Prof. Chłosta: wyceny w urologii od lat nie pokrywają kosztów świadczeń

Notowała Monika Majewska
opublikowano: 30-12-2021, 08:00

W mijającym roku nastąpił znaczny postęp w leczeniu nowotworów pęcherza moczowego i gruczołu krokowego. Jednak wciąż poważny problem stanowi niedofinansowanie procedur urologicznych w Polsce - mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Chłosta, kierownik Katedry i Kliniki Urologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Na zdj. prof. dr hab. n. med. Piotr Chłosta.
Archiwum

W 2021 r. z powodu pandemii COVID-19 urolodzy w dalszym ciągu byli zmuszeni do poruszania się w systemie triażowym. Mam nadzieję, że sytuacja jak najszybciej wróci do stanu sprzed pandemii, zwłaszcza że w mijającym roku odnotowano dużą liczbę osób z nowotworami urologicznymi, które nie zgłosiły się do lekarza na czas (kiedy nowotwór był we wczesnej fazie rozwoju), ale nie z własnej winy, tylko systemu ograniczającego powszechny dostęp do wielospecjalistycznych jednostek. Sytuację poprawiła możliwość szczepień przeciw COVID-19, które pozwalają zapobiec niekiedy poważnemu przebiegowi choroby, a nawet śmierci. Jednak nie mam najmniejszych wątpliwości, że leczenie chorych na COVID-19 nie może być jedynym elementem działania systemu ochrony zdrowia. Pamiętajmy, że COVID-19 może zabić, a nowotwór zabije na pewno, jeśli nie będziemy leczyć chorych na raka.

Nowe dopęcherzowe terapie

Mimo ciężkiego okresu spowodowanego pandemią, w 2021 r. nastąpił postęp w leczeniu nowotworów urologicznych. Przede wszystkim pojawiły się, zatwierdzone już przez amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA), nowe dopęcherzowe terapie dla chorych na raka pęcherza moczowego wysokiego ryzyka nienaciekającego mięśni i nieodpowiadającego na BCG. Należą do nich eksperymentalna terapia genowa z wykorzystaniem leku nadofaragene firadenovec oraz rekombinowane białko fuzyjne oportuzumab. Te dwie terapie dołączą do pembrolizumabu - pierwszego leku dla pacjentów z rakiem pęcherza moczowego, którzy nie reagują na preparat BCG. U niektórych chorych takie postępowanie zwiększa szanse na uniknięcie cystektomii, czyli radykalnego wycięcia pęcherza moczowego z powodu progresji nowotworu.

Rok 2021 dał także nadzieję na postęp w leczeniu raka gruczołu krokowego. Zostały ogłoszone wyniki badań III fazy VISION dotyczące terapii radioligandowej z wykorzystaniem leku 177Lu-PSMA-617 (to swoisty dla prostaty środek ukierunkowany na antygen błonowy) u pacjentów z zaawansowanym rakiem gruczołu krokowego opornym na wytrzebienie, z przerzutami. Jest więc szansa na dołączenie do leczenia nowego terapeutyku o wyraźnym mechanizmie działania. Jednak z największą satysfakcją przyjąłem wiadomość o zatwierdzeniu przez FDA pierwszego i jedynego doustnego antagonisty receptora hormonu uwalniającego gonadotropinę (GnRH): relugolixu, który stosuje się w celu deprywacji androgenowej u chorych z zaawansowanym rakiem gruczołu krokowego. To duży przełom, ponieważ do tej pory preparaty GnRH były podawane domięśniowo za pomocą zastrzyku. Nowy lek oferuje zwiększone bezpieczeństwo sercowo-naczyniowe i wzmożony mechanizm działania, jak również szybszą i głębszą supresję testosteronu przy jednoczesnym krótszym czasie trwania leczenia.

Onkologia
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE
×
Onkologia
Wysyłany raz w miesiącu
Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Więcej robotów chirurgicznych

Cieszy również zwiększająca się liczba robotów chirurgicznych w Polsce. Po 22 latach od zatwierdzenia przez FDA możliwości powszechnego stosowania tych urządzeń, w naszym kraju doszło do jednego z największych w dziejach postępów w dziedzinie minimalnie inwazyjnej chirurgii dróg moczowych. Podstawowymi zaletami chirurgii robotycznej, w porównaniu z tradycyjnymi metodami, jest skrócenie krzywej uczenia się lekarza i znikoma inwazyjność. W związku z tym daje duże szanse na leczenie chorych, ale pod warunkiem, że robot chirurgiczny będzie obsługiwany przez doświadczonego medyka.

Jednak jest łyżka dziegciu w tej beczce miodu i dotyczy kwestii systemowych oraz finansowych. Przede wszystkim Narodowa Strategia Onkologiczna nie uwzględnia urologów w onkologii. Uważam, że jest to fundamentalny błąd. Nowotwory wywodzące się z układu moczowego stanowią ok. 25 proc. wszystkich nowotworów rozpoznawanych w naszym kraju. W pierwszej kolejności jest to rak gruczołu krokowego, a zaraz za nim rak pęcherza moczowego oraz nerki. Urologia w Polsce obejmuje więc jedną z największych grup chorych spośród wszystkich specjalności w medycynie, a urologia onkologiczna - największą grupę pacjentów z nowotworami. Tymczasem od lat funkcjonuje w warunkach głębokiego deficytu, ponieważ poszczególne placówki udzielają świadczeń na podstawie wycen, które nie pokrywają ich rzeczywistych kosztów. Wyceny te wymagają pilnego przewartościowania, tak aby stworzyć warunki do stabilnego rozwoju w nurcie przemian, które są związane m.in. z powstaniem Krajowej Sieci Onkologicznej. Podstawą do sformułowania propozycji nowych taryf jest potrzeba racjonalnego odniesienia stawek dotyczących procedur urologicznych do wartości analogicznych procedur, np. w chirurgii, chirurgii naczyniowej, ginekologii czy ortopedii, gdzie procedury mniej kosztochłonne niż w urologii są wycenione znacznie wyżej. Patrząc na potrzeby zdrowotne, które mają udokumentowaną rangę, nie ulega wątpliwości, że musimy dążyć do zrównoważenia pod względem finansowym kluczowych procedur w urologii względem innych dziedzin medycyny. Problem ten dotyczy nie tylko urologii, lecz wielu specjalizacji narządowych działających z intencją wyleczenia chorego, a nie tylko nieznacznego wydłużenia jego życia - wypowiadam się w kwestii urologii, mając możliwość legitymizowania sprawy jako prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Paląca kwestia wycen procedur urologicznych

Ważnym argumentem w dyskusji nad zmianą wyceny procedur urologicznych muszą być wzorce zagraniczne. Wyjaśniając to w sposób obrazowy: cena samochodu wyprodukowanego w Niemczech jest taka sama w Polsce i u naszego zachodniego sąsiada. Podobnie jest ze sprzętem wielo- czy jednorazowego użytku mającym tego samego producenta, wykorzystywanym podczas operacji urologicznych. Tymczasem w Polsce za wykonanie operacji, która w USA kosztuje 100 tys. dolarów, w Niemczech 30 tys. euro, dostajemy 6800 zł. A podczas operacji używamy tych samych narzędzi, co medycy w innych krajach i - co trzeba podkreślić - jest ona wykonywana przez lekarzy, których poziom wykształcenia jest taki sam lub wyższy, jak lekarzy w innych krajach. W Polsce ponad połowa urologów uzyskała prestiżowy tytuł Fellow of the European Board of Urology (FEBU). Aby go zdobyć, należy zdać trudny, wieloetapowy egzamin, który jest swoistym mark of excellence w dziedzinie urologii w Europie. W 2021 r. kolejnych 60 adeptów uzyskało z powodzeniem ten tytuł, z czego jesteśmy bardzo dumni, tym bardziej że liczba FEBUS w Polsce jest wyższa niż w pozostałych krajach tzw. starej UE. Jeśli w najbliższym czasie nic się nie zmieni w kwestii wycen procedur urologicznych, dziedzina ta przestanie być opłacalna dla każdego menadżera, nie tylko szpitala akademickiego, ale także placówki szczebla wojewódzkiego czy powiatowego. Istnieje też ryzyko, że polscy urolodzy wyjadą do pracy za granicę. Nie możemy do tego dopuścić, bo ciężką stratę poniosą wyłącznie nasi pacjenci.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Rak prostaty: apel o urealnienie wycen. “Wiele poradni przechodzi na świadczenia komercyjne”

Dr Antoniewicz: lekarze POZ powinni obejmować kontrolą urologiczną więcej pacjentów

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.