„Привіт, ми говоримо українською” - zakazane w aptece?

Adwokaci Katarzyna Czyżewska i Dariusz Tarabasz, Czyżewscy kancelaria adwokacka/oprac.MS
opublikowano: 27-04-2022, 11:30

Farmaceuci chcieliby pomóc uchodźcom z Ukrainy informując ich, że u nich w aptece uzyskają pomoc w rodzimym języku. Niestety, jeśli na ich drzwiach pojawi się karteczka z napisem „Привіт, ми говоримо українською”, mogą zapłacić nawet 50 000 zł kary. Taka informacja to, zgodnie z obowiązującym prawem, reklama apteki. A ta w Polsce jest zakazana - wyjaśniają prawnicy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Farmaceuci mówiący po ukraińsku, chcieliby pomóc uchodźcom u siebie w aptekach. Jednak, zgodnie z obowiązującym na terenie RP prawem, nie mogą informować pacjentów, że u nich w aptece rozmawia się w j. ukraińskim
Fot. iStock

Adwokaci: Katarzyna Czyżewska i Dariusz Tarabasz z Czyżewscy kancelaria adwokacka przypominają, że popularne przysłowie głosi, że „reklama jest dźwignią handlu”.

Jednak, jak podkreślają, już z samej definicji wynika, że reklama wiąże się jednak z pewną przesadą i ma w sobie elementy zachęty, a jeśli dodatkowo chodzi o zdrowie, nie ma miejsca na niedomówienia czy na prześciganie się w zdobywaniu klientów. Z tego powodu w Polsce obowiązuje zakaz reklamy aptek.

Został on uregulowany tak rygorystycznie, że zamiast chronić pacjentów utrudnia sprawowanie nad nimi opieki farmaceutycznej.

Zakaz reklamy w polskich aptekach zbyt szczelny?

Przepis regulujący zakaz reklamy aptek w Polsce zyskał bardzo rygorystyczne brzmienie dzięki noweli, która weszła w życie 1 stycznia 2012 roku. Mowa tu o art. 94a zmienionym przez art. 60 pkt 7 ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych (Dz.U.11.122.696).

Od tego momentu zakaz reklamy aptek nie obejmuje jedynie informacji o lokalizacji i godzinach pracy apteki lub punktu aptecznego. Oznacza to, że wszystko, co nie jest informacją o lokalizacji i godzinach pracy, może być potencjalnie traktowane jako reklama. Potwierdził to Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, w wyroku z 10 grudnia 2012 r. (sygn. akt VI SA/Wa 1756/12), w którym wskazał, że „(…) na gruncie art. 94a ustawy Prawo farmaceutyczne, za reklamę apteki i jej działalności uznaje się każde działanie poza informowaniem o lokalizacji i godzinach pracy apteki”. Oznacza to, że zakaz został rozszerzony w kierunku jakiejkolwiek reklamy aptek oraz ich działalności. Uprzednio obowiązujące regulacje zakazywały jedynie reklamy odnoszącej się do refundowanych leków lub wyrobów medycznych (1).

Brak definicji “reklamy” skutkuje absurdalną interpretacją prawa

Ustawodawca, zakazując prowadzenia w jakiejkolwiek formie reklamy apteki lub jej działalności, nie zdefiniował jednak samego pojęcia “reklama”. Interpretacja Wojewódzkich Inspektorów Farmaceutycznych, sprawujących nadzór nad przestrzeganiem przepisów w tym zakresie, jest tak rygorystyczna, że w jej świetle nawet informacja o posługiwaniu się językiem obcym przez farmaceutów pracujących w aptece byłaby potencjalnie naruszeniem zakazu reklamy.

W jednej z decyzji Śląski Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny w Katowicach (decyzja z 17 stycznia 2020r. DNA.8521.151.2019r.) uznał, że informacja dla pacjentów w aptece o treści „Hello! We speak English” (Cześć, mówimy po angielsku - przyp. red.) jest naruszeniem zakazu reklamy.

Sprawa nie jest wcale błaha, bo za złamanie tego zakazu reklamy grożą wysokie kary administracyjne - nawet do 50 000 złotych (art. 129 b Prawa farmaceutycznego) .

Czy aptece chodzi tylko o przyciągnięcie klientów?

Punktem wyjścia dla tak surowej interpretacji organów Inspekcji Farmaceutycznej jest to, że istotę reklamy stanowi zamiar przyciągnięcia potencjalnych klientów do apteki w celu dokonania w niej zakupów - niezależnie od form i metod prowadzenia reklamy oraz użytych do jej realizacji środków. Informacja o posługiwaniu się językiem obcym wskazuje na działania mające na celu wyróżnienie placówki wśród innych aptek.

„Hello! We speak English” oraz podobne zwroty w innych językach, stanowią tym samym reklamę działalności apteki, gdyż potencjalnie mają zachęcić pacjentów (klientów) do skorzystania z usług apteki, np. poprzez możliwość komunikowania się w języku ojczystym klienta lub dość powszechnie znanym języku angielskim (2) .

Nie ma powodów, dla których należałoby traktować inaczej język angielski i ukraiński. Wobec tego informacja o posługiwaniu się przez farmaceutów w aptece jakimkolwiek językiem obcym, a więc również ukraiński zwrot: „Привіт, ми говоримо українською“ (Cześć. Mówimy po ukraińsku - przyp. red.) - może być uznana za naruszenie zakazu reklamy apteki. Budziło to szereg kontrowersji, bo w praktyce ciężko udzielić konsultacji farmaceutycznej w nieznanym pacjentowi języku. Już od dłuższego czasu żyjemy i funkcjonujemy z tym problemem.

Farmaceuta to osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo pacjenta

Po 24 lutego 2022 roku problem nabrał jednak innego wymiaru. O ile wcześniej dotyczył on głównie przebywających w Polsce turystów, tak po wybuchu wojny w Ukrainie skala problemu jest wyraźnie większa. Turysta przybywający do Polski na stosunkowo krótki czas z reguły jest w stanie odpowiednio się przygotować, np. zabrać ze sobą potrzebne mu leki.

Uchodźcy z Ukrainy to osoby zmuszone wyjechać ze swojego kraju nagle, z dnia na dzień. Często są to osoby z niepełnosprawnościami, starsze, cierpiące na wiele chorób przewlekłych i przyjmujące wiele różnych leków.

Dbałość o przestrzeganie zakazu reklamy aptek w tej sytuacji stoi w konflikcie z podstawową funkcją, jaką powinna spełniać apteka i zatrudnieni w niej farmaceuci. Apteka nie jest zwykłym sklepem, a farmaceuta nie jest jedynie sprzedawcą za ladą, który ma wydać towar na życzenie klienta i zainkasować należność. Niewłaściwie użyte leki mogą być bardzo niebezpieczne. Farmaceuta jest często ostatnim ogniwem w łańcuchu dystrybucji leku, który może zauważyć niebezpieczne interakcje między poszczególnymi lekami.

Przy wydawaniu leków zrozumienie na poziomie języka jest kluczowe

Zdarza się, że lekarze, skupieni na swoich wąskich specjalnościach, nie dostrzegają, że pacjent choruje równolegle również na inne choroby i przyjmuje inne leki, które niekoniecznie powinny być przyjmowane jednocześnie. Właściwa opieka farmaceutyczna i konsultacje farmaceutyczne pozwalają zapewnić bezpieczeństwo farmakoterapii, ale również do pewnego stopnia odciążyć system ochrony zdrowia. Wszystko to wymaga jednak odpowiedniego poziomu komunikacji z pacjentem, a znajomość języka jest tutaj kluczowa.

Skala problemu i ogromna liczba uchodźców przybyłych do Polski powodują, że być może należałoby rozważyć stworzenie w aptekach dyżurów ukraińskich farmaceutów, którzy znają język i mogą szybko wypełnić powstałą w związku z brakiem personelu znającego język lukę, zapewniając obsługę swoim rodakom. W ten sposób ten, kto faktycznie potrzebuje porady i konsultacji farmaceutycznej w języku ukraińskim będzie miał szanse ją uzyskać. Jednak przy obecnie dominującej, rygorystycznej interpretacji zakazu reklamy aptek ciężko zrobić to w praktyce. Trudno oczekiwać, że pacjent będzie chodził od apteki do apteki, na chybił trafił, szukając miejsca, gdzie zostanie obsłużony w języku dla siebie zrozumiałym. Jednocześnie wystawienie publicznie dostępnej informacji o obsłudze w języku ukraińskim stwarza ryzyko kar administracyjnych z uwagi właśnie na zakaz reklamy.

Znajomość języka obcego to zaleta, a nie powód wstydu

Przyjmując, że informacja o posługiwaniu się językiem obcym miałaby na celu zachęcenie grupy konsumentów do skorzystania z jej usług i tym samym stworzenie pewnej przewagi konkurencyjnej względem innych aptek, faktycznie może być uważana za formę reklamy (3) .

W obecnej sytuacji jednak komunikat o znajomości języka ukraińskiego powinien być oceniony jako niesłużący celom reklamowym lecz czysto informacyjnym. Wynika to z tego, że jest to informacja kluczowa z punktu widzenia możliwości zadbania o pacjentów pochodzących z Ukrainy.

Co więcej, skoro państwo zapewnia pomoc tłumacza dla osób nieznających języka polskiego np. w postępowaniu karnym, to czy są jakieś przeszkody, aby informować, gdzie osoba nieznająca języka polskiego może zaciągnąć dotyczącą zdrowia poradę w ojczystym języku. W końcu informacja o znajomości języków obcych pojawia się powszechnie w różnego rodzaju serwisach umożliwiających umówienie się na poradę lekarską. Czemu więc farmaceuci mieliby być traktowani gorzej niż lekarze? Znajomość języka obcego przez farmaceutów jest zaletą, a nie powodem do wstydu.

Jak rozwiązać problem?

Nowa rzeczywistość, w której wojna tuż za naszymi granicami nie jest już abstrakcją oraz wyzwania z nią związane powodują, że trzeba jeszcze raz spojrzeć na priorytety, w tym na zakaz reklamy aptek. Zasadne wydaje się wprowadzenie w tym przypadku pewnych zmian, tak aby z jednej strony stworzyć praktyczną możliwość korzystania z opieki farmaceutycznej dla osób, które tego potrzebują, a z drugiej odciążyć system opieki zdrowotnej poprzez wykorzystanie potencjału farmaceutów uciekających z ogarniętej wojną Ukrainy. Jeżeli choć częściowo uda się odciążyć zatłoczone przychodnie dzięki temu, że część pacjentów uzyska pomoc farmaceutów w języku ojczystym i, co jeszcze ważniejsze, będzie wiedziała, gdzie jej szukać, to warto podjąć ten wysiłek. A jest to możliwe do osiągnięcia na dwa sposoby.

Po pierwsze, można wprowadzić legalną definicję reklamy aptek i odejść od tak restrykcyjnej konstrukcji przepisu, gdzie wszystko, poza informacją o lokalizacji i godzinach pracy apteki, jest jak reklama traktowane. Jak pokazuje praktyka, prowadzi to niekiedy do absurdów.

Po drugie, organy Inspekcji Farmaceutycznej może zmodyfikować wykładnię i odejść od tak rygorystycznej dotychczasowej linii poprzez uwzględnienie faktu, że o reklamowym charakterze danego komunikatu decyduje cel przekazu. Nie każda więc informacja o aptece, poza tymi w ustawie wyłączonymi, powinna więc być uznana za jej reklamą.

Oczywiście w tym scenariuszu należałoby tak samo traktować informacja o znajomości jakiegokolwiek języka obcego (nie tylko ukraińskiego) nie jest uznawana za reklamę - ale czy to naprawdę nam przeszkadza?

Przypisy:

(1) Tytułem przykładu: np. Śląski Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny w Katowicach w uzasadnieniu decyzji z dnia 17 stycznia 2020 r. DNA.8521.151.2019.

(2) Wyrok z dnia 10 grudnia 2012 r. (sygn. akt VI SA/Wa 1756/12):” za reklamę uważa się każde działanie, mające na celu zachęcenie potencjalnych klientów do zakupu konkretnych towarów lub do skorzystania z określonych usług (np. Wielki Słownik Wyrazów Obcych pod red M. Bańki, wyd. PWN, Warszawa 2003)”.

(3) Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 2 października 2007 r. w sprawie o sygn. akt II CSK 289/07, „reklama oznacza każde przedstawienie (wypowiedź) w jakiejkolwiek formie w ramach działalności handlowej, gospodarczej, rzemieślniczej lub wykonywania wolnych zawodów, dokonane w celu wspierania zbytu towarów lub usług.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Leki i sprzęt medyczny przekazane przez Neucę trafiły do Ukrainy

NIA uruchamia system wsparcia “Farmaceuci dla Ukrainy”

Na Ukrainę dotarło już ponad 400 ton leków. Na tym jednak nie koniec

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.