Poznański sensor może pomóc w walce z koronawirusem i poprawić opiekę nad chorymi

KM, mat. pras.
opublikowano: 27-03-2020, 11:50

Wielkopolski zespół ekspertów jest w coraz bardziej zaawansowanej fazie wprowadzania do produkcji nowatorskiego sensora. Projekt ma na celu usprawnienie systemu wczesnego wykrywania zakażeń, monitorowanie środowiska ran oraz wyznaczenie nowych standardów kontroli w zakresie zmian temperatury. Obecnie urządzenie przechodzi proces certyfikacji.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jak informuje autorzy projektu, sensor WARMIE wskazuje najdrobniejsze zmiany temperatury ciała z dokładnością do dziesiątych części stopnia Celsjusza. Jest wykonany z biomedycznych materiałów. Niewielkie urządzenie (o wymiarach 3,2 cm x 2,5 cm x 0,7 cm) ma sondę ze stali chirurgicznej i szczelną obudowę. Łączy się ze specjalną aplikacją, instalowaną na tabletach i smartfonach z systemem Android lub iOS. Dzięki temu przesyła na serwer dane, w tym alerty, o rosnącej gorączce. 

Sensor WARMIE to niewielkie urządzenie o wymiarach 3,2 cm x 2,5 cm x 0,7 cm.
Wyświetl galerię [1/2]

Sensor WARMIE to niewielkie urządzenie o wymiarach 3,2 cm x 2,5 cm x 0,7 cm. materiały prasowe

"Prosty, automatyczny oraz stały pomiar pozwala uniknąć nagłego skoku temperatury. Umożliwia monitorowanie jej np. u dzieci lub osób starszych. Urządzenie ułatwia i przyspiesza wykrycie jednego z wczesnych objawów klinicznych koronawirusa, czyli rosnącej gorączki. Określenie jej najwyższych wzrostów w ciągu doby jest bardzo ważne w kwestii poprawnego leczenia" – mówi prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz, odpowiedzialny za nadzór medyczny nad projektem.

Finalnie sensor może poprawić jakość opieki nad pacjentami i diagnostykę, jak również przyspieszyć wykrywanie objawów infekcji, np. koronawirusa. Ma szansę też zmniejszyć ilość bezpośrednich kontaktów personelu z chorymi i ułatwić ich kontrolę podczas domowej kwarantanny. Sensor może być również przydatny w kompleksowym leczeniu ran, zarówno w przypadku stosowania standardowych opatrunków, jak i terapii podciśnieniowej, co pozwoli na zmniejszenie kosztów leczenia zakażeń pooperacyjnych.

"Sensor zmniejszy ilość bezpośrednich kontaktów personelu z pacjentami. To nie tylko poprawi bezpieczeństwo pracowników szpitali, ale też wygeneruje zysk ekonomiczny w postaci zaoszczędzonych fartuchów, rękawiczek, masek i czepków. Koszt zużycia tych rzeczy przy samych pomiarach temperatury może być wyższy od zakupu takiego urządzenia" – przekonuje prof. Banasiewicz.

Z czujnika będą mogli korzystać także sami pacjenci, m.in. oczekujący przedłużenia opieki lekarskiej po wyjściu ze szpitala i chcący zminimalizować ryzyko powikłań spowodowanych możliwymi zakażeniami. Kolejną przewidywaną grupą użytkowników są rodzice, którzy chcą stale i dokładnie monitorować temperaturę ciała swoich dzieci. 

Obecnie produkt jest w fazie certyfikacji ISO 13485. "Po jej zakończeniu będzie gotowy do użycia w warunkach domowych oraz szpitalnych jako urządzenie medyczne klasy 2A. Czujnik będzie też mógł być łączony z innymi tego typu wyrobami" – tłumaczy Piotr Piątek z firmy WARMIE.

Producent sensora uzyskał również zgodę komisji bioetycznej na rozpoczęcie badań klinicznych i rozpoczął testy. Pierwszy ich etap to weryfikacja parametrów funkcjonalnych, walidacja urządzenia, a więc porównanie podawanych przez niego wyników do wskazywanych przez tradycyjne termometry. Poddaje się ocenie bezpieczeństwo i komfort użytkowania, a także łatwość odczytu. Badania są prowadzone na ochotnikach, tj. pacjentach i lekarzach Poradni i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i Onkologii Gastroenterologicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

"Drugi etap będzie polegał na ocenie przydatności klinicznej urządzenia, weryfikacji użyteczności i dokładności pomiaru w porównaniu ze standardowymi metodami. Podstawą będzie monitorowanie temperatury ciała chorych hospitalizowanych, szczególnie w grupie narażonej na powikłania septyczne. Badania te będą prowadzone w ww. Klinice i w ośrodkach chirurgicznych w Austrii, Niemczech i Czechach. Uzyskane wyniki mogą okazać się bardzo pomocne w monitorowaniu stanu pacjentów poddanych hospitalizacji z powodu infekcji, w tym koronawirusa – zaznacza prof. Banasiewicz.

Kolejne etapy będą już wykazywały tak zaawansowane możliwości urządzenia, jak monitorowanie temperatury bezpośrednio w ranie w celu wczesnego wykrycia jej infekcji. 

"Problemy z określeniem grupy ryzyka i monitorowaniem chorych na COVID-19 pokazały, jak dalece niedoskonałe są obecnie stosowane metody. Personel medyczny oczekuje urządzeń usprawniających pracę, tj. bezprzewodowych i podobnych do używanych w codziennym życiu. Istotne jest też gromadzenie danych i otrzymywanie alarmów o wysokich gorączkach pacjentów" – dodaje prof. Banasiewicz.

Badania kliniczne powinny potrwać do lutego 2021 roku, ale mogą się wydłużyć ze względu na panującą pandemię.

Projekt poznańskiego startupu jest współfinasowany ze środków unijnych przez NCBiR. Sensor został całkowicie zaprojektowany i zmontowany w Polsce. Natomiast elektronika urządzenia pochodzi od najlepszych dostawców ze Stanów Zjednoczonych, a obudowa – z Chin. I jak twierdzą twórcy, obecnie można przyjąć, iż zakup sensora będzie porównywalny cenowo do przetestowanego klinicznie termometru bezdotykowego. Cena nie powinna przekraczać 50 euro. Jednak ostateczny koszt zostanie oszacowany dopiero po zakończeniu badań klinicznych.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: KM, mat. pras.

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.