii po jej załamaniu w latach 2020-2021, spowodowanym pandemią.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O KIM MOWA
Fot. Archiwum

Prof. dr hab. n. med. Roman Danielewicz jest specjalistą w dziedzinie chirurgii ogólnej i transplantologii klinicznej w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Uniwersyteckiego Centrum Medycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodniczącym Krajowej Rady Transplantacyjnej.

Przeszczepienia nerek, zarówno od dawców zmarłych, jak i żywych, nie osiągnęły dotąd w naszym kraju takiego poziomu jak na zachodzie Europy czy w USA. Dlaczego?

Myślę, że wynika to z pewnego globalnego trendu, chociaż w Polsce rzeczywiście jest on bardziej dojmujący. Na całym świecie problemem jest zbyt mała liczba narządów do przeszczepienia. Jednocześnie populacja, zwłaszcza w krajach wysoko rozwiniętych, starzeje się. Mamy do czynienia z „epidemią” wielu chorób cywilizacyjnych, m.in. otyłości, cukrzycy, nadciśnienia tętniczego. Powodują one znaczny wzrost zachorowalności na choroby nerek, ale także serca, płuc czy wątroby. Tak więc zwiększa się pula osób, które wymagają leczenia schyłkowej niewydolności narządów, a jednym z najlepszych sposobów terapii jest transplantacja. Pozwala ona tym pacjentom na znacznie dłuższe przeżycie i to w większym komforcie, niż mogą to zapewnić inne metody terapeutyczne.

W pierwszym roku pandemii przez wiele miesięcy zawieszone były programy przeszczepiania nerek od żywych dawców, m.in. z obawy przed zakażeniem zarówno biorców, jak i dawców. Jak wyglądają ostatnie statystyki?

Rzeczywiście, w okresie pandemii mieliśmy do czynienia z ok. 20-procentowym spadkiem ogólnej liczby transplantacji. Dotyczyło to także nerek. Przed pandemią średnia liczba przeszczepień tego narządu była na poziomie ok. 1000 rocznie, co i tak nie zaspokajało potrzeb i było słabym wynikiem w porównaniu do innych krajów w Europie i na świecie. A w latach 2020-2021 średnia liczba przeszczepień spadła do ok. 700. Jeszcze dotkliwszy spadek zanotowaliśmy w przeszczepieniach nerek od żywych dawców. W 2019 r. było ich w Polsce 52, a w 2020 tylko 31. Statystyka ta nieco poprawiła się w 2021 r., gdy wykonano 42 takie przeszczepy.

Niestety, należy przyznać, że Polska nadal nie wróciła do pełnej aktywności transplantacyjnej. Początek tego roku jest nieco bardziej obiecujący. Nasz zespół, który jest jednym z najaktywniejszych w Polsce, jeżeli chodzi o przeszczepienia nerek od żywych dawców, 31 maja wykonał 15. tego typu zabieg w tym roku. Miejmy nadzieję, że pandemia nie wróci w takim wymiarze jak poprzednio i będziemy mieli szansę wspólnymi siłami odbudować polską transplantologię. Wymaga to jednak nie tylko systematycznej pracy, ale i poprawy systemu zgłaszalności potencjalnych dawców.

Przeszczepienie od dawcy żywego jest najlepszym sposobem leczenia nerkozastępczego. Jakie niesie ze sobą korzyści?

Korzyścią nie do przecenienia jest dużo lepsza jakość życia pacjentów po przeszczepieniu niż w populacji osób dializowanych. Oczywiście, obecnie wobec braku dostępności narządów, hemodializy czy dializy otrzewnowe są jedyną szansą na przedłużenie życia wielu chorych, więc nie można tych metod dezawuować. Wyniki leczenia wskazują jednak jasno, że przeszczepienie nerki jest pod wieloma względami korzystniejsze. Dzięki przeszczepowi nerki od dawcy zmarłego 60 proc. biorców funkcjonuje normalnie przez 10 lat. Ten odsetek sięga 71 proc., jeżeli narząd pochodzi od dawcy żywego. Natomiast z amerykańskich danych wynika, że wśród chorych leczonych hemodializami okres 5 lat przeżywa zaledwie 42 proc.

Co ważne, przeszczepienie nerki od żywego dawcy można odpowiednio wcześniej przygotować, jest więc zawsze operacją planową. Mamy czas, by zarówno biorca, jak i dawca zostali gruntownie przebadani i przygotowani do operacji. Ponadto dawca pozostaje pod opieką nefrologów i może prowadzić zupełnie normalne życie rodzinne, społeczne i zawodowe.

Bardzo istotny jest fakt, że dzięki wczesnemu zakwalifikowaniu do przeszczepienia — co jest możliwe w przypadku pozyskania narządu od żywego dawcy — chory może uniknąć dializoterapii. Jako transplantolodzy, chcielibyśmy doprowadzić do zmiany podejścia do osób ze schyłkową niewydolnością nerek. Obecnie w Polsce funkcjonuje taki system, że chorzy ci są włączani do programu dializ w momencie, gdy ustanie czynność ich nerek.

Zwykle dopiero wówczas wpisuje się ich na listę biorców i rozpoczyna procedurę kwalifikacyjną do przeszczepienia, co wymaga wykonania szeregu badań, a to zajmuje czas. W związku z tym od momentu rozpoczęcia dializ do otrzymania przeszczepu mija średnio 2,5 roku, a od momentu wpisania na listę biorców do zabiegu transplantacji — 11-12 miesięcy. Tak wiec „ucieka” gdzieś 1,5 roku. Nie byłoby tego problemu, gdyby pacjenci byli wcześniej zgłaszani na listę osób oczekujących na przeszczepienie, a jeszcze lepiej, gdyby w pierwszej kolejności, jeszcze przed rozpoczęciem dializ, rozważana była możliwość znalezienia dawcy żywego wśród najbliższej rodziny.

Dodam, że zwiększenie liczby przeszczepień od żywych dawców nerek to doskonały sposób, by zwiększyć w Polsce ogólną liczbę transplantacji. Obecnie stanowią one w naszym kraju zaledwie 5 proc. wszystkich przeszczepień nerek. Dla porównania, w niektórych krajach odsetek ten sięga 40, a nawet 50 proc.

Niestety, wciąż zbyt rzadko podejmowana jest próba identyfikacji żywego dawcy w rodzinie czy wśród osób najbliższych potencjalnego biorcy. Dlaczego?

Wynika to przede wszystkim z braku rzetelnej edukacji wśród społeczeństwa, zwłaszcza rodzin osób z przewlekłą niewydolnością nerek. Bardzo często nie zdają sobie oni nawet sprawy, że mogą zostać dawcą narządu dla swojego bliskiego i w ten sposób pomóc tej osobie skrócić okres oczekiwania na transplantację, a nawet uniknąć hemodializoterapii, jeżeli odpowiednio wcześnie rozpocznie się proces kwalifikacyjny. Warto przy tym przytoczyć badania psychologiczne, z których wynika, że przeszczepienie narządu od kogoś z najbliższej rodziny wzmacnia więzi pomiędzy biorcą a dawcą i poprawia dobrostan wszystkich jej członków.

Zdarza się, że mimo iż wśród bliskich jest osoba, która chce oddać nerkę, to nie może tego zrobić, np. ze względu na inną grupę krwi czy niezgodność tkankową…

W takim przypadku biorca i dawca, za obopólną zgodą, mogą zostać włączeni do programu przeszczepień krzyżowych lub łańcuchowych.

Czy w Polsce jest to popularna procedura?

Kilkukrotnie dochodziło już do tego typu przeszczepień, ale takich doborów jest relatywnie mało. Obecnie do Poltransplantu jest zgłoszonych jest ok. 30 par gotowych na tego rodzaju przeszczepienie. Za każdym razem, gdy pojawia się nowy dawca i biorca, następuje próba dobrania krzyżowego lub łańcuchowego. Niestety, udaje się to stosunkowo rzadko ze względu na małą liczbę chętnych do takich transplantacji. Oczywiście, im większa byłaby pula par, tym łatwiej byłoby dobrać odpowiednich dawców i biorców.

Co stoi na przeszkodzie, aby w Polsce było więcej przeszczepień od żywych dawców?

Z pewnością kuleje system kierowania par wstępnie zakwalifikowanych do przeszczepienia ze stacji dializ i oddziałów nefrologicznych do specjalistycznych ośrodków transplantacyjnych, które przejmują dalszą procedurę. Od tego momentu proces ten zwykle trwa ok. 3-4 miesięcy. Ogromna jest przy tym wspomniana już rola edukacji, nie tylko społecznej, ale i tej prowadzonej w środowisku medycznym. Często nawet lekarze nie zdają sobie sprawy, że przeszczepienie nerki od żywego dawcy jest obecnie dla transplantologów praktycznie rutynowym zabiegiem, który mógłby być wykonywany częściej, gdyby tylko wiedza na ten temat była większa. I to rolą lekarzy jest, by wychodzić z takim przekazem do rodzin osób ze schyłkową niewydolnością nerek, zamiast liczyć na to, że potencjalny biorca i dawca sami zgłoszą się z taką inicjatywą.

Czy dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie w szkołach zajęć poświęconych przeszczepianiu narządów, zarówno od dawców zmarłych, jak i żywych? A jeżeli tak, to na jakim etapie kształcenia?

Jak najbardziej, ponieważ mamy ogromny niedostatek wiedzy społecznej w tym obszarze. Naszym obowiązkiem jako środowiska medycznego jest nagłaśnianie tych tematów, nie tylko w mediach, ale i w bezpośrednim kontakcie z pacjentami. Doskonałym rozwiązaniem byłoby wprowadzanie do programu szkolnego lekcji poświęconych szeroko pojętemu zdrowiu, w tym zagadnieniom związanym z przeszczepianiem narządów.

Mogłyby się one odbywać na zasadzie spotkań z regionalnym koordynatorem transplantacyjnym w szkołach ponadpodstawowych. Młodzież w ostatnich klasach szkół średnich to osoby, które wchodzą w dorosłość. Powinny one otrzymać niezbędną wiedzę, by móc podjąć samodzielną decyzję dotyczącą oddania narządów nie tylko po śmierci, ale i za życia. Wcześniej te osoby powinny być jednak świadome uregulowań prawnych, aspektów zdrowotnych i korzyści płynących z transplantacji. W Polsce wciąż mamy problem z niedoborem narządów do przeszczepienia, dlatego potrzebujemy wsparcia i akceptacji ze strony społeczeństwa.

ZOBACZ TAKŻE: Czy czeka nas epidemia przewlekłej niewydolności nerek?

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.