Polski kalendarz szczepień ochronnych wymaga jeszcze udoskonalenia

Opracowała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 30-12-2019, 14:10

W VIII Konferencji „Polityka Lekowa”, zorganizowanej przez „Puls Medycyny”, dyskutowano m.in. o znaczeniu szczepień ochronnych, zmianach w nastawieniu Polaków do tej formy profilaktyki, edukacji prozdrowotnej oraz potrzebie propagowania i premiowania tzw. medycyny zapobiegawczej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
  • W debacie wzięli udział:
  • dr n. ekon. Adam Niedzielski, prezes NFZ;
  • dr. hab. n. ekon., prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, były wiceminister zdrowia;
  • dr hab. Ewa Augustynowicz, prof. NIZP-PZH, redaktor portalu Szczepienia.info, przewodnicząca Zespołu ds. Szczepień Ochronnych przy Ministrze Zdrowia;
  • Aleksandra Lusawa, dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej i Promocji Zdrowia w Głównym Inspektoracie Sanitarnym.
Dr hab. Ewa Augustynowicz: Sondaż CBOS faktycznie ilustruje wzrost akceptacji szczepień.
Wyświetl galerię [1/5]

Dr hab. Ewa Augustynowicz: Sondaż CBOS faktycznie ilustruje wzrost akceptacji szczepień. Fot. Tomasz Pikuła

Moderatorami panelu byli: dr hab. n. med. Rafał Gierczyński, prof. NIZP-PZH, zastępca dyrektora ds. bezpieczeństwa epidemiologicznego i środowiskowego oraz Ewa Kurzyńska, dziennikarka „Pulsu Medycyny”.

Medycyna pokonuje choroby, strach je przywraca

Dr hab. Rafał Gierczyński, red. Ewa Kurzyńska: Wydaje się, że szczepienia ochronne padły ofiarą własnego sukcesu. Chociaż z ich pomocą udało się wygrać z groźnymi chorobami zakaźnymi, nie brakuje jednak sceptyków, którzy dziś krytykują tę formę profilaktyki. Przypomnijmy zatem, jak wiele zawdzięczamy szczepieniom.

Dr hab. Ewa Augustynowicz: Obecny program szczepień ochronnych znamy od połowy lat 60. ubiegłego wieku. Kolejno wprowadzano do niego szczepienia przeciwko błonicy, tężcowi, krztuścowi. Następnie przeciwko odrze, poliomyelitis. To przykłady bardzo niebezpiecznym chorób, które w krótkim czasie po wprowadzeniu powszechnych szczepień udało się prawie całkowicie opanować. Bardzo dobrym przykładem są szczepienia przeciwko krztuścowi — już kilka lat po ich wprowadzeniu obserwowano spektakularny spadek zapadalności na tę chorobę.

Dane epidemiologiczne przekonują nas całkowicie, że szczepienia są skuteczne i bezpieczne. Historia pokazuje, że dzięki tej formie ochrony udało się pokonać ospę prawdziwą, która przez wieki dziesiątkowała ludzkość. Jesteśmy coraz bliżej eradykacji poliomyelitis. Niedawno Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła eradykację typu 3 wirusa polio, wcześniej całkowicie zwalczono na całym świecie typ 2. Teraz walczymy tylko z zachorowaniami wywołanymi dzikim szczepem polio, typu 1. Prowadzona jest kampania dotycząca eliminacji odry i różyczki. Jak więc widać, przykładów zwycięstw nad chorobami zakaźnymi dzięki szczepieniom jest bardzo dużo.

Aleksandra Lusawa: Niemniej jest faktem, że ten sukces jest jednocześnie porażką w kontekście kwestii komunikacyjnych. Skala problemu jest na tyle duża, iż WHO umieściła na liście zagrożeń dla zdrowia publicznego narastającą liczbę odmów szczepień i wzrost poziomu populacji, która jest niezaszczepiona z powodów niemedycznych. Groźne choroby, o których mówiła prof. Ewa Augustynowicz, już nie straszą. Są pokolenia, także lekarzy, którzy np. nigdy nie spotkali się w swoim gabinecie z przypadkiem odry. Jeżeli nie widzimy zagrożenia, a z drugiej strony jesteśmy bombardowani nieprawdziwymi doniesieniami, że szczepionki stanowią zagrożenie, to osoby podejmujące decyzję w sprawie szczepień swoich dzieci mają ogromny mętlik informacyjny. Dla nas, pracowników zdrowia publicznego, wyzwaniem jest pokonanie tego strachu. Bo choroby zakaźne są wciąż istotnym zagrożeniem. Ich powrót jest nadal możliwy, jeśli masowo odejdziemy od powszechnych szczepień.

Ciągła edukacja przynosi efekty

Dr hab. Rafał Gierczyński, red. Ewa Kurzyńska: Okazuje się jednak, że nastawienie Polaków do szczepień nie jest tak niechętne, jak można by sądzić. W sondażu CBOS z 2013 r. 79 proc. pytanych deklarowało przychylne nastawianie do tej formy zapobiegania chorobom. W ankiecie z tego roku — już 93 proc. To duży wzrost. Widać zatem, że oprócz szkodliwych fake newsów, do sfery publicznej dociera także sporo wiedzy rzetelnej, propagowanej m.in. przez Państwa...

Aleksandra Lusawa: Co więcej, z badania CBOS wynika także, że aż 87 proc. Polaków jest za utrzymaniem systemu obowiązkowych szczepień. To także bardzo ważna informacja. Niemniej jednak, mimo tak optymistycznych wyników nie możemy stwierdzić, że nie ma problemu i wysoka wyszczepialność nie jest zagrożona. Wciąż trzeba edukować, nagłaśniać rzetelne fakty na temat szczepień. Istotne są duże, systemowe projekty w tym zakresie.

Dr hab. Ewa Augustynowicz: Sondaż CBOS faktycznie ilustruje wzrost akceptacji szczepień. W tej ankiecie badany jest także inny ważny parametr, mianowicie respondenci są pytani, czy, ich zdaniem, szczepionki są bezpieczne. Na przestrzeni półtora roku, które minęły pomiędzy dwoma ankietami CBOS na ten temat, odnotowano 13-procentowy wzrost zaufania ankietowanych do bezpieczeństwa szczepień. To bardzo ważne, bo właśnie wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa szczepionek są jednym z bardziej newralgicznych elementów dyskusji toczącej się w Internecie wokół szczepień. Jeżeli więc ten parametr jest coraz lepiej oceniany przez Polaków, to mamy dowód, że praca edukacyjna przynosi — krok po kroku — wymierne efekty.

W szerzeniu wiedzy warto wykorzystać media społecznościowe

Dr hab. Rafał Gierczyński: Wkład w przekazywanie rzetelnej informacji jest bardzo istotny. Prof. Ewa Augustynowicz prowadzi w NIZP-PZH portal Szczepienia.info, który ma akredytację WHO. Jakie jest zainteresowanie Polaków materiałami zamieszczanymi na tej stronie?

Dr hab. Ewa Augustynowicz: Pacjent, który szuka informacji na temat szczepień, nie jest w stanie odróżnić tzw. fake newsów od rzetelnych danych, opartych na faktach naukowych. Stąd rodzi się dezinformacja. Z praktycznego doświadczenia widzimy, jak bardzo potrzebne są rzetelne treści na temat szczepień. W listopadzie ubiegłego roku, w czasie wzmożonej kampanii informacyjnej na temat epidemicznego wzrostu zachorowań na odrę w Polsce, odnotowano rekordowe zainteresowanie tematem szczepień. Ilustracją tego zainteresowania był również bardzo duży ruch na stronie www.szczepienia.info. Dla porównania: o ile co miesiąc w 2018 r. oglądalność strony sięgała ok. 400 tys. odsłon, to w listopadzie zainteresowanie wzrosło 3-krotnie. Nasi czytelnicy chcieli wiedzieć, jak wygląda kalendarz szczepień, chcieli sprawdzić, czy są uodpornieni przeciwko odrze, jak były realizowane szczepienia w latach ubiegłych.

Red. Ewa Kurzyńska: Żyjemy w dynamicznie zmieniającym się świecie. Jakimi kanałami należy zatem szerzyć rzetelną wiedzę na temat szczepień, by dostała się do szerokiego grona odbiorców?

Aleksandra Lusawa: Kluczowe jest docieranie do tej grupy, która podejmuje decyzje o szczepieniu dzieci. To pokolenie osób, które każdego dnia korzystają z mediów społecznościowych. Są to kanały, które należy wykorzystywać, by propagować rzetelną wiedzę. W ubiegłym roku przeprowadziliśmy kampanię #zaszczepieniBezpieczni, która była dedykowana młodym rodzicom. Spoty i informacje były publikowane właśnie w mediach społecznościowych, co generuje duży zasięg odbioru — naszą kampanię obejrzało kilkaset tysięcy osób. To pokazuje, że przekaz komunikacyjny należy personalizować. To warunek efektywnej komunikacji.

Profilaktyka - dominujące zagadnienie w polityce lekowej państwa

Dr hab. Rafał Gierczyński: O roli profilaktyki, w tym szczepień ochronnych, nie zapomniano w dokumencie „Polityka Lekowa Państwa”. W naszej dyskusji bierze udział autor tego dokumentu, prof. Marcin Czech, którego chciałem zapytać, jak wiele uwagi poświęcono w „Polityce…” tym zagadnieniom?

Prof. Marcin Czech: Bardzo dużo. Profilaktyce poświęciliśmy cały rozdział dokumentu. Ponieważ to ustalenia dotyczące polityki lekowej, więc siłą rzeczy szczepienia były dominującym zagadnieniem w tym temacie. Pojawił się m.in. postulat rozszerzania kalendarza szczepień obowiązkowych, aby jak największa liczba obywateli mogła skorzystać z tej formy ochrony, byśmy mogli kolejne jednostki chorobowe — zgodnie z evidence based medicine — eradykować.

Przy okazji prac nad „Polityką Lekową Państwa” wywiązała się ciekawa dyskusja, czy szczepienia powinny być obowiązkowe, czy dobrowolne. Ona trwa nadal,  zresztą nie tylko w Polsce. Niedawno Bundestag przegłosował obowiązkowość szczepień dla Niemców przeciwko odrze. U naszych zachodnich sąsiadów nieszczepienie dzieci podlega karze w wysokości 2,5 tys. euro. Co więcej, zaszczepienie dziecka jest warunkiem przyjęcia do żłobka, przedszkola i szkoły. Z kolei w Australii można nie zaszczepić dziecka, ale jeśli zachoruje na chorobę objętą szczepieniami ochronnymi i wystąpią powikłania, to koszty ich leczenia pokrywają rodzice.

Uważam, że Polska nie powinna iść drogą skandynawską, gdzie jest dobrowolność szczepień. Tam wyszczepialność jest co prawda niemal 100-procentowa, ale to efekt skutecznej i systematycznej edukacji społeczeństwa w tej kwestii od wielu dziesięcioleci. Chcę podkreślić, że bardzo cenię działania Głównego Inspektoratu Sanitarnego w zakresie promocji szczepień. Ale wydaje mi się, że wzrost zaufania Polaków do tej formy profilaktyki to bardziej efekt niedawnej epidemii odry. Zadziałał mechanizm strachu, a nie lepsza świadomość społeczna. Dlatego nasza czujność nie może być uśpiona.

Jak poszerzać kalendarz szczepień?

Ewa Kurzyńska: Potrzeba rozszerzenia kalendarza szczepień została zaakcentowana w „Polityce Lekowej Państwa”. Jakie zatem kolejne szczepienia, obecnie zalecane, powinny stać się obowiązkowe w pierwszej kolejności?

Dr hab. Ewa Augustynowicz: Możemy się pochwalić wprowadzonymi ostatnio zmianami, szczególnie powszechnymi szczepieniami przeciwko pneumokokom, realizowanymi od 2017 roku. Niemniej jednak polski kalendarz szczepień ochronnych, w porównaniu do kalendarzy w innych krajach europejskich, wymaga jeszcze udoskonalenia. Zmiany i aktualizacje powinny bazować na zaleceniach eksperckich, ale też na sytuacji epidemiologicznej w Polsce i w krajach sąsiednich. Jeżeli chodzi o zmiany w kalendarzu, to większość ekspertów skłania się ku temu, by tak szybko, jak to możliwe, obowiązkowe stały się szczepienia przeciwko rotawirusom.

Dr hab. Rafał Gierczyński: Czy jakieś zmiany obejmą kalendarz na rok 2020?

Aleksandra Lusawa: W programie szczepień ochronnych na 2020 r. nie będzie większych zmian, natomiast rada sanitarno-epidemiologiczna, która jest ciałem doradczym przy GIS, rekomendowała rozszerzenie kalendarza o szczepienia przeciwko rotawirusom. Byłoby to korzystne nie tylko pod względem zdrowotnym, ale także z punktu widzenia kosztów systemowych. Natomiast drugim szczepieniem, które rekomendujemy dla całej populacji chłopców i dziewczynek, jest szczepienie przeciwko HPV.

Dr Adam Niedzielski: Często w dyskusji na temat szczepień dajemy się zagonić do narożnika. Tłumaczymy się, że są one bezpieczne. Jesteśmy w tej narracji reaktywni i odnosimy się do zarzutów, które pojawiają się w przestrzeni publicznej. Wydaje mi się, że mówiąc o korzyściach ze szczepień dla zdrowia publicznego, zapominamy przytaczać argumenty, które pokazują, jak bardzo jest to korzystne ekonomicznie. Leczenie chorób jest zdecydowanie droższe niż zapobieganie im.

Red. Ewa Kurzyńska, dr hab. Rafał Gierczyński: Szczepienia to część działań profilaktycznych, które są ważne dla zdrowia populacyjnego. Jak Polacy radzą sobie w innych obszarach szeroko pojętej profilaktyki?

Dr Adam Niedzielski: Profilaktyka wymaga szerokiego, perspektywicznego spojrzenia. Prosty przykład: mamy w Polsce 3 mln osób chorych na cukrzycę typu 2. To pokłosie zaniechań edukacyjnych w zakresie aktywnego trybu życia, diety.

Prof. Marcin Czech: Trzy tygodnie temu brałem udział w Kopenhadze w konferencji towarzystwa farmako-ekonomicznego, gdzie zapowiedziano, że kraje skandynawskie mają w planach przeznaczać 10 proc. PKB na ochronę zdrowia. Aż połowa tych środków ma pójść na profilaktykę, m.in. promowanie aktywności fizycznej, właściwego żywienia, redukcji ryzykownych zachowań itd.

Dr Adam Niedzielski: Przykład Norwegii to jest przykład zmiany paradygmatu. Zaczynamy myśleć nie w kategorii finansowania choroby, lecz finansowania zdrowia. To jest fundamentalna zmiana podejścia, która powoli dokonuje się na świecie.

Trzeba edukować systemowo

Red. Ewa Kurzyńska: Niedawno znów ożyła dyskusja o potrzebie edukowania uczniów w zakresie zdrowego stylu życia. Pojawił się pomysł, by w szkołach nauczać nowego przedmiotu pod roboczą nazwą „wiedza o zdrowiu”. Czy ta inicjatywa ma szanse wejść w życie? I czy ma sens?

Dr Adam Niedzielski: Oczywiście, że tak. Jest już plan, zgodnie z którym w szkołach — w ramach godzin wychowawczych — będzie realizowany program propagujący wśród uczniów wiedzę z zakresu sposobu odżywiania, roli aktywności fizycznej w zachowaniu zdrowia itd.

Prof. Marcin Czech: System ochrony zdrowia w Polsce się zmienia. 10 lat temu na zdrowie publiczne przeznaczaliśmy 0,5 proc. budżetu NFZ. Teraz w Ministerstwie Zdrowia są wielomilionowe fundusze grantowe na profilaktykę, pieniądze na ten cel przeznaczają samorządy lokalne, NFZ, Państwowa Inspekcja Sanitarna. Potencjał w zakresie profilaktyki pierwotnej drzemie bez wątpienia w opiece farmaceutycznej. Warto go wykorzystać.

Dr Adam Niedzielski: Jestem większym ekstremistą. Uważam, że gdy płonie dom, nie trzeba wynosić róż. I edukacja to za mało. Bardzo dobrym przykładem jest cukier, którego konsumpcja rośnie w takim tempie, że zanim wyedukujemy ludzi, żeby czytali etykiety i dokonywali świadomych wyborów konsumenckich, to będziemy mieli milion nowych pacjentów z cukrzycą. Trzeba dodatkowo rozważyć także bardziej drastyczne rozwiązania. Na przykład niemiecki Budenstag przyjął rozwiązanie prawne, zgodnie z którym na recepcie mogą być przepisane nie tylko leki, ale np. aplikacja na smartfon, która mierzy, ile zrobiło się kroków w ciągu dnia. Miałem okazję być w Berlinie w jednej z kas chorych, gdzie pacjentów korzystających z takiej aplikacji, którzy w ciągu kilku miesięcy wykonają określoną liczbę kroków, premiuje się punktami w mechanizmie pay-back. I w ramach takiej premii mogą otrzymać nawet 500 euro.

Płacenie za efekt zdrowotny

Dr hab. Rafał Gierczyński: Przechodzimy w naszej dyskusji do argumentacji ofensywnej. Co zatem można zrobić więcej, by ciężar myślenia o zdrowiu, który teraz bez wątpienia opiera się na medycynie naprawczej, przesunąć bardziej w kierunku zapobiegania chorobom? Czy można liczyć na wsparcie w zakresie analiz ekonomicznych, które czarno na białym pokażą, że profilaktyka po prostu się opłaca?

Prof. Marcin Czech: Trzeba premiować lekarzy i innych profesjonalistów medycznych, np. farmaceutów, za pomoc w zachowaniu przez pacjentów zdrowia. Na przykład jeżeli pacjent z cukrzycą jest zachęcany nie tylko do przyjmowania leków, ale także do większej troski o dietę i do aktywności fizycznej, co przekłada się na dobre wyrównanie glikemii (mierzone np. poziomem hemoglobiny glikowanej), to takiego lekarza warto nagradzać.

Adam Niedzielski: Od września wprowadziliśmy program płacenia za wyniki w POZ, gdzie będziemy systematycznie zmierzać w kierunku finansowania zdrowia, a nie choroby. W tej chwili lekarze dostają premie za realizację dwóch programów profilaktycznych: z zakresu chorób układu krążenia i HPV (w tym przypadku pobór wymazu do cytologii jest premiowany, jeżeli są spełnione pewne kryteria). To klasyczny instrument zachęcania lekarzy, by promowali zachowania prozdrowotne w populacji, którą się opiekują. Dodam też, że nic nie przekonuje tak dobrze, jak własny przykład. Dlatego sale obsługi NFZ zostaną wyposażone w autonomiczne kioski pomiarowe, które pozwolą m.in. zmierzyć ciśnienie, sprawdzić wagę czy skład masy ciała w intymny sposób. Na miejscu będzie pracownik funduszu (chcemy, by był to dietetyk), który pomoże w interpretacji wyników, jeżeli pacjent będzie miał takie życzenie.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Opracowała Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.