Praca czeka na lekarza

Mirosław Stańczyk
opublikowano: 23-04-2008, 00:00

Zabiegi dyrektorów małych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, skoncentrowane na pozyskaniu do pracy lekarzy, niejednokrotnie przypominają filmy Stanisława Barei. Bardziej krytyczni mogliby sytuację skwitować dosadniej - czeski film. Aktualnymi analizami rynku pracy dla lekarzy nie dysponuje ani Naczelna Izba Lekarska, ani Ministerstwo Zdrowia, które w ostatnich latach w ogóle nie podejmowało takiego tematu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Podobny stan rozeznania potrzeb prezentuje Ministerstwo Pracy, odsyłające po informacje do urzędów wojewódzkich. Te zaś z takiego samego powodu pokierowały nas do urzędów powiatowych, a więc do jednostek pracujących bezpośrednio z pracodawcami i bezrobotnymi. U źródła mieliśmy poznać prawa, jakimi rządzi się rynek pracy dla lekarzy. Poznaliśmy. Nie ma żadnych.

Bezrobocie niegroźne dla lekarza

Z sondy, przeprowadzonej przez Puls Medycyny, wynika, że powiatowe urzędy pracy praktycznie nie dysponują ofertami zatrudnienia dla lekarzy. Działania, a ściślej ujmując, brak działań ze strony pracodawców, są jednak racjonalne, gdyż w pośredniakach lekarze w roli petentów praktycznie się nie pojawiają.
Karolina Obratańska z Powiatowego Urzędu Pracy w Pruszkowie z trudem odszukuje w bazie danych dwa nazwiska lekarek, które zaewidencjonowano jako bezrobotne. Ostatnie wpisy pochodziły z 2004 i 2006 roku! Nietrudno zgadnąć, jaka jest zatem aktualność takich rejestrów. Podobna sytuacja jest na Dolnym Śląsku i na Wybrzeżu.
Centra informacji i planowania kariery zawodowej wojewódzkich urzędów pracy są zaskoczone pytaniem o formy pomocy lekarzom, którzy chcieliby znaleźć lub zmienić miejsce pracy. Centra, jak to dolnośląskie, pomogą skutecznie przygotować CV, uczulą, na co zwrócić uwagę w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej z pracodawcą. Ich pracownicy nigdy jednak nie spotkali na swojej drodze lekarza, który chciałby dowiedzieć się, na co mógłby liczyć wyjeżdżając do pracy na prowincję.
I trudno się temu dziwić. "Zaledwie 5 proc. młodych lekarzy tuż po skończeniu studiów deklaruje chęć opuszczenia dużego miasta" - informuje Joanna Matlak z Biura Kariery Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Miasto oferuje niemal nieograniczone sposoby zarobkowania, także w placówkach prywatnych, możliwość podnoszenia kwalifikacji, łatwość w uzyskaniu mieszkania na kredyt. Wizerunek Judyma nie jest atrakcyjny dla młodych ludzi, szczególnie w zderzeniu z ofertą pracy za granicą. W ocenie Naczelnej Rady Lekarskiej, Polskę opuściło niemal 20 proc. medyków, z czego najwięcej: kardiologów, internistów, neurologów, anestezjologów i ginekologów.

Ogłoszenia drobne bez odzewu

Pracodawcy szukają lekarzy na własną rękę. Możliwości jest kilka, wśród których prym wiodą bezpłatne wpisy w Internecie i drobne ogłoszenia w prasie.
Anonse powiatowych ośrodków zdrowia przegrywają starcie o adeptów sztuki medycznej z propozycjami dużych pracodawców, nie tylko klinik czy szpitali, ale także firm farmaceutycznych, głównie poszukujących przedstawicieli medycznych. Ofert nie ma zresztą wiele. Na jednym z większych tematycznych portali ogłoszenia, które mogłyby zainteresować lekarzy, stanowią zaledwie 0,2 proc. spośród niemal 18 tys. wpisów.
Zbadaliśmy, jaki jest efekt starań o pozyskanie nowej kadry w małych ośrodkach. Powiatowy ośrodek zdrowia w Rościszewie (120 km od Płocka) oferuje lekarzowi rodzinnemu, który obsługiwałby rejon z 3900 mieszkańców, trzypokojowe mieszkanie służbowe, możliwość rozpoczęcia specjalizacji, dogodne godziny pracy. "Rok poszukiwań nie przyniósł żadnych rezultatów" - żali się kierowniczka ośrodka Ewa Karczmarczyk. Sporadyczne telefony od poszukujących pracy to były właściwie sondy dotyczące finansowych warunków zatrudnienia.

Nie każdą pracę podejmę

Podobną sytuację opisuje Waldemar Klimasiński, dyrektor ds. medycznych w szpitalu wojskowym w Dęblinie. Potrzeby tego ośrodka są znacznie większe. Na internistów, neurologów, okulistów w Dęblinie czekają od roku. Nie przyciąga propozycja nabycia mieszkania blisko miejsca pracy w cenie 350 zł/m kw. Zainteresowanych nie ma, a jak się pojawiają, to zgłaszają niepoważne oferty - jeden z dzwoniących zapewnił, że będzie wypełniał obowiązki służbowe dojeżdżając z Wrocławia!
Na pediatrę od listopada 2007 roku czeka w Glinojecku kierowniczka ośrodka zdrowia Małgorzata Sumiłło, oferująca chętnemu mieszkanie służbowe (70 m kw.), 6 tys. zł brutto plus ryczałt na jazdy samochodem.
Pięciomiesięczne poszukiwania stomatologa prowadzą władze gminy Świekatowa. Zaletą oferty, oprócz mieszkania i dobrze wyposażonego gabinetu, ma być bliskość Borów Tucholskich.

Trudne charaktery i nadmierne ambicje

Czy zatem nie ma zupełnie lekarzy chętnych do pracy w małych miejscowościach? Są. Po przeprowadzeniu kilkunastu rozmów z osobami poszukującymi etatu, udało się nam znaleźć dwóch chętnych do zmiany otoczenia. Psychiatra (w trakcie zaawansowanej specjalizacji) nie ukrywał, że tylko wyjątkowo atrakcyjne warunki finansowe i mieszkanie służbowe mogłyby stanowić impuls do przeprowadzki. Na daleką podróż po kraju, nie pierwszą zresztą, ma chęć neurolog, która z niewiadomych nam przyczyn, bardzo krytycznie wypowiadała się o dotychczasowych pracodawcach.
Wyłania się zatem kolejny problem dla zatrudniających - muszą pamiętać i o tym, że wśród ochotników pojawić się mogą trudni do współpracy kandydaci.


Prawo w medycynie
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
×
Prawo w medycynie
Wysyłany raz w miesiącu
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Grupa Rx sp. z o.o. Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Mirosław Stańczyk

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.