PPOZ mówi nie biurokracji

opublikowano: 17-01-2013, 10:46

Lekarze zrzeszeni w Porozumieniu Pracodawców Ochrony Zdrowia sprzeciwiają się dodatkowym obowiązkom sprawozdawczym w postać zbierania kodów autoryzacji przez każdą poradą udzielona pacjentowi.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

W ocenie lekarzy obowiązki nałożone na nich zarządzeniem (Nr 103/2012/DSOZ) prezesa NFZ z 24 grudnia daleko wykraczają poza zakres danych, jakie świadczeniodawcy podstawowej opieki zdrowotnej powinien przekazywać do NFZ. Uważają że tak rozbudowana sprawozdawczość nie tylko odbiera lekarzom czas na udzielanie świadczenia pacjentom, ale jest również dużym obciążeniem logistycznym.

None
None

„Obecnie każdy ze świadczeniodawców przed przyjęciem pacjenta oraz wykonaniem zabiegu musi wygenerować z systemu eWUŚ, tzw. kod autoryzacji dla tego pacjenta lub pobrać oświadczenie lub sprawdzić dokument uprawniający do świadczeń  dla udzielonej mu porady. Te dane muszą zostać wpisane w system informatyczny udzielonej porady dla celów rozliczeniowych.  Jeśli sprawdzenia pacjenta w eWUŚ lekarz nie zrobi w dniu porady, nie będzie miał już możliwości zrobienia tego w dniu następnym,  czy za tydzień, a tym samym nie będzie miał kodu autoryzacji tej wykonanej porady dla NFZ. Zbierając i wysyłając kody autoryzacji, lekarz musi udowodnić w ten sposób prawo pacjenta do tego świadczenia”- wyjaśnia Bożena Janicka.

Szefowa PPOZ podkreśla, że wielu lekarzu nie ma jeszcze świadomości obowiązków jakie na nim ciążą i istotny odsetek medyków nie autoryzuje porad oraz nie autoryzował ich do tej pory systematycznie. Jak wyjaśnia powodem tej sytuacji był m.in. braku czasu, braku wiedzy, braku umów, czy fakt, że porada była udzielana podczas wizyt domowych itd. W efekcie  lekarze nie mogąc dokonać takiej weryfikacji ubezpieczenia pacjentów wstecznie od 1 stycznia br., a udzielone do tej pory porady zgodnie z komunikatem Centrali NFZ z dnia 28.12.2012 nie zostaną im rozliczone.

„W sytuacji, kiedy teraz jeden lekarz przyjmuje w POZ w okresie grypy nawet grubo ponad  100 osób dziennie i praktycznie nie wie w co ręce włożyć,  zostawia sobie wypełnianie kwitów do Funduszu na późniejszą, wolną chwilę, np. w weekend lub raz w tygodniu. Niestety, lekarze nie wiedzą, że nie wolno im tego robić. Przykre jest to, że nikt im tego nie wytłumaczył i nie poinformował o konsekwencjach“ – ubolewa Bożena Janicka.

Jednocześnie podkreśla, że konieczność przekazywania danych, wynikająca z nowego zarządzenia Funduszu, jest nie do przyjęcia i to nie tylko dla świadczeniodawców – ale także dla pacjentów.

„Obowiązki administracyjne , jakie na nas nałożono przekraczają zdrowy rozsądek. Do tego nikt nie zastanowił się, że obecnie lekarz, aby sprostać tym czynnościom bez opóźnień i stresu związanego z rozliczeniami z płatnikiem został przymuszony do zatrudnienia dodatkowego personelu. Pytanie jest tylko takie, kto za to zapłaci? Bo dzisiaj wygląda to tak, że NFZ  i MZ wydało beztrosko pieniądze, zadbało i zapewniło finansowanie własnych urzędników oddelegowanych do obsługi eWUŚ. Natomiast, lekarzom system ten  nie tylko nie pomaga, ale również to oni właśnie zapłacą  z własnej kieszeni - wbrew swojej woli”- dodaje doktor Janicka.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: MM

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.