Perchaluk: kategoryzacja szpitali w dobie kryzysu to jak wsadzenie kija w mrowisko

  • Katarzyna Lisowska
opublikowano: 13-06-2022, 08:43

Termin wdrożenia szumnie zapowiadanej reformy szpitalnictwa, planowany na przyszły rok, został odłożony co najmniej do 2024 r. - Podstawowym błędem projektu jest samo wprowadzanie kategoryzacji szpitali w oparciu jedynie o ich wynik finansowy - mówi w rozmowie z Pulsem Medycyny Władysław Perchaluk, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Nie chcę krytykować dużych ośrodków szpitalnych, ale nie jest tajemnicą, że często rezydenci są tam sprowadzani do roli sekretarek - ocenia Władysław Perchaluk.
Fot. Archiwum/Związek Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego

Puls Medycyny: Co z tą ustawą jest nie tak? Dlaczego spadła na nią taka fala krytyki? Bo o tym, że kondycja szpitali w Polsce nie jest dobra, mówi się od dawna. Więc wydawałoby się, że reforma tego obszaru jest potrzebna, żeby nie powiedzieć - konieczna.

Władysław Perchaluk: Zmiany są potrzebne, tego nikt nie podważa. Ale dobre rozwiązania tworzy się w porozumieniu z ludźmi, którzy działają w danym obszarze, a nie wbrew nim.

Moje środowisko, od kiedy pojawiły się pierwsze informacje, w jakim kierunku zmierza reforma, a także potem, kiedy do konsultacji skierowano projekt ustawy o modernizacji i poprawie efektywności szpitalnictwa, wskazywało, że to nie jest dobry plan. Podkreślaliśmy, że zapomniano o tym, iż Polska jest różna i każdy region ma swoje potrzeby - i to w odpowiedzi na nie powinna być kreowane polityka zdrowotna. Temu miały m.in. służyć tworzone mapy potrzeb zdrowotnych, które chyba zostały całkowicie pominięte. Tego też zabrakło także w poprawionej wersji projektu ustawy.

Dodatkowo okoliczności, w jakich miałaby być wdrażana ustawa, są - delikatnie mówiąc - niefortunne dla szpitali.

Co pan ma na myśli?

Głównym założeniem tej reformy był podział szpitali na cztery kategorie ze względu na ich sytuację finansową. Robienie tego w czasie kryzysu związanego z pandemią i z wojną w Ukrainie to jak wsadzenie kija w mrowisko. Ostatnie dwa lata istotnie odbiły się na budżetach szpitali; nie ma też pewności, na ile stabilne będzie drugie półrocze tego roku. Niepokój pojawia się też w związku z wyzwaniem, jakim może być wejście w życie 1 lipca ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia. Kierujący szpitalami nadal nie mają pewności, jak będą dystrybuowane środki potrzebne na sfinansowanie podwyżek; gdzie, kiedy i w jakiej wysokości one trafią. Ustawa jasno tego nie precyzuje.

Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno zgodzić się z tym, że obecna sytuacja finansowa daje obiektywny pogląd, która placówka jest dobrze zarządzana, a która źle.

Ale problem z tą reformą to nie jest tylko kwestia tego, czy kategoryzacja szpitali nastąpi w oparcia o wynik finansowy za ten czy kolejny rok. Podstawowym błędem projektu jest samo wprowadzanie kategoryzacji w oparciu jedynie o wynik finansowy.

Na czym zatem reforma szpitalnictwa powinna polegać?

Jeżeli celem reformy jest wprowadzenie podziału szpitali, to należałoby wziąć pod uwagę więcej danych, by ta ocena była bardziej obiektywna. Uwzględniając chociażby zasoby kadrowe, certyfikaty, jakie pozyskała dana lecznica. Bez tego mamy taki efekt, że tylko garstka szpitali kwalifikuje się do kategorii A, czyli tej, nazwijmy to, najlepszej, a większość “wpada” do kategorii najniżej ocenianych - C i D. I tam mogą znaleźć się szpitale, które naprawdę świadczą usługi na wysokim poziomie, ale na przykład w ostatnim czasie realizowały duże inwestycje.

I trzeba w końcu powiedzieć, że nie można oceniać szpitali, biorąc pod uwagę ich sytuację ekonomiczną, jeżeli obowiązujące zasady finansowania ochrony zdrowia są złe.

Dziś można powiedzieć, że dobrze wycenione są jedynie procedury wysokospecjalistyczne, a pozostałe są niedoszacowane. Wiele szpitali nie ma szans realizować tych dobrze płatnych świadczeń - myślę tu właśnie o szpitalach powiatowych, które przeważnie są skoncentrowane na zabezpieczaniu gorzej wycenionych podstawowych świadczeń, takich jak udary w neurologii, podstawowa chirurgia czy świadczenia realizowane w ramach interny. W przypadku tej ostatniej dziedziny świadczenia są na tak niskim poziomie, że wielu kierujących szpitalami stoi dziś przed dramatyczną decyzją, jaką jest utrzymywanie generującego koszty oddziału, co może odbić się na płynności całej placówki. I to od tego należałoby zacząć reformę szpitalnictwa - od urealnienia wycen świadczeń zdrowotnych.

Prawo w medycynie
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
×
Prawo w medycynie
Wysyłany raz w miesiącu
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych jest Bonnier Healthcare Polska.

Mam takie wrażenie, że autorzy ustawy zapomnieli, iż szpitale to nie fabryki śrubek, które mogą zatrzymać produkcję lub ją przyspieszyć. Że celem ich działalności nie jest wypracowywanie określonego zysku.

Kolejna uwaga do projektu jest taka, że zgodnie z przyjętą tam polityką placówki, które wpadną do kategorii C i D, stracą samodzielność w podejmowaniu decyzji, zaś samorządy, które do tej pory je nadzorowały, utracą realną władzę nad nimi na rzecz Agencji Rozwoju Szpitali. O ile być może w tych podmiotach faktycznie należy wprowadzić pewne zmiany (zresztą wiele szpitali już przecież wdraża plany naprawcze), to w przekonaniu mojego środowiska nie powinno się to odbywać centralnie, bo nikt nie rozumie lepiej potrzeb lokalnej społeczności niż samorząd powiatowy.

Czyli odroczenie wejście w życie zmian szpitale powiatowe przyjmują z ulgą?

Dobrze, że ta reforma nie będzie, póki co, wdrażana. To daje nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia jeszcze ją poprawi.

Minister zdrowia zapowiedział, że w resorcie trwają prace nad projektem zmian w szkoleniach rezydenckich, który przewiduje, że rezydenci część programu szkoleniowego będą odbywać w szpitalach powiatowych. Mają być przygotowane specjalne zachęty. Czy to dobra inicjatywa?

Wiele szpitali powiatowych, m.in. tych zrzeszonych w Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, otrzymało zgodę na prowadzenie rezydentur i od dawna z sukcesem to zadanie realizuje. Tu dużo zależy od decyzji konsultantów: wojewódzkich, krajowych w danej dziedzinie. Niemniej muszę przyznać, że szpitale powiatowe od dawna zabiegały, by szerzej „gościć” u siebie rezydentów, co oczywiście ma związek z brakami kadrowymi w systemie ochrony zdrowia. To daje szansę przekonać młodych lekarzy do późniejszej pracy w tych podmiotach. I tu zapewniam, że wiele szpitali powiatowych jest doskonale przygotowanych do tego, by prowadzić rezydentury. Co więcej, mogę powiedzieć, że sam jeszcze niedawno prowadząc duży szpital z oddziałem klinicznym, miałem okazję spotykać się zarówno ze studentami, jak i rezydentami - i ci sobie bardzo chwalili tę placówkę. Przyznawali, że uczą się praktycznej medycyny, a nie “papierowej”. Nie chcę krytykować dużych ośrodków szpitalnych, ale nie jest tajemnicą, że często rezydenci są tam sprowadzani do roli sekretarek. Za to właśnie w mniejszych placówkach mają możliwość faktycznego spotkania z pacjentem – oczywiście pod nadzorem specjalisty - i to tam nabywają praktycznych umiejętności.

Przy brakach kadrowych, jakie są na rynku i możliwościach finansowych szpitali powiatowych w pozyskiwaniu na rynku specjalistów, ta inicjatywa wydaje się więc cenna.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Reformy szpitali do wyborów nie będzie. Rząd się wystraszył kategoryzacji w powiatach?

Niedzielski: część rezydentury będzie realizowana w szpitalach powiatowych

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.