Prof. Andrzej Matyja o proteście rezydentów: Być może część lekarzy wzięła zwolnienia z powodu wypalenia zawodowego

  • PAP
opublikowano: 22-03-2021, 22:08

Nie sądzę, żeby lekarz w sposób nieuzasadniony przechodził na jakiekolwiek zwolnienie. Być może część z nich wypaliła się zawodowo; psychicznie już nie są w stanie oglądać codziennie zgonów coraz młodszych ludzi - powiedział prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof dr hab. n. med. Andrzej Matyja.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W radiu TOK FM prezes Naczelnej Rady Lekarskiej pytany był o tygodniowy protest rezydentów, który rozpoczął się w poniedziałek 22 marca.

"Ten protest nikomu nie jest potrzebny, a przede wszystkim naszym pacjentom" - powiedział Matyja. Wyjaśnił, że "zrodził się z bólu, ze złego traktowania, hejtowania". "Środowisko medyczne na to nie zasługuje. Przez ten rok, w tych trudnych czasach, polscy lekarze zdali ten ciężki egzamin, jakim jest walka z pandemią" - oświadczył.

"Jesteśmy wszędzie i nigdy lekarz nie odstąpi, nie odejdzie od łóżka chorego" - zaznaczył prezes NRL.

prof. dr hab. n. med. Andrzej Matyja

Prof. Matyja: Odporność psychiczna lekarzy ma swoje granice

W jego ocenie "przekroczona została pewna granica wytrzymałości czysto ludzkiej". "Nie sądzę, żeby lekarz w sposób nieuzasadniony przechodził na jakiekolwiek zwolnienie lekarskie; byłoby to nieetyczne" - powiedział Matyja.

"Jeżeli lekarz przebywa na zwolnieniu lekarskim, to jestem przekonany, że jest to związane z jego sytuacją chorobową, jego stanem zdrowia. Nie tylko mówię o zdrowiu fizycznym, ale także psychicznym. Musimy wszystko to wziąć pod uwagę i nie skazywać tych młodych ludzi i potępiać ich za to, że nawołują do takich a nie innych działań" - powiedział prezes NRL.

Jak dodał, "być może część z nich wypaliła się zawodowo, psychicznie już nie są w stanie oglądać codziennie zgonów coraz młodszych ludzi. Ta odporność psychiczna każdego z nas - niezależnie czy jest lekarzem - ma swoje granice" - powiedział Matyja.

“Musimy solidarnie przystąpić do walki z epidemią”

Nawiązując do skali zachorowań na COVID-19 powiedział, że sytuacja jest bardzo poważna. "Staje się coraz bardziej niebezpieczna i musimy w tej chwili zrobić wszystko, by nie dopuścić do tego najczarniejszego scenariusza, jakim jest to, że nie wszyscy chorzy mogliby uzyskać w określonym czasie i miejscu pomocy w ratowaniu życia i zdrowia. Oby ten najczarniejszy scenariusz nigdy się nie ziścił" - powiedział Matyja.

W ocenie prezesa NRL "bez zachowania podstawowych zasad bezpieczeństwa nie pomoże żaden lockdown". "Musimy sami zastanowić się nad bezpieczeństwem własnym, naszych najbliższych, najbliższego otoczenia, w miejscu pracy, w miejscu, w którym żyjemy. Musimy wszyscy solidarnie przystąpić do walki z epidemią, tak jak to było na wiosnę w ubiegłym roku" - oświadczył.

Jak dodał, "to, że ten system jeszcze w ogóle funkcjonuje, to przede wszystkim zasługa personelu medycznego - lekarzy, pielęgniarek, którzy pracują naprawdę ostatkiem sił".

Pytany o funkcjonowanie szpitali tymczasowych, Matyja powiedział, że zaczyna w kraju "brakować łóżek, brakować tlenu, leków, ale największym problemem - widocznym od wielu lat - jest brak personelu medycznego". "O tym, że brakuje lekarzy i pielęgniarek wszyscy wiedzieli od dawna. Pandemia tylko wyostrzyła ten obraz i pokazała rzeczywistość, właściwe potrzeby rynku medycznego" - powiedział Matyja. "Nie dziwię się wojewodom, że mają trudności. Każdy, niezależnie od zabarwienia politycznego, miałby te trudności, ponieważ nas po prostu nie ma" - dodał.

W ocenie prezesa NRL "decyzje administracyjne dotyczące skali obostrzeń powinny opierać się na wyważonej decyzji Rady Medycznej przy premierze, która dysponuje właściwą wiedzą dotyczącą epidemiologii zachorowań i lokalizacją nowych zakażeń".

"Zawsze lepiej zaostrzyć i być radykalnym, bo wtedy w krótszym okresie pokonamy pandemię, niż ją rozwlekać w czasie, ponieważ koszty związane z wojną z epidemią są dużo większe" - wskazał Matyja.

Porozumienie Rezydentów: decyzja dotycząca PES przelała czarę goryczy

Przewodniczący Porozumienia Rezydentów Piotr Pisula powiedział PAP, że decyzja w sprawie przełożenia egzaminów specjalizacyjnych dla lekarzy na jesień „przelała czarę goryczy”. Zaznaczył jednak, że chodzi również o przemęczenie lekarzy, warunki finansowe i o nieprzygotowanie systemu do kolejnej fali epidemii.

"Punktem zapalnym była decyzja o odłożeniu egzaminów specjalizacyjnych. To była taka kropla, która przelała czarę goryczy. Powiedzmy szczerze, że to nie jest tak, że chodzi jedynie o ten egzamin. Za nami rok epidemii i pewnie kolejny taki sam przed nami. Widzimy trzecią falę i po raz trzeci też okazuje się, że nie jesteśmy do niej przygotowani. Znowu wszystko odbywa się na wariackich papierach. Znowu gasimy pożar" – stwierdził Pisula, zapytany o przyczyny protestu.

Przypomnijmy - Ministerstwo Zdrowia 16 marca poinformowało, że wiosenne egzaminy pisemne i ustne dla lekarzy rezydentów ze względu na trwającą epidemię zostaną przesunięte o dwa miesiące, gdy nie rozpoczęły się do 19 marca włącznie. Dzień później jednak złagodziło decyzję i pozwoliło, aby młodzi lekarze, jeśli wybiorą taką opcję, przystąpili do egzaminów jesienią zamiast wiosną, bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Jednocześnie terminy egzaminów pierwotnie wyznaczone na sesję wiosenną pozostawiło bez zmian. Dopuszczono też możliwość zdalnego zdawania egzaminów ustnych w uzasadnionych przypadkach, na przykład przez kobiety w ciąży.

Rzecznik resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz, tłumacząc powody tej decyzji, powiedział, że wzięto pod uwagę stanowiska wielu konsultantów krajowych na temat możliwości przeprowadzenia PES w warunkach zapewniających bezpieczeństwo osobom uczestniczącym w obu formach egzaminu, wysoki stopień zaszczepienia lekarzy i lekarzy dentystów i brak prawnej możliwości odstąpienia od przeprowadzenia egzaminu w jednej z form.

ZOBACZ TAKŻE: Konsultanci krajowi: nie ma podstaw do ograniczenia PES do egzaminów pisemnych

"Pierwsza propozycja, czyli przełożenie egzaminu PES na maj, było pewnym kompromisem po oczekiwaniach formułowanych przez lekarzy, którzy kończą specjalizację. Jednak, jak widzimy, kompromis nie usatysfakcjonował młodych lekarzy, więc proponujemy nowy. Biorąc pod uwagę fakt, że zgodnie z prawem egzaminu odwołać nie możemy, dajemy dobrowolność jego zdawania w sesji wiosennej, z możliwością jego złożenia na jesieni. Liczymy, że to usatysfakcjonuje medyków kończących specjalizację" – powiedział Andrusiewicz.

Złagodzenie stanowiska resortu w sprawie egzaminów, czyli zdawanie ich w sesji jesiennej, a nie wiosennej – nie zadowoliła lekarzy. Domagają się oni odwołania egzaminów. Twierdzą, że w tak wyjątkowej sytuacji zamiast je zdawać, poświęcać czas i wysiłek na przygotowanie do nich, powinni być przy łóżkach pacjentów, tym bardziej że mają już 5-6-letnie praktyczne doświadczenie w ich leczeniu, a rąk do pracy brakuje.

ZOBACZ TAKŻE: Rezydenci o PES: Szkodliwa decyzja Ministerstwa Zdrowia

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Magdalena Gronek, Klaudia Torchała (PAP), KM

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.