Perspektywy prywatnych ubezpieczeń

Anna Gwozdowska
05-10-2005, 00:00

Nowy rząd jak najszybciej powinien zająć się ustawą o prywatnych, dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych. Zręby systemu ubezpieczeń, w którym działałyby mechanizmy konkurencji, były gotowe już pięć lat temu, ale politykom zabrakło odwagi, by ten model wcielić w życie. Eksperci rynku ubezpieczeniowego twierdzą, że nie można kolejny raz zmarnować szansy na uzdrowienie polskiego systemu ochrony zdrowia, rezygnując z tego dodatkowego źródła dochodów.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Nie wiadomo jeszcze, jak będzie wyglądał kompromis "zdrowotny" między dwoma zwycięzcami wyborów: Prawem i Sprawiedliwością oraz Platformą Obywatelską. "Rząd koalicyjny musi mieć koalicyjny program. Mamy świadomość, że nie będzie to program PiS ani Platformy, tylko program, który będzie czerpał z obu programów" - komentował krótko po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów parlamentarnych Kazimierz Marcinkiewicz, kandydat na premiera z PiS.
Oba ugrupowania opowiadają się za wprowadzeniem prywatnych ubezpieczeń dodatkowych, mimo że mają zupełnie inną wizję finansowania świadczeń w ramach obowiązkowej składki zdrowotnej. PiS chce powrotu do finansowania leczenia przez budżet państwa, a PO proponuje udoskonalenie systemu ubezpieczeniowego z konkurującymi płatnikami. Bolesław Piecha z PiS, ekspert tej partii w sprawach ochrony zdrowia, mówi o konieczności wprowadzenia ubezpieczeń komercyjnych na świadczenia ponadstandardowe, np. takie, które zakładają użycie kosztownej, bo najnowocześniejszej technologii. Wspomina również, że PiS rozważa możliwość wprowadzenia ubezpieczeń alternatywnych, w ramach których będzie można zrezygnować z publicznej opieki zdrowotnej w zamian za pozostawienie w tym systemie części składki.
Także Andrzej Sośnierz, dyrektor dawnej ląskiej Regionalnej Kasy Chorych, obecnie poseł Platformy Obywatelskiej w nowej kadencji, na kilka dni przed wyborami zapewniał Puls Medycyny, że prywatne, dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne zostaną wprowadzone. Jego zdaniem, nastąpi to już na początku 2007 roku. Jednocześnie A. Sośnierz zdecydowanie odrzucał głosy sceptyków, którzy argumentują, że bez długoletniej pracy nad koszykiem świadczeń medycznych, gwarantowanych w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, nie da się tego zrobić.
"Już po roku można opublikować pierwszą, niedoskonałą wersję koszyka. Potem będzie on uzupełniany i rozwijany - przekonywał A. Sośnierz. - Dotąd naszą specjalnością jest dyskutowanie o koszyku. Ileż można jeszcze dyskutować? Trzeba go wreszcie zacząć tworzyć".
A. Sośnierz ma jasną wizję tego, co nowy rząd musi zdążyć zrobić, zanim wyborcy zmienią swoje preferencje. Jego zdaniem, trzeba zacząć od decentralizacji Narodowego Funduszu Zdrowia, wprowadzenia do systemu również prywatnych płatników i stworzenia niezależnej Agencji Standaryzacji i Taryfikacji, która zajmie się zdefiniowaniem koszyka świadczeń. Drugi etap to właśnie uruchomienie ubezpieczeń dodatkowych.
Jak mało kto, Andrzej Sośnierz zdaje sobie sprawę z tego, że czas działa na niekorzyść reformatorów. "Pamiętajmy o problemach AWS. O rok odsunięty proces wdrożenia kas chorych spowodował, że w trzecim roku kadencji, kiedy opozycja zaczynała tworzyć programy wyborcze, jeszcze nie było widać pożytków wynikających z reformy - przestrzega A. Sośnierz. - Trzy lata na wprowadzenie czegoś nowego nie wystarczą, trzeba mieć co najmniej cztery lata. O drugą kadencję można walczyć, jeśli od samego początku pierwszej zaczyna się działać".

Warunki powodzenia

Eksperci od lat bezskutecznie namawiają polityków do uwolnienia rynku ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce. "Mentalność społeczeństwa, niski poziom dochodów oraz niechęć środowiska lekarskiego, które obawia się utraty dochodów niejawnych, blokują wprowadzenie rozwiązań o charakterze rynkowym - wylicza prof. Aldona Frączkiewicz-Wronka z Akademii Ekonomicznej w Katowicach. - Nie widzę formacji politycznej, która chciałaby się narazić na niezadowolenie społeczne już w pierwszych miesiącach po objęciu władzy". Jeśli się jednak taka formacja znajdzie, to stoi przed nią, zdaniem A. Frączkiewicz-Wronki, cała masa zadań do wykonania.
Na początek trzeba przygotować dobre rozwiązanie ustawowe, najlepiej w formie kompleksowego aktu prawnego, regulującego wszystkie problemy związane z ubezpieczeniami zdrowotnymi. Do skorzystania z oferty firm ubezpieczeniowych powinno zachęcać wprowadzenie regulacji umożliwiających odpisywanie od podatków udokumentowanych wydatków na leczenie. Najkorzystniejszym dla podatników byłoby odpisywanie kosztów poniesionych na leczenie od globalnego dochodu - na wzór dużej ulgi budowlanej. Ubezpieczenia dodatkowe to, niestety, łatwy cel dla polityków populistów, odwołujących się do negatywnych emocji biedniejszej części społeczeństwa. "Dlatego niezbędne jest też tworzenie społecznego klimatu sprzyjającego rozwiązaniom rynkowym w ochronie zdrowia" - uważa prof. A. Frączkiewicz-Wronka.
Jej zdaniem trzeba przekonać niezdecydowanych o tym, że ubezpieczenia dodatkowe odciążą system powszechnych ubezpieczeń i staną się dodatkowym źródłem dochodów dla niedofinansowanych szpitali, a więc będą sprzyjać podwyższeniu jakości usług w publicznym sektorze ochrony zdrowia, na czym skorzystają właśnie mniej zamożni pacjenci.
"Niestety, takiego klimatu brak. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że przedstawia się dobrowolne prywatne ubezpieczenia jako instrument różnicowania społeczeństwa na lepszych i gorszych" - uważa prof. A. Frączkiewicz-Wronka.

Koszyk niezgody

Pozostaje jeszcze najpoważniejszy, zdaniem ekspertów, problem - zdefiniowanie koszyka świadczeń gwarantowanych, a co za tym idzie wskazanie usług, które mogą podlegać prywatnym ubezpieczeniom. Andrzej Wojtyła, trzykrotny poseł na Sejm RP i były minister zdrowia, uważa, że w ciągu roku nie da się wprowadzić koszyka świadczeń medycznych. "Gdybyśmy rozpoczęli pracę już 1993 r., dopiero teraz mielibyśmy koszyk - argumentuje A. Wojtyła. - Jeśli ktoś zna realia, to nie będzie mówił, że koszyk da się wprowadzić w ciągu 2-3 lat".
Poważnym wyzwaniem będzie również opracowanie wspólnego dla wszystkich świadczeniodawców katalogu procedur, np. na wzór amerykańskiego The Official CPT Codes and Descriptions (katalog wprowadzony przez American Medical Association). Lekarze i instytucje ubezpieczeniowe są zgodni, że bez takiego katalogu nie jest możliwe sporządzenie rzetelnej polisy, bo ubezpieczyciel gwarantowałby świadczenia medyczne nie wiedząc, jakie procedury funkcjonują w placówkach, do których kieruje swoich pacjentów.
Przedstawiciele firm ubezpieczeniowych dorzucają jeszcze do ww. listy potrzebę ustalenia katalogu realnych cen za usługi w publicznych placówkach służby zdrowia i umożliwienie podpisywania z nimi tzw. komercyjnych umów o świadczenie usług. Zgodnie z dotychczasowym stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia, polskie prawo nie pozwala na pobieranie opłat przez publiczne ZOZ-y, a ostatnie cztery lata upłynęły pod znakiem stanowczego sprzeciwu wobec takich prób. Pojawiła się wprawdzie nieśmiała propozycja zmiany prawa, ponieważ w rządowym projekcie ustawy zdrowotnej z 2004 roku, która weszła w życie 1 października, zapisano możliwość wniesienia przez pacjenta pełnej opłaty po to, aby ominąć kolejkę, ale w parlamencie pomysł ostatecznie przepadł.
Jak bardzo debata na ten temat jest potrzebna, pokazał przykład Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 we Wrocławiu, w którym decyzją dyrektora Andrzeja Zdeba wprowadzono odpłatność zarówno dla osób nieubezpieczonych, jak i ubezpieczonych w przypadku wyczerpania się limitów określonych w kontrakcie z NFZ. Zamiast z góry przegranej walki z funduszem o refundację nadwykonań, dyrektor A. Zdeb wybrał pobieranie opłat za usługi szpitala, chcąc w ten sposób zyskać dodatkowe źródła dochodu. Chociaż ustępujący minister zdrowia Marek Balicki uznał działanie dyrektora z Wrocławia za niezgodne z prawem, do sprawy trzeba będzie zapewne wrócić.

Samoorganizacja ubezpieczycieli

Zakładając, że nowy rząd spełni wszystkie warunki niezbędne do wprowadzenia prywatnych ubezpieczeń, warto zapytać, czy sami ubezpieczyciele są gotowi na zmiany. Rynek ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce jest jak dotąd niewielki. W dodatku z prawdziwymi ubezpieczycielami konkurują prywatne przychodnie oferujące abonamenty. W samej tylko Warszawie ten rodzaj rynku wycenia się na około 1 mld zł. Dlatego, choć prognozy potencjalnej wartości rynku ubezpieczeń zdrowotnych są niezwykle kuszące (mówi się nawet o kilkudziesięciu miliardach złotych), rzeczywistość jest o wiele skromniejsza. Mimo to towarzystwa ubezpieczeniowe nie czekają z założonymi rękami.
Według Witolda Kurzępy, wiceprezesa zarządu Polskiego Towarzystwa Ubezpieczeń SA, niektóre zakłady ubezpieczeń wprowadziły już produkty zwane ubezpieczeniami zdrowotnymi i medycznymi. "Choć nie do końca są to prawdziwe ubezpieczenia zdrowotne, to pozwalają na opracowanie odpowiednich procedur, zasad współpracy z placówkami medycznymi, zebranie doświadczeń, ustalenie opłacalności, analizę potrzeb klientów itd." - tłumaczy W. Kurzępa. Dlatego prof. Romuald Holly, profesor SGH i Uniwersytetu Medycznego w Łodzi oraz dyrektor Krajowego Instytutu Ubezpieczeń, gorący zwolennik prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, jest dobrej myśli. "Rynek świadczeń może się kształtować niezależnie od istniejących regulacji formalnoprawnych. Zamiast czekać na ustanowienie stosownego prawa, może wymuszać na ustawodawcy sankcjonowanie status quo - uważa prof. R. Holly. - Ubezpieczyciele będą oferowali pakiety świadczeń w zamian za określoną, z konieczności - w tej sytuacji - zawyżoną składkę, w autoryzowanych przez nich placówkach, gdzie będą wprowadzane ich procedury".
Liczba placówek medycznych, działających na zasadach konkurencji i zapewniających odpowiedni standard usług może być na początku niedostateczna, szczególnie na terenie małych miast i wsi. Jednak według prof. R. Holly, fakt, że polskie szpitale są niedoinwestowane, nie powinien być w tym procesie przeszkodą. Jego zdaniem, sieć placówek działających na rzecz prywatnego ubezpieczyciela można stworzyć wzorując się na czeskim lub angielskim modelu. Trzeba wziąć pod uwagę odległość, jaką ma do pokonania pacjent do potencjalnego świadczeniodawcy oraz maksymalny czas dotarcia do szpitala. "Wyliczyliśmy, że aby taki system mógł działać w Polsce, jest potrzebne 200 szpitali i kilkanaście klinik" - wyjaśnia profesor i uspokaja, że udałoby się już dziś znaleźć odpowiednie, spełniające wszystkie wymagania placówki, a reszta szybko dostosuje się do potrzeb.
Tyle założenia teoretyczne. Istotne jest, na jaki system można liczyć teraz, po wyborach parlamentarnych. "O ile bardzo łatwo było sobie wyobrazić wynik wyborów, o tyle bardzo trudno przewidzieć wynik przetargu politycznego, którego efektem będzie kształt systemu ochrony zdrowia. Zapowiedzi kolejnej reformy systemu ochrony zdrowia, którą postulują politycy, są niespójne, ogólnikowe i niejednoznaczne - uważa prof. R. Holly. - Kształt systemu, jako wypadkowych deklaracji, już z definicji nie może być zadowalający(...). Prawdopodobnie będziemy mieć ustawę sankcjonującą prywatne ubezpieczenia, ale bez koszyka świadczeń gwarantowanych i bez katalogu procedur".

Powtórka z historii
Najważniejsza nowelizacja ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym (z 1997 roku), zaproponowana przez rząd Jerzego Buzka zakładała, że prywatni ubezpieczyciele wejdą do systemu powszechnych ubezpieczeń w 2003 roku. Po bardzo długich dyskusjach, trwających ponad półtora roku, Sejm, głosami SLD, UW, a nawet części posłów AWS, wbrew stanowisku rządu, przyjął nowelizację ustawy. Wykreślono z niej artykuł 4a, dotyczący wprowadzenia prywatnych ubezpieczycieli.
Propozycja rządu zakładała, że prywatni ubezpieczyciele nie mogliby wybierać sobie ubezpieczonych, ale musieliby ubezpieczać wszystkich chętnych, także starych i chorych, tzn. musieliby przyjąć na siebie taką samą odpowiedzialność jak publiczne kasy chorych. Reformatorzy nie zdążyli wprowadzić wszystkich zapowiadanych zmian również dlatego, że rząd musiał czekać na utworzenie Rejestru Ubezpieczonych, co było uzależnione od ciągle opóźniającego się uruchomienia systemu w ZUS-ie. Kontrola przepływu pacjentów, niezbędna we wprowadzaniu konkurencji dla kas chorych, mogła nastąpić przy stuprocentowym uruchomieniu systemu rejestracji.

Wszystko już było
Teresa Kamińska, minister-koordynator reform społecznych w rządzie Jerzego Buzka:
Rozwój systemu ubezpieczeń zdrowotnych z 1999 roku zależał od szybkich reakcji rządu i Sejmu. Niestety, debaty dotyczące zmian w systemie ciągnęły się w Sejmie zbyt długo, mimo że stosunkowo szybko było wiadomo, jakie są słabe punkty reformy. Poza tym do porządkowania ochrony zdrowia potrzebny jest spokój, co w polityce oznacza kilka kadencji, a takiej szansy ten system nie dostał.
Plan polegał na tym, aby docelowo w jak największym stopniu zdywersyfikować źródła finansowania szpitali. Zakładaliśmy, że kasy będą miały czas, aby okrzepnąć, a dopiero potem planowaliśmy zmniejszyć ich liczbę, by w końcu wprowadzić na rynek prywatną konkurencję dla kas. Dodatkowe prywatne ubezpieczenia, wprowadzone na rynek razem z prywatnymi ubezpieczycielami, byłyby jeszcze jednym źródłem finansowania dla szpitali. Wejście prywatnych ubezpieczycieli miało przyspieszyć ustalenie realnych kosztów świadczeń, a wprowadzenie prywatnych ubezpieczeń dodatkowych dałoby szansę publicznym placówkom. Stopniowo podwyższałyby jakość usług, sprzętu etc.
Nie zdążyliśmy zrealizować tych planów. Nadal nie mogę zrozumieć, dlaczego Sejm odrzucił takie rozwiązanie. Posłowie w Sejmie argumentowali wtedy, że rząd chce wprowadzić podział na bogatych i biednych, a przecież można się było spodziewać, że to właśnie chorzy, bardziej mobilni w poszukiwaniu dobrej opieki zdrowotnej, kojarzący prywatne usługi z dobrą jakością, a nie młodzi i bogaci, zgłoszą się do prywatnych ubezpieczycieli jako pierwsi. Niestety, zamiast konkurencyjnego systemu ubezpieczeń, mamy dziś skandaliczne abonamenty, które spijają śmietankę, obsługując najzamożniejszych i nie biorąc odpowiedzialności za wszystkie świadczenia, czego tak bardzo obawiali się politycy w 2001 roku.

Siedem razy "za"
Bezpośrednie korzyści dla publicznych i niepublicznych ZOZ-ów płynące z dodatkowych prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych:
1. Dodatkowe źródło dochodów.
2. Wykorzystanie pełnego potencjału placówki, specjalistycznej aparatury medycznej i kadry, racjonalne wykorzystanie bazy łóżkowej.
3. Lepszy standard leczenia - możliwość wdrażania nowych, droższych technologii diagnostycznych i metod leczenia.
4. Lepsza jakość pracy i wzrost bezpieczeństwa pacjentów.
5. Poprawa warunków lokalowych - możliwość przeprowadzenia remontów i nowych inwestycji.
6. Szansa na wyższe zarobki personelu medycznego i pozostałych pracowników.
7. Nowe miejsca pracy.

Prawo o systemie ochrony zdrowia
Najważniejsze akty prawne dotyczące ubezpieczeń zdrowotnych:

- Ustawa o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym z 6.02.1997 r. (Dz.U. nr 28, poz. 153); data wejścia w życie: 1 stycznia 1999 r.
Rząd SLD-PSL
o wprowadza powszechne, obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne;
o świadczenia zdrowotne gwarantowane ustawą zapewniają regionalne i branżowe kasy chorych, które w wyniku konkursu ofert zawierają umowy ze świadczeniodawcami;
o ubezpieczeni wnoszą dopłaty za usługi stomatologiczne związane z zastosowaniem niektórych materiałów medycznych i ponoszą zryczałtowane koszty zakwaterowania i wyżywienia w szpitalu.

- Ustawa o zmianie ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym oraz o zmianie niektórych ustaw z 18.07.1998 r. (Dz.U. nr 117, poz. 756); data wejścia w życie: 1 stycznia 1999 r. (z wyjątkiem art. 4a, który miał wejść w życie 1.01.2002 r.).
Rząd AWS-UW
o wprowadza wolny wybór lekarza i kasy chorych;
o zawiera art. 4a, wg którego ubezpieczenia zdrowotne mogą być realizowane w innej niż kasa chorych instytucji ubezpieczeniowej, pod warunkiem, że zapewnia ona zakres świadczeń nie mniejszy niż ten gwarantowany ustawą, ubezpiecza każdą zgłaszającą się osobę i nie różnicuje składki w zależności od czynników ryzyka.

- Ustawa o zmianie ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym z 30.11.2000 r. (Dz.U. nr 122, poz. 1311).
Rząd AWS-UW
o batalia o art. 4a (z ustawy 1998 roku) umożliwiający ubezpieczanie się w innych niż kasy chorych instytucjach ubezpieczeniowych;
o Sejmowa Komisja Zdrowia proponowała wykreślenie art. 4a, wtedy rząd zaproponował odroczenie możliwości wprowadzenia na rynek polski innych instytucji ubezpieczenia zdrowotnego do 1.01.2003 r., ostatecznie Sejm przyjął, że wprowadzenie konkurencji dla kas chorych ureguluje odrębna ustawa (co się jednak nie stało - przyp. red.).

- Ustawa o powszechnym ubezpieczeniu w Narodowym Funduszu Zdrowia z 23.01.2003 r. (Dz.U. nr 45, poz. 391).
Rząd SLD-UP-PSL
o ustawa likwiduje kasy chorych;
o wprowadza w miejsce kas Narodowy Fundusz Zdrowia.

- Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 07.01.2004 r. (Dz.U. nr 5, poz. 37).
o Trybunał orzekł niezgodność z Konstytucją RP ustawy o powszechnym ubezpieczeniu w NFZ;
o Ustawodawca został zobowiązany do określenia zakresu świadczeń medycznych dostępnych w ramach składki zdrowotnej.

- Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych
ze środków publicznych z 27.08.2004 r. (Dz.U. nr 210, poz. 2135)
Rząd mniejszościowy SLD
o nie przyniosła poważnych zmian, np. decentralizacji NFZ;
o umożliwiła zgodną z prawem kontraktację świadczeń;
o nie zawiera żadnych zapisów dotyczących przyszłości ubezpieczeń dodatkowych.







Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Perspektywy prywatnych ubezpieczeń
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.