Poszerzenie dostępu do leczenia biologicznego to oszczędności dla systemu

Rozmawiała Emilia Grzela. Materiał powstał we współpracy z firmą Sandoz
opublikowano: 05-01-2021, 16:00

„Przy podejmowaniu decyzji refundacyjnych jak najbardziej powinny być uwzględniane koszty pośrednie związane z chorobą. Im szerszy i szybszy dostęp będzie miał pacjent do innowacyjnego, skutecznego leczenia, tym mniejszy ciężar finansowy nie tylko dla narodowego płatnika, ale i dla budżetu państwa” – podkreśla w rozmowie z „Pulsem Medycyny” Michał Jachimowicz.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jak duża jest w Polsce populacja osób cierpiących na choroby reumatyczne? W powszechnym mniemaniu są to głównie osoby starsze – czy faktycznie?

Trudno precyzyjnie oszacować liczebność populacji pacjentów cierpiących na schorzenia reumatyczne, choćby z uwagi na fakt, że samych chorób zaliczanych do tej grupy jest ponad 100. Szacuje się, że łączna populacja pacjentów ze schorzeniami reumatycznymi w Polsce może oscylować wokół 400 tys.

Niełatwo jest także scharakteryzować tę populację pod kątem wieku lub płci, choć istotnie nadal panuje błędne przekonanie, że schorzenia reumatyczne atakują głównie osoby starsze. Tymczasem chorują przede wszystkim młodzi ludzie w wieku produkcyjnym i w szczycie swojej aktywności społeczno-zawodowej. Błędne przekonanie, o którym wspomniałem, nakłada się na systemowe ograniczenia, m.in. braki wyspecjalizowanej kadry i niską świadomość specyfiki chorób reumatycznych wśród lekarzy rodzinnych. Skutkuje to długotrwałą diagnostykąi opóźnionym rozpoczęciem odpowiedniego, nowoczesnego leczenia.

Czy da się oszacować koszty pośrednie związane z chorobami reumatycznymi, obejmujące m.in. konieczność późniejszych hospitalizacji, fizjoterapii i wypłacania świadczeń socjalnych? Czy ta wiedza wpływa np. na decyzje refundacyjne?

Koszty pośrednie to te nieponoszone wprost z tytułu procedur diagnostycznych i terapeutycznych, ale wynikające np. z wyłączenia pacjentów z aktywności zawodowej w wyniku choroby, przez co muszą pobierać świadczenia z systemu opieki społecznej. Próbą ich oszacowania zajmuje się ekonomika zdrowia, czy też farmakoekonomika. Podczas podejmowania decyzji refundacyjnych Ministerstwo Zdrowia, co w pewnym sensie naturalne, skupia się na kosztach bezpośrednich, czyli wynikających bezpośrednio z konieczności finansowania procedur medycznych. Koszty pośrednie są w brane pod uwagę podczas oszacowywania opłacalności objęcia refundacją danej terapii w drugiej kolejności, choć oczywiście nie są bez znaczenia.

W przypadku chorób reumatologicznych koszty pośrednie w dużej mierze są przerzucone na pacjentów. Mam tu na myśli ponoszone przez chorych wydatki z tytułu dodatkowych badań wykonywanych w sektorze prywatnym, koszty dojazdu do ośrodków położonych w dużej odległości od miejsca zamieszkania. Schorzenia często ograniczają zawodową wydolność, co jest niekorzystne dla ogółu gospodarki i pracodawców, ale też dla samych chorych, ponieważ ich dochody też są przez to niższe.

Znaczącym ciężarem dla systemu i budżetu państwa są pozostałe koszty pośrednie, czyli wydatki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dla osób pobierających świadczenia z powodu trwałej lub czasowej niezdolności do pracy. Osoby te często wymagają dodatkowej rehabilitacji oraz wsparcia w codziennym funkcjonowaniu z tytułu ograniczonej sprawności. Warto też pamiętać, że nieskutecznie leczeni pacjenci reumatologiczni, którym choroba uniemożliwia pracę zawodową, nie zasilają budżetu wpływami ze składki i podatków.

Podsumowując, sumaryczne koszty pośrednie powinny być jak najbardziej uwzględniane podczas podejmowania decyzji refundacyjnych. Im szerszy i szybszy dostęp do innowacyjnego, skutecznego leczenia, tym mniejszy ciężar finansowy nie tylko dla narodowego płatnika, ale i dla budżetu państwa.

Jak duża część chorych na schorzenia reumatyczne otrzymuje leczenie zgodne z amerykańskimi i europejskimi zaleceniami – z wykorzystaniem innowacyjnych terapii, m.in. leczenia biologicznego? Z jakimi kosztami dla narodowego płatnika jest to związane?

Leczenie biologiczne jest zaliczane do terapii innowacyjnych, choć w jego ramach stosowane są leki starszej i nowszej generacji. Dla polskich klinicystów w największym stopniu wiążące są rekomendacje European League Against Rheumatism (EULAR). Szacuje się, że zgodnie z europejskimi zaleceniami jest leczonych w Polsce nie więcej niż 10 proc. chorych. Liczba placówek prowadzących programy lekowe jest ograniczona, z reguły są to wiodące w regionie ośrodki, co dodatkowo utrudnia chorym dostęp – nie wspominając o ostrych kryteriach kwalifikacyjnych do samego leczenia.

W 2019 r. program lekowy, w ramach którego są objęci leczeniem z wykorzystaniem terapii biologicznych pacjenci z RZS, kosztował NFZ ok. 155 mln zł. Warto zwrócić uwagę, że w 2020 r. – po wykorzystaniu w tym samym programie leków biologicznych biopodobnych – jego koszt zmalał do niecałych 100 mln zł. Widać więc wyraźnie, że szersze wykorzystywanie preparatów biozastępczych daje wymierne oszczędności. Pozyskane w ten sposób środki można przeznaczyć na sfinansowanie kolejnych innowacyjnych terapii – podobne rozwiązanie zastosowano w ramach programu lekowego dla pacjentów z łuszczycowym zapaleniem stawów, gdzie całkowity koszt programu się nie zmienił, ale za to wprowadzono do stosowania w nim dodatkowe nowoczesne leki.

EULAR rekomenduje możliwie jak najwcześniejsze zastosowanie terapii biologicznej. Wiele leków biologicznych starszej generacji ma już swoje odpowiedniki w postaci preparatów bionastępczych o udowodnionej skuteczności i potwierdzonym profilu bezpieczeństwa. Ich upowszechnienie w praktyce klinicznej przyniosłoby z pewnością spore oszczędności dla płatnika przy jednoczesnych korzyściach dla pacjentów.

Warte rozważenia jest również wyłączenie części leków biologicznych, szczególnie tych z biopodobnymi zamiennikami, z programów lekowych i umożliwienie pacjentom nabywania ich w aptece, co byłoby dla nich dużym usprawnieniem.

Czy istnieją analizy, pozwalające oszacować, z jakimi oszczędnościami dla systemu ochrony zdrowia i opieki społecznej wiązałoby się szersze upowszechnienie nowoczesnego leczenia? W jakim stopniu ograniczyłoby to spadek produktywności pacjentów?

Z pewnością system posiada dane, które pozwalałby na dokonanie tego typu analizy: gromadzi je Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Mimo to precyzyjne oszacowanie poziomu oszczędności dla systemu, uzyskanych w wyniku poszerzenia dostępu do innowacyjnego leczenia, ze względu na niejednorodny charakter danych, nie byłoby proste. W 2016 r. opublikowano raport, którego autorzy oszacowali koszty pośrednie reumatoidalnego zapalenia stawów oraz schorzeń z grupy spondyloartropatii. Wzięto w nim pod uwagę ciężar finansowy związany ze zwolnieniami lekarskimi, świadczeniami z ZUS, przedwczesnym wypadnięciem z rynku pracy. Autorzy publikacji sam koszt nieobecności pacjentów reumatologicznych w pracy w 2013 r. oszacowali na poziomie ok. 150 mln zł, natomiast ciężar finansowy związany ze świadczeniami socjalnymi dla chorych z chorobami układu kostnego i tkanki łącznej wynosił w 2012 r. blisko 4 mld. W 2018 r. powstał z kolei raport pod redakcją prof. dr hab. Eweliny Nojszewskiej, której zespół pokusił się o ocenę całkowitych kosztów społeczno-ekonomicznych łuszczycy i łuszczycowego zapalenia stawów. Według zaprezentowanych w nim danych mają one wynosić prawie 8 mld zł. Bez wątpienia szerszy dostęp do leczenia pomógłby te koszty znacząco ograniczyć.

Jakie ograniczenia w dostępie powinny zostać zniesione, aby liczniejsza populacja chorych mogła skorzystać z terapii biologicznej lub bionastępczej?

Innowacyjne terapie są w Polsce dostępne w ramach programów lekowych, co jest oczywiście rozwiązaniem ułatwiającym monitorowanie kosztów nowoczesnego leczenia. W obszarze reumatologii z pewnością szersze upowszechnienie leków biologicznych bionastępczych poprawiłoby dostęp chorych do skutecznego leczenia i obniżyło opisane przeze mnie koszty. Niestety, terapia w ramach programów lekowych nadal ma swoje ograniczenia, w głównie w postaci restrykcyjnych kryteriów kwalifikacji pacjentów. W mojej ocenie dobrym rozwiązaniem byłoby więc przeniesienie części leków bionastępczych, o dobrze znanym profilu bezpieczeństwa, z programów lekowych do refundacji aptecznej. Niosłoby to wiele korzyści dla pacjentów i było dobrą inwestycją dla systemu ochrony zdrowia.

O KIM MOWA
Michał Jachimowicz
jest ekspertem w dziedzinie ekonomiki zdrowia i rynku świadczeń zdrowotnych. Z wykształcenia chirurg stomatolog, założyciel firmy MAHTA.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.