Potrzebna jest większa wiedza lekarzy rodzinnych o zaburzeniach lipidowych

Rozmawiała Małgorzata Konaszczuk
opublikowano: 22-06-2016, 00:00

O znaczeniu skutecznej diagnostyki i leczenia hipercholesterolemii rozmawiamy z dr. hab. n. med. Adamem Windakiem, prof. UJ.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Z jakimi problemami spotykają się lekarze rodzinni w zakresie diagnostyki hipercholesterolemii?

Głównym narzędziem do prowadzenia diagnostyki zaburzeń lipidowych jest Program Profilaktyki Chorób Układu Krążenia (CHUK), realizowany w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia. Prowadzony jest on w formule otwartej, tzn. pacjenci, którzy spełniają kryteria włączenia, mogą bez limitu do niego przystępować. Program ten jest od lat mocno nieefektywny. Uczestniczy w nim zaledwie kilka procent uprawnionych, ponieważ istnieje szereg obostrzeń o charakterze administracyjnym, które nie pozwalają włączać pacjentów zgodnie z rzeczywistymi potrzebami. Pacjent może być zakwalifikowany do programu wyłącznie wtedy, kiedy świętuje okrągłe urodziny, czyli ma 35, 40, 45 lat. Jeżeli ma 46, to musi poczekać kolejne cztery lata, zanim będzie mógł uczestniczyć w programie. 

Drugą istotną barierą jest konieczność pracy z mocno niedoskonałym programem SIMP, który nastręcza dużo trudności technicznych lekarzom rodzinnym, jest bardzo czasochłonny i mocno niestabilny. To są główne przyczyny, że tak mało pacjentów korzysta z tego programu, a jest to główne i powszechne narzędzie do badania zaburzeń lipidowych. Pewne uzupełnienie stanowią programy organizowane i finansowane przez samorządy, ale to jest raczej wyjątek niż reguła, ponieważ to głównie dzieje się w dużych miastach. Uzupełnieniem są także programy badawcze, np. LIPIDOGRAM, organizowany przy udziale Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, który co kilka lat obejmuje kilkudziesięciu pacjentów. Cała ta sytuacja powoduje, że tak wiele osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma zaburzenia lipidowe, co wykazały badania NATPOL 2011.

Czy hipercholesterolemia rodzinna powinna być w obszarze zainteresowań lekarza medycyny rodzinnej?

Oczywiście. Coraz więcej wiemy na temat tego zaburzenia i okazuje się, że jego rozpowszechnienie jest większe niż początkowo przypuszczaliśmy. Możliwe, że na hipercholesterolemię rodzinną heterozygotyczną może cierpieć już jedna na 250 osób. Szczęśliwie, postać homozygotyczna jest znacznie rzadsza. Może to oznaczać, że w jednej praktyce lekarza rodzinnego jest nawet 10 lub więcej pacjentów z hipercholesterolemią rodzinną. Choroba ta wiąże się ze szczególnym ryzykiem powikłań sercowo-naczyniowych i przedwczesnych zgonów z tego powodu. W związku z tym ci pacjenci powinni być przede wszystkim zidentyfikowani, a potem intensywnie leczeni. Trzeba stworzyć rejestry tych pacjentów, zwłaszcza że pojawiają się nowe, znacznie skuteczniejsze metody leczenia.

Jak wygląda współpraca lekarzy rodzinnych z kardiologami?

Współpraca ze środowiskiem kardiologów, a także innymi towarzystwami naukowymi zainteresowanymi chorobami układu krążenia układa się dobrze. Wszyscy zdajemy sobie sprawę ze znaczenia chorób układu krążenia dla Polaków i zdrowia publicznego, i dlatego od lat działamy wspólnie. Współpraca ta przybiera różne formy, np. wspólnych konferencji, publikowania zaleceń czy współpracy w ramach Polskiego Programu Profilaktyki Chorób Układu Krążenia, w którym Kolegium bardzo aktywnie uczestniczyło w wypracowaniu różnego rodzaju wytycznych i ich popularyzacji. Najnowsza inicjatywa trzech towarzystw: Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce to przygotowanie nowoczesnych, dostosowanych do realiów pracy lekarza rodzinnego w Polsce wytycznych postępowania w przypadku zaburzeń lipidowych. Mamy nadzieję, że poprzez to działanie będziemy mogli poprawiać zarówno sposób diagnozowania, jak i leczenia tych zaburzeń. Myślę, że już jesienią wszyscy lekarze będą się mogli z nimi zapoznać. 

Czy w terapii hipercholesterolemii prowadzonej przez lekarzy rodzinnych jest miejsce na nowe leki, takie jak inhibitory białka PCSK9?

To jest zupełnie nowa grupa leków, a do tej pory główne miejsce w farmakoterapii zaburzeń lipidowych zajmowały statyny... Tutaj mamy wciąż wiele do zrobienia, ponieważ statyny, szczególnie w prewencji wtórnej, zbyt często są zlecane w niewystarczającej dawce i zbyt często odstawiane. Wielu pacjentów nie przyjmuje tych leków, choć powinni. Przyczyn tego jest wiele, ale większość pacjentów, którzy statyny odstawiają, deklaruje, że czyni to z powodu istotnych działań ubocznych, przede wszystkim dolegliwości mięśniowych. 

Nowa grupa leków stanowi bardzo atrakcyjną alternatywę. Inhibitory białka PCSK9 to leki, które już w Polsce są zarejestrowane, ale jeszcze nie są refundowane. Myślę, że w pierwszej kolejności będzie to opcja terapeutyczna dla pacjentów z hipercholesterolemią rodzinną. W dalszej perspektywie także inni pacjenci, którzy nie tolerują statyn lub z innych przyczyn nie mogą ich przyjmować, będą mogli z tej terapii skorzystać. Na razie jest to bardzo droga terapia i mało kogo będzie na nią stać. Przypuszczam jednak, że z czasem stanie się ona bardziej dostępna. Wiemy na pewno, że PCSK9 bardzo skutecznie obniżają stężenie cholesterolu. Trochę mniej wiemy o ich długoterminowej efektywności (mierzonej przede wszystkim obniżeniem śmiertelności), bo są to nowe leki, ale sądzimy, że jest to obiecująca forma terapii.

O kim mowa
dr hab. n. med. Adam Windak, prof. UJ jest kierownikiem Zakładu Medycyny Rodzinnej Katedry Chorób Wewnętrznych i Gerontologii UJ CM w Krakowie.
 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Małgorzata Konaszczuk

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.