Potrzebna jest karta DiLO dla pacjentów po leczeniu onkologicznym

Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 24-01-2018, 00:00

Co można zrobić, żeby pacjent po zakończonej terapii przeciwnowotworowej nie znikał specjalistom z pola widzenia? Lekarze uważają, że rozwiązaniem są oczekiwane od dłuższego czasu przez środowisko rejestry medyczne. Nie brakuje też głosów postulujących wprowadzenie dokumentu działającego na zasadzie karty DiLO, w którym odnotowywane byłyby wszystkie badania i wizyty kontrolne chorego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Brak rejestrów medycznych oraz ustalonych mechanizmów i standardów określających częstotliwość wizyt i badań kontrolnych dla chorych na raka nerki jest przyczyną ich nadumieralności. Tak twierdzą specjaliści prof. dr hab. n. med. Cezary Szczylik, kierownik Oddziału Onkologii Klinicznej Europejskiego Centrum Zdrowia Otwock i prof. dr hab. n. med. Piotr Radziszewski z Kliniki Urologii Ogólnej, Onkologicznej i Czynnościowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. 

Kontrola za rok to zdecydowanie za późno

„Pacjent po radykalnym leczeniu raka nerki powinien trafić do onkologa nie dopiero po roku, ale po trzech miesiącach. Zagęszczenie liczby wizyt kontrolnych pozwala na wychwycenie ewentualnych zmian nowotworowych i wczesnych postaci wznowy” — przekonywali onkolodzy podczas debaty „Uroonkologia — rak nerki”, zorganizowanej 9 grudnia 2017 roku w Warszawie.

W opinii obu ekspertów, o ile tzw. follow-up w przypadku chorych na raka nerki jest w miarę zadowalający w pierwszym roku po zakończeniu leczenia, o tyle już w drugim roku znacznie się pogarsza, a w trzecim jest tylko hipotetyczny. Jego najsłabszym ogniwem jest utrudniony dostęp do badań obrazowych, na które pacjenci czekają po kilka miesięcy.

„Przez pierwsze pięć lat po leczeniu radykalnym wizyty kontrolne pacjentów powinny być częstsze, później wystarczy jedna na rok” — tłumaczyli onkolodzy.

Utrudnione wykrywanie nawrotów choroby nowotworowej

O konieczności wprowadzenia obowiązkowego programu obserwacji chorego po zakończonym leczeniu onkologicznym mówiono również podczas konferencji „Priorytety w ochronie zdrowia 2018” (11 stycznia na Zamku Królewskim w Warszawie), na sesji poświęconej opiece nad chorymi na raka jelita grubego. 

„Taki obowiązkowy, aktywny follow-up sprawiłby, że chorzy po zakończonej terapii nie znikaliby już z pola widzenia onkologów. Obecnie osoby, u których dochodzi do nawrotu choroby, zgłaszają się często do lekarzy w późnym stadium, kiedy możliwości zastosowania różnych opcji terapeutycznych są już mocno ograniczone” — powiedział dr Rafał Zyśk, ekspert ds. ekonomiki zdrowia Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. W opublikowanym przez instytut raporcie „Możliwości poprawy opieki nad chorymi na raka jelita grubego w kontekście trendów epidemiologicznych i aspektów ekonomicznych”, aktywny follow-up jest jedną z kluczowych rekomendacji systemowych.

Niezbędne modele aktywnego follow-up, czyli obserwacji pacjenta po zakończeniu leczenia onkologicznego

Profesorowie Szczylik i Radziszewski zamierzają zwrócić się do swoich towarzystw naukowych z wnioskiem o opracowanie standardów tzw. aktywnego follow-up, czyli obserwacji pacjenta po zakończeniu leczenia. 

Według nich, chory na raka nerki powinien uzyskać od onkologa lub zabiegowca coś w rodzaju karty DiLO 2, w której będzie miał zapisane wszystkie terminy wizyt i badań kontrolnych. Część follow-upu mogliby przejąć lekarze rodzinni, jednak pod warunkiem, że zostaną wyposażeni w odpowiednie narzędzia umożliwiające im wykonanie potrzebnych badań i będą pilnowali ich terminów.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Dzierżak

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.