Relacja z V konferencji "Polityka lekowa"

Oprac. Maja Marklowska-Dzierżak, Małgorzata Konaszczuk
opublikowano: 21-06-2018, 11:40

Dokument „Polityka lekowa państwa” liczy obecnie 94 strony, ale nadal jest to tylko wersja robocza, do której wciąż wprowadzane są zmiany. „Jego ostateczny kształt powinien być gotowy za kilka miesięcy” — poinformował wiceminister zdrowia Marcin Czech na V konferencji „Polityka lekowa”, którą redakcje „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji” zorganizowały 28 maja 2018 r. w Warszawie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

„Chciałbym bardzo serdecznie podziękować za wszystkie dostarczone do tej pory poprawki i uwagi. Proszę wybaczyć, że nie będę wymieniał organizacji, które w pochlebny bądź krytyczny, ale zawsze konstruktywny sposób odniosły się do tego dokumentu” — powiedział wiceminister Marcin Czech. Dodał, że główne założenia i kierunki tego strategicznego dokumentu zostały oparte na wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia.

V konferencja "Polityka lekowa" zorganizowana przez redakcje "Pulsu Medycyny" i "Pulsu Farmacji".
Wyświetl galerię [1/21]

V konferencja "Polityka lekowa" zorganizowana przez redakcje "Pulsu Medycyny" i "Pulsu Farmacji".

Najważniejsze aspekty i realizatorzy strategii

Głównymi filarami „Polityki lekowej państwa” są, jak podkreślił wiceminister, równy dostęp pacjentów do skutecznych i bezpiecznych leków, ich finansowanie i racjonalne stosowanie, ale też sprawnie działający system dystrybucji oraz uregulowania prawne stymulujące rozwój badań i biotechnologii w Polsce. „Ważnym punktem dokumentu jest też monitorowanie polityki lekowej, abyśmy mogli ocenić, czy elementy, które się w niej znajdą, są realizowane i w jakim stopniu” — dodał Marcin Czech.

W dokumencie, jak poinformował, nie mogło zabraknąć części dotyczącej lekarzy, pielęgniarek i farmaceutów. Ich rola sprowadza się do uzyskiwania jak najlepszego efektu zdrowotnego poprzez racjonalizację leczenia farmakologicznego opartego na dowodach naukowych i wytycznych klinicznych. Skuteczny nadzór oraz efektywną współpracę lekarzy i farmaceutów sprawuje Główny Inspektorat Farmaceutyczny, który wniósł już swoje uwagi do roboczej wersji dokumentu.

Wiceminister Czech wspomniał też o opiece farmaceutycznej, która w początkowej fazie ma ruszyć w formie pilotażu opartego na razie tylko na przeglądzie lekowym, żeby sprawdzić, jak działa na styku lekarz-pacjent-farmaceuta. W tym kontekście trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie współczesnej ochrony zdrowia bez sprawnie działających systemów informatycznych oraz e-recepty (pierwsza została już wystawiona).

„Jeśli chodzi o systemy informatyczne, to jak przyjdzie odpowiedni moment na ich omówienie, obok mnie znajdzie się dynamicznie działający wiceminister, który nad tą informatyzacją sprawuje pieczę” — poinformował wiceminister Czech.

Impuls do rozwoju przemysłu farmaceutycznego

„Kolejną część dokumentu opracowywaliśmy razem z byłym Ministerstwem Rozwoju (obecnie Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii). Dotyczy ona wzmacniania i sukcesywnego rozwoju potencjału sektora farmaceutycznego w Polsce. Wiemy, że ten przemysł ma do odegrania dużą rolę i musimy dać mu impuls do rozwoju” — przyznał Marcin Czech. Jak sam zastrzegł, w „Polityce lekowej państwa” nie będzie zbyt wiele o suplementach diety, jednak z uwagi na to, że mogą one wchodzić w interakcje z lekami, „nie można zamykać oczu na tę część rynku”.

Etap konsultacji i zdobywania poparcia

„Gdzie jesteśmy w tym wszystkim? Zorganizowaliśmy proces, zidentyfikowaliśmy główne wyzwania, przeanalizowaliśmy sytuację, określiliśmy priorytetowe cele i zagadnienia, przygotowaliśmy projekt „Polityki lekowej państwa”. Obecnie jest on poddawany konsultacjom społecznym, ale trafi również do konsultacji Światowej Organizacji Zdrowia. Mam obietnicę od osoby, która w WHO zajmuje się lekami, że recenzenci czekają na angielską wersję tego dokumentu, by móc go opatrzyć własnymi uwagami” — powiedział Marcin Czech.

Kolejnym krokiem, którego wiceszef resortu zdrowia obawia się najbardziej, będzie zapewnienie formalnego poparcia dla tego dokumentu. Jak zapewnił, zrobi jednak wszystko, aby takie poparcie uzyskać. Potem nastąpi etap jego wdrożenia, a na koniec monitorowania i oceny. „Chciałbym, żeby po dwóch latach ten dokument został uaktualniony i służył w strategicznej, czteroletniej perspektywie czasowej” — podsumował wiceminister.

Osoby odpowiedzialne za przygotowanie poszczególnych części wersji roboczej dokumentu są wymienione z imienia i nazwiska wraz z krótką biografią. „Są to osoby, które przez dziesięciolecia zajmowały się gospodarką lekową w różnych miejscach, głównie w publicznym systemie ochrony zdrowia. Są wśród nich przedstawiciele środowiska akademickiego, konsultanci oraz eksperci w zakresie zarządzania czy ekonomii” — powiedział Marcin Czech.

 

Wyzwanie dla AOTMiT

Roman Topór-Mądry, prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji,podkreślił, że największym dla niej wyzwaniem nie jest ocena leków pod kątem objęcia ich refundacją, ale szybka rejestracja dopuszczanych warunkowo leków, których skuteczność i bezpieczeństwo zostały oparte na jednoramiennych badaniach.

„Kilka miesięcy temu pojawił się artykuł dr. Davisa, oparty na analizie 408 leków na choroby nowotworowe, z których tylko 35 proc. okazało się skutecznych w obserwacji kilkuletniej. Obawiamy się tego, co wskazano również w tym artykule, że wprowadzając szybko i warunkowo leki, które później okażą się nieskuteczne, jednocześnie odbieramy pacjentom szanse na stosowanie terapii, obecnie być może w niewielkim stopniu efektywnej, ale jednak dającej części pacjentów możliwość przeżycia. Chcielibyśmy, żeby badania były coraz bardziej wiarygodne i coraz bardziej jednoznaczne” — powiedział szef AOTMiT.

Wytwórcy leków czekają na konkrety

W opinii Ireny Rej, prezes Izby Gospodarczej „Farmacja Polska”, w prezentacji wiceministra Czecha nadal jest zbyt wiele ogólników. „Znam ją już prawie na pamięć, a chciałabym poznać więcej szczegółów. Odczuwamy czasami niedosyt, bo bardzo dużo mówimy, piszemy, robimy różnego rodzaju symulacje, pokazujemy propozycje rozwiązań, a kończy się na tym, że one są praktycznie w niewielkim stopniu uwzględnione. Chciałabym wiedzieć, w jakim stopniu te nasze uwagi, które wpływały do pana ministra, znalazły odzwierciedlenie w „Polityce lekowej państwa”. Wówczas moglibyśmy mówić coś bardziej konkretnego. Rozumiem, że bardzo ważna jest współpraca środowisk lekarzy, pielęgniarek i farmaceutów, ale my reprezentujemy branżę, która wytwarza leki” — powiedziała Irena Rej.

Dodała, że cele i strategia polityki lekowej powinny być bardzo szczegółowo rozpracowane i należy o nich mówić. „Chcielibyśmy jednak wiedzieć, jak jesteśmy przez stronę rządową traktowani: jako amatorzy czy fachowcy. Bo amatorzy zbudowali kiedyś arkę Noego, a fachowcy zbudowali „Titanica”. Pomyślmy więc o tym, że czasami na tych tak zwanych amatorach, którzy mają wieloletnią praktykę, warto polegać” — zaapelowała.

Sztuka racjonalnego wydawania pieniędzy

Głos w debacie zabrała również dyrektor generalna Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA Bogna Cichowska-Duma. W jej ocenie, wszystkie najważniejsze elementy postulowane przez środowisko firm innowacyjnych zostały wzięte pod uwagę. „Oczywiście, zawsze mówiliśmy, że epidemiologia i demografia to dwie najważniejsze rzeczy, które powinny kształtować politykę lekową. Cieszymy się z tych głównych celów i priorytetów, wśród których pod uwagę wzięto m.in. jakość, skuteczność i dostępność terapii. Jak zwykle diabeł tkwi jednak w szczegółach i operacyjnie będziemy oceniać elementy wdrożenia tej polityki lekowej” — zapowiedziała.

W opinii dyrektor Cichowskiej-Dumy, środki przeznaczane na system opieki zdrowotnej w Polsce są bardzo szczupłe. Dlatego trzeba je racjonalnie wydawać. „Jesteśmy za jak najszerszym wprowadzaniem instrumentów dzielenia ryzyka, które pozwolą na ocenę jakościową efektów leczenia. Jeżeli bowiem chcemy przeznaczyć pewną pulę środków na dany cel, to warto zmierzyć, jakie efekty otrzymujemy” — powiedziała. W przypadku ograniczonej puli środków społeczeństwo musi wiedzieć, na co i na jakich podstawach są one wydatkowane.

 

Istotna zmiana podejścia urzędników

Według Krzysztofa Kopcia, prezesa Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, ważne jest, że krajowy przemysł farmaceutyczny został potraktowany jako jeden z filarów dokumentu i rozwoju sektora farmaceutycznego w Polsce. „Pytanie, jak to się ma do Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju premiera Morawieckiego i czy uda nam się przełamać silosowość, czyli resortowe spojrzenie na tę część polityki, która jest w danym resorcie? Minister zdrowia i NFZ patrzą tylko, jak zaoszczędzić. Minister gospodarki chciałby, żebyśmy się rozwijali, reinwestowali środki, rozbudowywali fabryki i zachęcali swoim przykładem innych do inwestowania w Polsce. Problem polega jednak na tym, że nie ma prawdziwego dialogu między resortami i tego, o czym mówi premier Morawiecki, że tak naprawdę kluczowa jest zmiana podejścia urzędników do realizacji tej strategii” — powiedział prezes PZPPF.

Zgodził się, że potrzebne są stabilne i przewidywalne warunki rozwoju branży. Jednym z elementów tego jest rozwojowy tryb refundacyjny. „Rozmawiamy o nim już któryś rok. Chcielibyśmy już skończyć te rozmowy i zacząć pracować na konkretnym materiale. Dlatego postanowiliśmy jako związek, we współpracy z ekspertami, przedstawić nasz punkt widzenia na refundacyjny tryb rozwojowy. To opracowanie, w kilku egzemplarzach, pozwolę sobie przekazać w ramach prapremiery panu ministrowi” — dodał Krzysztof Kopeć.

Kończąc debatę wiceminister Czech podkreślił, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że dyskusja o polityce lekowej ma już pięcioletnią tradycję. On sam dołączył do niej dwa lata temu, natomiast dokument „Polityka lekowa państwa” został stworzony przez ostatnie pół roku. Jednocześnie poinformował, że zwrócił się do WHO o jego zrecenzowanie, mając nadzieję, że uda się nim zainteresować inne kraje, które szerzej otworzą przed Polską swoje rynki. „Mamy dokument, który w ciągu kilku miesięcy trafi do Państwa” — obiecał uczestnikom konferencji.

Cele dokumentu w wybranych obszarach terapeutycznych

Polityka zdrowotna, zdaniem uczestników konferencji, powinna być wypracowana w szerokiej dyskusji partnerów: lekarzy, farmaceutów, profesjonalistów medycznych, pracowników sektora ochrony zdrowia, biznesu dostarczającego technologie, polityków, regulatorów. „Ale ogromną, jeśli nie kluczową, rolę w tym procesie odgrywa pacjent” — mówiła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, prowadząca drugi panel konferencji „Polityka lekowa w wybranych obszarach terapeutycznych”.

Beata Ambroziewicz, prezes Polskiej Unii Organizacji Pacjentów, przyznała, że polityka lekowa budzi bardzo duże zainteresowanie tego środowiska, choć „nie sam dokument, ale to, co za nim idzie, czyli cała strategia dla tego obszaru”. Dobitnie zaznaczyła, iż nie ma takiej prawidłowości, że wyróżnienie jednego obszaru zdrowotnego („zrobienie z niego mercedesa”) doprowadzi do znacznego wzrostu wyników zdrowotnych, bo powinniśmy poprawiać po kolei każdy z nich. „Ważne jest to, by polityka lekowa była oparta na faktycznych potrzebach pacjentów, czyli wynikających z epidemiologii, zachorowalności, bo tego też nam brakowało” — dodała Beata Ambroziewicz.

Największe efekty zdrowotne uzyska się wtedy, gdy decyzje będą przemyślane i uwzględniające najważniejsze obszary, takie jak kardiologia, onkologia, neurologia (udary mózgu), choroby psychiczne, ale też choroby przewlekłe i potrzeby starzejących się ludzi. „Zarówno w strategii narodowej, jak i w polityce lekowej potrzeby pacjentów powinny znaleźć odzwierciedlenie, a co za tym idzie powinien być zagwarantowany jak najbardziej równy dostęp do leczenia i kompleksowej opieki” — podsumowała Beata Ambroziewicz.

„To jest bardzo dobra opinia, dlatego że nigdy, nawet przy zwiększonych środkach finansowych, nie będziemy w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb i musimy sobie to wciąż uświadamiać” — zaznaczyła dr Małgorzata Gałązka--Sobotka. Jej zdaniem, na politykę lekową należy spojrzeć z perspektywy największych wyzwań epidemiologicznych, uwzględniając statystyki dotyczące umieralności Polaków i starzenia się społeczeństwa. Oznacza to, że będziemy musieli udźwignąć wyzwanie, jakim jest prowadzenie pacjentów z chorobami przewlekłymi i spojrzenie na łączne koszty choroby. „Wyzwaniem nie jest tylko to, ile choroba kosztuje NFZ, ale to, ile choroba kosztuje cały ekosystem społeczno-gospodarczy państwa” — podkreśliła Małgorzata Sobotka-Gałązka.

Niewydolność serca groźna nie tylko dla starych ludzi

„Niewydolność serca jest dzisiaj epidemią i jeżeli nie zmienimy naszego rozumienia zagadnienia niewydolności serca i nie podejmiemy działań, będziemy mieli ogromny problem finansowy, społeczny i ekonomiczny” — mówiła dr hab. n. med. Agnieszka Pawlak, kierownik Pododdziału Niewydolności Serca Kliniki Kardiologii Inwazyjnej CSK MSWiA. Populacja pacjentów z niewydolnością serca sięga 700 000 osób, ale szacunkowe dane wskazują na jej wzrost.

„Chorzy ci są leczeni głównie w warunkach szpitalnych, co pochłania 92 proc. budżetu przeznaczonego na terapię pacjentów z niewydolnością serca. Tylko 2 proc. tego budżetu jest przeznaczone na opiekę ambulatoryjną, która jest bardzo istotna dla tych pacjentów. Nasi pacjenci to w dużej mierze osoby w średnim lub starszym wieku. Musimy zdawać sobie sprawę, że niewydolność serca to choroba przewlekła, więc musimy mieć dla nich alternatywę przewlekłego leczenia” — zaznaczyła dr Pawlak. Powinniśmy też skorygować nasze spojrzenie na niewydolność serca jako chorobę ludzi starszych. „Z całą stanowczością podkreślam, że wśród pacjentów z niewydolnością serca obserwujemy w ostatnich latach zwiększenie liczby młodych ludzi. Ten wzrost jest szacowany na około 10 proc. Kolejnym istotnym problemem związanym z tą chorobą jest istotna śmiertelność osób w wieku produkcyjnym, co zmniejsza nasz dochód narodowy. Aby to zmienić, należy pacjentów diagnozować jak najszybciej i leczyć w najlepszy możliwy sposób” — apelowała dr Pawlak. Przypomniała ona, że w kardiologii „rejestrowane są nowe cząsteczki, ale nie mamy szczęścia stosować ich u szerszej grupy naszych pacjentów, bo ciągle nie mamy refundacji, a wyniki leczenia są bardzo korzystne. Pokazują, że zmniejsza się hospitalizacja i śmiertelność w tej populacji. My też chcielibyśmy usłyszeć od pana ministra, że dla niewydolności serca jest dobry rok” — dodała dr Pawlak.

 

Rak płuca — pierwszy zabójca wśród chorób onkologicznych

Szacunkowe dane mówią, że na nowotwory złośliwe zapada co roku ponad 150-160 tysięcy osób, około 90-100 tys. z tego powodu umiera. Najczęściej występującym jest rak płuca — każdy rok przynosi ponad 23 tys. nowych zachorowań. „Jego specyfiką jest to, że porównywalna liczba chorych każdego roku umiera — podkreśla prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. — Mniej niż 20 proc. chorych jesteśmy w stanie zaproponować leczenie o charakterze radykalnym, czyli postępowanie torakochirurgiczne. Pozostali, czyli 80 proc. chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca, wymagają leczenia innego niż chirurgiczne”.

Od 3-4 lat można stwierdzić jednoznacznie, a potwierdzają to badania kliniczne, że są nowoczesne leki, dzięki którym rak płuca może stać się chorobą o charakterze przewlekłym. „Nie jest to takie proste, dlatego że chorych na raka płuca leczy się w sposób bardzo zindywidualizowany i personalizowany, czyli każda jednostka chorobowa wymaga bardzo precyzyjnego doboru metod, którymi dysponujemy” — wyjaśniał prof. Ramlau.

Na początku maja wprowadzono na listę leków refundowanych w ramach programów lekowych dwie cząsteczki immunologiczne. „Nie jest to koniec naszych problemów. Wydawać by się mogło, że mamy dostęp do tych leków, ale nie ma budżetu, który powinien być zapewniony. Według mojej wiedzy, większość dyrektorów szpitali odmawia finansowania tego typu leczenia w ramach tego samego kontraktu z NFZ na programy lekowe” — mówi prof. Ramlau.

Nowe decyzje dotyczące leczenia raka płuca niestety nie zabezpieczają dziś potrzeb wszystkich chorych, jest jeszcze wiele do zrobienia dla tej grupy.

 

Hematoonkologia korzysta z realnej dostępności terapii

Realna dostępność leków jest wypadkową jeszcze jednego ograniczenia, jakim są środki finansowe i odpowiedni ich transfer do kasy płatnika publicznego, aby tę deklarowaną w dokumentach dostępność leczenia zapewnić. W przypadku chorób hematoonkologicznych mamy bardzo mało asów w rękawie.

„Nie ma profilaktyki w tych typach nowotworów, nie mamy też asa, jakim bardzo często jest chirurgia, nierzadko rozstrzygająca w nowotworach litych. Dla tego środowiska instrumenty, priorytety i założenia polityki lekowej to jest zapewne to, co będzie decydować o codziennym zwycięstwie albo o codziennej porażce w walce z chorobą” — sygnalizowała dr Małgorzta Gałązka-Sobotka.

„Jeżeli podzielilibyśmy choroby hematologiczne na ostre i przewlekłe, to w zasadzie w ostrych rozrostach, ostrych białaczkach nie ma żadnej profilaktyki — kontynuowała dr Gałązka-Sobotka. — Choroba rozwija się w ciągu 3-4 tygodni i od momentu, w którym dojdzie do mutacji komórki, do objawów klinicznych chory musi być pilnie przyjęty do leczenia. Natomiast niewątpliwie mamy instrumenty — myślę o profilaktyce — możliwe do zastosowania w przewlekłych rozrostach. Idealnym przykładem jest szpiczak plazmocytowy, w przypadku którego wykonanie wcześniejszych badań przez lekarza rodzinnego mogłoby przyspieszyć rozpoznanie tej jednostki chorobowej”.

Rewolucją, która miała miejsce na przełomie XX/XXI wieku, było zastosowanie w hematoonkologii leków celowanych. „Myślę tutaj o inhibitorach kinazy tyrozynowej w przewlekłej białaczce szpikowej, dzięki czemu stała się ona chorobą przewlekłą. Myślę też, że ostatnią rewolucją, której jesteśmy świadkami, jest zastosowanie nowoczesnych cząstek w szpiczaku plazmocytowym. Pozwoliło to przedłużyć czas życia chorych dwukrotnie, z 4-5 lat do obecnie określanych 8-10 lat” — zwracał uwagę hematolog dr n. med. Grzegorz Charliński.

 

Z nadzieją na zmiany w leczeniu psychiatrycznym

Ze względu na wysokie koszty pośrednie chorób psychicznych, przewlekłość oraz śmiertelność, jaką za sobą pociągają, stanowią one ważne wyzwanie dla polskiego systemu ochrony zdrowia. Również dlatego, że przez lata choroby te były na marginesie uwagi regulatorów, nie mieszcząc się w priorytetach.

„Obserwujemy ciągłe rozpowszechnianie się zaburzeń psychicznych z kręgu afektywnych i lękowych. O ile koszt leków przeciwdepresyjnych wcale nie jest duży, o tyle znaczna jest przewlekłość leczenia, które średnio trwa kilka, a u niektórych pacjentów nawet kilkanaście lat. Częsta jest też nawrotowość tych zaburzeń. W 2017 roku 1 760 000 dorosłych Polaków przyjmowało codziennie lek przeciwdepresyjny, więc ten koszt nie jest wysoki. Ale w leczeniu przeciwdepresyjnym koszty bezpośrednie stanowią 20-30 proc., a pośrednie 70 proc. ” — mówił prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii.

Prof. Gałecki nie narzeka na dostępność leków przeciwdepresyjnych dla pacjentów, bo w porównaniu z innymi dziedzinami medycyny „mamy wszystkie nowoczesne cząsteczki na rynku”. Natomiast jeśli chodzi o terapię w schizofrenii, to środowisko oczekuje i przekonuje ministra zdrowia, żeby kolejne dwie cząsteczki mogły być refundowane. „Są to cząsteczki substancji długo działających. Mówimy tutaj o takich cząsteczkach, które można stosować raz w miesiącu lub raz na trzy miesiące. A pacjent ze schizofrenią leczy się do końca życia, więc komfort przyjmowania kilku tabletek dziennie w porównaniu do przyjęcia jednej iniekcji raz na pół roku lub raz na kwartał daje dużą różnicę” — mówi prof. Gałecki.

Psychiatria faktycznie stoi przed dużymi zmianami, niedawno minister podpisał rozporządzenie, które wprowadza pilotaż centrów zdrowia psychicznego, które obejmą 10 proc. dorosłej populacji. „Związane są z tym duże nadzieje, bo długo o te ośrodki walczyliśmy i wypracowywaliśmy ten projekt. Pilotaż będzie trwał 3 lata, więc myślę, że będziemy mogli po pierwszym półroczu czy roku dokonywać oceny i korekt” — stwierdził prof. Gałecki.

 

Cukrzyca jednym z priorytetów zdrowotnych państwa

Do priorytetów polskiej polityki zdrowotnej zaliczono choroby onkologiczne, choroby układu sercowo-naczyniowego (w tym niewydolność serca), choroby psychiczne, przewlekłe obturacyjne choroby płuc oraz cukrzycę. „Pozostaje pytanie, czy priorytety zdrowotne państwa znajdą swoje odzwierciedlenie w priorytetach polityki lekowej. Jest istotne, żeby te dwa obszary się ze sobą przenikały, jeżeli mówimy o medycynie opartej na wartościach” — mówi dr Jerzy Gryglewicz, ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. Jego zdaniem, o ile w przypadku onkologii nie odnosimy sukcesów, pomimo podjętych wielu działań, w tym wzrostu nakładów finansowych, to w przypadku cukrzycy osiągnięcie spektakularnych efektów zdrowotnych w krótkim okresie jest możliwe.

Jednym z nich jest tworzenie programów polityki zdrowotnej. Programy służące wykrywaniu cukrzycy są realizowane w kilku województwach (mazowieckim, opolskim, świętokrzyskim), a także jako projekty samorządowe na poziomie powiatów czy gmin. „Daje to dużą szansę osobom nieświadomym tego, iż mają cukrzycę, że choroba zostanie u nich wykryta” — podkreśla dr Gryglewicz.

Następnym asem jest edukacja. „Mamy wyszkolone pielęgniarki edukacyjne, które nie mogą realizować swoich świadczeń, gdyż taka porada nie jest finansowana przez NFZ” — informuje ekspert.

Jeśli będziemy dobrze leczyć cukrzycę, to unikniemy części zawałów, udarów, amputacji kończyn czy utraty wzroku. „To są też ogromne koszty opieki społecznej, generowane na poziomie gmin, które muszą tym pacjentom z tak wielką niepełnosprawnością zapewnić opiekę socjalną” — dodaje dr Gryglewicz. A kolejną możliwością pomocy chorym jest tworzenie ośrodków, które leczą powikłania cukrzycy.

Cieszą przełomowe terapie w chorobach rzadkich

„Mam to szczęście, że żyję w czasach przełomów, jeśli chodzi o terapie w chorobach rzadkich. W bardzo wielu z tych schorzeń, szczególnie uwarunkowanych genetycznie, nie było żadnych możliwości leczenia — przyznała prof. dr hab. n. med. Anna Kostera-Pruszczyk, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. — Dzisiaj pojawiają się jedyne terapie, nie lepsze, ale jedyne, a do tego bardzo bezpieczne i skuteczne”.

Prof. Kostera-Pruszczyk bardzo by chciała, żeby w polityce lekowej uwzględniane były również koszty pośrednie, gdyż właśnie w chorobach rzadkich mają one ogromne znaczenie. Te schorzenia bowiem dotykają nie tylko samego pacjenta, ale jego bliskich i całego otoczenia.

„Pamiętajmy, że wielu z tych pacjentów, jeżeli uzyska dostęp do tych nowatorskich terapii, oznacza to dla nich przedłużenie życia, poprawę jego jakości życia, ale także możliwość podjęcia samodzielnej pracy. W tym kontekście to może też oznaczać kontynuowanie zatrudnienia przez rodzica czy kogoś innego, kto musiałby się zajmować chorym, jeśli nie dostałby on możliwości leczenia. To jest również stworzenie możliwości realizowania planów macierzyńskich, co w tej chwili było niezwykle rzadkie i trudne” — zauważa prof. Kostera-Pruszczyk.

W tej grupie chorób nie ma żadnej prewencji. „Nie możemy doradzić lepszej diety, więcej ruchu, rzucenia palenia czy sięgnięcia wcześniej po leki regulujące np. glikemię czy nadciśnienie tętnicze. W kwestii tych schorzeń chodzi nie tylko o przepisy, ale również chyba o nasze lekarskie i ludzkie spojrzenie na tę grupę pacjentów, i stwierdzenie, że oni mają prawo do leczenia, a pułap interwencji jest dziś rzeczywiście fantastyczny” — oceniła prof. Kostera-Pruszczyk.

 

Na zakończenie dr Małgorzata Gałązka-Sobotka zwróciła uwagę na potrzebę koordynacji, niezmiernie ważnej w polskim systemie. „Nie tylko na poziomie opieki nad pojedynczym pacjentem, ale także centralnej. Tak aby polityka lekowa, związana z szeroko rozumianą profilaktyką i organizacją opieki, były skoordynowane. Tylko wtedy efektywność tych narzędzi, o których dzisiaj dyskutujemy, będzie zapewne najwyższa” — podsumowała dr Gałązka-Sobotka.

Relację z panelu „Rola zachęt gospodarczych ze strony państwa w kształtowaniu polityki lekowej” można przeczytać w „Pulsie Farmacji” – w artykule "W oczekiwaniu na progospodarcze rozwiązania dla farmacji".

 

KOMENTARZE

Trudna jest walka z oporną hipercholesterolemią

Beata Ambroziewicz, prezes Polskiej Unii Organizacji Pacjentów:

Hipercholesterolemia to obecnie najgorzej kontrolowany modyfikowalny czynnik ryzyka sercowo-naczyniowego w Polsce. Hiperlipidemia jest chorobą, która rozwija się skrycie. Pacjenci żyją jak z tykającą bombą: mają wysoki poziom cholesterolu, który może doprowadzić do zaawansowanej miażdżycy już w bardzo młodym wieku, a co za tym idzie do przedwczesnych zawałów serca, udarów mózgu. Szczególną grupą pacjentów są osoby z hipercholesterolemią rodzinną, u których choroba ma podłoże genetyczne i występuje niezależnie od stylu życia czy diety. Szacuje się, że ten problem zdrowotny jest udziałem ok. 200 tys. osób w naszym kraju, z czego prawidłowe rozpoznanie ma postawione tylko 1-2 proc. Wśród pacjentów są nawet kilkuletnie dzieci. W arsenale leków refundowanych wciąż nie ma nowoczesnych inhibitorów PCSK9. Tymczasem to szansa dla pacjentów, którzy są oporni na standardowe leczenie. Leki te są także alternatywą dla LDL-aferezy, która jest bardzo uciążliwa, bo przypomina dializę. Podczas zabiegu następuje przetoczenie całej krwi pacjenta i usuniecie z niej cząsteczek tłuszczu. To proces, który trwa kilka godzin. Zabieg musi być powtarzany mniej więcej co dwa tygodnie. Co więcej, LDL-aferezy wykonuje tylko kilka ośrodków w Polsce i z tej terapii korzysta niewielu chorych. W takiej sytuacji wydaje się jak najbardziej zasadne, by inhibitory PCSK9 stały się dostępne dla chorych. Chorych, którzy bardzo często są osobami młodymi, aktywnymi zawodowo, mającymi dzieci. Nowoczesne leki pozwolą im na unikniecie groźnych powikłań i normalne życie.

Pacjenci i lekarze czekają na leki przeciwszpiczakowe nowej generacji

Dr hab. n. med. Grzegorz Charliński, Klinika Hematologii Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu:

Idealna byłaby sytuacja, w której chorzy na szpiczaka mieliby dostęp do wszystkich nowoczesnych leków. Niestety w Polsce możliwości terapeutyczne odbiegają od obowiązujących w krajach Europy Zachodniej. Cały czas korzystamy tylko z dwóch grup leków. Jedną jest pierwsza generacja inhibitorów proteasomu, a drugą — pierwsza generacja leków immunomodulujących. Nie dysponujemy żadnymi nowymi cząstkami. Mam tu na myśli nie tylko przeciwciała monoklonalne, ale także inne, nowe generacje wspomnianych wcześniej leków. W przypadku leków immunomodulujących chciałbym mieć możliwość zastosowania u pacjentów pomalidomidu, czyli leku trzeciej generacji. Jeżeli chodzi o inhibitory proteasomu, to wciąż nie dysponujemy lekiem drugiej generacji, którym jest karfilzomib. Oba wymienione leki to cząstki o udowodnionej skuteczności zarówno w badaniach klinicznych, jak i w praktyce klinicznej. Są od dosyć dawna zarejestrowane w Europie i rekomendowane jako leki drugiego i kolejnego rzutu. Najwyższy czas, by polscy pacjenci także mogli z nich skorzystać.

Nowoczesne leczenie poprawia rokowanie u chorych na raka płuca

Prof. Rodryg Ramlau, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu:

W ostatnim czasie miała miejsce istotna zmiana w dostępie do terapii stosowanych w leczeniu pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca. Mam tu na myśli stworzenie dostępu do leczenia immunologicznego dwoma cząsteczkami, które od 1 maja znalazły się na liście refundacyjnej w ramach programów lekowych. To bardzo ważna i potrzebna zmiana, na którą od dawna czekaliśmy. Nie rozwiązuje to jednak całego wachlarza problemów, z jakimi borykamy się, lecząc pacjentów chorych na raka płuca. Pojawia się dylemat, co z pozostałą grupą chorych, którym w tej chwili nie jesteśmy w stanie zapewnić dostępu do leczenia immunologicznego? Zarówno w pierwszej linii leczenia, bez względu na ekspresję receptora, jak i w drugiej linii terapii u chorych na raka innego niż płaskonabłonkowy. Mówimy tu głównie o pacjentach z rakiem gruczołowym. Na tym polu brakuje nam wciąż dostępu do tych dodatkowych cząsteczek. Są to leki już zarejestrowane w Unii Europejskiej. Mam tu na myśli przede wszystkim atezolizumab. Nie należy również zapominać o nowoczesnych lekach z grupy antyangiogennych, czyli wpływających bezpośrednio na neoangiogenezę, a więc tworzenie się naczyń krwionośnych w obrębie guza. Kolejna ważna kwestia: ponad 2 lata jest zarejestrowany w UE nintedanib, który nie znalazł się dotychczas w Polsce na liście refundacyjnej. A wiemy, że część chorych mogłaby odnieść określoną korzyść z takiej terapii w stosunku do dotychczasowego leczenia. Potrzebne jest także rozszerzenie wskazań do leczenia chorych z mniejszą ekspresją receptora PDL1. Dotychczasowe programy lekowe tego nie obejmują. Dostęp do nowych, coraz skuteczniejszych leków sprawia, że część chorych z rakiem płuca może dłużej żyć z tą chorobą. Nowoczesne leczenie zdecydowanie wpływa na poprawę rokowania u pacjentów.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Oprac. Maja Marklowska-Dzierżak, Małgorzata Konaszczuk

Puls Medycyny
Polityka lekowa / Relacja z V konferencji "Polityka lekowa"
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.