Prof. Czajkowski: lekarz powinien zakończyć ciążę, gdy stanowi ona zagrożenie dla matki

EG/PAP
opublikowano: 18-11-2021, 13:48

Jak w świetle obowiązujących przepisów dot. terminacji ciąży powinien postąpić lekarz w sytuacji, gdy zdrowie lub życie ciężarnej kobiety jest zagrożone? Jakie jest rokowanie w przypadku przedwczesnego odejścia wód płodowych? Wyjaśnia prof. Krzysztof Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Sytuacji zagrożenia dla życia i zdrowia matki jest wiele m.in. krwotok czy zakażenie jamy macicy.
iStock

22 września w Szpitalu Powiatowym w Pszczynie zmarła 30-letnia kobieta, która zgłosiła się do placówki z powodu odpłynięcia płynu owodniowego. Niestety w trakcie hospitalizacji najpierw doszło do obumarcia płodu, a następnie kobieta zmarła - bezpośrednią przyczyną śmierci był wstrząs septyczny. Według rodziny pacjentki oraz jej pełnomocniczki, lekarze powstrzymywali się przed opróżnieniem macicy z powodu ostatniego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który ograniczył przesłanki do wykonania legalnej aborcji.

Kiedy lekarz powinien podjąć decyzję o zakończeniu ciąży

– Lekarz powinien - w świetle obowiązujących obecnie przepisów - podjąć decyzję o zakończeniu ciąży, gdy stanowi ona zagrożenie dla życia lub zdrowia matki. Jeżeli dziecko ma szanse na przeżycie, a ciąża jest na etapie 24., 25. tygodnia lub bardziej zaawansowana i odeszły wody, a życie dziecka jest zagrożone, to również wtedy trzeba podjąć działanie, np. indukować poród – wyjaśnia prof. Krzysztof Czajkowski, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa.

Sytuacji zagrożenia dla życia i zdrowia matki jest wiele, m.in. krwotok, zakażenie jamy macicy, wysokie ciśnienie, niewydolność nerek i niemożność wykonania dializ, zaburzenia kardiologiczne.

Gdy odpływa płyn owodniowy, ale nie występuje zagrożenie dla matki, lecz ciąża jest poniżej granicy przeżywalności dziecka (do 23. tygodnia - red.), kobieta musi na piśmie wyrazić wolę zakończenia ciąży lub tego, że chce ją kontynuować.

– Natomiast jeśli występuje zagrożenie dla matki na tym etapie ciąży, to musi ona podpisać oświadczenie, że nie zgadza się na wywołanie poronienia. Jeżeli napisze, że się nie zgadza na interwencję medyczną, to odpowiedzialność za konsekwencje takiej decyzji przechodzi na nią. Rozsądek jednak wskazuje na to, by taką ciążę zakończyć - podkreśla ekspert.

Niezależnie od podjętej przez kobietę decyzji powinna być ona odnotowana w dokumentacji medycznej, poświadczona przez pacjentkę i położnika lub ginekologa.

Przedwczesne odejście wód płodowych - jakie jest prawidłowe postępowanie?

Jeżeli dziecko ma szanse na przeżycie, a jest to ciąża powyżej 22. tygodnia, ale przed ukończeniem 36. tygodnia i odeszły wody płodowe, kobieta powinna przyjąć pełną dawkę sterydów. Lekarz powinien zakończyć ciążę po zakończeniu farmakoterapii - o ile czas i stan pacjentki na to pozwalają.

W sytuacji przedwczesnego odejścia wód płodowych należy wykonać badania, by ustalić potencjalne ryzyko zakażenia, począwszy od pełnego wymazu bakteriologicznego z antybiogramem, badania morfologii z rozmazem krwinek białych, CRP, po układ krzepnięcia. Lekarz powinien również ocenić stan ogólny pacjentki. Zbadać jej tętno, temperaturę, ciśnienie tętnicze krwi i czynność serca płodu. Zlecić antybiotyk, który - po uzyskaniu wyniku badania bakteriologicznego - może zostać zastąpiony innym.

– W zależności od sytuacji klinicznej lekarz albo może oczekiwać, bo nie ma zagrożenia dla matki, albo musi wytłumaczyć pacjentce, że takie zagrożenie istnieje – mówi ekspert.

– Jeżeli może czekać, to takie badania musi powtarzać – dodaje.

Jednak – jak podkreśla prof. Czajkowski - jeżeli jest podejrzenie poważnego zakażenia, żaden lekarz nie powinien czekać na rozwiązanie ciąży.

Natomiast od 23. tygodnia ciąży, w razie braku zagrożenia dla życia i zdrowia matki, w przypadku odejścia wód płodowych, ciąża powinna być kontynuowana, a pacjentka hospitalizowana.

Amnioinfuzja to metoda dyskusyjna

Z kolei odnosząc się do leczenia małowodzia, czyli amnioinfuzji prof. Czajkowski ocenia, że to "ślepa uliczka".

– Amnioinfuzja polega na tym, że do macicy wkłuwa się poprzez powłoki brzuszne albo wprowadza się do pochwy cewniki i zwykle dostarcza mieszaninę soli fizjologicznej i pięcioprocentowej glukozy. Ta metoda leczenia jest dyskusyjna. Po pierwsze nie jest to faktycznie płyn owodniowy, po drugie to tak, jakby położyć płasko butelkę z płynem, z której on wypływa i go dolewać - powiedział.

Zaznaczył, że efektywność tej terapii jest niska, „a płaszcz płynu owodniowego dalej żaden”.

– Jeżeli stosujemy inwazyjną metodę, która też może prowadzić do zakażenia i nie ma różnicy w efektach, to pozostaje pytanie czy warto ?– dodaje.

Równocześnie wskazuje, że amnioinfuzję należy raczej traktować jako bardziej doświadczalne leczenie niż faktyczne.

– To nie jest metoda, która zyskała szeroki uznanie - podsumowuje prof. Czajkowski.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Śmierć Izabeli z Pszczyny: prawnik o “efekcie mrożącym” wyroku TK i paraliżu decyzyjnym u lekarzy

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.