Polityka senioralna rodzi się w bólach

Alina Treptow, Monika Wysocka
opublikowano: 12-02-2014, 19:44

Sytuacja ludnościowa Polski zobligowała rządzących do zwrócenia większej uwagi na problemy starzejącego się społeczeństwa. Zapowiadane są zmiany w opiece geriatrycznej i regulacje ustawowe.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Rosnąca długość życia, którą można uznać za jeden z większych sukcesów cywilizacyjnych Polski, stała się też jednym z większych jej problemów. Zegar demograficzny zaczął jednak na tyle głośno tykać, że problemem starzejącego się społeczeństwa musieli zainteresować się rządzący. Podczas I Kongresu Zdrowego Starzenia (30-31 stycznia br.) minister zdrowia Bartosz Arłukowicz poinformował, że kierowany przez niego urząd planuje w pierwszej kolejności skupić się na edukacji lekarzy.

„Dzisiaj trwa dyskusja o tym, że za mało jest oddziałów geriatrycznych. Zgadzam się z tym, że powinniśmy je otwierać, jednak nie to jest obecnie najważniejsze. Chcę, aby geriatrzy pojechali do ludzi, żeby w każdym szpitalu powiatowym znalazła się osoba, która zna specyfikę leczenia osoby starszej. Oczywiście geriatrów mamy w Polsce za mało, dlatego też zamierzamy przeszkolić innych specjalistów, m.in. onkologów i internistów, którzy dzisiaj mają z seniorami najwięcej do czynienia” — zapowiada Bartosz Arłukowicz.

Więcej przeszkolonych geriatrycznie lekarzy

Jarosław Derejczyk, dyrektor Szpitala Geriatrycznego im. Jana Pawła II w Katowicach uważa natomiast, że nowe oddziały powinny powstawać, ponieważ przyniosłoby to oszczędności Narodowemu Funduszowi Zdrowia.

„Według naszych wyliczeń, oszczędności, jakie przynosi systemowi starszy pacjent opuszczający oddział geriatryczny w porównaniu do osoby starszej wypisywanej z oddziału internistycznego, przez rok po wypisie wynoszą 1740 zł. Dzisiaj osoby starsze trafiają od jednego lekarza do innego, po drodze nieraz zahaczając jeszcze o szpital. Na oddziale geriatrycznym opieka i diagnostyka są bardziej kompleksowe. Pacjent podlega ocenie przy pomocy testów, rozróżniających naturalne starzenie od chorób. To jest konieczne, ponieważ osoba starsza ma często wiele ukrytych schorzeń i dopiero zespół specjalistów: geriatra, psycholog i rehabilitant może postawić właściwe diagnozy. Dzięki temu można później uniknąć niepotrzebnych wizyt u lekarza czy pobytów w szpitalu” — mówi Jarosław Derejczyk.

Zdaniem Władysława Kosiniaka-Kamysza, ministra pracy i polityki społecznej, problem starzejącego się społeczeństwa powinien być jednym z ważniejszych kierunków w strategii całego kraju na najbliższe lata. Minister przypomniał główne tezy przyjętych przez Radę Ministrów 24 grudnia 2013 r. „Założeń długofalowej polityki senioralnej na lata 2014-2020”: poprawę jakości opieki zdrowotnej nad osobami starszymi, wsparcie osób 50+ na rynku pracy, działania na rzecz aktywizacji społecznej i edukacyjnej osób starszych. Rocznie na realizację tych planów jest w budżecie zarezerwowane 40 mln zł.

Biorąc pod uwagę obecne zapotrzebowanie na lekarzy geriatrów, minister proponuje „może warto uprościć procedury w ich kształceniu i zamiast specjalizacji wprowadzić kursy. Na takie szkolenia powinni trafiać na większą skalę niż dzisiaj m.in. lekarze rodzinni, ponieważ podstawowa opieka zdrowotna powinna odgrywać kluczową rolę w opiece nad osobami starszymi” — uważa Władysław Kosiniak-Kamysz.

Mieczysław Augustyn, senator z ramienia PO, również uważa, że lekarze pierwszego kontaktu powinni odgrywać dużo większą rolę w leczeniu osób starszych.
„Dzisiaj seniorzy są często źle leczeni, ponieważ brakuje koordynacji między poszczególnymi placówkami medycznymi i pracującymi w nich lekarzami.

Oczywiście oddziały geriatryczne muszą powstawać, jednak powinny zajmować się najbardziej skomplikowanymi przypadkami. Jestem przeciwnikiem „medykalizacji” opieki. A dzisiaj, znaczna część pobytów osób starszych w szpitalach wynika z kwestii socjalnych, a nie stricte medycznych. Część chorych mogłaby być w domu, gdyby zapewniono im właściwą opiekę” — mówi Mieczysław Augustyn.

Ułatwienia dla rodzin osób niesamodzielnych

Przynajmniej część przedstawionych problemów ma rozwiązać ustawa o osobach niesamodzielnych, nazywana również „czekową”. Obecnie znajduje się ona w biurze legislacyjnym Senatu. Nowe prawo ma uregulować m.in. kwestię zatrudnienia opiekunek osób starszych i niepełnosprawnych. Rodziny będą mogły zatrudniać opiekunki na umowę-zlecenie. Nie będą im płacić bezpośrednio, bo koszty pokryje specjalny czek, który odbiorą w opiece społecznej. Z własnej kieszeni rodzina będzie musiała odprowadzić podatki, choć jest szansa, że całość lub część pokryje Fundusz Pracy.

„Starzejące się społeczeństwo największe wyzwanie stawia rodzinom seniorów. Dzisiaj brakuje rozwiązań, które ułatwiają łączenie pracy zawodowej z opieką nad niesamodzielnym członkiem rodziny. Chcemy to zmienić i aktywizować zawodowo opiekunów. Wśród pomysłów znajduje się nawet roczny bezpłatny urlop dla opiekunów. Specjalnym czekiem będzie można też zapłacić za przebywanie w tzw. ośrodkach dziennego pobytu, które są swego rodzaju „przedszkolami” dla osób starszych” — podaje przykłady Mieczysław Augustyn.

Senator twierdzi, że jest kilka możliwości finansowania nowej ustawy — dotacje unijne, budżet na zasiłki pielęgnacyjne czy budżet państwa, który w ostatecznym rozrachunku ma zyskać. Szacuje się, że ustawa może wydobyć z szarej strefy 200 tys. osób (niektóre źródła mówią nawet o milionie tzw. asystentów), powstanie też ok. 10 tys. nowych firm. Według Mieczysława Augustyna, ustawa będzie gotowa za 4-5 miesięcy. „Trochę się wszystko opóźniło. Nad ustawą pracujemy ok. 2 lat, choć warto zwrócić uwagę, że Niemcy nad swoją pracowali blisko 20” — porównuje Mieczysław Augustyn.

Zdaniem Marka Wójcika, eksperta ds. zdrowia w Związku Powiatów Polskich, problem starzejącego się społeczeństwa wykracza daleko poza geriatrię i opiekę długoterminową. „W związku ze zmianami demograficznymi można spodziewać się dalszego wzrostu zachorowań na choroby serca, onkologiczne i psychiczne, na co również trzeba się przygotować” — zaznacza Marek Wójcik.

Prof. Bolesław Samoliński, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego, rzeczowo wyjaśnia, dlaczego reformy są tutaj konieczne: „Obecnie na 1 tys. pracujących przypada ok. 500 seniorów, za 20 lat będzie ich ok. 800. Według wyliczeń Pracodawców RP, można spodziewać się 3-procentowego deficytu w budżecie państwa, spowodowanego wyłącznie zmianami demograficznymi. Straci również NFZ. Już dzisiaj 60 proc. jego budżetu trafia na leczenie seniorów” — mówi Bolesław Samoliński.



KOMENTARZE

Starszy pacjent wymaga wieloprofilowej opieki
 Prof. Janina Stępińska, kierownik Kliniki Intensywnej Terapii Kardiologicznej w Instytucie Kardiologii w Aninie, były prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego

Musimy mieć świadomość, że dwie najczęstsze choroby układu krążenia: choroba niedokrwienna serca oraz niewydolność serca to są stany kardiologiczne, którym u osób powyżej 65. r.ż. towarzyszy najwięcej chorób współistniejących. To definiuje problem, bo to oznacza, że osoby te, hospitalizowane z powodów kardiologicznych, mają przynajmniej pięć chorób współistniejących. Wszystkie te dodatkowe choroby powodują, że ci pacjenci leżą w szpitalu znacznie dłużej: są dłużej przygotowywani do zabiegu i dłużej po nim dochodzą do siebie. Choć więc kardiolodzy zajmują się zagadnieniem podstawowym, to muszą współpracować z lekarzami innych specjalności. Bo pacjent starszy, to pacjent wieloprofilowy. Wyleczenie choroby podstawowej nie rozwiązuje jego problemów.
Innym zagadnieniem jest dostępność do specjalisty. Czy pacjent z problemami kardiologicznymi musi być pod opieką kardiologa, czy nie może się nim zająć lekarz poz, internista? Na pewno może, bo żaden system nie wytrzyma tego, by wszyscy chorzy byli leczeni wyłącznie przez kardiologa, nawet jeśli choroba kardiologiczna jest chorobą dominującą.

Senior z cukrzycą może trafić do gabinetu każdego lekarza

 Prof. Maciej Małecki, Szpital Uniwersytecki w Krakowie, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego

Gdy do gabinetu internisty wchodzi osoba powyżej 60. r.ż., to istnieje więcej niż 50-procentowe prawdopodobieństwo, że będzie miała jakiś stopień zaburzeń tolerancji glukozy, najczęściej cukrzycę. Im starszy pacjent, tym większe jest to prawdopodobieństwo. Tej cukrzycy w populacji polskiej mogłoby być mniej. A już na pewno mogłoby mniej być powikłań cukrzycy, gdyby odpowiednio wcześnie wdrożyć promocję zdrowego stylu życia, aktywności fizycznej, profilaktykę otyłości. Tego ciągle jest za mało. Możemy zrzucać na obywatela odpowiedzialność za jego stan zdrowia, ale jako państwo musimy dostarczyć mu odpowiednią wiedzę na temat prewencji.

Potrzebujemy efektywnego systemu opieki zdrowotnej nad pacjentami z cukrzycą. Jedną z ważniejszych osi w tym systemie powinna być współpraca między dwoma specjalistami: diabetologiem i lekarzem poz, która prowadziłaby do profilaktyki schorzeń sercowo-naczyniowych. Oprócz diabetologów powinniśmy na temat cukrzycy kształcić lekarzy wszystkich specjalności, bo ci chorzy trafiają do każdego gabinetu lekarskiego. Jest ich na tyle dużo, że pewien podstawowy zakres opieki diabetologicznej powinien być zapewniony u każdego lekarza. Lekarze wszystkich specjalności powinni mieć świadomość, że cele terapeutyczne w tej grupie wiekowej są nieco inne niż u młodszych pacjentów.

Kolejnym problemem jest zbyt niska wycena procedur diabetologicznych. Każdy początek roku wiąże się ze zmianami punktacji i prawie nigdy nie jest to korekta w górę. I nigdy nie jest to z nami konsultowane. Diabetologia także w tym roku doświadczyła takiej korekty w dół, tak jakby nie było wiadomo, że wszystkie oddziały diabetologiczne są deficytowe. To, że jeszcze istnieją, zawdzięczamy mądrym dyrektorom, którzy tolerują te deficytowe jednostki w swoich szpitalach.

Potrzebna jest także mądra polityka refundacyjna. Są nowe leki w diabetologii, które od lat nie są refundowane, i to jedynie w Polsce, np. leki inkretynowe. Możemy mieć mniejszą lub większą wiedzę na temat tego, czy są one warte swojej ceny. Ale leki inkretynowe nie wiążą się z występowaniem hipoglikemii. A w populacji geriatrycznej szczególnie boimy się niedocukrzeń, utraty przytomności, bo zwiększają one ryzyko upadku, złamań, zwału serca, udaru. Niestety, nie możemy doprosić się refundacji leków inkretynowych. Kwestia dostępności tych leków odgrywa duże znaczenie w kontekście indywidualizacji leczenia i celów terapeutycznych.


Mamy system zorganizowanego marnowania pieniędzy

Prof. Piotr Kuna, dyrektor naczelny Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 im. N. Barlickiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi

Przeznaczamy w Polsce 110 mld zł na ochronę zdrowia, z czego 29 mld zł się marnuje. Dlaczego? Z powodu złej organizacji ochrony zdrowia, braku koordynacji działań, braku jakości, rozwiązań systemowych. Mogę podać przykład na każdy z tych punktów. To jest problem na wiele, wiele lat pracy. Musimy pamiętać, że zdrowe starzenie rozpoczyna się nie w dzieciństwie, ale w momencie poczęcia, a być może nawet przed, bo materiał genetyczny też jest ważny. To jest praca na pokolenia.
Kiedy słucham prezesa NFZ, to czuję, że on kompletnie nie rozumie pewnych rzeczy. Jedna trzecia populacji polskiej po 65. r.ż. ma co najmniej trzy choroby współistniejące, a według innych statystyk, nawet pięć. Tych chorób nie wyleczymy, medycyna może je tylko przedłużać. A zatem te choroby będą kosztowały coraz więcej, bo ludzie będą dłużej z nimi żyli. Wiadomo, że im dłużej chory leży w szpitalu, tym gorzej dla niego i tym więcej to kosztuje. A jak widzi to płatnik? NFZ wyraźnie określa: nie wolno wypisać pacjenta ze szpitala szybciej niż po 7 dniach pobytu, bo wtedy nie zapłacimy. W leczeniu sekwencyjnym przez 3 dni dajemy leki w szpitalu, a potem pacjent może kontynuować terapię w domu, ale nie wolno tego zrobić, bo taka jest regulacja NFZ.

Inny przykład — kompleksowość leczenia. Pacjent z zapaleniem płuc, który w trakcie pobytu w szpitalu dostaje napadu kamicy żółciowej, ma u nas wykonaną operację. Usunęliśmy problem, ale zwrot kosztów dostanę tylko za leczenie zapalenia płuc. Jednak jeżeli ja tego pacjenta wyślę medycznym transportem do innego szpitala, gdzie wykonają mu od początku wszystkie badania — wtedy zapłacą wszystkim. Gdzie tu jest sens? Sam NFZ, poprzez swoje regulacje, uniemożliwia kompleksowe leczenie. System powinien być tak zorganizowany, żeby służył ludziom, a jest przeciwko ludziom, szczególnie starszym i bezradnym. I to jest problem, który musi być rozwiązany.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Alina Treptow, Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.