Pijane prawo

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
05-03-2003, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Znana w świecie maksyma głosi, że nieznajomość prawa nie chroni przed odpowiedzialnością. W domyśle: znajomość przepisów wespół z ich przestrzeganiem powinna w pełni zabezpieczać przed postawieniem zarzutów, nie mówiąc już o sankcjach. I pewnie tak jest w cywilizowanym świecie. Ale nie u nas. Lada moment rozpocznie się proces lekarki, której zarzuca się utrudnianie policyjnego śledztwa, polegające na odmowie pobrania krwi na zawartość alkoholu zatrzymanemu przez policję kierowcy. Delikwent wpadł podczas rutynowej kontroli i na szczęście nie zdążył nikomu wyrządzić krzywdy. A że chuch miał ,wskazujący", stróże prawa zdecydowali się poddać go testowi na trzeźwość. Kierowca stanowczo odmówił.
W świetle obowiązującego u nas prawa, podejrzanemu o popełnienie przestępstwa po spożyciu alkoholu można pobrać krew nawet bez jego zgody. Trzeba tylko o takim zamiarze uprzedzić i przystąpić do działania. Wspomniana pani doktor dobrze o tym wiedziała. Kierowca twardo jednak mówił ,nie". Zgodził się za to na pobranie krwi na inne badania. Bo w międzyczasie wzrosło mu ciśnienie i zrobiło się słabo. Pogorszenie stanu zdrowia było przyczyną hospitalizacji pacjenta. Został on przyjęty na oddział wewnętrzny z adnotacją pani doktor stwierdzającą m.in. stan po spożyciu alkoholu. O żadnej protekcji nie było więc mowy. Mimo to do sądu trafił akt oskarżenia.
Na czym zdaniem prokuratora mogło polegać przestępstwo lekarki? Być może założono, że pani doktor powinna była naprężyć muskuły, obezwładnić pacjenta i siłą pobrać mu krew. To oczywiście nonsens, ale brak precyzyjnych uregulowań prawnych nie wyklucza, że tak właśnie myślał oskarżyciel. Druga i bardziej prawdopodobna ewentualność to założenie, że lekarka powinna kierowcę oszukać i zamiast na podstawowe badania laboratoryjne pobrać mu krew na alkohol. Jak wiadomo, technika pobrania materiału jest w obydwu tych przypadkach inna. Dlatego alkoholu nie można było oznaczyć w uzyskanej bez sprzeciwu próbce.
Sprawę rozstrzygnie sąd. Kilka podobnych procesów, mających miejsce w ostatnich latach, skończyło się uniewinnieniem. Można przypuszczać, że tym razem będzie podobnie. Tylko po co, jako podatnicy, musimy ponosić koszty podobnych postępowań, a jako lekarze trwać w ciągłym strachu. Wszak każdy może być następny. Gdybyśmy żyli w kraju, w którym prawo i prawość budziłyby największy szacunek, już sam fakt braku zgody na pobranie krwi na zawartość alkoholu powinien przesądzać o winie. Ale, tak jak pisałem w jednym z poprzednich felietonów, stosowna poprawka utknęła gdzieś w Sejmie. Jej brak nadal może być furtką dla wyposażonych w immunitety VIP-ów. Już niejeden poseł, sędzia i prokurator wydostał się tym wyjściem poza granice odpowiedzialności. Ich śladem postanowił pójść opisywany kierowca. Nie udało się. Sąd uznał go winnym. Bardzo mocnym argumentem były zeznania lekarki, która składając je nawet nie przypuszczała, jaka ją czeka ,nagroda". Pułapek przyszykowanych przez koślawe i niespójne paragrafy z pogranicza prawa karnego i medycznego jest znacznie więcej i tylko patrzeć, jak znów będę o którejś pisać.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: lek. Sławomir Badurek

Najważniejsze dzisiaj
Tematy
Puls Medycyny
Inne / Pijane prawo
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.