Z traumy życia pod presją ratuje codzienna aktywność

Emilia Grzela
opublikowano: 20-07-2020, 10:29

Funkcjonowanie ze świadomością stałego zagrożenia życia oraz w wymuszonej pandemią izolacji społecznej odcisnęło piętno na psychice większości z nas. Lęk o siebie i bliskich, dotkliwa samotność wywoływały lub nasilały depresję. Uwięzienie rodzin w domach doprowadzało niekiedy do zachowań agresywnych. W najtrudniejszej sytuacji znaleźli się pracownicy ochrony zdrowia, w całości stając się grupą zawodową pierwszego kontaktu z nieznanym, a potencjalnie śmiertelnym patogenem.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Od połowy marca, gdy oficjalnie ogłoszono pandemię SARS-CoV-2 i zaczęto wprowadzać pierwsze obostrzenia sanitarne, psychiatrzy alarmowali o wzroście przypadków depresji i zaburzeń lękowych.

Między depresją i agresją

Konieczność izolacji, ciągłe poczucie zagrożenia, lęk o zdrowie swoje i najbliższych oraz obawy przed skutkami gospodarczego kryzysu: to wszystko negatywnie oddziałuje na psychiczne funkcjonowanie ludzi. Jednak problem depresji nie pojawił się wczoraj. To problem narastający. Według Światowej Organizacji Zdrowia depresja stanowi jedną z głównych przyczyn rezygnacji z aktywności społeczno-zawodowej kobiet. Wiadomo też, że dziś depresja nie jest zaburzeniem dotykającym wyłącznie dorosłych, jej objawy są spotykane już u 6-letnich dzieci. Warunki życia w pandemii dodatkowo sprzyjają występowaniu zaburzeń depresyjnych u osób starszych. Co na to eksperci?

„W 2018 r. zostało zrealizowanych prawie 3 mln recept na leki antydepresyjne. Są one wykorzystywane zarówno w terapii zaburzeń lękowych o dużym nasileniu, jak i depresji. Pandemia nasiliła ten problem. Według badań, w jej początkowych tygodniach aż 7 na 10 osób w zasadzie nie wychodziło z domu, 14 proc. seniorów nie opuszczało czterech ścian i było zdanych na pomoc sąsiadów lub wolontariuszy. Samotność i izolacja są czynnikami powodującymi lub nasilającymi depresję” — zaznaczyła prof. dr hab. n. med. Irena Krupka--Matuszczyk, psychiatra, seksuolog ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

W jej ocenie, kondycję psychiczną seniorów pogarszały obawy o dostępność opieki medycznej oraz częsta w tej grupie wielochorobowość. Najlepiej z psychicznymi skutkami pandemii radziły sobie osoby młode, które nie ukończyły 30. roku życia. Jeśli chodzi o dzieci i młodzież, to — zdaniem specjalistki — niepokojące może być osłabienie społecznych więzi oraz jeszcze silniejsze przywiązanie do technologii i komunikacji online — ta populacja już przed SARS-CoV-2 zdradzała tendencje do e-uzależnień. Czas pandemii nasilił też zachowania agresywne — również te występujące w sferze publicznej i przybierające postać hejtu.

Bezradni w zagrożeniu

Choć pandemia COVID-19 nie przybrała w Polsce tak dramatycznych rozmiarów, jak np. we Włoszech czy Wielkiej Brytanii, poziom przewlekłego stresu i niepokoju u pracowników medycznych i tak jest ekstremalnie wysoki. Problem wypalenia zawodowego był wśród zawodów medycznych znaczący już wcześniej, a brak środków ochrony indywidualnej i niewystarczające przygotowanie placówek ochrony zdrowia do walki z SARS-CoV-2 na pewno go pogłębiło. Jak wskazała Eliza Cieślikowska, psycholog i terapeuta z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego MEGREZ w Tychach (na czas pandemii przekształconego w jednoimienną placówkę zakaźną), ogromną trudność dla personelu medycznego stanowiło przystosowanie się do nowych zasad udzielania świadczeń oraz funkcjonowanie w stałym poczuciu zagrożenia.

„Ze skutkami psychologicznymi pandemii wśród personelu medycznego będziemy się jeszcze zmagali w ciągu kilku kolejnych miesięcy. Z mojej praktyki wynika, że wielu z nich zgłasza już epizody bezsenności, zaburzenia lękowe i depresyjne. Część decyduje się na zasięgnięcie porady specjalistów, często kolejny raz w swoim życiu. U wielu pandemia COVID-19 uruchomiła bolesne wspomnienia związane z chorobą czy śmiercią kogoś bliskiego, stała się czynnikiem wyzwalającym psychiczny kryzys” — dodała ekspertka.

Eliza Cieślikowska zwróciła uwagę, że sięganie po alkohol lub inne używki w celu zmniejszenia poczucia niepokoju czy lęku może mieć katastrofalne skutki — choć początkowo wydaje się błahym problemem. W jej opinii, lepszą metodą na przewlekły stres jest aktywność fizyczna, bliskie relacje z innymi, zachowanie prawidłowego rytmu dnia i unikanie spędzania całego dnia w piżamie lub dresie. Warto również pilnować higieny snu, a w razie epizodu bezsenności nie od razu sięgać po farmakoterapię — jej zbyt wczesne włączenie w części przypadków skutkuje tzw. bezsennością z odbicia.

Psychologia i psychiatria
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
×
Psychologia i psychiatria
Wysyłany raz w miesiącu
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Coraz częstszy zespół stresu pourazowego

Dłuższe funkcjonowanie w warunkach silnego stresu nie pozostaje obojętne nie tylko dla aktywności społecznej i zawodowej. Konsekwencje stresu często mają somatyczny charakter. Jak podkreślały ekspertki, depresja może się przyczynić do rozwoju szeregu chorób somatycznych, m.in. zaburzeń ze strony układu sercowo-naczyniowego, pokarmowego i oddechowego. Podobne konsekwencje zdrowotne mają zaburzenia lękowe.

„Reakcja ludzkiego organizmu na przewlekły stres może jest zróżnicowana i zależy od indywidualnych uwarunkowań, ale może mieć ostry przebieg. Krótkotrwałe reakcje na stres, takie jak objawy ze strony układu pokarmowego, np. zaburzenia wydalania, zwykle ustępują po ok. 48 godzinach. W większości przypadków tego typu zaburzenia nie wymagają lekarskiego nadzoru i interwencji farmakologicznej. Niestety, w ostatnim czasie obserwujemy wzrost liczby pacjentów wykazujących objawy zespołu stresu pourazowego. Są to zaburzenia, które mogą trwać dłuższy czas. Ponadto niekoniecznie muszą występować jako bezpośrednia reakcja na bodziec stresogenny, ale mogą ujawniać się z czasem. Konieczne jest tutaj zastosowanie właściwego leczenia” — wskazała prof. Irena Krupka-Matuszczyk.

Wszelką farmakoterapię, jak podkreśliła, należy jednak wdrażać bardzo ostrożnie — zwłaszcza dziś, w warunkach nadal ograniczonego dostępu do psychiatrów.

Takie leki, jak benzodiazepiny, wykorzystywane m.in. w terapii zaburzeń lękowych, stosowane przez dłuższy czas mają właściwości uzależniające. Prof. Irena Krupka-Matuszczyk dodała, że po miesiącu stosowania warto rozważyć ich odstawienie, choć zdarzają się bardziej rygorystyczni specjaliści, którzy rekomendują podawanie benzodiazepin jedynie przez dwa tygodnie.

Biorące udział w dyskusji ekspertki zwróciły uwagę, że dla poprawy kondycji psychicznej w dobie pandemii COVID-19 kluczowa jest ogólnie pojęta higiena życia: zachowanie codziennego rytmu, dobry jakościowo sen i prawidłowe relacje z bliskimi. Interwencja lekarska, a tym bardziej farmakologiczna — choć czasami nie do uniknięcia — nie może być jednym z pierwszych kroków podejmowanych przez osobę odczuwającą psychiczny dyskomfort.

Kontrowersyjny pomysł rejestru prób samobójczych

Polska od dłuższego czasu pozostaje w niechlubnej czołówce państw europejskich, w których mieszkańcy podejmują — niestety, często skuteczne — próby samobójcze. Ostatnio wrócił więc pomysł utworzenia rejestru zbierającego dane pacjentach, którzy targnęli się na swoje życie. Dostęp do nich miałyby uzyskać, poza pracownikami medycznymi, także policja i opieka społeczna. Czy byłoby to skuteczne narzędzie nadzoru i profilaktyki?

„10 kwietnia zespół roboczy ds. prewencji samobójstw i depresji przy działającej w Ministerstwie Zdrowia Radzie ds. Zdrowia Publicznego podjął uchwałę o powstaniu rejestru prób samobójczych. Pojawiły się jednak głosy krytyki i sprzeciwu ze strony środowiska prawniczego, które oceniło, że jest to głęboka ingerencja w prawa podstawowe. Warto pamiętać, że próba samobójcza bywa często jednorazowa, natomiast stygmatyzacja związana z umieszczeniem w takim rejestrze miałaby charakter długotrwały. Jestem co do tego rozwiązania sceptyczna. Nie mam pewności, że przełożyłoby się to na niższy odsetek prób samobójczych” — wyraziła swoją wątpliwość prof. Irena Krupka-Matuszczyk.

Zaburzenia psychiczne. Wpisane w los człowieka?

23 proc. osób w wieku produkcyjnym doświadczy w ciągu swojego życia przynajmniej jednego zaburzenia psychicznego. Do najczęściej występujących w populacji ogólnej należą: uzależnienia (głównie od alkoholu), nerwice, obniżenie nastroju, przewlekły lęk i depresja.

Na podstawie sesji, która odbyła się w ramach HCC Online

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.