Pojawienie się nowego koronawirusa w Polsce to kwestia czasu

Rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 26-01-2020, 07:47
aktualizacja: 02-02-2020, 10:55

Pojawienie się nowego koronawirusa w Polsce jest bardzo prawdopodobne. To nie jest kwestia „czy?”, tylko „kiedy?” – mówi dr Paweł Grzesiowski, ekspert w dziedzinie immunologii, profilaktyki i terapii zakażeń, wykładowca Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP oraz prezes zarządu Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń i przewodniczący Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła 30 stycznia stan zagrożenia zdrowia publicznego o znaczeniu międzynarodowym (PHEIC). Co to oznacza w praktyce? 

Dr n. med. Paweł Grzesiowski
Zobacz więcej

Dr n. med. Paweł Grzesiowski

To krok administracyjny, a nie ogłoszenie pandemii. To informacja dla całego świata, że wystąpiło nadzwyczajne zdarzenie, które może stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego poprzez rozprzestrzenianie się choroby na skalę międzynarodową, dlatego wymaga skoordynowanej interwencji międzynarodowej. W praktyce oznacza to, że każde państwo na świecie musi przygotować i wdrożyć plan przeciwepidemiczny, postawić w stan gotowości służby medyczne i sanitarne. Każdy musi być przygotowany do powstrzymania rozprzestrzeniania się wirusa, w tym aktywnego nadzoru, wczesnego wykrywania nowych zakażeń, izolacji, kwarantanny i leczenia chorych. 

Ogłoszenie PHEIC jest ściśle określone międzynarodowymi przepisami zdrowotnymi (IHR), zostało opracowane po epidemii SARS, jako narzędzie globalnego nadzoru przeciwepidemicznego. Ogłoszenie PHEIC nie jest rzadkie, od 2005 r. WHO dokonało tego 5 razy: w 2009 r. wobec grypy A/H1N1, w 2014 r. z powodu reaktywacji polio w kilku krajach, w 2014 i 2019 r. z powodu wirusa Eboli w Afryce oraz w 2016 r. z powodu wirusa Zika. W żadnym z tych przypadków, poza grypą A/H1N1, nie doszło do ogłoszenia pandemii. 

Przypadki zakażeń nowym koronawirusem Wuhan (2019-nCoV) odnotowano już 18 krajach na świecie poza Chinami. Czy tak szybka transmisja wirusa to duży powód do niepokoju?

Nadal nie można mówić o szybkiej ekspansji wirusa, bo wszystkie te przypadki, z wyjątkiem Niemiec, to zawleczenie wirusa z Chin przez osoby powracające z tego kraju. Ale sytuacja jest wciąż rozwojowa i niestabilna, a powstanie mikroogniska wtórnych zachorowań (5 osób) w Niemczech spowodowało ogłoszenie przez WHO stanu zagrożenia zdrowia publicznego. Trudno przewidzieć, jak ten wirus będzie się rozprzestrzeniał i na jaką skalę, ale początek tej epidemii jest bardzo dynamiczny. Jeżeli wirus będzie atakował w tym tempie przez następne tygodnie, rodzi się obawa o przepełnienie szpitali, oddziałów intensywnej opieki medycznej, na których hospitalizowani będą chorzy z niewydolnością oddechową. Taka sytuacja może prowadzić do dużych trudności w zapewnieniu opieki innym chorym w każdym kraju, do którego dotrze wirus.

Jak bardzo nowy wirus jest groźny w porównaniu z grypą sezonową?

Jeśli chodzi o śmiertelność, to musimy ostrożnie traktować dane z Chin, bo nie wiemy, ilu pacjentów umiera z powodu ciężkiego przebiegu, a ilu nie otrzymuje pomocy na czas. Nie wiemy, jaki wpływ na śmiertelność mają lokalne czynniki ryzyka, np. intensywny smog. Uwzględniając te zastrzeżenia, jak na razie wirus jest mniej zjadliwy niż SARS czy MERS, natomiast bardziej zjadliwy niż grypa sezonowa, ponieważ nawet jeśli hospitalizacja z powodu powikłań w przypadku obu wirusów jest na podobnym poziomie, to śmiertelność w przypadku tego nowego koronawirusa jest 20 razy wyższa, bo sięga aktualnie 2,5 proc. spośród potwierdzonych przypadków. 

Gdybyśmy chcieli porównać to statystycznie, to ryzyko zgonu w Chinach z powodu zakażenia nowym koronawirusem jest dwadzieścia razy większe niż w przypadku grypy sezonowej. Wiodącym objawem w przypadku zakażenia nowym koronawirusem jest ostre zapalenie płuc z niewydolnością oddechową, ale należy przyjąć, że część zakażeń może przebiegać znacznie łagodniej, nawet bez gorączki, co utrudnia rozpoznanie i izolację chorych. 

SARS doprowadził w latach 2002-2003 do śmierci co najmniej 770 chorych. Na chwilę obecną wiadomo już o ponad 200 śmiertelnych ofiarach nowego koronawirusa. Czy czarny scenariusz sprzed blisko dwóch dekad może się powtórzyć?

31 stycznia oficjalnie zarejestrowano blisko 10 tys. zakażeń, rośnie również liczba wyleczonych, co umożliwia pierwsze wnioski dotyczące aspektów klinicznych nowego wirusa. Ozdrowieńcy mogą także za kilka tygodni stanowić bardzo cenne źródło wiedzy i badań immunologicznych, bo w ich krwi będą obecne swoiste przeciwciała. W tym czasie jednak liczba chorych będzie rosnąć, bo taka jest arytmetyka epidemii nowego wirusa, przeciw któremu nikt nie ma odporności. Może być tak, że za miesiąc będzie kilkaset tysięcy zakażeń w Chinach, mimo wysiłków podejmowanych przez lokalne władze. Istotną zmianę może przynieść szczepionka albo surowica odpornościowa, ewentualnie lek o działaniu przeciwwirusowym.  

Już teraz doniesienia z Chin przywodzą na myśl sceny z filmów katastroficznych: wielomilionowe miasta zostały objęte kwarantanną, wstrzymano transport, zamknięto szkoły, a w przepełnionych szpitalach wszyscy chodzą w maskach. Jak często pojawiają się nowe wirusy, które potencjalnie mogą zagrozić rodzajowi ludzkiemu?

Codziennie pojawiają się nowe mutanty wirusów niebezpiecznych dla człowieka, z punktu widzenia biologicznego to się dzieje permanentnie. Jednak do powstania epidemii potrzeba nie tylko wirusa, ale także wrażliwej populacji oraz drogi przenoszenia. Dodatkowo nowy koronawirus Wuhan to patogen odzwierzęcy. Przypuszcza się, że pierwotnym źródłem są nietoperze, a zmutował w organizmach węży lub ryb, których surowe mięso jedzą Chińczycy. Bez tego wirus nie miałby raczej szans przenieść się na człowieka. 

Kolejny czynnik to duże zagęszczenie w miejscu, które prawdopodobnie było pierwotnym źródłem zakażeń, czyli duży targ, przez który każdego dnia przewijają się dziesiątki tysięcy ludzi, co stwarza wirusowi doskonałe warunki do przenoszenia się z człowieka na człowieka. Tu odgrywają rolę także czynniki kulturowe – pierwsza grupa chorych to byli praktycznie sami mężczyźni po 45. roku życia, jedna trzecia z nich mocno schorowana, którzy spędzali na targu większość dni w roku. I najważniejsza sprawa, czyli zdolność przenoszenia się między ludźmi, bez udziału zwierząt czy innych wektorów – to zapewnia wirusowi szansę szybkiej transmisji i wywołania epidemii. A pandemii sprzyja transport lotniczy i lądowy. Bardzo intensywnie się przemieszczamy, co umożliwia wirusowi „podróże” na odległe dystanse i kolejne generacje zakażonych.

Czy wiadomo, kto jest najbardziej narażony na gwałtowny przebieg zakażenia? 

25 stycznia ukazała się w „Lancecie” elektroniczna wersja raportu chińskich lekarzy, przygotowanego na podstawie analizy 40 przypadków zachorowań, z którego wynika, jakie są czynniki ryzyka, przebieg zakażenia i przyczyny zgonów. Około jedna trzecia zakażonych to były osoby przewlekle chore, w wieku 41-58 lat. W ciągu 8 dni od początku choroby dochodziło do ciężkiego zapalenia płuc, u 15 proc. wystąpiła niewydolność serca, a w 30 proc. ostra niewydolność oddechowa (ARDS). Ale ważną obserwacją jest także fakt, że bardzo niewielka część ciężko chorych pacjentów nie wykazywała gorączki, która jest obecnie głównym objawem wychwytywanym podczas badań przesiewowych w samolotach i na lotniskach.

Z kolei 30 stycznia na stronie „The New England Journal of Medicine” ukazał się wartościowy opis pierwszych 425 przypadków chorych z zakażeniem koronawirusem. Mediana wieku wynosiła 59 lat. Co ciekawe, wśród analizowanych zachorowań nie było ani jednego przypadku u dzieci do lat 15. Przypadki śmiertelne dotyczyły osób starszych, obciążonych pierwotnymi schorzeniami przewlekłymi, jak cukrzyca, POChP, niewydolność krążenia. 

Czy zmiany klimatyczne mogą mieć wpływ na zwiększoną transmisję wirusów?

Jeśli chodzi o nowego koronawirusa to kwestia klimatu ma związek pośredni. Niszczenie naturalnego środowiska, odławianie dzikich zwierząt, smog powodują, że populacja ludzi jest bardziej zagrożona, bo kontakt z rezerwuarem wirusa jest częstszy, a odporność populacyjna maleje wskutek zwiększonej liczby osób przewlekle chorych. 

W kilku województwach są ferie szkolne, w kolejnych wkrótce się zaczną. Dużo podróżujemy, także do Azji, a na lotniskach europejskich spotykamy podróżnych z całego świata. W jakiej sytuacji polski lekarz może podejrzewać, że pacjent z objawami zapalenia płuc boryka się z zakażeniem wywołanym nowym koronawirusem? 

31 stycznia LOT, podobnie jak inne linie lotnicze, zawiesił połączenia do Chin. Nie powinniśmy odwiedzać teraz tego kraju, jeśli nie ma ku temu ważnej przyczyny. Ale obecnie nie ma bezpośredniego zagrożenia w innych krajach azjatyckich. Mamy już w tej chwili polskie zalecenia dla lekarzy rodzinnych, szpitali zakaźnych oraz nadzoru sanitarnego, dostępne na stronach Głównego Inspektoratu Sanitarnego (www.gis.gov.pl/aktualnosci). Instrukcje wydano nie tylko dla personelu medycznego, ale także dla turystów, pracowników transportu lotniczego. 

Wracając do pytania: zakażenie nowym koronawirusem lekarz powinien podejrzewać u pacjenta z objawami ostrej choroby płuc przebiegającej z gorączką, który ma w wywiadzie do dwóch tygodni wstecz pobyt w Chinach, w zagrożonej strefie, gdzie trwa ognisko epidemiczne lub bliski kontakt z taką osobą. Niewykluczone, że za kilka tygodni ta definicja ulegnie zmianie i każdy, kto przyjedzie z Azji z objawami infekcji układu oddechowego będzie podejrzany, ale na dziś nie ma takich zaleceń. 

W tym roku mija sto lat od pandemii grypy hiszpanki, z powodu której zginęło więcej osób niż na wszystkich frontach I wojny światowej. Z jednej strony mamy dziś oręż w postaci zaplecza sanitarno-higienicznego, nowoczesnych leków, szpitali, armii lekarzy itd. Z drugiej - przemieszczamy się na skalę niespotykaną w dziejach ludzkości. Czy światowa pandemia może nam zagrozić?

Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Nie jest kwestią, czy będzie kolejna pandemia, tylko kiedy i jak będzie niebezpieczna. Mimo postępu medycyny, wirus zawsze będzie szybszy niż człowiek. Ale w tej wojnie ludzkość zyskała nową jakość (obecnie mamy zupełnie bezprecedensową sytuację) - niezwykle efektywną współpracę naukowców z całego świata. Przypomnę, że w ciągu tygodnia od zgłoszenia pierwszego ogniska zachorowań określono genotyp nowego wirusa. Po 2 tygodniach kilka laboratoriów uruchomiło testy genetyczne, dzięki którym można diagnozować chorych. 

Nie damy się zaskoczyć. Cały świat informuje o nowym koronawirusie, ogłoszono międzynarodowy alert i uruchomione są plany przeciwepidemiczne. Są pierwsze doniesienia o uzyskaniu na Uniwersytecie w Hongkongu prototypu szczepionki donosowej. Jesteśmy świadkami niebywałej mobilizacji świata nauki i medycyny na skalę międzynarodową. Regularnie odbywają się konferencje prasowe Światowej Organizacji Zdrowia, podczas których eksperci z różnych krajów świata odpowiadają na wszystkie pytania. Sytuacja jest transparentna, jak nigdy do tej pory. Ludzkość w tym zagrożeniu potrafiła się zjednoczyć i to jest wspaniałe. 

Ale pojawiają się nowe wyzwania - dwutygodniowa kwarantanna osób z kontaktu wymaga dobrego przygotowania, może powodować protesty, depresję, wysokie koszty. Chińczycy poddali kwarantannie 33 miliony ludzi, nikt nie podejmował interwencji na taką skalę, dlatego jej skutki są niepewne. I coś jeszcze – obok epidemii wirusa Wuhan, mamy równoległą pandemię dezinformacji i histerii. Wielu ludzi pisze kompletne bzdury w mediach społecznościowych, szerzą się plotki i fake newsy, co powoduje zamieszanie, niepewność i reakcje histeryczne. Z tym dopiero uczymy się walczyć i, niestety, to może być trudniejsze zadanie od walki z wirusem. To kolejna ważna nauka – musimy przewidywać reakcje ludzi na trudne informacje, uprzedzać dezinformację, blokować tych, którzy rozsiewają zarazę nieprawdy. 

O kim mowa
Dr n. med. Paweł Grzesiowski jest specjalistą w dziedzinie pediatrii i immunologii, ekspertem w zakresie profilaktyki i terapii zakażeń, wykładowcą Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP oraz prezesem zarządu Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń i przewodniczącym Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.